5. I chyba pierwszy mur runął.

Alex mocniej nasunęła kaptur na głowę, przy okazji przesłaniając sobie oczy czapką, która całkowicie zsunęła się z czoła. Westchnęła tylko bezradnie, dłuższą chwilę walcząc z własną nieporadnością. Jednocześnie nie mogła uwierzyć, że to właśnie robiła i że tak łatwo dała się na to wszystko namówić. Nie znosiła swojego braku asertywności, zwłaszcza kiedy ktoś celowo podrażniał jej ambicję, wyzywając ją od tchórzów i bojaźliwych dziewczynek. Całą drogę przeklinała chłopaka w myślach, walcząc z uciążliwymi sznureczkami przy bluzie, co irytowało ją jeszcze bardziej. Co chwilę oglądała się za siebie, gdy tylko podejrzanie dziwne odgłosy dobiegały jej uszu na opustoszałych alejkach. Było już dawno po północy, normalni ludzie dawno spali, a na ulicach panowała kompletna cisza, dlatego wszystkie dźwięki przybierały co najmniej stokroć na sile i pobudzały wyobraźnię do granic możliwości. Przyspieszyła, obiecując sobie, że już ani razu nie odwróci się za siebie. W końcu szczęśliwie dotarła na wcześniej umówione miejsce, ale poza pohukującą gdzieś w pobliskim parku sową, nie dostrzegła nikogo innego. Podeszła do barierki odgradzającej ścieżkę od stromego brzegu rzeki i stanęła na najniższym szczebelku, pochylając się nieznacznie do przodu. Mocniej oparła się o górne przęsło, bujając się delikatnie i z dziecięcą naiwnością przyglądając się księżycowi, który odbijał się w spokojnej tafli wody. Lubiła takie zabawy od małego, ale mama zawsze karciła ją za to, strasząc tylko tym, że kiedyś w końcu wpadnie do rzeki. Wtedy na te groźby reagowała płaczem, a dziś na samo wspomnienie zaczynała się śmiać. I dokładnie w tej samej chwili poczuła, jak czyjeś dłonie mocno pochwyciły ją w pasie, delikatnie popychając w przód. Aż pisnęła ze strachu.
- Uważaj! – czyjś głęboki, nieco ściszony głos rozbrzmiał tuż nad jej uchem, a ciepły oddech, który owiał skórę jej szyi, sprawił, że poczuła krótki dreszcz na plecach. – Widzisz, gdybym się tutaj nie pojawił w porę, to wpadałbyś do tej rzeki.
Alex w popłochu wysunęła się z silnego objęcia, odskakując przerażona na bok. Z szaleńczo bijący sercem i strachem widocznym w rozszerzonych źrenicach, spojrzała na swojego niespodziewanego towarzysza. I kiedy tylko dostrzegła na twarzy blondyna triumfujący uśmieszek, miała ochotę rzucić się na niego z pięściami, ale w ostatniej chwili powstrzymała się, nerwowo zaciskając usta.
- Czyś ty do reszty zwariował?! – wykrzyknęła mu prosto w twarz, kiedy nadal nie przestawał się z niej nabijać. Aż poczerwieniała ze złości, rzucając w jego stronę grad wściekłych spojrzeń. Chłopak opanował się, a jego rozbawiony dotąd wzrok momentalnie spochmurniał.
- To ja ratuję twoje życie, a ty mi się tak odpłacasz? – zapytał z pełną powagą i niezrozumieniem, po to, by chwilę później na nowo wpaść w histeryczny śmiech. Alex nie potrafiła się już powstrzymać i wymierzyła cios prosto w jego ramię, nie szczędząc przy tym siły. Blondyn skrzywił się, spoglądając na nią z oburzeniem. Ona jednak tylko fuknęła obraźliwie i krzyżując ręce na piersi, odwróciła się do niego plecami z dumnie uniesioną głową. Burczała coś pod nosem, ale było to na tyle niewyraźne, że prawdopodobnie sama siebie nie rozumiała.
- Tylko wcześniej to życie narażasz na niebezpieczeństwo!
- Oj tam, taki mały, nieznaczący szczegół w całej tej mojej bohaterskiej postawie – odparł tym obojętnym tonem głosu i wzruszył ramionami, kiedy dziewczyna spojrzała na niego przez ramię z mordem w oczach. Cały czas zadawała sobie tylko jedno pytanie, dotyczące tego, po co tak właściwie się tam pojawiła i każdy kolejna odpowiedź wydawała jej się głupsza i bardziej niedorzeczna od poprzedniej.
- To był chyba błąd – stwierdziła ze smutkiem, posyłając krótkie spojrzenie w stronę blondyna. Odetchnęła zrezygnowana i wsuwając dłonie do kieszeni bluzy, zaczęła powoli kierować się w stronę domu.
- Hej, poczekaj! – próbował ją zatrzymać, podbiegając szybko za nią i chwycił delikatnie jej ramię. Odruchowo przeniosła wzrok na jego dłoń, a później ponownie zadarła głowę, patrząc na zdecydowanie poważniejsze oblicze chłopaka. Dopiero będąc tak blisko dostrzegła tę niesamowitą błękitną głębię jego tęczówek. – Po co zgodziłaś się przyjść, skoro od razu uciekasz?
Zapadła między nimi ta lekko krępująca cisza, mącona co jakiś czas szumem wody i sporadycznym odgłosem przejeżdżającego w pobliżu samochodu. Zdawali się jednak w ogóle nie reagować na to, kompletnie i bez reszty skupiając wyłącznie na sobie. Ta magnetyczna chwila, gdy spojrzenia się skrzyżowały trwała zaledwie kilka sekund, choć dla nich samych była wiecznością. Alex z niezwykłą uwagą i dokładnością spoglądała w jego jasne oczy, nie posądzając się wcześniej o taką pewność i zaciętość. Czuła, że jej oddech stawał się coraz płytszy i z większym trudem przychodziło jej nabieranie powietrza. Nieświadomie przygryzała dolną wargę, gdy niespokojny wzrok wodził nerwowo po skupionej twarzy blondyna, a jego dłoń nadal z pewnego rodzaju troskliwością, ale i zaborczością przytrzymywała ją, tak jakby naprawdę obawiał się tego, iż w każdym momencie mogła mu zniknąć. Nagle tę rodzącą się między nimi przenikliwą więź przerwał podrywający się z gałęzi drzewa ptak i łopotem swoich ogromnych, rozpostartych skrzydeł zagłuszył ciszę, która była niemym obserwatorem ich pierwszego zbliżenia. Oboje jednocześnie drgnęli, momentalnie spoglądając w stronę, z której doszedł ich niespodziewany hałas. Szybko jednak popatrzyli ponownie na siebie, walcząc z tym, aby się nie roześmiać. Dziewczyna niepewnie wycofała się na krok, opuszczając głowę.
- No właśnie, w zasadzie to nie wiem, po co tutaj przyszłam – odpowiedziała na jego wcześniejsze pytanie, wbijając wzrok w swoje stopy. Nie miała pojęcia, dlaczego tak nagle jego bliska obecność zaczęła ją w pewien sposób peszyć, ale nie potrafiła już dłużej znieść tego przewiercającego wskroś spojrzenia. Wiedziała jednak doskonale, że on nadal się jej przypatrywał.
- Skoro tak bardzo chcesz wracać, to pozwól chociaż się odprowadzić, bo później będę miał cię na sumieniu, w końcu jestem superbohaterem – oznajmił, kiedy nie podnosiła wzroku, wciąż z lubością analizując swoje trampki. Nie dostrzegł więc, że kiedy tylko wypowiedział te słowa, przebłysk uśmiechu, z którym naprawdę bardzo usilnie próbowała walczyć, przemknął przez jej twarz. Odważyła się wreszcie na niego po raz kolejny spojrzeć i skinęła tylko na zgodę głową, obserwując jak ruszał przed siebie. Ona jednak, jak zaczarowana stała wciąż w jednym miejscu i dopiero kiedy się zatrzymał, spoglądając na nią ze zdziwieniem, odetchnęła głębiej i dotruchtała do niego, dorównując mu kroku.

*

Maszerowali obok siebie, ale nikt nie chciał wykonać tego pierwszego ruchu, by odezwać się i zacząć jakąś nawet najbardziej bezsensowną rozmowę. Co chwilę tylko spoglądali na siebie, licząc że to drugie akurat nie patrzyło, jednak kilka razy ich oczy spotkały się, a wtedy ze speszeniem odwracali się, uśmiechając nieznacznie. W pewnej chwili chłopak przyspieszył i wbiegł przed nią, zastępując jej swoją osobą drogę.
- Luke – rzekł donośnie, wysuwając w jej stronę dłoń. Wyszczerzył zęby w szerokim uśmiechu, niecierpliwie czekając na jej reakcję. Spojrzała na niego, nie kryjąc totalnego zdziwienie i uniosła lekko brew. Blondyn wyczuł jej zmieszanie i niezrozumienie. – No w zasadzie się jeszcze nie poznaliśmy, więc się przedstawiam – wyjaśnił, nadal oczekująco na nią spoglądając.
- Alexandra? – bardziej zapytała, niż stwierdziła, opuszczając wzrok na jego dłoń. Z wielką niepewnością wysunęła rękę z kieszeni i podciągając nieco rękaw bluzy, odpowiedziała delikatnym uściskiem. Prawie momentalnie jego długie palce otoczyły ciepłem jej zmarzniętą skórę, chyba nie do końca świadomie opuszkami gładząc ją, gdy nie odważyła się wysunąć jej z przyjemnego objęcia. Była prawie pewna, że jej maleńka dłoń bez problemu schowałaby się w jego męskim chwycie.
- Miło mi cię poznać, Alexandro – z niezwykłą radością i wyjątkową celowością położył nacisk na jej imię, mocniej obejmując dłoń. Blondynka miała wrażenie, że przestrzeń między nimi w jednej chwili momentalnie się zmniejszyła, a przejrzyste, jasne spojrzenie było tuż nad nią, dokładnie się jej przyglądając. Był od niej zdecydowanie wyższy i tym zyskiwał sporą przewagę. Zwłaszcza teraz, kiedy niewygodna cisza ponownie przejmowała kontrolę, a ona nie miała możliwości, aby gdzieś uciec i schować się przed nim. Odchrząknęła sugestywnie, nerwowo odwracając wzrok i znowu zagryzła wargę. Miał zdecydowanie zły wpływ na jej zachowanie i wcale jej się to nie podobało.
- Właściwie to już jesteśmy na miejscu – powiedziała cicho, krótkim gestem głową wskazując mu dom, znajdujący się za jego plecami. Kiedy się odwrócił, dostrzegła to zaskoczenie na jego twarzy. Bardzo powoli wrócił do poprzedniej pozycji i z szeroko otwartymi oczami popatrzył na nią
- Chcesz mi powiedzieć, że mieszkasz w tym … - na moment się zatrzymał, nie potrafiąc nawet znaleźć odpowiednich słów, na to aby określić posiadłość rozpościerającą się tuż za nim. – W tym pałacu?
- Nie przesadzaj – odpowiedziała z rozbawieniem, wysuwając w końcu dłoń z uścisku i momentalnie schowała ją do kieszeni. Nim się zorientował, ominęła go, wchodząc przez ogromną, mosiężną bramę, która od razu się przed nią otworzyła. Zatrzymała się na podjeździe prowadzącym pod ogromny dom, który dla kogoś obcego naprawdę mógł sprawiać wrażenie małego pałacyku.
- Wow – dało się słyszeć kolejne westchnienia zachwytu Luke’a, co tylko wywołało uśmiech na jej twarzy. Nigdy nie chwaliła się swoim bogactwem, bo zdecydowanie nie było to dla niej ważne, dlatego jej znajomi z reguły reagowali podobnie jak i on.
- Dziękuję za odprowadzenie, dobranoc – pożegnała się z nim, niepewnie unosząc rękę, aby mu pomachać.
- Do zobaczenia – mruknął szeptem, kiedy znikała za wielkimi, wejściowymi drzwiami, nie poświęcając mu już nawet jednego, krótkiego spojrzenia.

*

Wskoczyła do łóżka, wbijając twarz w swoją ukochaną, puchową poduszkę. Nie miała nawet ochoty, aby pozbywać się wierzchniego odzienia, dlatego zsunęła tylko ze stóp buty i zakopała się pod ciepłą kołdrą. Kręciła się jakiś czas, nie mogąc znaleźć odpowiedniej pozycji do spania. Nagle mrok pokoju rozjaśnił włączający się ekran telefonu, roznosząc krótki sygnał zwiastujący nową wiadomość. Niechętnie wysunęła rękę spod pierzynki, sięgając po komórkę. Z przeciągłym ziewnięciem spojrzała na monitorek, nieco zmęczonymi oczami śledząc kolejne literki.
- Śpij dobrze, kolorowych snów. L.
Przymknęła powieki i z uśmiechem na ustach zasnęła.

4. Choć przeznaczenie pragnęło czegoś więcej.

Kobieta, która składała właśnie zamówienie okazała się być strasznie niezdecydowana w wyborze odpowiedniej kawy, co chwilę zmieniając zdanie. Alex posłała tylko litościwe spojrzenie w kierunku pracownicy kafejki, która również miała już chyba dość natrętnej klientki, a ta uśmiechnęła się do niej przepraszająco. Watson odpowiedziała równie niepewnym uśmiechem, wzdychając ciężko, gdy kobieta po raz kolejny zmieniła zdanie co do babeczki, którą miała zjeść z zamówioną już wcześniej kawą.
- Co dla ciebie?
Usłyszała nagle czyjś głos, dochodzący z boku i lekko drgnęła, skupiając się wcześniej całkowicie na blokującej kolejkę nieznajomej. Bardzo powoli zerknęła w lewo, dostrzegając za ladą chłopaka, który uśmiechał się szeroko, ale w chwili, gdy ich spojrzenia skrzyżowały się, momentalnie spoważniał.
- Tyyyyy … - mruknęła przeciągle Alex, siląc się na wymuszony uśmiech. Blondyn parsknął kpiąco, wciąż z uwagą się jej przyglądając.
- To musi być jakiś żart losu – ocenił ze smutkiem, sięgając po papierowy kubek. – Twoje imię? – zapytał, próbując zachować profesjonalizm, kiedy stojąca obok niego kobieta posłała sugestywne spojrzenie, aby nie obijał się w pracy i wykonywał swoje obowiązki.
- Alex – odpowiedziała odruchowo, gryząc się w język zbyt późno, bo chłopak już zapisywał je na kubeczku. Dostrzegła ten przebłysk cwanego uśmieszku na jego ustach, a w policzku pojawiło się niewielkie wgłębienie. – Latte na wynos poproszę – dodała pospiesznie, potrząsając lekko głową, gdy zbyt długą chwilę wpatrywała się w niego.
- Się robi – rzekł z uroczym, aczkolwiek przepełnionym jadem i ironią uśmiechem, a blondynka wykrzywiła usta, przedrzeźniająco przewracając oczami. Bacznie przyglądała się, jak przygotowywał dla niej kawę, ale już po chwili wybuchła śmiechem, kiedy nieopatrznie zahaczył dłonią o kubek i cała jego zawartość rozlała się na blacie tuż obok ekspresu. Kątem oka zerknął na nią, a jego pewne siebie oblicze momentalnie pokrył szkarłatny rumieniec.
- Luke się dopiero uczy – wyjaśniła jej kobieta, która właśnie skończyła obsługiwać wybredną klientkę i również dostrzegła nieporadność blondyna.
- Mam czas, może do wieczora mu się uda – stwierdziła z rozbawieniem, nadal obserwując chłopaka z uwagą.
- Znacie się z Luke’iem? – zapytała ją po chwili, a Alex spojrzała na nią z zaskoczeniem.
- W zasadzie nie – odpowiedziała zgodnie z prawdą, lekko nieobecnym i zamyślonym głosem. Kobieta przytaknęła jedynie, odchodząc do kolejnego klienta, który czekał w kolejce. Dziewczyna przesunęła się na bok, dochodząc do wniosku, że w takim tempie pracy, jaki prezentował właśnie Luke, jeszcze sporo sobie poczeka na zamówienie. Widziała doskonale, jak nieporadnie radził sobie z tym wszystkim, podśmiewając się pod nosem z niego. W tej niezdarności było jednak coś ujmującego, ale dość szybko zdała sobie sprawę, że nie powinna o nim myśleć w taki sposób. Po kilku nieudanych próbach, w końcu z dumą zamknął kubeczek plastikową nakrętką, podchodząc do niej.
- Proszę – oznajmił wyniośle, podsuwając bliżej niej kawę. Alex z powagą patrzyła na niego, po to by już po chwili zanosić się głośnym śmiechem.
- Myślałam, że już dziś się z tym nie wyrobisz – powiedziała ze śmiechem, odbierając swoje zamówienie. Blondyn obruszył się tylko z udawanym nadąsaniem, robiąc tę swoją głupkowatą minę, która jeszcze bardziej rozbawiła dziewczynę. Położyła na ladzie dwa banknoty i odwróciła się w stronę wyjścia.
- Hej, reszta! – zawołał za nią Luke, gdy była już przy drzwiach, ale ona tylko spojrzała za siebie, uśmiechając się delikatnie do niego.
- Dzięki! – skwitowała, unosząc nieznacznie kubek do góry.

*

- Potrzebuję jakąś dobrą muzykę! – oznajmiła władczo Katie, wpadając z hukiem do pokoju Alex. Ta bardzo powoli spojrzała na siostrę i przewróciła tylko oczami, ponownie opadając na poduszkę. Nie reagowała już na żądania dziewczyny, kompletnie starając się ją ignorować. Przekręciła się na bok, zamykając oczy. Kilka sekund później poczuła jednak, jak łóżko po drugiej strony ugięło się, a brunetka wskoczyła na nią, wyjmując słuchawki z jej uszu.
- Spieprzaj! – warknęła ze złością, próbując zrzucić ją z siebie.
- Daj mi jakąś dobrą muzykę i sobie pójdę.
- Po co ci? – zapytała Alex, nie kryjąc zdziwienia. Katie zwykle miała negatywne nastawienie do tego, czego ona słuchała, zadowalając się jakimiś puszczanymi w radio piosenkami.
- Nieważne, daj mi coś dobrego – ponowiła żądanie, siadając wygodniej na skraju łóżka. Blondynka nadal z niedowierzaniem przyglądała się jej, nie mając bladego pojęcia, co zmusiło ją do tak nagłej zmiany.
- Ale nie wiem, czego szukasz.
- Boże – westchnęła bezradnie, unosząc ręce. – Daj mi coś dobrego, czego słuchają faceci – wyjaśniła krótko, zeskakując na ziemię i zaczęła wodzić wzrokiem po regałach wypełnionych winylami.
- Ach – Alex mruknęła w odpowiedzi, uderzając się lekko dłonią w czoło. Mogła się domyślić, że chodziło o jakiegoś chłopaka, któremu usilnie próbowała się przypodobać. – Na biurku leży płyta w takim niebieskim opakowaniu, powinna być odpowiednia – dodała, obserwując jak podekscytowana dziewczyna podbiegła we wskazanym przez nią kierunku i porwała składankę, nie racząc jej nawet jakimś podziękowaniu, a dodatkowo przewróciła jeszcze stojący na skraju kubek po kawie. Blondynka podziękowała sobie sama w myślach, śmiejąc się do siebie. Już dawno przywykła do takiego zachowania siostry, która była nieprzewidywalna, ale jednocześnie zdawała sobie sprawę z tego, że rodziny się nie wybierało i musiała pogodzić się z tym faktem. Kiedy Katie zatrzasnęła za sobą drzwi, Alex aż przymknęła oczy, mrużąc mocniej powieki. Miała wrócić do grania, ale coś dziwnego mignęło jej przed oczami. Ponownie spojrzała w stronę biurka, dostrzegając jakiś dziwny napis na przewróconym kubku, na który wcześniej nie zwróciła uwagi. Odłożyła na bok gitarę i zeskoczyła z łóżka, sięgając po papierowe naczynie i odwróciła je dnem do góry. Na spodzie widniały jakieś cyfry, pisane w pośpiechu, krzywo i niewyraźnie. Krótką chwilę wpatrywała się w nie ze zdumieniem, walcząc z cisnącym się na usta uśmiechem.
- Albo on jest głupi, albo jest bardzo głupi – powiedziała do siebie, zaczynając się śmiać. Odstawiła kubek z powrotem na biurko i wróciła na łóżko, próbując ponownie skupić się na muzyce. Jednak za każdym razem, kiedy tylko próbowała przypomnieć sobie, co grała przed niespodziewanym wtargnięciem siostry, jej wysiłek okazywał się być bezcelowy. Przymknęła oczy, oddychając głęboko, ale nawet to nie pomogło, bo wciąż nie potrafiła się skupić. Odruchowo jej wzrok powędrował w stronę biurka. Zmrużyła powieki, wpatrując się w kubek, ale już sekundę później zrugała się w myślach, kręcąc znacząco głową. Chwyciła z nocnej szafeczki kartkę i ołówek, starając się dokończyć wcześniej rozpoczęty tekst nowej piosenki, ale kiedy tylko usiłowała stworzyć choćby jedno sensowne zdanie, to wychodziły z tego takie bzdury, że sama z siebie zaczynała się śmiać.
- Źle ze mną, gadam do siebie, śmieję się z siebie, powinnam chyba iść spać – stwierdziła w końcu, odkładając wszystko na bok. Ściągnęła narzutę z łóżka, odrzucając ją na stojący przy biurku fotel, ale nie spodziewała się chyba tego, że samym rogiem nakrycia zahaczyła o ten niewdzięczny kubek. Ten prawie bezgłośnie upadł na podłogę i delikatnie potoczył się pod nogi blondynki. Z przerażeniem spojrzała w dół, dłuższą chwilę wpatrując się w ziemię otępiałym wzrokiem. Nagle rozejrzała się dookoła, jakby szukała jakiejś ukrytej kamery, mając wrażenie, że ktoś robił sobie z niej okrutne i w ogóle nie śmieszne żarty. Przykucnęła i chwytając kubek, zaczęła nim nieznacznie uderzać w wewnętrzną część dłoni, lekko zamyślonym wzrokiem wpatrując się w zapisane cyferki.

*

Rzucił się na łóżko, padając ze zmęczenia na twarz. Całe przedpołudnie w kafejce ciotki zdecydowanie dało mu się we znaki, a kolejna próba z chłopakami również nie należała do najlżejszych zajęć. Zamknął oczy, układając wygodnie policzek na miękkiej pościeli. Rozłożył obie ręce na całą szerokość, a jedyne o czym teraz marzył, to błogi sen. Ktoś jednak postanowił  skutecznie uprzykrzyć mu tę chwilę odpoczynku, bo momentalnie rozdzwonił się jego telefon. Luke tylko zaklął siarczyście, odwracając głowę w drugą stronę i nakrył ją poduszką, chcąc zagłuszyć natarczywą melodyjkę. Nagle coś sobie przypomniał i gwałtownie poderwał się z łóżka, nieopatrznie zaplątując jedną ze stóp w koc. Z potężnym hukiem wylądował na podłodze, ponownie rzucając obelżywymi wyzwiskami w kierunku nakrycia i rozmasowując sobie w międzyczasie pulsujące z bólu kolano. Doczołgał się do fotela, gdzie leżała bluza, a w niej wciąż rozbrzmiewający ulubioną piosenką telefon, ale kiedy tylko wygrzebał komórkę z kieszeni, wszystko ucichło, a na wyświetlaczu widniała krótka informacja o nieodebranym połączeniu. Wciąż lekko się krzywiąc przy każdym poważniejszym ruchu, wybrał nieznany numer, z szybko bijącym sercem wsłuchując się w długie sygnały w słuchawce. Pierwszy, drugi, trzeci, a on powoli zaczął tracić nadzieję, choć tak naprawdę nie miał pojęcia na co liczył. I kiedy już odsuwał aparat od ucha, doszedł go niepewny, dziewczęcy głos.
- Halo?
Podparty dotąd na łokciu, delikatnie przewrócił się na plecy, opadając leniwie na podłogę i westchnął z ogromną ulgą. Uśmiechnął się.

3. Ale potrafili jeszcze temu zaprzeczyć, bo tak było łatwiej.

Maleńki dzwoneczek zawieszony nad drzwiami momentalnie zabrzęczał, roznosząc po wnętrzu charakterystyczny dźwięk, kiedy tylko weszła do tak dobrze znanego jej pomieszczenia. Specyficzny zapach przeszłości prawie od razu w nią uderzył, gdy tylko przekroczyła próg. Uwielbiała ten niewielki, ukryty w jednej z pobocznych uliczek, muzyczny sklepik z płytami. Prowadzony był przez pana Johna, który o muzyce wiedział praktycznie wszystko i to dzięki niemu Alex tak bardzo to pokochała. Dawno temu, kiedy była jeszcze dzieckiem, pewnego dnia wracała ze szkoły i w drodze powrotnej złapała ją wielka ulewa. Chcąc schronić się przed deszczem, wbiegła właśnie do sklepu pana Johna i od tamtej pory traktowała to miejsce, jak drugi dom. Potrafiła spędzać w nim całe dnie, przeglądając szuflady wypełnione starymi winylami. I mimo, iż w domu ścienna półka w jej pokoju uginała się pod ciężarem płyt, to nie przestawała uzupełniać swojej kolekcji o kolejne wyjątkowe albumy. Chyba była od tego uzależniona, ale lubiła ten nałóg. Czasami miewała wizję, że zabierała wszystkie te szczególne egzemplarze do siebie, mogąc w każdej chwili rozkoszować się chwilą z dobrą muzyką, płynącą wprost ze starego dziadkowego gramofonu i przyozdobioną tym wyjątkowym szmerem, z którego okradzione zostały nowoczesne wydania utworów. Przespacerowała się między sklepowymi regałami, sunąc dłonią po idealnie poukładanych płytach. Zwykle miała szczęście do wynajdowania prawdziwych perełek pośród tego ogromu przeróżnych artystów, stylów, gatunków.
- Mam dziś parę nowości! – zaczepił ją właściciel, uśmiechając się przyjaźnie, gdy pogrążona była w przeszukiwaniu kolejnej sterty płyt. Spojrzała na niego z nieskrywanym podekscytowaniem i pospiesznie podeszła do wielkich kartonowych pudeł, które stały nieopodal lady. Cieszyła się, jak małe dziecko, które właśnie znalazło prezenty pod choinką, a jej szeroko otwarte oczy błyszczały radośnie. Przeszukiwała kolejne tytuły, wodząc wzrokiem po różnokolorowych okładach, aż w końcu jej uwagę przykuło coś innego. W pudle obok, na samej górze leżała płyta, wyraźnie używana, w potarganym, bardzo sfatygowanym papierowym opakowaniu, którego kawałki ledwo trzymały się całości. Bardzo powoli przeniosła wzrok na bok, czując napływającą falę podekscytowania, kiedy dostrzegła nazwę albumu. Od jakiegoś czasu poszukiwała właśnie tego krążka, dlatego kiedy tylko go ujrzała, szeroki uśmiech momentalnie rozpromienił jej twarz. Już miała pochwycić przedmiot pożądania, kiedy niespodziewanie zza jej pleców wyłoniła się obca ręka, sięgająca po płytę. Alex poczuła coraz mocniejsze bicie serca i przez krótką chwilę miała wrażenie, że właśnie wydarzyło się coś niesamowitego, bo zabrakło jej aż tchu, gdy dość długie, szczupłe palce przypadkowo musnęły jej dłoń. Zadrżała, gwałtownie wycofując rękę i przymknęła oczy, wstrzymując nieświadomie oddech.
- Przepraszam – odparł ktoś za nią, również odsuwając się na większą odległość, ale głęboki, męski głos wciąż odbijał się głuchym echem w jej głowie. Przestała już czuć na plecach ciepły oddech, ale szaleńczo bijące serce nadal dawało o sobie znać. Trzęsła się z przerażenia, chociaż tak naprawdę nie miała pojęcia, co było impulsem tak silnego pobudzenia jej organizmu. Niepewnie odwróciła się za siebie, a kiedy tylko jej przestraszony wzrok zatrzymał się na twarzy niespodziewanego towarzysza, ciche jęknięcie wyrwało się z jej ust. Odetchnęła z ulgą, obojętnie przewracając oczami. Wyglądała na rozczarowaną, bo widocznie w jej wyobraźni spodziewała się jakiegoś księcia z bajki, który w rzeczywistości okazał się być zwykłym giermkiem, w dodatku trochę irytującym i zbyt pewnym siebie. Zrezygnowana, opuściła głowę, nie mogąc zrozumieć, jak jej doskonała intuicja mogła być tak zawodna w tej jednej chwili.
- Znowu ty – szepnęła z nieprzyjemnym sapnięciem, opuszczając ramiona. Napięte do tej pory mięśnie natychmiast się rozluźniły, a na twarzy miejsce przerażenia zajął niesympatyczny grymas. Pokręciła na boki głową, wciąż w pamięci mając jego denerwujące zachowanie z parku.
- Znowu ty – zawtórował jej przekornie, a  jego jasne oczy przyglądały jej się z uwagą. Specjalnie zaakcentował ostatnie słowo, kładąc na nie największy nacisk. I choć zdążyła się już odwrócić do niego plecami, nadal odczuwała na sobie ten przeszywający wzrok, dlatego ponownie westchnęła ciężko, zerkając na niego. Wyglądał tak, jakby przed chwilą się obudził, z tym zaspanym spojrzeniem, włosami w totalnym nieładzie i śladzie po odciśniętej  poduszce na policzku.
- Śledzisz mnie? – zapytała podejrzliwie, mrużąc lekko oczy, gdy jedna z brwi lekko uniosła się ku górze. Blondyn zaśmiał się cierpko.
- Oczywiście, mam tak nudne życie, że łażę za jakąś zapatrzoną w siebie księżniczką po całym mieście – odpowiedział złośliwie, przedrzeźniająco naśladując ton jej głosu. Alex zaniemówiła, otwierając szerzej oczy. Dłuższą chwilę wpatrywała się w niego bez słowa, tocząc wewnętrzną walkę z sama sobą, aby przypadkiem nie rzucić się na niego z pięściami. Zdawała sobie sprawę, że była w publicznym miejscu i powinna panować nad własną wściekłością, choć od środka aż ją rozrywało. Zacisnęła mocno usta, rzucając w jego stronę grad piorunujących spojrzeń.
- Skończony dupek – warknęła przez zaciśnięte zęby i rozzłoszczona do granic możliwości, ruszyła momentalnie w stronę wyjścia. W drzwiach odwróciła się jeszcze za siebie i spojrzała na chłopaka, który wciąż się jej przyglądał. – I nie potrzebuję żadnej twojej, lepszej muzyki!
I choć cała składanka, którą jej podarował okazała się być wyjątkowo dobra, to właśnie wtedy poczuła potrzebę, aby wyładować emocje, a ten sposób wydawał się być najlepszym. Nie mogła tylko pojąć tego, jak ktoś z tak dobrym muzycznym gustem, z taką wrażliwością, okazał się być takim idiotą. Pozory myliły, a ona kolejny raz w dość okrutny sposób musiała się o tym przekonać.
- Nie ma za co! Zapraszam na mój kolejny występ, już jutro, przy starym teatrze – krzyknął za nią, gdy naciskała klamkę. Wyczuła w jego głosie nutkę radości, bo znowu udało mu się wytrącić ją z równowagi. Musiał ją dostrzec tego feralnego dnia w tłumie piszczących dziewczyn, a to powodowało, że czuła się jeszcze gorzej. W ostatniej chwili powstrzymała się od trzaśnięcia drzwiami. Nie odważyła się już jednak spojrzeć w jego stronę, choć miała taką ochotę odpowiedzieć mu czymś równie złośliwym i zmyć z jego rozanielonej twarzy ten perfidny uśmieszek. Zamiast tego wciąż sypała coraz to gorszymi epitetami pod jego adresem, w środku gotując się z wściekłości. Zacisnęła dłonie w pięści, a palce z pełną premedytacją wbijała w delikatną skórę. Aż syknęła z bólu. Niezwykle pobudzona i rozzłoszczona udała się w stronę domu, kompletnie zapominając o płycie, którą tak pragnęła mieć, a to stało się kolejnym argumentem do tego, aby znienawidzić blondyna.

*


Nerwowo podążał wzrokiem po okrążającym ich tłumie dziewcząt, które z zamiłowaniem w oczach wpatrywały się w nich, jak w obrazki. Niektóre były całkiem ładne, inne trochę mniej, ale Luke’a nieszczególnie to interesowało tego dnia. Z jakąś niezrozumiałą i niewytłumaczalną wręcz nadzieją wypatrywał w tłumie dziewczyny z parku. Skupił się tak na swoich poszukiwaniach, że w pewnej chwili pomylił się, co spotkało się tylko z krzywym spojrzeniem Caluma. Wzruszył jedynie ramionami, bo nie zależało mu na tym, czy ktoś ze zgromadzonych usłyszał tę małą pomyłkę, czy też dobrze udało się ją zatuszować. Fanki były na tyle zaślepione ich wizualną prezencją, że z pewnością żadna z nich nie wychwyciła tego.
- Co się z tobą dzieje? – zapytał szeptem Michael, wykorzystując krótką przerwę, kiedy szykowali się do kolejnego utworu. Luke spojrzał na niego z niezrozumieniem, krzywiąc się przy tym lekko.
- Nic – odparł nieuprzejmie, wracając do gry na gitarze. Kompletnie zignorował zdumione spojrzenia przyjaciół, skupiając całą uwagę na instrumencie. Tak naprawdę sam nie rozumiał swojego dziwnego zachowania i roztargnienia, zwłaszcza, że doskonale zdawał sobie sprawę, że prawdopodobieństwo obecności blondynki było bliskie zeru. To wszechogarniające go rozczarowanie było naprawdę czymś dziwnym i nie mógł pojąć, dlaczego tak reagował. Nawet nie wiedział, dlaczego wczoraj wspomniał jej o tym całym występie, bo przecież tak naprawdę w ogóle jej nie znał, ani nie lubił, ani nie chciał, żeby go słuchała. Denerwowała go jej wyniosłość i przekonanie, że wszystko jej się należało.
- Hemmings, idziemy?
Poczuł lekkie szturchnięcie Ashtona, które sprowadziło go na ziemię. Nawet nie zorientował się, kiedy skończyli grać, a tłum zaczął się rozchodzić. Spojrzał nieprzytomnym wzrokiem na przyjaciela i skinął głową, chowając gitarę.

2. Gdy nieświadomie zaczynało zależeć trochę bardziej.

- Mogłabyś w końcu przestać choć na chwilę udawać, że umiesz grać na tej swojej przeklętej gitarce! – krzyknęła poirytowana Katie, bez żadnego uprzedzenia wpadając do pokoju Alex. – Mam już tego dość! – warknęła z zaciśniętymi pięściami, rzucając jej grad piorunujących spojrzeń. Musiała niedawno się przebudzić, bo jej zwykle idealnie ułożone włosy były w totalnym nieładzie, a każdy kosmyk odstawał w inną stronę.
- Kultura uczy, aby przed wejściem do cudzego pokoju zapukać – odparła spokojnie blondynka, nie odrywając nawet wzroku od instrumentu, wciąż delikatnie palcami przesuwając po strunach. – Ach, zapomniałam, ty nie wiesz, co to znaczy kultura – dodała z cichym westchnieniem, co tylko jeszcze bardziej wytrąciło siostrę z równowagi. Ona zdawała się jednak tym nie przejmować, a twarz Katie z każdą upływającą sekundą przybierała bardziej rumiany odcień.
- Debilka! – syknęła z wściekłością, odwracając się w stronę wyjścia. Alex podniosła wtedy rozbawiony wzrok, śmiejąc się pod nosem.
- Tylko nie zapomnij zamknąć drzwi – poprosiła nad wyraz uprzejmie, chcąc doprowadzić brunetkę do granic wytrzymałości. Ta zerknęła przez ramię na nią i mrużąc mocno powieki, chwyciła klamkę i z całej siły zatrzasnęła je za sobą, a dziewczyna aż podskoczyła na łóżku, przymykając nieznacznie oczy. Pokręciła bez przekonania głową, słysząc jeszcze dochodzące zza ściany wyzwiska na swój temat, ale ponownie nie zrobiło to na niej żadnego wrażenia, bo już dawno przyzwyczaiła się do takiego zachowania Kat. Codzienne kłótnie, tak naprawdę o nic, stały się ich tradycją.
- I jeszcze jedno! – Katie ponownie pojawiła się z wielkim hukiem w jej pokoju, wściekła tak samo, jak w chwili, kiedy z niego wychodziła. – Pożyczam twój tusz! – oznajmiła hardo, porywając z biurka spoczywający w koszyczku kosmetyk. Alex uważnie śledziła jej poczynania, a kiedy tylko siostra wygrzebała pożądany przedmiot i znikła po raz kolejny, wybuchła śmiechem, nie próbując nawet zagłębiać się w jej psychikę i motywy, które determinowały to dziwne zachowanie.
- Nie ma za co, proszę bardzo, korzystaj z moich rzeczy do woli, przecież co moje to twoje! – zawołała za nią z ironicznym tonem w głosie, chociaż Kate już prawdopodobnie dawno okupowała łazienkę, poprawiając swój wygląd. Jakież było jej zdziwienie, kiedy zza ściany doszedł ją stłumiony krzyk.
- Dziękuję, zapamiętam to sobie na pewno!
Zaczęła się głośno śmiać, wzdychając bezradnie. Czasami naprawdę trudno współżyło jej się z własną siostrą i odnosiła wrażenie, że kiedy już była pewna, iż nic jej nie zaskoczy, Kat zawsze wyskakiwała z czymś nowym.

*

Dzisiejsze przedpołudnie spędzali w domu Michaela, próbując przećwiczyć kolejny kawałek. Szło bardzo opornie, tym bardziej, że Ashton po raz kolejny miał wyśmienity humor i wszystko dookoła stawało się dla niego okazją do robienia głupich żartów. Luke czasami miał ich wszystkich dość, ale z drugiej strony traktował każdego jak brata i nie wyobrażał sobie tego zespołu bez nich. Od samego rana miał jednak inne zmartwienie na głowie, cały ten czas spędzając praktycznie przed ekranem komputera.
- Co tam? – zapytał nagle Michael, opierając się o krzesło, na którym siedział Luke. Hemmings spojrzał nad siebie, posyłając przyjacielowi apatyczne spojrzenie. Wzruszył ramionami obojętnie, wracając do przeglądania listy piosenek na laptopie.
- Muszę znaleźć kilka dobrych kawałków – wyjaśnił chwilę później, kiedy zrozumiał, że Clifford nie zamierzał dawać mu spokoju i wciąż z tym denerwującym wzrokiem przypatrywał się jego poczynaniom.
- Po co? – Mikey nie ukrywał zdziwienia, zajmując szybko miejsce na drugim krześle, które stało tuż obok. Z zaciekawieniem przysunął się bliżej. Luke tylko przewrócił teatralnie oczami, wzdychając bezradnie. – Szukasz czegoś nowego dla nas?
- Nie – odparł momentalnie, minimalizując folder z zapisanymi utworami i spojrzał sugestywnie na towarzysza. Liczył, że Michael zrozumiał tę ukrytą aluzję, ale on wciąż siedział w tym samym miejscu, z uśmiechem spoglądając na niego.
- W takim razie po co?
- Nieważne! – warknął ze złością, trochę niezamierzenie, szybko jednak orientując się, że nie powinien tak traktować przyjaciela. Ten tylko zaczął się śmiać i dłonią zmierzwił idealnie ułożone włosy Luke’a.
- Oby była warta twojego starania – stwierdził, podnosząc się z krzesła i poklepał go przyjaźnie po ramieniu. Blondyn nawet zapomniał być na niego złym za dotykanie włosów, podążając jedynie zaskoczonym wzrokiem za oddalającą się w kierunku kuchni sylwetką Clifforda.
- Poprawiam jej tylko muzyczny gust – mruknął na swoją obronę, ponownie otwierając pełen różnorodnych piosenek folder. Wybrał w końcu kilka odpowiednich kawałków, nagrywając je na płytę. Nie zauważył, że przypadkiem do tej wyselekcjonowanej kolekcji mniej komercyjnych utworów przez kompletny przypadek przeciągnął również plik z ich pierwszą, autorską piosenką.

*

Alex zlitowała się w końcu nad wciąż skamlającą siostrą i pakując gitarę, ruszyła w kierunku swojego ulubionego miejsca, ponieważ i tak była na dzisiejsze popołudnie umówiona z małą Sussie na kolejną lekcję gry. Dziewczynka była jej najwierniejsza fanką i każdego dnia wiernie wyczekiwała na pobliskiej ławeczce na pojawienie się blondynki.
- Cześć maluchu – Alex zaczepiła małą, pociągając ją delikatnie za jeden z kucyków, które uroczo merdały, gdy tylko lekko poruszała głową. Sussie pisnęła z radości, zeskakując pospiesznie z ławki i podbiegła do niej, z całej siły przytulając się do jej nogi.
- Już myślałam, że nie przyjdziesz! – stwierdziła z bardzo smutną minką, wsuwając do przodu usta, ale zaraz szybko się uśmiechnęła, spoglądając za plecy dziewczyny, gdzie dostrzegła już gitarę. – Pogramy dzisiaj, tak?
- Oczywiście, przecież obiecałam – odparła z radością, delikatnie głaskając ją po włosach. Sussie poprawiła fryzurę i ponownie wskoczyła na drewnianą ławeczkę, czekając z niecierpliwością na występ Alex. Watson zaśmiała się tylko pod nosem, podchodząc na skraj swojej – jak lubiła ją nazywać – fontanny. Już miała siadać na obłupanym kamieniu, kiedy na murku dostrzegła niewielkie plastikowe pudełko, od którego odbijało się słońce. Niepewnie rozejrzała się na boki, jakby poszukiwała tajemniczego właściciela przedmiotu, ale poza kilkoma mijającymi ją spacerowiczami, nie dostrzegła nic podejrzanego. Zbliżyła się, podnosząc opakowanie. Momentalnie rzuciła jej się w oczy przyczepiona do niego karteczka.

Powinnaś posłuchać czegoś mniej komercyjnego, czegoś ambitniejszego, niż ta twoja Britney.
P.S. Mam nadzieję, że nasz występ ci się podobał : - )
L.

Alex przeczytała kilkakrotnie treść, wpatrując się w kartkę z szeroko otwartymi oczami. Z uniesioną brwią po raz kolejny rozejrzała się na boki, ale niczego, ani tym bardziej nikogo nie zauważyła. Nie miała najmniejszego pojęcia, co o tym wszystkim powinna myśleć, ale wszelkie fakty wskazywały na natrętnego blondyna. Zastanawiała ją tylko jedna rzecz – skąd wiedział, że grała kiedyś piosenkę Britney. Otworzyła pudełko, dostrzegając w nim zwykłą płytę.
- Sussie, widziałaś tutaj wcześniej kogoś? Ktoś zostawił tę płytę tutaj? – zapytała siedzącej niedaleko dziewczynki, pokazując jej opakowanie. Małą pokręciła jedynie przecząco głową, machając przy tym zabawnie nogami, które zwisały nad ziemią. Alex westchnęła głęboko, ponownie spoglądając na tajemniczy przedmiot. Kilka razy uderzyła nim o otwartą dłoń, wbijając wzrok gdzieś przed siebie, aż w końcu po krótkiej chwili zadumy schowała płytę do torby.

*

Wróciła do domu późnym wieczorem, momentalnie udając się do swojego pokoju. Nie miała ochoty na kolację, ani na pogaduszki z matką, która właśnie przeszukiwała kolekcję filmów na dvd, aby znaleźć na samotny wieczór jakiś romantyczny zamulacz. Katie zapewne znowu nie było, ale do tego już przywykła. Zatrzasnęła za sobą drzwi, odkładając gitarę na odpowiednie miejsce. Wyjęła pospiesznie płytę, wkładając ją do odtwarzacza. Uruchomiła sprzęt, momentalnie rzucając się na swoje ukochane łóżko. Zrzuciła pospiesznie buty ze zmęczonych stóp i rozkładając się wygodnie, położyła się na plecach, wbijając wzrok w jasny sufit nad głową. Gdy tylko takty pierwszej piosenki rozniosły się po pomieszczeniu, uśmiechnęła się do siebie nieznacznie, przymykając oczy.








//DROGI ZAGUBIONY CZYTELNIKU! PO PROSTU PRZEBRNIJ DZIELNIE Z ZACIŚNIĘTYMI ZĘBAMI PRZEZ TE PIERWSZE (NIEKONIECZNIE FASCYNUJĄCE) ROZDZIAŁY, PÓŹNIEJ BĘDZIE LEPIEJ! // 

1. Czas, w którym magia miała się urzeczywistnić.

Alex miała już dość tego ciągłego chodzenia po sklepach z Katie. Szczerze tego nienawidziła i każda wyprawa na zakupy przyprawiała ją o dreszcze, ale na rozkaz matki musiała zaopiekować się młodszą siostrą. Ze znudzoną miną snuła się za brunetką całe przedpołudnie, a ta będąc w swoim żywiole musiała sprawdzić każdy najmniejszy sklepik, choć jej szafa już dawno nie domykała się przez nadmiar ciuchów, a półki uginały się pod naporem kolejnych par butów.
- Błagam cię, wracajmy już do domu – zaczęła płaczliwie jęczeć, pociągając Katie za rękę. Jej zaszklone już oczy były największym dowodem desperacji, na który było ją w tym momencie stać. Siostra jednak niewiele sobie z tego robiła, bo prychnęła jedynie z wyższością, a jej zniesmaczony wyraz twarzy świadczył o tym, że koniec tej katorgi nie był wcale taki bliski.
- Mam do przejścia jeszcze jedną alejkę sklepów, ale jeśli naprawdę tak cię to nudzi, czego kompletnie nie rozumiem – stwierdziła z wyćwiczonym przez lata teatralnym przewróceniem oczami i śmiesznym wymachem dłoni. - To możesz sobie wyjść na zewnątrz i tam poczekać, nie powiem mamie, że zostawiłaś mnie tutaj samą na pastwę losu – odpowiedziała brunetka, wpatrując się uważnie w Alex. Ta odetchnęła tylko bez większego przekonania i taszcząc ze sobą wielkie torby z wcześniejszymi zakupami Katie, ruszyła w stronę głównego wyjścia z galerii.
- Masz pół godziny! – ostrzegła siostrę, odwracając się za siebie, choć doskonale wiedziała, że jej słowa znaczyły tyle co nic. Bywały momenty, kiedy naprawdę udawało jej się odnaleźć maleńkie wspólne elementy łączące ją z siostrą, ale przez większość czasu dumała nad tym, która z nich została adoptowana, bo było wręcz niemożliwym, aby dwie tak różne osoby mogły mieć te same geny. Kiedy tylko znalazła się przed ogromnym budynkiem, a lejący się z nieba żar momentalnie dał o sobie znać, namierzyła szybko wolną ławeczkę przy niewielkim drzewku i pospiesznym krokiem udała się w jej kierunku, wygodnie rozsiadając się. Gdyby Katie widziała z jakim brakiem szacunku rzuciła te wszystkie siatki, to z pewnością byłyby to jej ostatnie godziny życia. Na szczęście siostra kontynuowała swój zakupowy maraton, nie mając o niczym pojęcia. Odchyliła głowę, a pozycja którą właśnie przyjęła pozwoliła jej na zajęcie prawie całej  ławki. Przymknęła oczy i rozkoszowała się chwilą delikatnego wiaterku, który właśnie się zerwał. W tej samej chwili usłyszała dochodzącą gdzieś z niedaleka muzykę. Początkowo nie miała nawet ochoty, żeby unieść jedną powiekę i sprawdzić, skąd ta melodia pochodziła, ale kiedy tylko usłyszała fragment dobrze znanej jej piosenki, zerwała się na równe nogi, nerwowo rozglądając się na boki.


Po drugiej stronie brukowanego deptaka dostrzegła grupkę rozentuzjazmowanych dziewcząt, okrążającą, jak można było szybko się domyślić, sprawców tej muzyki. Alex bardzo niepewnie zaczęła kierować się w tamto miejsce, całkowicie zapominając o tym, że za sobą zostawiła tak drogocenne zakupowe zdobycze siostry. Była jednak na tyle skupiona na przywołującej wspomnienia melodii, że kompletnie nieistotna stała się dla niej cała reszta świata. Nim zorientowała się, kto grał, w jednej chwili zachwycił ją jeden z głosów, niezwykle czysty, mocny, przyprawiający o delikatne dreszcze. Nieświadomie uśmiechnęła się, kiedy w naprawdę wyjątkowy sposób zakończył swoją część zwrotki, a pośród tłumu rozległo się stłumione westchnienie podziwu. Podeszła jeszcze bliżej i wspięła się na palce, żeby zobaczyć do kogo należał ten hipnotyzujący głos, ale przed nią stała dość wysoka dziewczyna, dlatego poza blond czupryną, ujarzmioną czapką z daszkiem, nie widziała zbyt wiele. Musiała zmienić lokalizację, przesuwając się lekko w bok i spróbowała wbić się głębiej w tę grupkę, bo jej ciekawość wciąż nie została zaspokojona. W końcu udało jej się jakoś przepchać i stanęła praktycznie w pierwszym rządku, naprzeciw śpiewającej grupki chłopaków. Ten, który siedział najbliżej niej wydał się nagle dziwnie znajomy, a kiedy oderwał wzrok od swojej gitary, spoglądając na kolegę obok, Alex zadrżała.
- O Boże! – wyrwało się ciche jęknięcie z jej ust, aż musiała je przesłonić dłonią. Zamarła, wpatrując się w skupionego na muzyce blondyna, który niedawno próbował ukraść jej ulubione miejsce w parku. Nigdy nie przypuszczała, że jeszcze kiedykolwiek miała mieć okazję go spotkać, a tym bardziej zachwycić się tym, co robił. I mimo braku sympatii do jego osoby, nie mogła zaprzeczyć temu, że jego talent był niesamowity. Przysłuchiwała się temu dość sporą chwilę, ale nie mogła znieść tych szczebiocących z podniecania dziewczynek z aparatami, które najwyraźniej nie przejmowały się muzyką, a skupiały się wyłącznie na tym, jak oni się prezentowali. Alex osądzająco spojrzała na nie, ale kompletnie nie dało to żadnego efektu, bo zdawały się tym w ogóle nie przejmować. Dostrzegła również to, jak przy kolejnej głośniejszej wymianie zdań na temat słodkości chłopców, blondyn zacisnął mocniej usta i pokręcił z niezadowoleniem głową. Musiał mieć podobne zdanie na ten temat. Dziewczyna nie chciała jednak, żeby ją zauważył, dlatego kiedy piosenka dobiegła końca, a tłum zaczął żywiołowo ich oklaskiwać, skorzystała z chwilowego zamieszania i powoli wycofała się. Nie zauważyła jednak tego, że w chwili kiedy się odwracała, chłopak wreszcie podniósł wzrok i popatrzył w stronę odchodzącej blondynki, a prawie niedostrzegalny uśmiech przebiegł przez jego twarz.

*

Tego dnia Luke zdecydowanie nie miał nastroju na przebywanie z innym ludźmi, ale już jakiś czas temu umówił się z chłopakami na nagranie kolejnego coveru, który mieli wstawić do sieci. Kiedy po kilku nieudanych próbach wreszcie udało się skleić coś porządnego, odetchnął z ulgą i chwytając butelkę wody, wyszedł z domu, zostawiając pogrążonych w bardzo poważnej dyskusji na temat nowej gry przyjaciół. Jak przypuszczał, żaden z nich nawet nie zanotował faktu, że tak po prostu znikł. Postanowił udać się do parku, gdzieś podświadomie licząc na to, że istniała szansa na to, aby zobaczyć tam tajemniczą blondynkę, która tak zaciekle walczyła o swoje miejsce, a później pojawiła się niespodziewanie na jego ulicznym występie. Tak naprawdę nie wiedział, co nim w tamtej chwili kierowało i dlaczego się tym tak przejmował, ale czuł potrzebę odnalezienia jej. Nim na dobre wszedł do miejskiego parku, już zdążył usłyszeć płynący z oddali delikatny głos i melodyjny dźwięk gitary. Próbował walczyć z uśmiechem, ale to było zdecydowanie silniejsze od niego.



Stał na tyle daleko i schowany z jednym z drzew, że blondynka nie miała szansy, aby go dostrzec. Nie chciał być zauważony. Nie spodziewał się również tego, że jej głos był tak dobry. Silny, ale równocześnie taki kobiecy i delikatny. Gdyby nie zdążył jej poznać z tej prawdziwej strony, kiedy pokazywała pazurki i walczyła o swoje, to przysiągłby, że była takim typowym, maleńkim aniołkiem z jasnymi włosami i niebieskimi oczami. Pozory jednak myliły i w tym niewielkim ciele drzemały pokłady wielkiej siły i stanowczości. Trochę mu się to podobało, choć chyba sam przed sobą bał się do tego przyznać. Kiedy skończyła grać i odłożyła gitarę na bok, od razu podbiegła do niej jakaś mała dziewczynka i rzuciła jej się na szyję, piszcząc radośnie. Blondynka wzięła dziecko na kolana i sięgając ponownie po swój instrument, położyła go przed sobą, pozwalając jej pobrzdąkać strunami. Mała była tak szczęśliwa, że po raz kolejny zarzuciła niewielkie rączki na szyję dziewczyny i zaczęła ją gorączkowo całować po policzkach, wywołując prawdziwie szczery napad śmiechu. Luke przyglądał się temu zajściu, mimowolnie uśmiechając się w ukryciu.



*teksty utworów są linkami do piosenek. 





//DROGI ZAGUBIONY CZYTELNIKU! PO PROSTU PRZEBRNIJ DZIELNIE Z ZACIŚNIĘTYMI ZĘBAMI PRZEZ TE PIERWSZE (NIEKONIECZNIE FASCYNUJĄCE) ROZDZIAŁY, PÓŹNIEJ BĘDZIE LEPIEJ! //