8. Choć czasami warto było zerwać z zasadami.

Obojętnym do granic możliwości wzorkiem wpatrywała się w ociekający napój po ściankach plastikowego kubka, obracając nim bezmyślnie w dłoni. Towarzystwo sprowadzone przez Katie na imprezę nie było typem ludzi, z którymi Alex byłaby w stanie wytrzymać dłużej niż pół nocy. Siostra lubiła jednak otaczać się modnymi osobami, które poza tematem kolejnej vipowskiej imprezy na mieście, niewiele wiedziały o życiu. Części z nich nigdy wcześniej nie widziała na oczy i była prawie przekonana o tym, że Kat również ich nie znała. Westchnęła bezradnie, dolewając sobie coli do kubka i potrząsnęła nim, mieszając z resztką alkoholu na dnie. Była tak pochłonięta podziwianiem podskakujących bąbelków, że nie zauważyła, jak ktoś ukradkiem zajął miejsce tuż obok niej. I gdyby nie zaczął się uporczywie kręcić na jednym z barowych krzesełek, to zapewne trwałaby nadal na zgłębianiu tajemnicy tego gazowanego napoju. Aż podskoczyła, widząc dwa błękitne ślepia wpatrujące się w nią nieustannie.
- Cześć – Luke przywitał się z serdecznym uśmiechem, a ona poczuła to krótkie, przejmujące zawirowanie w żołądku, bez pamięci zatracając się w przejrzyście niebieskim spojrzeniu. Musiała zrobić spory łyk drinka, by choć na chwilę odwrócić uwagę od jego osoby, bo ta przedłużająca się chwila, kiedy ich spojrzenia spotkały się, zaczynała się stawać zdecydowanie za bardzo niezręczna. Z łoskotem odstawiła kubek na blat, odgarniając natrętnie opadające włosy z czoła.
- Nie sądziłam, że jednak się tu zjawisz – wypowiedziała na jednym wydechu, próbując dolać sobie coli. Ręce trzęsły się tak mocno, że z trudem udało jej się trafić do kubka.  Była kompletnie zaskoczona tą nietypową reakcją swojego organizmu na jego nagłe pojawienie się, ale nie potrafiła nad tym zapanować. Nerwowo zagryzała usta, drżenie dłoni próbując zatuszować niespokojnym kręceniem rurki w gazowanym napoju.
- Jakoś nie miałem nic szczególnego do roboty, więc stwierdziłem, że bezsensu siedzieć w domu …
- A nie miałeś mieć jakiejś próby z zespołem? – zapytała nagle, wchodząc mu w słowo i zerknęła na niego podejrzliwie. Luke uśmiechnął się delikatnie, pocierając dłonią kark ze speszoną miną.
- Masz mnie! – westchnął bezradnie, opierając ręce na blacie i opuścił z udawanym zawstydzeniem głowę. – Po prostu chciałem …
Zamilkł, kiedy doszedł go charakterystyczny rechoczący śmiech przyjaciela i z szeroko otwartymi oczami wpatrywał się w zbliżająca się grupkę chłopaków, wesoło wymachujących rękami. Alex powiodła za nimi wzrokiem, uważnie się każdemu z nich przyglądając. Blondyn był jednak wyraźnie niepocieszony ich pojawieniem się, z załamaniem i rozczarowaniem malującym się na twarzy, posłał jej krótkie spojrzenie.
- Poznanie ich i tak było nieuniknione – mruknął do siebie, wzdychając bez przekonania. – Nie bierz na …
I znowu nie dane było mu skończyć, bo nim zdążył na nią ponownie spojrzeć, na jego szyi uwiesił się jakiś roześmiany chłopak, a tuż za nim pojawiło się dwóch kolejnych. Wszyscy najwyraźniej mieli niezły ubaw, robiąc sobie żarty z biednego Lucasa.
- No, no, nasz mały Lukey nie próżnuje – przyznał z uznaniem jeden z nich, z uroczymi dołeczkami w policzkach i lekko kręconymi włosami, zsuwając blondynowi na oczy czapkę.
- Odwal się! – syknął ze złością, odpychając przyjaciela od siebie i przepraszająco zerknął w stronę Alex. Zachichotała cicho, spoglądając na każdego z nich. Dowcipniś z dołeczkami okazał się być Ashtonem perkusistą, ciemnowłosy kolega nazywał się Calum basista, a czwarty z bliżej nieokreślonym kolorem włosów przedstawił się jako Michael gitarzysta.
- Fajny dom – ocenił szczerze brunet z farbowanymi na niebiesko końcówkami, przysiadając się tuż za Lucasem. Wydawał się żyć jakby we własnym świecie, odcięty trochę od rzeczywistości, sięgając po kubek z napojem i nadal z podziwem rozglądał się po pomieszczeniu. Dziewczyna parsknęła śmiechem, kiedy pochwycił miseczkę z orzeszkami, przyglądając im się zażarcie.
- Są jadalne – stwierdziła po chwili, nadal nie potrafiąc opanować śmiechu. Mike niepewnie na nią spojrzał, unosząc nieznacznie brew.
- Na pewno? Wszystko tutaj wydaje się takie … - zamyślił się na moment, szukając najwyraźniej odpowiedniego słowa. – Muzealne i nietykalne – dodał z ogromną dumą, że udało mu się odnaleźć właściwe stwierdzenie, a wszyscy w jednej chwili zaśmiali się gromko i tylko biedny Michael kompletnie nie rozumiał ich dziwnej reakcji, przewracając teatralnie oczami. Fuknął tylko obraźliwie i zaczął ostentacyjnie chrupać fistaszki, wywołując jeszcze większe rozbawienie przyjaciół, pośród których dość stanowczo wyróżniał się jeden, wyjątkowo głośny, ale jednocześnie bardzo uroczy śmiech Ashtona. I mimo, iż Alex widziała ich pierwszy raz na oczy, to trudno było zachować powagę w ich towarzystwie i z daleka widać było tę niesamowitą przyjaźń między całą czwórką. Obserwując ich natrafiła w końcu na badawczy wzrok Luke’a, który musiał się już od dłuższej chwili jej przyglądać. Kiedy przyłapała go na tym, na początku prawie od razu odwrócił zawstydzony wzrok, ale po chwili ponownie na nią spojrzał, uśmiechając się ze speszoną, ale w jakiś dziwny sposób ujmującą miną. Mimo głośnej muzyki, podniesionych głosów ludzi i całego tego zamieszania, przez krótki moment wydawało im się, że nic poza nimi nie istniało, a gdyby nie dość niespodziewane pojawienie się Katie, z pewnością ta intensywna wymiana spojrzeń mogłaby trwać wiecznie.
- Nooooooo – zaczęła jak zwykle bez żadnych zahamowań, podchodząc bliżej do Caluma, który przerażony szukał ratunku u kolegów. Alex niechętnie oderwała wzrok od chłopaka, patrząc ze znudzeniem na siostrę. – Takie zespoły to bardzo mile widziane tutaj są. Jestem Katie, matka z ojcem od urodzenia próbują wmówić mi, że ta oto kaleka – ostentacyjnie wskazała ręką na blondynkę, przewracając oczami z teatralnym westchnieniem. – Że łączą nas jakieś więzy krwi, aczkolwiek ja szczerze w to wątpię – dodała, mrugając do Alex. Ta tylko pokręciła głową, obojętnie podchodząc do tego kolejnego teatrzyku Kat. Była przyzwyczajona do tego, dlatego jej popisy nie robiły już żadnego wrażenia.
- Też szczerze w to wątpię – mruknęła pod nosem blondynka, ale chyba tylko Luke ją dosłyszał, bo parsknął śmiechem, spoglądając ukradkiem w jej stronę, kiedy z dezaprobatą znowu kręciła głową nad głupotą własnej siostry.
- Wspaniale! – Katie klasnęła podekscytowana w dłonie, podskakując wesoło. Złapała Caluma, Ashtona i Michael za ręce, pociągając ich w swoją stronę. – Skoro już tutaj przybyliście, to musicie coś zagrać. Alex ma w pokoju mnóstwo tych swoich gitarek do brzdękania, więc na pewno coś wybierzecie odpowiedniego – przyznała z szerokim uśmiechem i nim ktokolwiek zdążył zaprotestować, zgarnęła chłopaków na górę do pokoju siostry, w przelocie sugestywnie tylko spoglądając na dziewczynę, krótkim gestem głowy wskazując na siedzącego obok Luke’a.
- Przepraszam cię za nią, ona jest niezrównoważona – stwierdziła ze smutkiem blondynka, siląc się na wymuszony do granic możliwości uśmiech, kiedy chłopak zapewniał ją, że w zasadzie Katie była całkiem zabawną osobą z własnym, bardzo specyficznym podejściem do życia.

*

Kiedy udało im się znieść z góry kilka gitar i cajon dla Ashtona, znaleziony gdzieś w czeluściach jej pokoju, cały tłum ludzi zgromadził się w jednym miejscu, z pewnego rodzaju podekscytowaniem wyczekując na to, aż chłopcy przygotują się do tego niespodziewanego występu, do którego zmusiła ich Kat, nie dając możliwości odmowy. I mimo, iż starsza z sióstr gorączkowo zapewniała ich, że wcale nie musieli tego robić, to Ashton i Calum z radością przyjęli tę propozycję, wciągając w to jednocześnie Luke’a z Michaelem.


Alex stała z boku, z prawdziwym zafascynowaniem wpatrując się w śpiewających chłopców. Dopiero po chwili zdała sobie sprawę, że piosenka, którą właśnie śpiewali, była tą samą, która znajdowała się na płycie od Luke’a, ale nie była wtedy jeszcze skończona. Bez żadnych wątpliwości mogła przyznać, że byli dobrzy i idealnie uzupełniali się w tym, co robili. Choć na pierwszy plan wyraźnie wysuwał się niesamowity wokal blondyna, to on sam nie próbował zgarnąć całej uwagi publiczności, dając wykazać się również przyjaciołom. Rozejrzała się dookoła, dostrzegając że prawie wszyscy byli skupieni na zespole, choć mogło się wydawać, że tego typu ludziom daleko do muzyki, którą grali. Alex była szczerze zaskoczona pozytywną reakcją znajomych Kat, która swoją drogą również wydawała się być oczarowana ich kawałkami, co raczej nie było do niej podobne. W pewnej chwili udało jej się wychwycić krótkie spojrzenie Lucasa, który na moment oderwał wzrok od gitary i uśmiechnął się, a w policzku pojawiło się niewielkie wgłębienie. Nie potrafiła się mu oprzeć i w myślach karciła się za taką uległość względem jego osoby. Miał w sobie coś, co nie pozwalało przejść obok niego obojętnie, a jej dodatkowa słabość do niebieskookich mogła zwiastować wyłącznie same kłopoty.
Występ zakończył się gromkimi brawami i kolejną grupką nowych, piszczących fanek.

*

Wrzuciła kolejną stertę zużytych, papierowych kubków do ogromnego worka, zawiązując go mocno. Odetchnęła z ulgą, odstawiając go na bok, gdzie piętrzył się już stos pozostałych śmieci. Załkała głośno, kiedy tylko odwróciła się w bok, dostrzegając bałagan, który pozostał po gościach w kuchni. Dochodziła już czwarta, wszyscy dawno wyszli i tylko ona, naiwna, została, żeby ogarnąć cały ten chaos. W domu panowała prawie idealna cisza, przerywana jedynie co jakiś czas pochrapywaniem Katie, która zaległa na kanapie w salonie i na jej pomoc raczej liczyć nie mogła, a rodzice zapowiedzieli wcześniejszy powrót. Podciągnęła mocniej rękawy, związała włosy i ze łzami w oczach ruszyła w stronę kuchni.
- Nie przeszkadzam? – usłyszała za sobą czyjś głos i pukanie do drzwi. Drgnęła, odwracając się za siebie.
- Co ty tu robisz? – zapytała drżącym głosem, przyglądając się z zaskoczeniem Luke’owi, który z ucieszoną miną stał w wejściu.
- Chyba potrzebujesz pomocy – stwierdził całkiem spokojnie, rzucając spojrzenie na panujący nieporządek. Zrzucił z siebie bluzę i ochoczo stawił się do pracy. Alex nadal będąc w lekkim szoku, nie wiedziała nawet, jak zareagować, wciąż tylko tępym wzrokiem wpatrując się w chłopaka.
- Ale …
- Sama tutaj jesteś? Gdzie masz siostrę? – dopytywał się, a ona kiwnęła jedynie głowę w kierunku salonu. Luke wychylił się zza drzwi i parsknął śmiechem, kiedy dostrzegł wystającą spod koca rękę i nogę dziewczyny, rozrzucone na poduszce włosy i ciężki oddech, który przerywał tę idealną, nocną ciszę.
- Nie musisz mi pomagać, jakoś sobie poradzę – oznajmiła wreszcie, czując się bardzo niekomfortowo w tej sytuacji. Hemmings jednak zdawał się w ogóle nie przejmować jej zdaniem, kiedy bez słowa sięgnął po kolejny worek, zgarniając ze stołu wszystkie śmieci.
- Nie wiem, jak cię w szkole uczyli, ale według mojej wiedzy, cztery ręce, to zawsze więcej niż dwie. Szybciej skończymy i będziesz mogła się mnie znowu pozbyć – powiedział z rozbawieniem, zbierając z podłogi puste butelki i puszki. Alex poczuła się jeszcze gorzej, ale doskonale wiedziała, że nie była w stanie z nim teraz wygrać, dlatego opuściła bezradnie ramiona, sięgając po szmatkę i ruszyła mu na pomoc. Co chwilę przyłapywała się na tym, że ukradkiem zerkała w jego stronę, aż wreszcie i on spojrzał.

*

Zaczynało już świtać, kiedy ostatni wór ze śmieciami wylądował w koszu przed domem. Alex wróciła do środka, odczuwając ból praktycznie w każdym możliwym mięśniu, a opanowanie uporczywego ziewania graniczyło z cudem. Z trudem wdrapała się po kilku schodach na werandzie, wchodząc do lśniącej blaskiem kuchni. Przy blacie dostrzegła krzątającego się Luke’a, który właśnie odwrócił się w jej stronę, w dłoni trzymając kubek, nad którym unosiła się para. Zmrużyła lekko oczy w geście niezrozumienia, wpatrując się w niego bez słowa.
- Pozwoliłem się trochę porządzić i zrobiłem ci kakao – wyjaśnił szybko, stawiając przed nią gorący napój.
- Czy ty jesteś prawdziwy? – zapytała niespodziewanie, z szeroko otwartymi, zaszklonymi oczami dotykając jego ramienia. Luke zaśmiał się głośno, spoglądając na nią pobłażliwie. – Dziękuję.
- Nie ma za co. Pij póki ciepłe, będzie ci się lepiej spało – dodał, podsuwając jej bliżej kubek. Przysiadła się do kuchennego stołu i sięgnęła po kakao, momentalnie czując tę przyjemną, kojącą woń.
- Nie przyłączysz się?
- Jesteś już na pewno bardzo zmęczona … - zaczął dość niepewnie, znowu spoglądając na nią nieco nieśmiało. – Pewnie i tak masz mnie po dziurki w nosie – dodał, a dziewczyna zaśmiała się delikatnie. Przesunęła się, robiąc mu miejsce obok siebie i skinieniem głowy zaprosiła go, aby przysiadł się.
Chwilę rozmawiali o wszystkim i o niczym, wymieniając tylko ukradkowe spojrzenia i uśmiechy. Kiedy przypadkowo ich dłonie otarły się o siebie, oboje momentalnie drgnęli i zapadła głucha cisza, która niebezpiecznie zaczynała się przedłużać. Alex skupiła się na podziwianiu dna kubka, a Luke nerwowo pocierał o siebie dłonie. W pewnej chwili poczuł jednak jak głowa dziewczyny bardzo powoli osuwała się po jego ramieniu. Niepewnie zerknął na nią, orientując się, że zasnęła. Instynktownie objął ją ramieniem, chroniąc tym samym od bolesnego zderzenia się czoła z blatem stołu. Blondynka wymamrotała tylko coś niewyraźnie, wtulając się policzkiem w jego koszulkę. Uśmiechnął się, podziwiając z góry ten błogi wyraz zmęczonej twarzy. Nie chciał jej budzić, dlatego bardzo ostrożnie wziął ją na ręce i gdy posłusznie otuliła rękami jego szyję, udał się z nią do jej pokoju, układając wygodnie na łóżku i okrył ją kocem. Prawie od razu przylgnęła do puchowej poduszki, zatapiając w niej głowę. Na krótką chwilę przysiadł się na skraju i z pewną dozą nieśmiałości dotknął opuszkami palców jej policzek, odgarniając z niego kosmyk włosów. Zamruczała, nieświadomie uśmiechając się podczas snu.

7. I tylko oni zdawali się tego nie zauważać.

Dwa miesiące później.


Alex znudzonym wzrokiem śledziła kolejne rzędy sklepowych regałów, spoglądając co chwilę na zapisaną w telefonie listę zakupów sporządzoną przez Katie. Siostra postanowiła wykorzystać nieobecność rodziców i jak zwykle urządzała imprezę dla znajomych. Miała tylko kilka pozycji do znalezienia, ale mimo to, kompletowanie zakupów szło jej bardzo opornie, tym bardziej że była ostatnią osobą, która pragnęła tłumu obcych ludzi w domu. Obiecała jednak matce, że zaopiekuje się nią, dlatego nie pozostało jej nic innego, jak przyłączenie się do tego szaleństwa. Zatrzymała się przed półką ze słodyczami, próbując pośród masy różnorodnych łakoci odnaleźć swoje ulubione orzeszki w czekoladzie. Była tak pochłonięta analizowaniem regału z batonikami, że nie zauważyła nawet jak ktoś zakradł się za nią, przed dłuższą chwilę przyglądając jej się.
- Ładna bluza.
Z wrażenia i zaskoczenia wypuściła z dłoni opakowanie z cukierkami, kiedy niespodziewanie głęboki, męski głos rozbrzmiał tuż za jej plecami. Draże z głuchym łoskotem odbiły się od płytek. Przerażona odwróciła się niepewnie, szeroko otwartymi oczami spoglądając na uśmiechniętego blondyna.
- Luuuuuuke – westchnęła z wyraźną ulgą, przewracając oczami i schyliła się, aby podnieść z ziemi karmelki. – Przestraszyłeś mnie – dodała, przykucając. Nie spodziewała się jednak tego, że chłopak też wpadł na podobny pomysł i w pewnej chwili, próbując sięgnąć po opakowanie, zderzyli się czołami. Momentalnie ich spojrzenia skrzyżowały się, a jego dłoń przypadkiem zatrzymała się na jej ręce, chyba nie do końca świadomie obejmując ją.
- Auć! - Alex skrzywiła się, pocierając stłuczone miejsce. Uniosła nieznacznie głowę, ponownie napotykając na dziwnie roziskrzone spojrzenie blondyna. Nie mogła wyjść z podziwu nad tym, jak błękitne były jego tęczówki i jak łatwo było w nich bez reszty się zatracić. Gdy tylko zorientowała się, że zbyt długo wpatrywała się w nie, lekko potrząsnęła głową i wyprostowała się, wysuwając powoli dłoń spod jego dotyku.
- Przepraszam - odparł z wyraźną skruchą i delikatnym zawstydzeniem, stając tuż przed nią. - Boli? - zapytał z troską, przyglądając się jej z uwagą.
- Przeżyję - zaśmiała się radośnie, zadzierając mocno głowę, aby na niego spojrzeć. Był naprawdę wysoki. Odruchowo wsunęła dłonie do kieszeni bluzy, wykrzywiając w dość komiczny sposób stopy. Skierowała wzrok w dół, kiedy spojrzenie Luke'a stawało się niemożliwe do zniesienia. Miała wrażenie, że jej policzki w jednej chwili zaczęły płonąć żywym ogniem, pokrywając się szkarłatnymi rumieńcami. Nie miała pojęcia, dlaczego jej organizm reagował tak gwałtownie na jego nagłą obecność, ale nie potrafiła ukrywać tej niepohamowanej radości, gdy tylko go zobaczyła. W pewnym momencie ich kontakt urwał się, kiedy zaczęła staż w biurze ojca i kompletnie straciła poczucie rzeczywistości. Jednak teraz, gdy los ponownie złączył ich drogi i znowu się spotkali, poczuła coś dziwnego. Nigdy wcześniej czegoś podobnego nie doświadczyła, ale mogła z całą pewnością przyznać, że ten niespotykany, podejrzanie drażniący ucisk w okolicy brzucha był przyjemny. Musiała zacząć panować nad sobą, bo to co się z nią w tym momencie działo było nie do zaakceptowania i zupełnie nie w jej stylu. Przecież była kompletnie niezależną i odporną na wszelkie uroki dziewczyną, dlatego też nie mogła pozwolić na to, aby to przypadkowe spotkanie po tak długim okresie zmieniło ją w bezbronną istotę. Ilekroć jednak zerkała na niego, uśmiech gościł na jej ustach.
- Dawno się nie widzieliśmy - stwierdził z nutką rozczarowania w głosie, gdy cisza między nimi stawała się być coraz bardziej niezręczna.
- Sporo ostatnio pracuję - zaczęła się tłumaczyć, ale kiedy zobaczyła na jego twarzy ten lekko zawadiacki i cwany uśmieszek, zamilkła i posłała krótkie, pełne nierozumienia spojrzenie. - No co?
- Nic - odpowiedział i roześmiał się. Alex wzniosła tylko bezradnie oczy i przewróciła nimi teatralnie, kręcąc głową. - Po prostu powiedz, że miałaś mnie dość.
- Nieee - zaoponowała momentalnie i odniosła wrażenie, że to krótkie zaprzeczenie sprawiło mu jeszcze większą radość. - Poza tym, też masz mój numer, taka sama droga - dodała poważniej, zakładając ręce na piersi. Zacisnęła mocniej zęby, widząc jak Luke nadal się z niej nabijał.
- Wieeesz, sporo ostatnio pracuję - rzekł, zabawnie próbując naśladować ton jej głosu. Nie potrafiła dłużej udawać złości, więc uśmiechnęła się tylko pobłażliwie, odkładając w końcu upuszczone wcześniej cukierki z powrotem na półkę. - Ale widzę, że bluza całkiem dobrze służy - przyznał z powagą, kiedy odwróciła się do niego plecami, wracając do poszukiwania swoich ulubionych słodkości. Westchnęła przeciągle, przez ramię spoglądając na niego.
- Spieszyłam się, a leżała na łóżku, więc wydała mi się najtrafniejszym wyborem - wyjaśniała, kiedy dostrzegła ponownie ten błysk w jasnych oczach.
- Trzymasz moją bluzę na łóżku? - spytał, unosząc zadziornie jedną brew. Alex odwróciła się, próbując zachować spokój. Nagle przypomniała sobie, jak bardzo denerwujący był ten chłopak i dlaczego tak go nie znosiła. Odeszła na parę kroków, udając że nadal z wielkim zaangażowanie przeglądała wszystkie regały. - Księżniczka się obraziła - szepnął na tyle głośno i wyraźnie, że bez problemu dosłyszała każde jego słowo, ściskając mocniej pięści. Nie mogła zrozumieć, dlaczego tak bardzo chciał wyprowadzić ją z równowagi.
- Masz już wszystko?
Znikąd wyłoniła się nagle Katie, z koszem wypełnionym po brzegi zakupami. Blondynka niepewnie spojrzała na swoje zakupowe zdobycze, siląc się na uśmiech. Siostra pokręciła tylko głową, odbierając od niej kilka opakowań z plastikowymi kubkami, które udało jej się do tej pory znaleźć.
- Nie jestem takim mistrzem zakupów, jak ty - odgryzła się na swoją obronę, nagle zdając sobie sprawę, że Kat z dziwnym wyrazem twarzy spoglądała gdzieś za jej plecy. Bardzo niepewnie zerknęła za siebie, dostrzegając tuż obok uśmiechniętego Luke'a. Przewróciła oczami.
- A któż to? - zapytała podekscytowana dziewczyna, momentalnie podbiegając do Alex. Ta bezradnie opuściła ramiona, przedstawiając ich sobie.
- Katie Luke, Luke Katie.
- Cześć Luke - przywitała się radośnie, kokieteryjnie trzepocząc rzęsami. Blondynka uderzyła się tylko dłonią w czoło, widząc reakcję swojej siostry na jej niespodziewanego towarzysza. Luke wydawał się być niewzruszony jej zalotami, ale wciąż z grzeczności uśmiechał się uroczo. - Jestem siostrą tej oto tutaj stojącej ofiary losu.
- Dzięki - burknęła obojętnie Alex, a chłopak zaśmiał się tylko, kątem oka spoglądając na nią.
- Jesteście podobne - stwierdził pewnie, ponownie wpatrując się w brunetkę. Starsza z sióstr prychnęła tylko prześmiewczo. Nie umknęło uwadze Katie to prawie niedostrzegalne spojrzenie Luke’a w kierunku blondynki. Westchnęła więc dość nienaturalnie, potrząsając delikatnie głową i odgarniając z czoła grzywkę.
- Wieczorem organizuję małą imprezę, możesz czuć się zaproszony – oznajmiła władczo, mrugając do niego zalotnie. Nim jakkolwiek zareagował, porozumiewawczo spojrzał na Alex, kiedy ta będąc w totalnym szoku, spoglądała jedynie piorunującym wzrokiem w stronę swojej siostry.
- Nie wiem, czy to jest najlepszy pomysł – zaczął się wymigiwać, doskonale zdając sobie sprawę, że dziewczyna nie miała ochoty na jego obecność, a przynajmniej tak wnioskował z jej zachowania. W tej samej chwili popatrzyła na niego, ale nawet nie raczyła się odezwać. – Poza tym jestem już umówiony z kolegami z zespołu.
- Jeśli są równie przystojni, jak i ty, to nie ma problemu, przychodźcie wszyscy – zapewniła bez zbędnego owijania Katie, poklepując lekko zdezorientowanego chłopaka po ramieniu. Jej bezpośredniość i brak jakichkolwiek zahamowań czasami onieśmielały ludzi. Ominęła go jednak i bez pożegnania ruszyła przed siebie, znikając w kolejnej alejce. Alex miała wrażenie, że powinna zapaść się ze wstydu pod ziemię, kiedy tylko siostra zniknęła z pola widzenia. Uśmiechnęła się przepraszająco do Luke’a i już miała zrobić szybki unik, tak by jak najszybciej uciec spod tego męczącego spojrzenia chłopaka, ale kiedy tylko próbowała go wyminąć, wykazał się sporym refleksem, chwytając ją za ramię.
- Jeżeli nie masz ochoty mnie oglądać, to po prostu nie przyjdę – powiedział spokojnie, nadal wbijając te swoje jasno niebieskie oczy w nią. Zupełnie odruchowo wstrzymała powietrze, gdy znalazł się tak niespodziewanie blisko, sprawiając że resztki jej zdrowego rozsądku odlatywały w nicość. Przymknęła powieki, oddychając ciężko. Nie była w stanie racjonalnie wytłumaczyć tego, co w tamtej chwili się z nią działo.
- Rób jak chcesz – wypowiedziała tak szybko, jakby się czegoś bardzo mocno obawiała. Wzruszyła obojętnie ramionami i nawet nie poświęcając mu ostatniego spojrzenia, wysunęła się z jego objęcia, pospiesznie oddalając się w poszukiwaniu Kat. Nie potrafiła nawet przed samą sobą wyjaśnić motywów tego dziwnego zachowania i tysiąca myśli, które właśnie krążyły w jej głowie. Zrobiła z siebie idiotkę i tylko tego była w tej chwili pewna. Kilka kroków dalej popatrzyła za siebie, ale chłopaka już nie było. Była tak roztrzęsiona swoją głupotą i nieporadnością, że nie zauważyła Katie, w którą z pełnym impetem wpadła, wytrącając z jej rąk pudełko płatków śniadaniowych, które właśnie wkładała do wózka.
- Uważaj jak łazisz! – pisnęła przerażona, zaczynając panikować. Popchnęła dość stanowczo siostrę, podnosząc z ziemi opakowanie. – Miłość już totalnie padła ci na oczy, czy co?
- Odwal się – burknęła pod nosem, poprawiając bluzę. – Co ty w ogóle sobie myślałaś, zapraszając go? Zwariowałaś kompletnie? Przecież nawet go nie znasz – Alex zaczęła rzucać oskarżeniami w kierunku dziewczyny, ale ta najwyraźniej niewiele sobie z tego robiła, uśmiechając się tylko z tym perfidnie złośliwym wyrazem twarzy.
- Ty go znasz i w dodatku on ci się podoba – powiedziała z totalną obojętnością w głosie, wracając do listy zakupów.
- Nie znam go, a już na pewno mi się nie podoba!
- Ale na pewno ty podobasz się jemu – stwierdziła z delikatnym uśmieszkiem, spoglądając na kipiącą z wściekłości siostrę. Ta przewróciła tylko oczami, opierając się plecami o jeden z regałów. Przetarła dłońmi twarz, wciąż rozpamiętując swoje głupie zachowanie sprzed kilku chwil. – Podziękujesz mi później – dodała rozbawiona całą sytuacją brunetka i kiedy tylko Alex posłała jej kolejne piorunujące spojrzenie, chwyciła ją pod rękę, wznosząc oczy w geście bezradności.
- A ci jego znajomi z zespołu, to chociaż fajni? – zapytała z chytrym wyrazem twarzy, sugestywnie poruszając brwiami. Starsza z dziewczyn doskonale wiedziała, co chodziło tej drugiej po głowie, kiedy tylko użyła słowa fajni.
- Nie znam ich – odparła beznamiętnie, podążając leniwie za Katie.
- Hmm – westchnęła cicho, udając zamyśloną, by po chwili machnąć tylko ręką. – Chłopców nigdy za wiele, zwłaszcza kiedy grają w zespole.
- Dlatego jestem w wielkim szoku, że tak szybko dziś odpuściłaś sobie Luke’a i prawie od razu się zmyłaś – przyznała z pewnego rodzaju zaskoczeniem, ale i dumą w głosie Alex, natrafiając na pełne litości spojrzenie siostry.
- Błaaaaagam cię – jęknęła, poklepując ją troskliwie po policzku. – Niby jesteś starsza, a tak mało jeszcze wiesz o życiu – ostentacyjnie westchnęła, kręcąc głową. Blondynka zmrużyła tylko z niezrozumieniem powieki. – Przecież nigdy bym z tobą nie wygrała, czy ty widziałaś jak ten uroczy chłopiec na ciebie patrzył? Może nie zawsze mądrze postępuję, ale wiem, kiedy należy się wycofać w takich sytuacjach. Poza tym jesteś moją siostrą i mimo, że zdarza mi się czasami robić ci na złość, to nigdy nie wpakowałabym się między ciebie, a jakiegokolwiek faceta – zamilkła na moment, spoglądając w zadumie przed siebie. – No chyba, że byłby to Leonardo DiCaprio, ale to już całkiem inna historia – dodała, z uznaniem potakując głową. Zarzuciła rękę na szyję Alex i przytuliła ją mocno, nie zwracając uwagi na jej kompletne osłupienie i zaskoczenie
- Kim jesteś i co zrobiłaś z moją wredną, niezrównoważoną, szaloną siostrą? – zapytała z szeroko otwartymi oczami, kiedy wreszcie uwolniła się spod iście matczynego objęcia Katie. Ta tylko zrobiła swoją popisową, urażoną minę i obie zaczęły się głośno śmiać.

6. A podświadomość przestawała już walczyć.

Nonszalancko ułożona ręka chłopaka spoczywała na oparciu ławki, co jakiś czas unosząc się do góry, aby poprawić czapkę, która skrywała pod sobą jasną czuprynę. Tuż obok niego siedziała mała ciemnowłosa dziewczynka i z zadartą głową wpatrywała się w niego, machając przy tym nogami, które zwisały nad ziemią. Alex przystanęła, przyglądając się z oddali pogrążonej w rozmowie dwójce. Sussie gorączkowo tłumaczyła coś Luke’owi, żywo gestykulując przy tym rączkami, a blondyn zdawał się być niezwykle zaangażowany w tę wymianę zdań, bo co chwilę przytakiwał z uznaniem. Postanowiła podejść bliżej, ale uczyniła to na tyle cicho, aby żadne z nich jej nie zauważyło.
- A ty też grasz na gitarze? – zapytała Sussie, wskazując palcem na leżący z boku futerał. Chłopak spojrzał na niego i skinął głową.
- Gram.
- Też bym chciała – odparła z delikatnym podekscytowaniem w głosie, nerwowo pocierając o siebie dłonie. On się tylko delikatnie uśmiechnął i w policzku pojawił się niewielki dołeczek, który nie umknął uwadze Alex. – Ale dopiero się uczę.
- Rodzice zapisali cię na jakieś zajęcia? – zapytał z ciekawością, a rozpromieniona do tej pory twarz dziewczynki prawie momentalnie spochmurniała i zawstydzony lekko wzrok powędrował w dół. Pokręciła przecząco głową.
- Cześć maluchu!
Watson postanowiła w końcu ujawnić swoją obecność, podchodząc do małej i ratując ją tym samym przed odpowiedzią na pytanie, na które najwyraźniej nie miała chęci odpowiadać. Wzięła ją na kolana, a Sussie momentalnie wtuliła twarz w jej ramiona, mocno się do niej przytulając. Blondynka objęła ją i pogładziła troskliwie po włosach.
- Cześć – odparła stłumionym przez materiał koszulki głosem dziewczynka, kątem oka z zawstydzeniem spoglądając na siedzącego wciąż obok chłopaka, który nagle wyprostował się i z usilnie skrywanym uśmiechem przyglądał się blondynce.
- Witaj Alexandro – odezwał się i Luke, nawet na moment nie spuszczając jej z oczu. Wysiliła się na krótki uśmiech, mrużąc nieznacznie powieki. Ta krótka wymiana roziskrzonych spojrzeń skończyła się wraz z sugestywnym chrząknięciem Sussie, która wyraźnie domagała się większej uwagi z ich strony. Momentalnie popatrzyli na dziewczynkę, powstrzymując się od rozbawionych uśmiechów.
- Uczyłam cię, że nie powinnaś rozmawiać z nieznajomymi – stwierdziła ciszej, kompletnie nie przejmując się tym, że blondyn siedział  tuż przed nią i każde jej słowo, nawet to wypowiedziane szeptem, słyszał doskonale. Alex rzuciła mu krótkie spojrzenie, gdy zaśmiał się pod nosem.
- Ale Luke mówił, że cię zna – powiedziała na swoją obronę, wskazując na niego palcem. Blondynka momentalnie spojrzała w stronę chłopaka, wpatrując się dłuższą chwilę w jego jasne, niebieskie oczy. Poruszył zabawnie brwiami, a kąciki ust zaczęły powoli unosić się.
- Musisz być ostrożniejsza, obiecujesz? – wymogła na niej przyrzeczenie, a mała tylko skinęła głową, wysuwając się w końcu z jej objęcia. Poprawiła swoje kucyki i z nową dawką pewności siebie, zsunęła się z kolan dziewczyny, zajmując wygodnie wolną przestrzeń na ławce. Ułożyła obie dłonie na nogach i spoglądając to na Alex, to na Luke’a, zaczęła wesoło poruszać na boki głową, uśmiechając się przy tym szeroko.
- Spokojnie, nie jestem niebezpieczny – odezwał się w końcu blondyn, a dziewczyna ponownie na niego spojrzała.
- Yhmmm – potwierdziła z uśmiechem Sussie, wpychając do ust cukierka, którego właśnie wyjęła z kieszeni spodenek. – Pytał tylko, czy dzisiaj też przyjdziesz grać.
- Dzisiaj niestety nie mogę zostać – westchnęła z udawanym smutkiem, unikając spojrzenia blondyna. Podniosła się z ławki i wysunęła rękę w kierunku dziewczynki. – Chodźmy już, odprowadzę cię.
- Szkoda, moglibyście razem pograć, Luke też ma gitarę – oznajmiła z zawiedzioną miną, spoglądając błagalnie w stronę chłopaka. Ten tylko posłał jej krótki uśmiech.
- Może kolejnym razem.
- Z pewnością – mruknęła z nutką złośliwości w głosie Alex, pociągając dziewczynkę za sobą.
- Do zobaczenia Luuuuuuke – Sussie odwróciła się i na pożegnanie pomachała do chłopaka, próbując nadążyć za szaleńczym tempem Watson.
- Alex, poczekaj! – krzyknął, kiedy obie zaczęły się niebezpiecznie oddalać i dość gwałtownie wstał, podbiegając do nich. Z lekko zawstydzonym wyrazem twarzy potarł dłonią kark, spoglądając niepewnie na dziewczynę. Wsunął rękę do kieszeni, przestępując nerwowo z nogi na nogę. Blondynka odchrząknęła ponaglająco i uniosła wyczekująco brwi, kiedy niewygodna cisza między nimi zaczęła się przedłużać. – Ummm … - zaczął się motać, przygryzając niespokojnie wargę. – Bo chodzi o to, że jutro wieczorem gramy nasz pierwszy oficjalny koncert, taki z prawdziwego zdarzenia i pomyślałem … - zatrzymał się, widząc jej niewzruszoną minę i nabrał poważnych wątpliwości, czy pomysł mówienia jej o tym, był słuszny.
- I pomyślałeś, że?
- No, że może byś wpadła? – dokończył, nie kryjąc sporego niepokoju, który go ogarnął. Przyglądał jej się z lękiem, nie wiedząc, jakiej reakcji mógł się spodziewać, gdy wciąż nieprzerwanie wpatrywała się w niego z kamiennym wyrazem twarzy. Nie mogąc dłużej znieść tego narastającego z każdą sekundą napięcia, poruszył się nerwowo, marszcząc mocno czoło z zaniepokojeniem. Alex prawie od razu się roześmiała, zakrywając usta dłonią.
- Ok, niech stracę – odparła z nieznacznym wzruszeniem ramion, obserwując uważnie jak momentalnie jego twarz zaczęła się rozpromieniać. Aż wyprostował się z radości, nie mogąc zapanować nad cichym, triumfującym westchnieniem.
- Super! – stwierdził podekscytowany, w ostatniej chwili powstrzymując się przed tym, aby nie chwycić jej mocno w ramiona i przytulić. Zacisnął mocniej dłonie, uśmiechając się szeroko. – Podeślę ci dokładny adres i godzinę.
- W takim razie czekam na informacje, a teraz wybacz, ale muszę odprowadzić Sussie – oznajmiła, wskazując krótkim gestem na przyglądającą się całej tej scenie dziewczynkę, która kiedy tylko raczyli sobie w końcu o niej przypomnieć, zmrużyła mocniej powieki, uśmiechając się do nich z lekką ironią. Luke mrugnął okiem do niej.
- Do jutra – rzucił uradowany na pożegnanie, kiedy zaczęły się znowu oddalać.
- Do zobaczenia – mruknęła pod nosem Alex, posyłając w jego stronę ostatni, nieco wymuszony uśmiech, nim na dobre zniknęła za rogiem kolejnej alejki. Chłopak stał jeszcze dobrą chwilę na środku parkowej ścieżki i nieświadomie szczerząc się, nadal wzrok wbity miał w miejsce, gdzie jeszcze przed chwilą widział blondynkę. I dopiero przeraźliwie natrętny dzwonek nadjeżdżającej od tyłu rowerzystki sprowadził go z powrotem na ziemię. Szybko przeprosił starszą kobietę, ale ta tylko z dezaprobatą westchnęła, szepcząc do siebie jakieś niezrozumiałe dla niego słowa. Uśmiechnął się jedynie i z tym lekko głupkowaty, ale szczęśliwym wyrazem twarz postanowił wrócić do domu.

*

- To było … - zaczął dość nerwowo Ashton, ciskając w kąt swoimi perkusyjnymi pałeczkami, które z głuchym łoskotem uderzyły o podłogę. Rzucił się na kanapę stojącą po drugiej stronie pomieszczenia. – To było beznadziejne! – westchnął z bezradnym uniesieniem rąk, wbijając pusty wzrok w sufit. Zaraz obok niego dosiadł się Calum, w równie podłym nastroju.
- Dobrze, że przyszło zaledwie kilkanaście osób, bo inaczej chyba porzuciłbym to wszystko w cholerę i zakopał się pod ziemią na wieki. Taki wstyd – mruknął poirytowany Michael, przysiadając się obok dwójki przyjaciół. Wszyscy jednoznacznie ocenili pierwszy oficjalny koncert zespołu jako totalną klapę, o której należałoby jak najszybciej zapomnieć i nigdy więcej do niej nie wracać. Tego wieczoru kompletnie nic im nie wyszło, nie potrafili się zgrać, mylili teksty, gubili się praktycznie w każdym elemencie, starając się wszystko zatuszować wymuszonymi uśmiechami.
- Po prostu już o tym nie mówmy – głos w dyskusji zabrał również Luke, pakując gitary do futerałów. Chłopcy bez słowa przytaknęli, zabierając się do wyjścia. On sam nie wiedział jednak, co powodowało większy smutek i rozczarowanie, czy całkowicie nieudany koncert, czy może fakt, iż nie było na nim Alex. Cały występ naiwnie spoglądał w stronę wejściowych drzwi, licząc że za chwilę pojawi się w nich blondynka, jednak ona nie przyszła. Wracając myślami do jakości tego, co pokazali na scenie, tłumaczył sobie, że może i lepiej dla niego, że nie widziała na własne oczy tej druzgocącej porażki, ale z drugiej strony, gdzieś głęboko w podświadomości żałował, że nie mógł jej dziś zobaczyć. Potrząsnął lekko głową, kiedy przez dobrych kilka minut stał nad spakowanym już sprzętem, wpatrując się w niego tępym wzrokiem. Jedną gitarę przerzucił przez ramię, drugą chwycił w dłoń i z opuszczoną głową, wyszedł za resztą chłopaków z budynku. Dość niespodziewanie, kiedy próbowali zapakować cały sprzęt do bagażnika samochodu mamy Caluma, Luke poczuł, że coś z dużą intensywnością pociągało go za nogawkę. Powoli zerknął za siebie, dostrzegając stojącą tuż za nim Sussie, która momentalnie wyszczerzyła zęby, gdy tylko na nią spojrzał.
- Cześć – pisnęła radośnie, podskakując z ekscytacji. Chłopak nie krył zdziwienia, dlatego rozejrzał się niepewnie dookoła, napotykając podejrzane spojrzenia przyjaciół.
- Nowa fanka? – zapytał z rozbawieniem Ashton, śmiejąc się w ten charakterystyczny dla siebie sposób. – Cześć mała, jak ci na imię? – przykucnął przy niej, wysuwając w jej stronę dłoń. Dziewczynka momentalnie ją uścisnęła.
- Cześć, jestem Sussane – przedstawiła się z wyraźną dumą w głosie, unosząc wysoko głowę. Luke zaśmiał się, widząc jej poważną minę.
- Ja jestem Ashton, miło mi panienkę poznać – odparł równie poważnie, a mała zachichotała, rozbawiona jego słowami. – To Calum – wskazał na czarnowłosego, który właśnie zamykał futerał. – A to Michael – dodał, pokazując ostatniego z chłopaków. Obaj pomachali do niej, a ona jeszcze szerzej się uśmiechnęła.
- A co ty właściwie tu robisz? – Luke postanowił wtrącić się do tej rozmowy i z zaniepokojeniem zerknął na Sussie. Ta trochę niepewnie i z małym zawstydzeniem na twarzy popatrzyła na niego, lekko krzywiąc się. Zmarszczyła mocniej czoło, opuszczając głowę, jakby chciała uniknąć odpowiedzi na to niewygodne pytanie.
- Zadzwonisz po Alex? – spytała prawie szeptem, wciąż nawet nie próbując na niego spojrzeć i niespokojnie bawiła się sznureczkami od spodni. Blondyn westchnął bez przekonania i spoglądając na chłopaków, stwierdził, żeby wracali do domu, a on sam miał zająć się dziewczynką. Wyjął z kieszeni telefon, wybierając numer do Alex. Po kilku długich sygnałach, wreszcie usłyszał jej głos.
- Przepraszam cię, ale nie mogę teraz rozmawiać – oznajmiła wyraźnie zdenerwowanym głosem, jakby właśnie gdzieś się spieszyła. Już miała się rozłączać, ale w ostatniej chwili udało mu się ją zatrzymać.
- Poczekaj moment, mam tutaj ze sobą Sussie, dasz radę po nią przyjechać?
Spojrzał na małą, która nadal z wbitym w ziemię wzrokiem, przestępowała z nogi na nogę. Usłyszał tylko krótkie ‘zaraz tam będę’, a tuż po nim nieprzyjemny sygnał rozłączenia.

*

Wyskoczyła z samochodu, podbiegając co sił do siedzącej na ławce tuż obok Luke’a dziewczynki. Mocno chwyciła ją w ramiona, przytulając ją troskliwie do siebie. Trwała tak dłuższą chwilę, aż Sussie nie zaczęła się śmiać.
- Nigdy więcej tak nie rób! Wszyscy od kilku godzin cię szukają! – pogroziła jej, ale z ogromną delikatnością odgarnęła z twarzy kosmyki włosów, ponownie przytulając pięciolatkę. – Obiecujesz?
- Obiecuję – wyszeptała cicho, zarzucając Alex ręce na szyję. Blondynka westchnęła głośno z ulgą, spoglądając na przyglądającego się im cały czas chłopaka.
- Dziękuję – poruszyła tylko niemo ustami, a on odwdzięczył się pogodnym uśmiechem, ukazując przez moment dwa dołeczki w policzkach. Nawet nie zauważyła, kiedy jej dłoń całkiem przypadkiem zahaczyła o opartą rękę blondyna. Zadrżała, ale szybko odsunęła się, biorąc na ręce zasypiającą już w jej objęciu Sussie.

*

Leżała w łóżku, spoglądając kątem oka na spoczywając nieopodal męską bluzę. W tym całym zamieszaniu, nie zorientowała się nawet, że Luke pożyczył ją małej, kiedy zaczynało robić się chłodniej. Gdy przekręciła się na bok, jej policzek przylgnął do miękkiego materiału, a ona momentalnie przymknęła powieki, próbując nie uśmiechnąć się. Wyczuła dość specyficzny zapach męskich perfum i niepewnie przysunęła bluzę do twarzy, zaciągając się przyjemną wonią. Szybko jednak zrozumiała, jak dziecinne i naiwne było to zachowanie, karcąc się w myślach za własną głupotą. Odsunęła ją od siebie, sięgając po telefon.
Dziękuję jeszcze raz za wszystko. Sussie zapomniała oddać ci bluzę, dlatego podaj miejsce i godzinę, żeby mogła ją zwrócić. I uwierz mi, naprawdę chciałam przyjść na ten wasz koncert, ale przez to zamieszanie z małą nie dałam rady. Przepraszam.
Nie musiała długo czekać na odpowiedź, bo nim zdążyła odłożyć telefon na szafkę, w ciemnym pokoju na nowo rozjaśniał ekran jej komórki.
Naprawdę niewiele straciłaś, bo ten nasz cały koncert nie był niczym porywającym. Może kolejny będzie lepszy. A bluzę możesz zatrzymać, chociaż nie jestem pewny, czy księżniczki chodzą w takich łachmanach. Śpij dobrze, dobranoc.
Samo nawiązanie do księżniczki sprawiło, że na początku miała ochotę odpisać mu coś złośliwego, ale zanim wpadła na jakąś błyskotliwą ciętą ripostę, poczuła niesamowitą senność i gdy tylko na ułamek sekundy przymknęła oczy, momentalnie odpłynęła w senny świat. Ponownie z telefonem w ręce i delikatnym uśmiechem na ustach, wtulona w ciepłą bluzę.