12. By przestali zaprzeczać.

Alex przewracała między palcami jaskrawo żółty ołówek i delikatnie wystukiwała nim bliżej nieokreślony rytm, uderzając o pobazgrane kartki notatnika, kiedy beznamiętnym wzrokiem wpatrywała się w krajobraz za oknem. Od pewnego czasu próbowała dokończyć pewną melodię, która przez ostatnie dni nieustannie ją męczyła, jednak gdy tylko skupiała się na konkretnych słowach i nutach, cały czar pryskał i kolejne zapisywane akordy kompletnie jej do siebie nie przekonywały. Zamiast następnych wersów utworu, na białych kartkach pojawiały się uśmiechnięte motylki i różnokształtne kwiatki. Podparła brodę na ręce, bardzo powoli sunąc kciukiem wzdłuż linii ust. Zaczęła ciężej oddychać, bo każde wspomnienie tego wieczoru na plaży na nowo niosło ze sobą niesamowicie ogromne pokłady emocji, z którymi nie potrafiła sobie jeszcze do końca radzić. Przymknęła powieki, walcząc z tym nieznośnym uśmiechem, którego mimo usilnych prób, nie potrafiła powstrzymać.
- Zwariowałam – szepnęła do siebie, potrząsając lekko głową. Parsknęła śmiechem, wypuszczając przez przypadek z dłoni ołówek, który leniwie stoczył się z notatnika, upadając na blat biurka. Uważnie i z wyjątkowo szeroko otwartymi oczami przyglądała mu się w zadumie, do momentu kiedy nie sturlał się na podłogę, lądując w mięciutkim dywanie. – No po prostu jestem idiotką – dodała z pełną szczerością i powagą, wzdychając nad własną głupotą.
Nagle wpadła na pewien szalony pomysł.

*

Jej krótkie ręce z trudem obejmowały cztery wielkie, tekturowe pudełka i siatkę z kilkoma puszkami napojów energetycznych. Nogą zamknęła drzwi od samochodu i ciężko oddychając, zaczęła bardzo powoli kierować się w stronę drzwi wejściowych domu Luke’a. Nie była pewna, czy pojawianie się bez żadnego wcześniejszego uprzedzenia było dobrym pomysłem, ale w tamtej chwili było już za późno na takie rozmyślania. Od dwóch dni urządzali całodzienne próby przed ich pierwszym występem radiowym i kolejnym koncertem, a to wiązało się z brakiem czasu na towarzyskie spotkania, nawet z Alex. Zbliżając się, usłyszała już z podjazdu znajome dźwięki gitary i rozwrzeszczane głosy chłopaków. Uśmiechnęła się, kiedy w pewnej chwili rozległa się melodia jednej z piosenek Queen, a któryś z nich usilnie próbował naśladować wokalistę, zawodząc przy tym niemiłosiernie. Gdy już szczęśliwie dotarła przed drzwi, w dość ekwilibrystyczny i nie do końca zgodny z wszelkimi zasadami grawitacji sposób udało jej się sięgnąć wskazującym palcem do dzwonka i wykorzystując chwilę ciszy panującą w środku, postanowiła zawiadomić ich o swojej obecności. Ciche, stłumione brzęczenie rozległo się po pomieszczeniu, a zaraz po nim usłyszała czyjeś ciężkie kroki i szczęk przekręcanego klucza. Jej oczom ukazał się uradowany Ashton z rozmierzwionymi włosami.
- Czeeeeeeść? – bardziej zapytała, niż przywitała się z nim, podświadomie licząc na to, że ujrzy kogoś innego. W końcu to był dom Luke’a, ale widocznie Irwin czuł się tam, jak u siebie.
- Cześć Alex – odparł radośnie, otwierając szerzej drzwi. Dostrzegła jak nagle jego źrenice stały się większe, a koniuszek języka niespokojnie oblizał wargi. – Pomogę! – zaoferował pospiesznie, odbierając od niej ciężkie pudełka. Odetchnęła z ulgą, pozbywając się tego ciężaru. – Wchodź, wszyscy są w salonie – poinstruował ją, przepuszczając w przejściu. Bardzo niepewnie minęła go, idąc przez niewielki korytarz wprost do pokoju, z którego dochodziły dzikie odgłosy. Stanęła w progu, załamując ręce. Opuściła bezradnie ramiona, obserwując to przeraźliwe pobojowisko. Na podłodze porozrzucane były ubrania, puste opakowania po przekąskach, czy opróżnione butelki coli. Stojący pośrodku stolik uginał się pod nadmiarem brudnych kubków i misek z niedojedzonymi płatkami, a między tym ogromnym śmietniskiem przewalały się gitary, keyboardy, kable i wszelkiego rodzaju inne sprzęty muzyczne. Blondynka nieświadomie rozchyliła mocniej usta, nie mogąc wyjść z przerażenia. Zamrugała kilkakrotnie powiekami.
- Cześć blondi! – zawołał z podekscytowaniem Calum, przywołując ją tym samym z powrotem do rzeczywistości. Będąc wciąż w ciężkim szoku, spojrzała na chłopaka, siląc się na uśmiech.
- Popatrzcie co mamy! – zawołał z przedpokoju Ashton, bezpardonowo potrącając ją ramieniem i praktycznie wbiegł do salonu z czterema pizzami, które im przywiozła. Cała trójka, z Michaelem na czele rzuciła się do jedzenia co najmniej tak, jakby cały tydzień głodowali. Nigdzie jednak nie zauważyła Luke’a. A może zagubił się pod stertą tych śmieci? przemknęło jej przez myśl, ale w tej samej chwili poczuła, że ktoś za nią stanął. Gwałtownie odwróciła się za siebie, natrafiając na to niemożliwie błękitne spojrzenie chłopaka. Momentalnie poczuła jak to przyjemnie błogie uczucie zawładnęło całym jej ciałem, powodując delikatny ucisk w żołądku. Mimowolnie uśmiechnęła się, kiedy zbliżył się do niej, troskliwie obejmując ją ręką w pasie. Zrobił to jednak na tyle niespodziewanie i raptownie, że z impetem wpadła w jego ramiona, powodując wybuch jego uroczego śmiechu.
- Wiedziałem, że na mnie lecisz – przyznał z powagą, szepcząc jej na ucho. Alex przewróciła tylko z dezaprobatą oczami i pokręciła głową.
- Oj, Hemmings, Hemmings, to było takie słabe – westchnęła obojętnie, wysuwając się z jego objęcia. Wykonała to na tyle nieudolnie i powolnie, że on zdołał ponownie przyciągnąć ją do siebie, tym razem bardziej zdecydowanie. Z błąkającym się na ustach uśmiechem, zadarła wysoko głowę, spoglądając na jego rozpromienioną twarz. Kiedy poczuła ciepły oddech, odruchowo przymknęła oczy, zabawnie marszcząc nos. Nim zdążyła ponownie je otworzyć, Luke musnął subtelnie jej usta, a po salonie rozszedł się tylko stłumiony jęk. Momentalnie odsunęli się od siebie, zerkając na pochłaniających kolejne kawałki pizzy przyjaciół.
- Fuuuuuuj! – stęknął przeciągle Ashton, krzywiąc się. – Tu w pokoju są jeszcze niepełnoletnie dzieci, kontrolujcie swoje żądze! – dodał z typową dla siebie powagą i udawanym zniesmaczeniem w głosie, marszcząc brwi. Spojrzał wyczekująco na pozostałą dwójkę, szukając u nich poparcia dla swojego oburzenia. Calum zorientował się pierwszy i przełykając kolejny kęs pizzy, spojrzał na parę.
- Właśnie! – przytaknął Ashtonowi, na co ten tylko pokiwał z aprobatą głową.
- Właśnie! – dodał niewyraźnie Michael z pełnymi ustami, dlatego chyba nikt go nie zrozumiał, a chłopcy posłali mu tylko litościwe spojrzenia. On zdawał się nie przejmować tym, bo prawie od razu wrócił do konsumowania swojej partii jedzenie.
- Także widzicie … - Irwin ponownie zabrał głos, spoglądając na nich z pozorowaną odrazą. – Oszczędźcie nam tych niesmacznych widoków. My tu jemy.
Luke niepewnie spojrzał na Alex, po czym roześmiał się głośno, a ona tylko mu zawtórowała, obejmując go ręką w pasie. Dostrzegła jednak ten cień zawstydzenia, który próbował ukryć za nerwowym śmiechem.
- A właściwie co ty tu robisz? – zapytał cicho, chcąc celowo zmienić temat.
- Mówiłeś, że nie macie nawet czasu zjeść, to pomyślałam, że na coś w końcu mogę się przydać. Poza tym, skoro wyjeżdżacie jutro na kilka dni, to …
- To co? – próbował ją podpuścić, ale zmrużyła tylko oczy, przewracając nimi w dość nienaturalny sposób.
- Idź jeść, póki ta pizza jest jeszcze ciepła i póki reszta głodomorów nie dorwała się do twojej porcji – poleciła mu po chwili, poklepując troskliwie po ramieniu. Nie zamierzała pokazywać mu tego, że te kilka najbliższych dni miało być prawdziwym koszmarem i że z pewnością nie raz zatęskni. Luke posłał jej tylko pogodny uśmiech i kiedy zauważył, jak Mike ukradkiem próbował sięgnąć do jego pudełka, rzucił się na kanapę, przechwytując swoją część.
- A ty z nami nie jesz? – zapytał w pewnym momencie Calum, spoglądając na opierającą się o zagłówek sofy dziewczynę. – Wiesz, chętnie bym się z tobą podzielił, ale jak sama widzisz – teatralnie podniósł puste kartonowe opakowanie, robiąc smutną minę. – Nic nie zostało.
- Oh, dziękuję za troskę – westchnęła z rozczuleniem i zaśmiała się serdecznie. – Ale ja nie jestem głodna.
- Na pewno? – dopytywał Luke, spoglądając na nią przez ramię.
- Na pewno.
- Wiesz co? – zaczął nagle Ashton, opadając bezwładnie na kanapę. Poklepał się po pełnym brzuchu, popijając napój. Alex popatrzyła na niego z zaciekawieniem.  – Oficjalnie daję wam moje błogosławieństwo! Ale jeśli kiedykolwiek Lucas ci się znudzi, to wiedz, że kiedyś uznawano nas za bliźniaków, jestem prawie jak on, tylko trochę lepszy, przystojniejszy i w ogóle. Więc nie krępuj się – dokończył ze znanym sobie urokiem i mrugnął do niej, uśmiechając się szeroko.
Mike i Calum prawie natychmiast poparli go w tym oświadczeniu, a Luke z wrażenia aż zakrztusił się, momentalnie sięgając po puszkę z piciem. Dziewczyna zaczęła się śmiać, spoglądając ukradkiem na reakcję blondyna. Tak naprawdę ich relacja nie nosiła jeszcze statusu prawdziwego związku, bo żadne z nich nie wyszło z taką inicjatywą, ale oboje doskonale zdawali sobie sprawę, że od tego feralnego zdarzenia na plaży już nic nie miało być takie samo między nimi.
- A jeśli nie przyniosłabym tej pizzy, to co? Błogosławieństwa by nie było? – zapytała zaczepnie, a Ash przyjrzał jej się z zamyśloną miną.
- Hmm – mruknął cicho. – Ale przyniosłaś, przekupiłaś mnie ostatecznie, także nie gdybajmy już. Tytuł najlepszej dziewczyny naszego małego Luke’a przypadł właśnie tobie.
Chłopak ponownie zaczął się krztusić, ale z pomocą tym razem przyszedł Calum, dość stanowczo poklepując go po plecach. Wszyscy zaczęli się śmiać, a wtedy Alex popatrzyła w stronę Luke’a, wyczuwając jego niepewne spojrzenie na sobie. Wpatrywali się w siebie uważnie przez ułamek sekundy, który dla nich samych trwał całą wieczność. Po chwili kąciki jego ust uniosły się prawie niezauważalnie, a na policzku pojawiło się niewielkie wgłębienie. I nie potrzebowała już żadnych słów, żadnych zapewnień, żadnych obietnic.
Ona po prostu wiedziała.

*

Była taka dumna, kiedy audycja dobiegła końca. Co prawda, Luke za wiele się nie odzywał, bo palmę pierwszeństwa przejął jak zwykle Ashton przy akompaniamencie Caluma, ale i tak rozpierało ją wielkie szczęście, że kariera chłopców rozwijała się tak dobrze. Zaraz po wywiadzie po raz pierwszy w historii puścili ich autorski kawałek, a ona tylko zrobiła głośniej, śpiewając z nimi na cały głos. Uderzając palcami o kierownicę, wystukiwała odpowiedni rytm, kołysząc się w takt tak dobrze znanej jej piosenki. Odruchowo spojrzała na nawigację, która jasno wskazywała, że za czterdzieści kilometrów miała dotrzeć na miejsce. Była tak podekscytowana tym, że wpadła na ten błyskotliwy pomysł, aby zaskoczyć Luke’a na koncercie, że jak dziecko cieszące się z lizaka podskakiwała na siedzeniu, podśpiewując radośnie. Zaangażowała Ashtona w pomoc, zmuszając go do zachowania wszystkiego w wielkiej tajemnicy. Była prawie pewna, że Lucas w ogóle nie spodziewał się jej pojawienia tam, tym bardziej, że gorąco zapewniała go o tym, że musiała się uczyć.
Tłum przed klubem był naprawdę spory i dopiero w tamtej chwili dotarło do niej, że chłopcy nie byli już tylko anonimowym, lokalnym zespolikiem. I gdyby nie fakt, iż Ashton przemycił ją jakimś bocznym wejściem, to z pewnością nie udałoby jej się przepchać pod samą scenę przez te rozwrzeszczane i podniecone rzesze nastolatek. Przy okazji poznała ich menedżera, który obiecał Irwinowi zaopiekować się Alex. A ta opieka na pewno była potrzebna, bo pisk i hałas, gdy tylko drzwi klubu zostały otwarte, zaczął ją naprawdę przerażać. Jeden z ochroniarzy pozwolił jej stanąć przed barierkami, aby uniknąć stratowania przez napierające z ogromną mocą dziewczyny, które koniecznie chciały znaleźć się w pierwszym rzędzie. To było istne szaleństwo. W pewnej chwili wszystkie światła zgasły i gdy tylko cała czwórka pojawiła się na scenie, przestała już nawet słyszeć własne myśli. Postanowiła jednak skupić się wyłącznie na dobrej zabawie, odcinając się od tego, co działo się za jej plecami. I już po pierwszej piosence zaczęła rozumieć te wszystkie szalejące na ich punkcie dziewczęta. Atmosfera udzieliła jej się bardzo szybko i nawet przez chwilę zaczynała żałować, że jednak nie stała w tym tłumie, bo głupio było jej tak samej skakać i piszczeć zaraz przy stojących obok ochroniarzach, którzy patrzyli na nią jak na wariatkę.
Nie mogła oderwać wzroku od Luke’a. Z tego lekko zagubionego, nieśmiałego chłopca wciągu jednego szarpnięcia struną gitary przeistaczał się w prawdziwe sceniczne zwierzę, pełne pewności siebie. Wszystko, co robił było takie energiczne, pełne zaangażowania i wielkiej pasji, a dodatkowo w pełni profesjonalne. Kochał to i tę miłość było widać w jego roziskrzonych, szczęśliwych oczach. Nie zanotowała nawet tego, że przez większość koncertu nie miał bladego pojęcia o jej obecności, bo kompletnie skupił się na swojej gitarze, rzadko nawiązując kontakt wzrokowy z publicznością, a Ashton siedział zbyt daleko, by dać mu dyskretnie znać. Dopiero przed jedną z ostatnich piosenek, kiedy Michael wygłaszał jakąś przemowę o tym, jak wspaniałą publicznością byli ludzie zgromadzeni tej nocy w klubie, Calum podszedł do Luke’a i szepnął mu coś na ucho, wskazując dłonią w kierunku Alex. Nagle błękitne oczy zwróciły się w jej stronę, powodując zdecydowane przyspieszenie bicia serca. Nie umiała, podobnie jak i on, powstrzymać tego radosnego uśmiechu, kiedy tylko ich spojrzenia się skrzyżowały. Zalotnie przygryzła dolną wargę, gdy wciąż uparcie się w nią wpatrywał z lekko rozchylonymi ustami. Luke zmarszczył nieznacznie brwi i zbliżył się nieco bardziej do krawędzi sceny, bo nie potrafił odczytać napisu na jej koszulce. Zauważyła, że miał z tym spory problem, dlatego z dumą naciągnęła spód materiału i zaczęła się głośno śmiać. I fancy lead singer wyczytała z ruchu jego warg, kiedy sam do siebie uśmiechnął się.


Prawdziwe szaleństwo ogarnęło cały klub, kiedy grali ostatni kawałek. Wszyscy krzyczeli, piszczeli, śpiewali, płakali. Jedna z dziewczyn nawet zemdlała i ochroniarz musiał wynosić ją na zewnątrz. Ale Alex zdawała się zauważać przez te kilka minut wyłącznie Luke’a, bo cały otaczający ją dotychczas świat zupełnie stracił na znaczeniu. Z mocno zaciśniętymi pięściami i nerwowo przygryzanymi wargami wpatrywała się w niego z ogromną dumą. Była pod wielkim wrażenie tego, jak wielki talent posiadał. Każdy jego ruch, każdy zagrany dźwięk, każde wyśpiewane słowo było bliskie ideału. I nawet te koślawe podskoki, nieudolne próby zrobienia szpagatu w powietrzu, czy pościgi za uciekającym Michaelem w jej oczach stawały się czymś perfekcyjnym, co dodawało mu tego tak niechcianego uroku. Nie przeszkadzało jej nawet to, że raz puścił oczko do jednej z fanek. Jego głos był najprzyjemniejszym dźwiękiem, jaki mogła sobie wymarzyć, a kiedy w pewnym momencie utworu zamilkły wszystkie instrumenty, a on kolejny raz na nią spojrzał, poczuła, że kolana się pod nią uginały. Wziął głęboki oddech i nie spuszczając z niej wzroku ani na moment, zaczął śpiewać tym swoim obniżonym, powodującym ciarki na plecach głosem.


Przy ostatnim wersie zabrakło mu tchu, więc gdy tylko zaczął się sam z siebie śmiać, pozostała trójka szybko włączyła się do śpiewania dalszej części refrenu. Luke opuścił głowę, kręcąc nią na boki. Spojrzał ponownie w kierunku Alex, z zamiarem kontynuowania piosenki, ale był tak rozkojarzony, że pomylił słowa, sprawiając że Ashton zaczął się śmiać zza perkusji. W  końcu wypuścił z rąk gitarę i poddał się, nie mogąc zapanować nad swoimi emocjami. Odwrócił się do publiczności tyłem, wciąż szczerząc się w szerokim uśmiechu. Zerknął za plecy, posyłając dziewczynie kolejny uśmiech.
Gdy tylko piosenka dobiegła końca, jeszcze raz gorąco podziękowali za przybycie i kiedy światła reflektorów zgasły, a całe pomieszczenie pogrążyło się w ciemnościach, zbiegli ze sceny, znikając za kulisami. Alex bez zastanowienia przedarła się przez stojących przy barierkach ochroniarzy i biegiem ruszyła za chłopakami. Kiedy wpadła za scenę i dostrzegła tylko oddalającą się sylwetkę Luke’a, zatrzymała się i krzyknęła.
- Luke!
Chłopak momentalnie odwróci się za siebie, dostrzegając blondynkę. Nie myśląc zbyt wiele, podbiegła w jego stronę, praktycznie na niego wskakując. Zarzuciła mu ręce na szyję i wciąż nieco rozbieganym wzrokiem, spojrzała mu prosto w oczy. Nie przeszkadzało jej to, że ktoś na nich patrzył, że wokoło było pełno obcych ludzi, a sam Luke lepił się od potu. Nic tak naprawdę nie miało w tamtej chwili znaczenia poza nim. Kiedy drżące palce delikatnie wsunęły się w jego mokre włosy, a zadziorny uśmiech przemknął przez jej twarz, wiedziała już co chciała zrobić. Z niespotykaną wcześniej zachłannością i namiętnością przylgnęła do niego, skradając jeden z piękniejszych pocałunków, jakie oboje kiedykolwiek doświadczyli.

11. I nie ma dwóch tych samych pocałunków, dwóch jednakich spojrzeń w oczy.

Słońce prawie schowało się już w lekko wzburzonej tafli oceanu, pozostawiając delikatną, pomarańczową łunę ostatnich promieni, która wciąż oświetlała miasto. Po plaży przechadzało się sporo spacerowiczów, którzy rozkoszowali się tym codziennym, a mimo wszystko niezwykłym zjawiskiem, gdy jaskrawa kula słońca zachodziła za horyzont. Alex w kompletnym zamyśleniu stawiała kolejne kroki na mokrym piasku, a ciepła jeszcze woda delikatnie obmywała nagie stopy. To wszystko, co działo się ostatnio w jej życiu było czymś tak niespodziewanym i zaskakującym, na co tak naprawdę nie była przygotowana, że bywały chwile, kiedy bała się, że za moment ten piękny sen rozmyje się jak gęsta mgła. Była tak pochłonięta swoimi rozmyśleniami, wirując we własnym świecie marzeń, że całkowicie oderwała się od otaczającej ją rzeczywistości i tylko błąkający się co jakiś czas uśmiech na jej twarzy zdradzał ostatnie oznaki życia. Nawet nie dostrzegła, jak trzymająca się dotąd kurczowo jej ręki Sussie w pewnej chwili wyrwała się z silnego uścisku i z zadziorną, lekko naburmuszoną miną zastąpiła jej drogę. Skrzyżowała rączki na piersi i marszcząc nos, zadarła wysoko głowę, rzucając blondynce gniewne spojrzenie. Dziewczyna zatrzymała się i delikatnie otrząsając się z chwilowego letargu, spojrzała nieco rozmarzonym wzrokiem na dziecko.
- Co się stało? – zapytała z uśmiechem, nie będąc pewną, co miała oznaczać ta nagła zmiana nastroju małej. Sussie z typowym dla siebie nadąsaniem fuknęła tylko obraźliwie, wysuwając do przodu usta w geście kompletnego niezadowolenia. Teatralnie pokręciła głową i westchnęła. Alex zaczęła się śmiać.
- Nic w tym śmiesznego – burknęła z udawaną złością, tupiąc nóżką, a piasek pod jej stopą rozproszył się we wszystkich kierunkach. – Opowiadam ci cały czas o tym co się dzisiaj wydarzyło, a ty mnie w ogóle nie słuchasz! – dodała oburzona i wzniosła wysoko ręce do góry.
- Och, przepraszam – odparła ze skruchą, przykucając przy niej. Próbowała zrobić jakąś smutną minę, ale nie potrafiła, bo wciąż ten uporczywy uśmiech nie schodził jej z twarzy. Dziewczynka przewróciła oczami.
- Wcale nie jest ci przykro! – obruszyła się, nadymając policzki. Wyglądała uroczo, kiedy tak się próbowała na nią złościć, a Alex wciąż się tylko uśmiechała.
- Opowiedz mi jeszcze raz – poprosiła uprzejmie, chcąc załagodzić jakoś gniew Suss. Delikatnie połaskotała ją, a dziewczynka momentalnie rozchmurzyła się, zaczynając się głośno śmiać. Szybko jednak przypomniała sobie o tym, że była śmiertelnie na nią obrażona.
- Nie! – zaoponowała momentalnie, odwracając się na pięcie. Blondynka westchnęła tylko bezradnie i porwała ją na ręce, zaczynając się z nią szaleńczo kręcić dookoła. Mała piszczała i próbowała się wyrwać, ale nie dała rady. I dopiero kiedy Watson zaczęło się poważnie kręcić w głowie, odstawiła ją ponownie na piasek, zginając się w pół i próbując złapać oddech.
- Mów mi natychmiast! – wysapała z niemałym trudem, spoglądając groźnie na Sussie, która obserwowała ją z tym podejrzanie cwanym uśmieszkiem i podpartymi bokami. Zmrużyła delikatnie powieki i zabawnie zmarszczyła nos.
- Moja jedna koleżanka też się tak jak ty kiedyś zachowywała, w ogóle mnie nie słuchała i tylko się głupio uśmiechała – stwierdziła nagle z pełną powagą, wbijając w nią swój świdrujący wzrok. – I wiesz, co się później okazało?
- No co? – zapytała z zaciekawieniem Alex.
- Że była zakochana w takim chłopaku, rok starszym z drugiej grupki!
Krótką chwilę wpatrywała się w nią, kiedy nadal stroiła głupie miny i wybuchła gromkim śmiechem, kręcąc bezradnie głową. Sussie naburmuszyła się jeszcze bardziej i z obrażoną miną zaczęła dumnie kroczyć przed siebie, zostawiając na piasku ślady małych stóp, które po chwili zmywała woda. W pewnej chwili zdecydowanie przyspieszyła, zaczynając biec w sobie tylko znanym kierunku. Nie reagowała na nawoływania, czy groźby, coraz szybciej przebierając krótkimi nóżkami.
- Sussane! – krzyknęła za nią, ale na niewiele się to zdało, bo mała nie zamierzała się zatrzymywać. Nagle wpadła w czyjeś ramiona i dopiero wtedy Alex zorientowała się do czego ona tak szaleńczo gnała. Nie mogła uwierzyć, że sama wcześniej go nie zauważyła. Jej serce zabiło gwałtowniej, a ten sam uśmiech, na który tak narzekała dziewczynka, samoistnie pojawił się na jej uradowanej twarzy. Poczuła znajomo dziwny, ale jednocześnie niesamowicie przyjemny ucisk w żołądku, zbliżając się do roześmianej dwójki.
- Słyszałem, że miałaś jakiś wypadek – Luke zwrócił się do Sussie, a ona momentalnie wysunęła się z jego objęcia i zeskoczyła na piasek. Z zafrasowaną miną schyliła się i podciągnęła wyżej nogawkę spodenek, ukazując mu zawinięte bandażem kolano. Spojrzała na niego ze smutną miną i wysuniętymi ustami, mrugając powiekami.
- Tutaj – stwierdziła, pociągając nosem, a chłopak posłał jej tylko troskliwy uśmiech, delikatnie głaszcząc ją po głowie.
- A co ty tu robisz? – zapytała z ciekawością Alex z nutką flirtu w głosie, spoglądając z lekko przymrużonymi oczami na blondyna. Próbowała zapanować nad tym przeraźliwie uporczywym i głośnym biciem serca, ale im bliżej niego podchodziła, tym stawało się to trudniejsze do opanowania.
- Pisałaś wcześniej, że idziesz z Sussie na spacer na plażę, a właśnie wracam od Ashtona, to sobie pomyślałem … - zaczął się niepewnie tłumaczyć, siląc się na uśmiech. Widziała, jak nerwowo zaciskał palce na spodzie koszulki, unikając jej spojrzenia. To jego speszenie i nieśmiałość miały w sobie pewnego rodzaju urok, który bardzo na nią działał. Zaśmiała się.
- W zasadzie to my już wracamy – przyznała z niewielkim rozczarowaniem, rzucając dziewczynce krótkie, ale wyjątkowo sugestywne spojrzenie i wysunęła w jej stronę rękę. Mała od razu ją chwyciła, ale to samo uczyniła z dłonią Luke’a i zadarła wysoko głowę, uśmiechając się do niego przyjaźnie.
- Odprowadzisz nas? – spytała przesłodzonym do granic możliwości głosikiem i zaczęła natarczywie mrugać powiekami. Blondyn zacisnął mocniej usta i lekko zmieszany spojrzał na Alex, która nie mogła wyjść z podziwu nad zaradnością dziewczynki, podskakującej wesoło między nimi.
- No co? – westchnęła z uśmiechem, wzruszając obojętnie ramionami, kiedy chłopak wciąż się jej przyglądał, czekając na odpowiedź. – Przecież to nie do mnie pytanie.
- Chętnie was odprowadzę – odpowiedział pogodnie, a mała aż pisnęła z radości, mocniej przytrzymując go za dwa place, bo jej niewielka piąstka spokojnie zmieściłaby się w jego ogromnej dłoni.
- Więc chodźmy! – zarządziła hardo Suss, pociągając ich za sobą. Blondynka spojrzała w kierunku lekko skulonego Luke’a, który musiał się zdecydowanie pochylić, aby utrzymać poziom pięciolatki. Uśmiechnęła się serdecznie i wtedy on też spojrzał w jej stronę. Jego przejrzyście niebieskie oczy uważnie spoglądały na nią i mimo wcześniejszego speszenie, nawet nie myślał o tym, aby odwrócić wzrok. Dopiero kiedy potknął się, tracąc równowagę, odwrócił głowę, a Alex parsknęła tylko śmiechem, gdy ze spuszczoną ze wstydu głową ubolewał nad swoją nieporadnością. Ukradkiem jednak zerknął ponownie na nią i gdy tylko zorientował się, że nadal naśmiewała się z niego, przewrócił wyniośle oczami, a ona posłała w jego stronę pełne rozrzewnienia spojrzenie, powodując pojawienie się niewielkiego dołeczka w kąciku jego ust.

*

- Kim właściwie jest dla ciebie Sussie? – zapytał z powagą Luke, kiedy dziewczynka zniknęła za ogromnymi, mosiężnymi drzwiami starego klasztoru, machając im na pożegnanie. Dostrzegł jak Alex westchnęła tylko bez przekonania, powoli udając się w powrotną drogę. Wbiła pozbawiony jakichkolwiek emocji wzrok w swoje trampki, krzyżując na piersi ręce.
- Jak była malutka, jej rodzice zginęli w wypadku. Nikt nie chciał się nią zaopiekować. Wtedy też jacyś dalecy krewni oddali ją tutaj do sióstr zakonnych i wychowywała się razem z innymi opuszczonymi dzieciakami. Ale że Suss lubi bardzo piesze wędrówki po mieście, toteż pewnego dnia dotarła do parku, pół dnia spędziła na ławce przysłuchując się mojemu graniu i tak zaczęła się nasza wspólna przygoda.
- Prawie tak samo, jak nasza – szepnął na tyle cicho, że nie była w stanie go usłyszeć.
Wreszcie odważyła się spojrzeć na chłopaka, który z wielką uwagą przysłuchiwał się jej opowieści i uśmiechnął się serdecznie, gdy ich spojrzenia ponownie się skrzyżowały. Była to znowu ta chwila, kiedy przez kilka krótkich sekund nic poza nimi się nie liczyło.
- Sussie to szczęściara, że akurat trafiła na ciebie – stwierdził z uznaniem, dotrzymując jej kroku. Ona wzruszyła tylko obojętnie ramionami.
- Nic wielkiego nie robię – przyznała z pełną szczerością, naciągając mocniej rękawy swetra. Mimowolnie uśmiechnęła się jednak na te słowa.
- Masz może ochotę na dodatkowy spacer po plaży?
Popatrzyła na niego, nie kryjąc zaskoczenia, ale skinęła głową i ruszyła przed siebie.

*


Wiatr zdecydowanie przybrał na sile, ale mimo to wciąż był wyjątkowo ciepły. Szli tuż obok siebie, w kompletnej ciszy, pozwalając aby szum oceanu nadawał rytm ich wędrówce. Co jakiś czas niepewnie spoglądali na siebie, ale żadne nie odezwało się nawet słowem, a przypadkowe spojrzenia kończyli wyłącznie nieśmiałym uśmiechami. Nagle, zupełnie niespodziewanie Alex poczuła przeszywające ciepło i nim się zorientowała, jej niewielka dłoń schowana była w delikatnym, ale jednocześnie stanowczym objęciu jego szczupłych palców. Przeniosła zdezorientowany wzrok ze splecionych rąk na twarz chłopaka, ale dostrzegła tylko urocze wgłębienie w jego policzku, które niezaprzeczalnie świadczyło o tym, że próbował zachować poważną minę, walcząc z uśmiechem. Zachichotała, delikatnie zagryzając wargi. Znowu zniżyła wzrok z nieskrywanym zafascynowaniem wpatrując się w połączone dłonie i nie mogła wyjść z podziwu, jak bardzo to połączenie wydało się być idealne, gdy jej niewielka zacieśniona pięść schowana była w tym męskim, bezpiecznym uścisku.
- Bywasz uroczy – pomyślała i chyba nie była świadoma tego, że te słowa wypowiedziała na głos. Nagle Luke dość gwałtownie się zatrzymał, stając z nią twarzą w twarz. Groźnie na nią spojrzał z góry, marszcząc czoło.
- Jaki bywam? – zapytał impulsywnie, a dziewczyna aż otworzyła szerzej oczy, z szaleńczo bijącym sercem wpatrując się w niego.
- Uroczy? – wyszeptała drżącym głosem, nie wiedząc, dlaczego blondyn tak niespodziewanie ją zaatakował. Jego błękitne spojrzenie uporczywie analizowało każdy najmniejszy fragment jej oblicza, kiedy on nerwowo zaciskał zęby, a wszystkie mięśnie twarzy niespokojnie drżały.
- Nie jestem uroczy! – zagrzmiał złowrogo, a jego palce wciąż troskliwie gładził skórę jej dłoni. Przez krótki ułamek sekundy jego twarzy rozjaśnił radosny uśmiech, którego dłużej nie potrafił kryć, ale momentalnie się opamiętał, wracając do bycia prawdziwym, stanowczym mężczyzną. Dopiero wtedy blondynka zdała sobie sprawę, że się wyraźnie z niej nabijał. – Mam poważny, punkowy zespół, nie mogę być uroczy! – jęknął z niezadowoleniem, a ona wpadła w histeryczny śmiech, obserwując jego nadąsaną i obrażoną minę. Nie rozumiał jej reakcji, a to tylko dodawało mu jeszcze więcej chłopięcego uroku, którego tak usilnie próbował się wyrzec. Przyjrzała mu się z pobłażaniem, kręcąc głową. Luke zdawał się denerwować jeszcze bardziej, kiedy najwyraźniej wciąż widziała w nim uroczego chłopca, którym nie chciał być.
- Uroczy, uroczy, uroczy, uroczy, uroczy, uroczy, uroczy, uroczy – zaczęła wesoło podśpiewywać i kiedy tylko z mordem w oczach znowu na nią spojrzał, wyrwała mu się. Nie zaprzestając tych dziecinnych przekomarzań, biegła co sił przed siebie, co chwilę odwracając się, by sprawdzić, czy przypadkiem blondyn nie doganiał jej. Szybko jednak zdała sobie sprawę, że jej kondycja nie była na najwyższym poziomie i po kilku chwilach, kiedy znowu zdecydowała się za siebie spojrzeć, Luke był tuż za nią. Pech chciał, że jedna jego stopa utknęła tak mocno w piasku, że zachwiał się, tracąc równowagę. W ostatniej chwili udało mu się otulić ramionami dziewczynę, podkładając dłoń pod jej głowę, gdy razem upadali na zimne podłoże. Uchronił ją tym samym przed bolesnym lądowaniem na mokrym piasku, sam okupując to kilkoma siniakami i zadrapaniami.
- Wszystko OK? – zapytał z niemałym przerażeniem w głosie, kiedy na nią spojrzał. Miała z całej siły zamknięte powieki, a jej dłonie kurczowo zaciśnięte były na jego barkach. – Hej, już w porządku – wyszeptał, wciąż podpierając się na jednym łokciu. Delikatnie odgarnął z jej twarzy kosmyki włosów, a ona pod wpływem jego niespodziewanego dotyku otworzyła powoli oczy, w których wciąż tliło się przerażenie. Czas i przestrzeń stanęły w miejscu, obserwując ten niemy spektakl uczuć, którego właśnie oni stali się głównym bohaterami. Alex poczuła, jak jej oddech stawał się coraz mniej swobodny, a skóra twarzy zaczęła bić gorącem w miejscu, w którym jego dłoń zatrzymała się na moment. Był tak blisko, że wyczuwała dokładnie każdy jego głębszy oddech. Nie wiedziała, co powinna zrobić, choć gdzieś głęboko w podświadomości pragnęła czegoś więcej. Ponownie przymknęła oczy, próbując zapanować jakoś nad własnym ciałem, które powoli zaczynało wymykać się spod jakiejkolwiek kontroli, całkowicie poddając się przyjemnemu dotykowi. Nagle poczuła delikatny podmuch na policzku, a zaraz po nim jego ciepłe wargi, najdelikatniej jak było to możliwe, musnęły jej powieki. Zadrżała, rozchylając mocniej usta, bo nie potrafiła już spokojnie oddychać, a dodatkowo ciężar jego ciała zdecydowanie utrudniał jakikolwiek ruch. Kiedy drżące usta przesunęły się po jej policzku, zacisnęła mocniej palce na jego plecach, które mimo braku zagrożenia, nadal nieświadomie obejmowała w obawie przed kolejnym nieszczęsnym upadkiem. Otworzyła gwałtownie oczy, natrafiając na jego roziskrzone, błękitne spojrzenie, w którym dało się dostrzec jasne iskierki. Zamrugała kilka razy z cichym westchnieniem, nie mogąc już dłużej znieść tego napięcia. Wtedy też Luke bardzo powoli i z pełną maestrią musnął kącik jej warg. Najpierw z prawej strony, później z lewej. Alex uniosła dłoń i wsunęła trzęsące się z wrażenia palce w jego miękkie, jasne włosy. Ponownie na niego spojrzała, dając mu niezaprzeczalny znak na to, że była już gotowa. Prawie niezauważalny półuśmiech przemknął przez jego twarz i w tej samej chwili jego wargi złączyły się z jej. Na początku muśnięcia były subtelne jak dotknięcia skrzydeł motyla, bardzo powoli rozkoszowali się smakiem swoich ust. Jednak kiedy w pewnej chwili blondynka cicho jęknęła, on spojrzał na nią z pożądaniem i po raz kolejny zatopił się w słodkim pocałunku, doprowadzając ją do obłędu.


10. Bo człowiek uczuć nie wybiera, przychodzą one same, znikąd, niespodziewanie.

- Tylko nie to! – jęknęła do siebie, zbliżając się do klubu, w którym miał odbyć się koncert zespołu Luke’a. Cisza, spokój i przede wszystkim brak fanek nie zwiastowały niczego dobrego. Przelotnie spojrzała na wyświetlacz telefon i zdała sobie sprawę, że było już za późno. Bez zbędnych rozmyślań wybrała numer do chłopaka, ale kiedy tylko rozległ się pierwszy sygnał, połączenie zostało momentalnie przerwane. Z niezrozumieniem zerknęła na monitor, ponownie telefonując do niego, ale skutek był podobny. – No co jest? – zapytała samą siebie, marszcząc czoło. Wykonała operację jeszcze raz, ale tym razem odezwał się głos automatycznej sekretarki i wszystko stało się jasne. Westchnęła bezradnie i przebiegła pospiesznie przez ulicę, udając się bez zastanowienia na tyły budynku.
- Dziesięć minut temu skończyli rozdawać autografy, nie ma już ich tam – powiedziała ze zrezygnowaniem jakaś dziewczyna, którą właśnie minęła. Alex uśmiechnęła się tylko nerwowo i mimo wszystko ruszyła przed siebie. Gdy tylko dostrzegła zaparkowanego przed wejściem na zaplecze busa, odetchnęła z ulgą. Przy ogrodzeniu nie było już żadnych fanek, ale nie dostrzegła również żadnego z chłopaków. Wyjęła ponownie telefon, ale u Luke’a wciąż odzywała się wyłącznie sekretarka, więc zaklęła pod nosem, podchodząc bliżej. Niepewnie rozejrzała się na boki i przeskoczyła przez barierki, wchodząc do środka. Byli chyba jeszcze zbyt mało popularni, aby miała po drodze natrafić na jakąś ochronę. Kilka osób kręciło się po korytarzu, ale nikt nie zainteresował się nawet jej obecnością, dlatego kiedy tylko z pobliskiego pokoju doszedł ją perlisty śmiech Ashtona, niezwłocznie udała się tam.
- … no i ta w pierwszym rzędzie, ta wysoka, z kwiatkami na włosach – Calum opowiadał z ogromnym zaangażowaniem i entuzjazmem o zakończonym koncercie, a Luke stał na samym środku tego niewielkiego pomieszczenia, zwrócony tyłem do Alex i tylko cały czas przytakiwał z zadowoleniem przyjacielowi. Dopiero po chwili Michael zorientował się, że nie byli tam sami i odchrząknął znacząco, ale żaden z nich nie zareagował na tę delikatną sugestię kolegi. Kiedy zaczął udawać ogromny napad kaszlu, w międzyczasie wypowiadając szybko jej imię, wszyscy zamilkli, spoglądając w kierunku dziewczyny. Dotychczasowy uśmiech momentalnie znikł z twarzy najmłodszego z nich, gdy tylko ją ujrzał.
- O, cześć Alex! – rzucił wesoło Ashton, machając do niej z tym swoim uroczym uśmiechem wymalowanym na twarzy. Momentalnie do niego przyłączył się Calum z Michaelem i tylko Luke spojrzał na nią obojętnie, bez słowa wsuwając dłonie do kieszeni bluzy. Odwrócił się plecami, pakując gitarę do futerału.
- Oho! – zawołał podniośle Mike i wstał się z kanapy, odsuwając blondyna na bok. – My się zajmiemy pakowaniem tego sprzętu – oznajmił tonem nie znoszącym sprzeciwu, kiedy chłopak próbował protestować. Kiwnął porozumiewawczo do pozostałej dwójki,  dając im znak, że to był najwyższy czas na szybką ewakuację. Dosłownie kilka sekund później żadnego z nich już w pokoju nie było. Została tylko Alex i wyraźnie obrażony Luke, oparty o stojące pod lustrem biurko. Wpatrywała się w niego uważnie, ale on wzrokiem błądził wciąż po suficie, celowo ją ignorując.
- To takie dojrzałe – stwierdziła po chwili z nutką kpiny w głosie, kiedy uciążliwa cisza stawała się już nie do zniesienia. Nadal nie miał zamiaru na nią patrzeć, wbijając wzrok w swoje stopy i skrzyżował ręce na piersi. – W zasadzie to nawet nie wiem, dlaczego się tak dziwnie zachowujesz.
- Ojej, księżniczka czegoś nie wie, jakie to smutne – mruknął złośliwie, a Alex zacisnęła tylko mocniej pięści, próbując zachować względny spokój. Przymknęła oczy i odetchnęła głęboko, bo nie znosiła kiedy się tak do niej zwracał.
- Sussie spadła z roweru i musieliśmy jechać do szpitala… – zaczęła nerwowym, lekko drżącym głosem, ale kiedy Lucas nadal umyślnie unikał jakiegokolwiek kontaktu z nią, postanowiła skończyć swoje tłumaczenia, bo najwyraźniej nie był nimi zainteresowany. – Chyba niepotrzebnie tutaj przychodziłam.
- Jaki to zbieg okoliczności, że za każdym razem pojawia się problem z Sussie – odparł nagle i stanowczym krokiem podszedł do niej. Musiała wysoko zadrzeć głowę, aby na niego spojrzeć. Najgorszym okazał się fakt, że on nawet nie był zły, on po prostu był obojętny na to wszystko. – Bez zbędnego wykręcania się, powiedz, że masz w dupie koncerty takiego beznadziejnego zespołu i jak na księżniczkę przystało, słuchasz tylko wielkich gwiazd.
Jego jasne, niebieskie oczy uważnie śledziły każdy skrawek jej twarzy, paraliżując całe ciało. Nie była pewna, czy słowa, które właśnie usłyszała, naprawdę padły z jego ust. Zorientowała się w pewnej chwili, że zaczęła oddychać zdecydowanie ciężej, a paznokcie nieświadomie wbijały się z ogromną siłą w skórę dłoni. Parsknęła z niedowierzaniem ironicznym śmiechem, kręcąc głową.
- Idź do diabła, Hemmings – syknęła mu prosto w twarz, odpychając go lekko i tak po prostu wyszła. W korytarzu wpadła jeszcze na zdezorientowanego Michaela, ale wyminęła go szybko i nie racząc nawet przeprosić, wybiegła z budynku.

*

Rzuciła plecak na ziemię, a spod niedomkniętej klapki wysypały się metalowe puszki, dźwięcznie odbijając się od siebie. Spojrzała na nie obojętnie, kiedy leniwie toczyły się po brukowanej kostce. Starała się zachować resztki opanowania i kontroli, ale kiedy tylko wracała wspomnieniami do tego nieszczęsnego spotkania z Lucasem, momentalnie wściekłość ogarniała całe jej ciało, usta zaczynały niespokojnie drżeć, a pięści zaciskały się jeszcze mocniej. W pewnej chwili nie wytrzymała i zamknęła oczy, tupiąc zaciekle nogami i piszcząc, jak rozwydrzone dziecko. Dopiero kiedy nie potrafiła już złapać oddechu, uspokoiła się. Z rozmierzwionymi we wszystkich kierunkach włosami rozejrzała się dookoła, ale na szczęście w tym opuszczonym zaułku nikogo o tak późnej porze nie było. Parsknęła śmiechem, nie mogąc pojąć własnej głupoty.
- Faceci – mruknęła do siebie, wyjmując z kieszeni telefon i ustawiła odpowiednią playlistę.



Stanęła kilka kroków od ogromnego, betonowego muru, przyglądając mu się z uwagą. Zawsze kiedy miała zły humor, gdy potrzebowała dać upust swojej złości, znajdowała takie miejsce, gdzie nikt inny nie mógł jej przeszkodzić. Wzięła głęboki oddech, przymknęła na moment powieki i potrząsnęła energicznie puszką sprayu, zaczynając malować. To były te chwili, kiedy wszystko inne, cały otoczenie przestawały mieć jakiekolwiek znaczenie, była tylko ona i jej piękny świat, w którym wszystko było zależne wyłącznie od niej. Miała kontrolę nad wszystkim i nad wszystkimi. Uwielbiała tworzyć. Zamykała oczy, wyobrażała sobie idealny wszechświat i po chwili urzeczywistniała go. I choć zazwyczaj wolała wszelkie swoje emocje zapisywać w postaci nut i słów, to tym razem potrzebowała innego sposobu na odreagowanie. Na samym początku nie była pewna, co miało z tego wyjść, ale całkowicie dała ponieść się uczuciom, puszczając kompletnie wszelkie wodze wyobraźni. Nawet nie była świadoma tego, jak bardzo potrzebowała tego momentu wolności. Wyżywając się na tym fragmencie ściany poczuła jakąś niesamowitą ulgę i już po chwili ten prawdziwy, naturalny uśmiech wrócił na jej twarz. Zapomniała o wszystkim, skupiając się wyłącznie na odpowiednim połączeniu kolorów. Każdy jej ruch, każda najmniejsza linia były dziełem przypadku, bo w ogóle nie panowała nad myślami, które podsuwała jej podświadomość.
- Z tego co wiem, to za niszczenie publicznego mienia grozi dość wysoka grzywna i odsiadka w pace.
Zadrżała nerwowo, kiedy tuż za jej plecami rozległ się głęboki, męski głos. Wstrzymała powietrze, źrenice momentalnie się rozszerzyły, a jej ręka zastygła w bezruchu, tuż przy murze. Jednak kiedy tylko uświadomiła sobie do kogo należał, rozluźniła napięte mięśnie, wracając do malowania. Nie zamierzała w ogóle reagować.

*

Śledził ją od momentu, kiedy tylnym wyjściem wykradła się z domu. Miał ogromne poczucie winy i dręczyły go wyrzuty sumienia, dlatego chciał w jakiś sposób ją przeprosić, choć początkowo w ogóle nie miał na to pomysłu. Postanowił więc podążyć za nią, z ciekawości gdzie o tak później porze zdecydowała się wyruszyć. Kiedy tylko zorientował się w celu jej wędrówki, zdecydował się pozostać chwilę w ukryciu, czekając na to, co chciała zrobić. Zza rogu wąskiej alejki przyglądał się jej z nieskrywaną fascynacją. Uśmiechnął się, gdy wpadała w szał, a późnej przeklinała wszystkich osobników przeciwnej płci. Ale dopiero, kiedy wpadła w trans malowania, ujęła go bezgranicznie. Wpatrywał się z podziwem w powstające na ścianie dzieło, w którym każdy element wykonywany był z niezwykłą precyzją i perfekcją. Po chwili przeniósł jednak wzrok na blondynkę. Zabawnie prezentowała się z lekko wysuniętym językiem i tym zacięciem oraz determinacją, które malowały się na jej twarzy. Co chwilę odgarniała z czoła nachalnie pchające się do oczu włosy. Bardzo powoli zaczął wyłaniać się ze swojej kryjówki, cicho zakradając się za nią. Kiedy tylko się odezwał, dostrzegł jak niespokojnie zadrżała i wyraźnie się go przestraszyła. Jednak szybko musiała go rozpoznać, bo nawet się nie odwróciła, momentalnie opuszczając ramiona i wróciła do kończenia swojego dzieła. Zrobił kolejny krok w jej stronę, stając z nią na równi. Kątem oka spojrzał na nią z góry, ale ona nadal pozostawała obojętna i niewzruszona na wszelkie jego poczynania. Sam sobie był winny takiemu traktowaniu, dlatego nie mógł mieć jej tego za złe.
- Nie wiedziałem, że potrafisz tak malować – przyznał w końcu z pełną szczerością i zachwytem w głosie. Alex zatrzymała się na chwilę i odwróciła się w jego stronę, posyłając pełne litości i zniesmaczenia spojrzenie. Nie potrafił się nie uśmiechnąć, bo wyraz je twarzy był komiczny, ale nie odezwała się nawet jednym słowem. Szybko jednak wróciła do wcześniejszej czynności, kończąc swój obraz, który przedstawiał jasnowłosą postać w długiej, zniszczonej sukni balowej, z gitarą w dłoni, pustym wzrokiem spoglądającą na obserwującego ją widza. Podeszła bliżej i pod obrazem dopisała coś. Luke wyjrzał zza jej ramienia, by dostrzec krótki napis.
- Pokaz zakończony – mruknęła złośliwie, odsuwając się na bok.
- Naiwna księżniczka – odczytał na głos i nie potrafił zapanować nad cisnącym się na usta uśmiechem. Zaśmiał się cicho, kręcąc nieznacznie głową. Wyrwał jej z ręki puszkę i obok jej postaci dorysował szybko drugą. Nie było to żadne dzieło sztuki, ale kilka prostych kresek i okrąg imitujący głowę, bo niestety nie posiadał za grosz talentu malarskiego. Na samym spodzie również dodał podpis.
- Dupek – Alex tym razem odczytała i mimowolnie kąciki jej ust uniosły się, choć on sam doskonale wiedział, jak bardzo walczyła z tym niechcianym odruchem. – Skończony dupek – dodała po chwili. Popatrzyła mu prosto w oczy, co pozwoliło mu dostrzec kilka jasnych iskierek, które lśniły w jej rozszerzonych źrenicach. Szybko jednak potrząsnęła głową i odwróciła się.

*

Próbowała przyjąć obojętny wyraz twarzy, ale to co przed chwilą uczynił nie mogło tak po prostu nie zrobić na niej żadnego wrażenia. Zrobiło i to ogromne, ale nie mogła dać mu tej satysfakcji, dlatego pospiesznie zaczęła zbierać opróżnione puszki i wrzuciła je niedbale do plecaka. Założyła go szybko na plecy i celowo omijając wzrok Luke’a, ruszyła w kierunku wyjścia z tego ciemnego zaułka.
- Alex, zaczekaj! – krzyknął za nią i nim zdążyła się odwrócić, stał już tuż za nią, a ona praktycznie wpadła w jego ramiona.
- Czego chcesz? – zapytała oschle, z premedytacją unikając jego spojrzenia. Skrzyżowała ręce na piersi, potupując sugestywnie stopą, a jedna z brwi uniosła się nieznacznie. Blondyn wziął głębszy oddech, wsuwając dłonie do kieszeni bluzy. Odchrząknął.
- Chciałem cię przeprosić – zaczął z ogromną nieśmiałością i zawstydzeniem, przestępując z nogi na nogę. Dziewczyna zadarła głowę, spoglądając na jego pełną poczucia winy twarz.
- Naprawdę? Co ty nie powiesz – zakpiła, poprawiając osuwający się z ramion plecak.
- Rozumiem, jesteś zła – oznajmił cicho, opuszczając głowę, a ona tylko prychnęła ironicznie, choć widziała w jego oczach prawdziwy smutek i żal. – Ale ja naprawdę nie wiem, dlaczego tak zareagowałem.
- No to jak się dowiesz, to daj mi znać, teraz nie mam czasu na pozbawione sensu pogaduszki – odparła i ponownie ruszyła przed siebie. Nie miała siły, aby nadal toczyć z nim walkę na spojrzenia, bo czuła napływające do oczu łzy. Ostatnią rzeczą, jaką w tej chwili potrzebowała, było ukazanie swoich największych słabości na jego oczach. Naiwnie myślała, że był inny, ale okazał się być zwyczajnym facetem, niczym nie wyróżniającym się spośród miliona innych. I właśnie tego, że kolejny raz dała się nabrać, nienawidziła w sobie najbardziej. Była wściekła, że ponownie ktoś tak skutecznie zamydlił jej oczy, a później okazał się być zwykłym dupkiem.
- Już wiem!
Znowu rozległ się za nią jego podniesiony głos, więc teatralnie przewróciła tylko oczami, ale nie miała najmniejszego zamiaru zatrzymywać się. Usłyszała tylko jego szybkie kroki i już po chwili wyprzedził ją, swoim ciałem uniemożliwiając dalszą wędrówkę. Westchnęła bezradnie. Zrobiła krok w bok, ale momentalnie wykonał ten sam ruch, zagradzając jej drogę. Zacisnęła tylko mocniej usta i rzuciła mu jedno puste spojrzenie. Skręciła w drugi bok, ale efekt był ten sam. Doskonale przewidywał jej poczynania, skutecznie blokując jedyną możliwość ucieczki z tej dziecinnej sytuacji.
- Co wiesz? – zapytała w końcu, dając za wygraną. Ktoś musiał się okazać mądrzejszy, dlatego ustąpiła. Spojrzała na niego od niechcenia i dostrzegła jak jego smutne dotąd niebieskie oczy nagle rozjaśniały.
- Wiem, dlaczego tak się zachowałem – powiedział szybko, a w policzku ukazało się delikatne wgłębienie, które za każdym razem tak samo działało na dziewczynę. Nieświadomie uśmiechnęła się. Luke potarł nieśmiało dłonią kark, nieznacznie przygryzając dolną wargę i wzrokiem wędrował gdzieś dookoła, unikając jej spojrzenia. Zawstydził się, nerwowo poprawiając włosy. – Zachowałem się tak, bo chyba cię lubię.
Zamarła, gdy błękitne tęczówki spojrzały na nią wyczekująco, a na ustach pojawił się zarys nieśmiałego uśmiechu. Tego się nie spodziewała i całkowicie zaskoczył ją takim wyznaniem. Nieświadomie rozchyliła wargi i zdecydowanie musiała wyglądać jak ostatni głupek.
- Chyba? – zapytała nieprzytomnie, kompletnie nie kontrolując własnego organizmu. Szybko jednak otrząsnęła się z letargu, zdając sobie sprawę, jak głupio musiała zabrzmieć. Kiedy ponownie na siebie spojrzeli, oboje roześmiali się.

9. Kiedy ważne chwile stawały się wspólnymi momentami.

Uporczywie wpatrywała się w gasnący co chwilę ekran telefonu, obserwując jak po upływie każdej minuty zmieniała się ostatnia cyferka na wyświetlaczu. Zwykle to ona miała w zwyczaju nie pojawianie się na czas, jednak tym razem została zmuszona do czekania. Odłożyła w końcu telefon na bok, rozsiadając się wygodniej na drewnianej ławce. Podkurczyła nogi, obserwując z uwagą chowające się za horyzont słońce. Ogromna złota kula zniżała się powoli, odbijając w spokojnej tafli rzeki, a Alex z zapartym tchem śledziła to nieme, czarujące przedstawienie.
- Przepraszam!
Z zamyślenia gwałtownie wyrwał ją zdyszany głos chłopaka, który niespodziewanie pojawił się przy jej boku, z trudem oddychając. Spojrzała na niego uważnie, nie potrafiąc ukryć rozbawienia. Kiedy otarł dłonią zroszoną potem twarz, parsknęła śmiechem, zakrywając dłonią usta. Luke momentalnie rzucił jej pełne udawanej złości spojrzenie, marszcząc w dość charakterystyczny dla siebie sposób brwi. Przestała się z niego naśmiewać, przechylając nieznacznie głowę w stronę ramienia i spoglądając na niego z pobłażaniem. Chwyciła telefon, sprawdzając ponownie godzinę.
- Dwadzieścia trzy minuty i siedemnaście sekund, ale któż by liczył – prychnęła beznamiętnie, wzruszając z obojętnością ramionami. Blondyn opuścił tylko ze wstydem głowę, oddychając już zdecydowanie wolniej.
- Naprawdę przepraszam, ale próba nam się przeciągnęła i …
- Już się nie tłumacz, rozumiem – przerwała mu szybko, układając dłoń na jego ramieniu. Na krótką chwilę zapadła między nimi dość krępująca cisza, w czasie której wymienili tylko sugestywne spojrzenia, oboje doskonale wyczuwając ten delikatny dreszcz, przebiegający po całym ciele. Gwałtownie wycofała rękę i z delikatnym speszeniem wymalowanym na twarzy, sięgnęła szybko do torebki, próbując ukryć swoje zażenowanie. Wyjęła z niej niewielki, kolorowy świstek papieru i z nerwowym uśmiechem wręczyła go chłopakowi. W jednej chwili jego źrenice poszerzyły się i dłonie zaczęły drżeć niespokojnie. Bardzo powoli uniósł głowę i spojrzał z przerażeniem na blondynkę. Miał szeroko otwarte usta, zupełnie jakby przestał panować nad tym odruchem. Alex zachichotała.
- Żartujesz – bąknął, wciąż chyba niedowierzając w to, co trzymał w dłoni. Ona ponownie tylko zaśmiała się, kręcąc przecząco głową.
- Ale mam rozumieć, że się podoba? – zapytała z nutką flirtu w głosie, delikatnie przygryzając wargę. Luke nadal wpatrywał się to w nią, to w bilet i chyba był w zbyt wielkim szoku, aby racjonalnie myśleć.
- Ale jak?
- Normalnie – odparła spokojnie, jakby to było najbardziej naturalną rzeczą na świecie. – Widziałam kilka twoich koszulek, dodatkowo na twojej składance było kilka ich kawałków, więc zaryzykowałam.
- Na ten koncert nie było biletów kilka godziny po oddaniu ich do ogólnej sprzedaży! – stwierdził podekscytowanym głosem, z podziwem przyglądając się przepustce do jego własnego nieba. W pewnej chwili jednak wrócił do rzeczywistości i opuszczając ze smutkiem ramiona, wysunął dłoń z biletem w jej stronę. – Nie mogę tego przyjąć.
- Nie wygłupiaj się! – zaoponowała momentalnie, przewracając teatralnie oczami. – To w ramach podziękowania za pomoc przy sprzątaniu po imprezie – wyjaśniła pospieszenie tonem nie znoszącym sprzeciwu. Luke ponownie westchnął z bezradnością.
- Nie robiłem tego po to, by dostać za to zapłatę – odpowiedział ciszej, a ona dostrzegła z jakim podekscytowaniem wciąż spoglądał na ten kawałek tekturki. Uśmiechnęła się do siebie w geście triumfu.
- Nie obchodzi mnie to. Bilety są twoje, a zrobisz z nimi, co tylko będziesz chciał. Możesz je nawet wyrzuć do kosza – oznajmiła dziarsko, podnosząc się z ławki. Zsunęła okulary na nos i uśmiechnęła się do niego, kiedy zadarł głowę, by na nią spojrzeć. Ten rozanielony wyraz jego twarzy był naprawdę uroczy. – Muszę już wracać. Mam nadzieję, że będziesz się dobrze bawił na koncercie – dodała radośnie, wciąż będąc dumną z faktu, że udało jej się sprawić mu tak ogromną niespodziankę. Pomachała mu na pożegnanie i oddalając się pospieszenie, zniknęła po chwili za rogiem uliczki.

*

Leżał na łóżku z głową opuszczoną w dół oraz pustym wzrokiem wbitym w znajdujące się na stoliku bilety i nie mógł uwierzyć, że był takim idiotą, nie dziękując jej nawet za ten prezent. Był jednak w takim szoku, że prawdopodobnie nie myślał zbyt racjonalnie w tamtej chwili. Ciężko było mu uwierzyć, że właśnie miał okazję zobaczyć swój ulubiony zespół na żywo, zwłaszcza że wejściówki rozeszły się jak ciepłe bułeczki. Sięgnął dłonią po telefon i pospiesznie wybrał numer do Alex. Pierwszy sygnał, drugi sygnał, nic. Czuł jak jego serce zdecydowanie przyspieszyło bicie, gdy kolejne głuche dźwięki rozchodziły się echem po jego głowie. Już miał rozłączyć połączenie, kiedy po drugiej stronie odezwał się dźwięczny, dziewczęcy głos.
- Cześć! – przywitał się od razu, nie przypuszczając, że mógł zabrzmieć tak radośnie. Momentalnie poderwał się, przysiadając na skraju łóżka. Nie wiedział czemu reagował tak gwałtownie nawet na jej głos, a sama rozmowa telefoniczna peszyła go i zawstydzała. Podrapał się po karku, kiedy w odpowiedzi usłyszał wyłącznie perlisty śmiech blondynki zakończony krótkim hej.
- Co tam? – zapytała po chwili ciszy, a on aż drgnął, słysząc ponownie jej głos.
- Chyba zapomniałem ci podziękować za te bilety – zaczął trochę niepewnie, wciąż próbując znaleźć odpowiednie słowa, aby nie brzmieć, jak skończony idiota, który nie potrafił się porządnie wysłowić.
- Mam nadzieję, że będzie ci się podobać.
- No coś ty! Nie żartuj! Przecież oni są najlepsi, próbowałem zdobyć te wejściówki … - przyznał z ogromnym podekscytowanie, dopiero w połowie zdania orientując się, że jego ton mógł być co najmniej dziwny. Zachowywał się jak napalona nastolatka, która właśnie otrzymała bilet na koncert swojego idola. Zamilkł z pokorą i mimo, iż była to tylko rozmowa przez telefon, poczuł wielki wstyd i zażenowanie. A kolejny wybuch śmiech dziewczyny tylko pogorszył jego nastrój. Był idiotą i nie zamierzał nawet temu zaprzeczać.
- Moja radość jest podwójna, bo do końca nie byłam pewna, czy trafię w twoje gusta – stwierdziła z dumą, kiedy Luke ponownie zamilkł.
- Naprawdę dziękuję – powtórzył już zdecydowanie spokojniej, wzdychając bezradnie i z głuchym łoskotem opadł na poduszkę, karcąc się w myślach za swoją nieśmiałość i beznadziejność. Przymknął oczy, wciąż wsłuchując się w miarowy oddech po drugiej stronie słuchawki. Nie lubił tego, co sama myśl o niej robiła z nim, ale z drugiej stronie nie potrafił pozbyć się z głowy tego obrazu.
- To ja dziękuję za pomoc – powiedziała ciszej, a on drugi raz wyprostował się, nerwowo siadając na łóżku. Po chwili z niego wstał i energicznym krokiem podszedł do okna, spoglądając na okryte mrokiem miasto.
- Co robisz w sobotę wieczorem?

*

Niespokojnie przestępował z nogi na nogę, starając się w tłumie odnaleźć dziewczynę. Zerkał co jakiś czas na zegarek, z każdą upływającą minutą denerwując się coraz bardziej, a w dłoniach nerwowo gniotąc dwa bilety. W każdej mijającej go blondynce miał nadzieję ujrzeć Alex, ale do tej pory za każdym razem jego oczekiwania okazywały się mylne. Było już naprawdę stosunkowo późno i jeśli mieli zająć w miarę dobre miejsca na płycie, to zdecydowanie powinni być już gotowi do walki z chmarą fanów, ale dziewczyny nadal nigdzie nie było. Przez ułamek sekundy przebiegła mu nawet myśl, że może zapomniała o tym koncercie, ale szybko odrzucił ją od siebie. Dokładnie w tej samej chwili ktoś dotknął jego ramienia. Raptownie odwrócił się za siebie, a jego wzrok od razu padł na rozpromienione oblicze dziewczyny.
- Cześć – powiedziała na przywitanie, kiedy nadal bez słowa wpatrywał się w nią nieustannie i uśmiechnęła się wesoło, poprawiając opadające na czoło włosy. – Fajna, nie? – rzuciła nagle z podekscytowaniem, rozpościerając na całą szerokość boki swojego swetra. Miała na sobie koszulkę zespołu. – Specjalnie na koncert postanowiłam sobie zakupić!
Luke zlustrował dokładnie całą jej sylwetkę, nie potrafiąc walczyć z cisnącym się na usta uśmiechem. Pokręcił tylko nieznacznie głową, wsuwając dłonie do kieszeni bluzy.
- Wyglądasz jak prawdziwa fanka – skwitował z rozbawieniem.
- Jestem prawdziwą fanką! – oburzyła się momentalnie, wydymając do przodu usta. Skrzyżowała ręce i zadarła dumnie głowę, odwracając się do niego plecami. Luke ponownie zaczął się śmiać, a po chwili i ona przyłączyła się do niego, zerkając przez ramię na roześmianą twarz blondyna.
- Zaraz otwierają wejścia, więc powinniśmy już powoli się kierować w tamtą stronę, jeśli mamy zająć w miarę przyzwoite miejsca, zwłaszcza że wzrostem nie grzeszysz i zapewne zagubisz się w tym tłoku – przyznał z powagą, taksując ją wzrokiem, a ona otworzyła tylko szerzej oczy, nie mogąc uwierzyć, że wyzwał ją właśnie od karłów. Prychnęła tylko z pogardą, rzucając mu grad wściekłych spojrzeń. Była to jednak udawana złość, bo prawie od razu roześmiała się głośno, zdając sobie sprawę z tego, że nie była przecież olbrzymem.
- Chodźmy zatem! – oznajmiła z entuzjazmem i chwyciła jego dłoń, zmuszając go do tego, aby odważnie ruszył w tłum zgromadzonych pod halą ludzi, a ona bez obaw pozwoliła mu się poprowadzić, podążając za nim. Był wyższy i zdecydowanie bardziej masywnie zbudowany, dlatego łatwiej było mu torować drogę do środka. Kurczowo przytrzymywała się go i starała zachować stosunkowo normalną postawę, ukrywając przerażenie tym ogromnym tłumem, gdy co jakiś czas zerkał na nią, sprawdzając czy wszystko było w porządku, a ona przez całą tę przepychankę czuła wbijające się w żebra łokcie innych uczestników koncertu. Było jednak przy tym sporo zabawy, kiedy Luke zapędzał się zbyt szybko do przodu, a Alex zostawała w tyle, bo musiał dość stanowczo przyciągać ją do siebie, omijając pozostałych ludzi. Ani razu jednak nie puścił jej dłoni.

*

Początkowo nic nie zwiastowało wielkich problemów, kiedy tylko już znaleźli się na płycie hali. Tłum był spory, ale dało się nad nim panować. Dopiero kiedy na scenie pojawił się zespół, wszystko zaczęło wymykać się spod kontroli. Wszyscy próbowali się dostać bliżej sceny, demolując po drodze każdego. Alex w pewnej chwili nie wiedziała już, co robić, kiedy ludzie zaczęli napierać z każdej strony, niebezpiecznie oddalając ją od Luke’a. W pewnym momencie, kiedy jej panika osiągnęła już punkt kulminacyjny, spojrzała szybko w jego stronę i krzyknęła, próbując przebić się przez ogromny hałas, ale jej głos został skutecznie zagłuszony przez wrzaski i potężne gitarowe dźwięki. Nie wiedziała, czy ją usłyszał, ale już po chwili odwrócił się i z przerażeniem w oczach zerknął na nią. Momentalnie wysunął w jej kierunku rękę, którą nie bez problemów udało jej się chwycić nad głowami innych ludzi. Mocno zakleszczając palce na jej nadgarstku, starał się przeciągnąć do siebie, nie zważając nawet na krzywe spojrzenia innych. Kiedy już mu się to udało, ustawił ją przed sobą i objął troskliwie ramionami, przytulając do siebie. Schowana w silnym objęciu, poczuła się zdecydowanie bezpieczniej. Jego dłonie delikatnie sunęły wzdłuż jej wciąż drżących rąk, zupełnie tak, jakby za wszelką cenę próbował ją uspokoić. I chyba mu się to udało, bo kiedy tylko poczuła ten przyjemny, kojący dotyk, lęk i strach odeszły w niepamięć.  
- Dziękuję – poruszyła jedynie ustami, gdy zadarła wysoko głowę, spoglądając na niego. Obserwował ją uważnie z góry i uśmiechnął się tylko wesoło, a ona miała wrażenie, jakby jego ręce jeszcze ciaśniej ją otulały i broniły przed dzikim tłumem. Odetchnęła z wyraźną ulgą, odwzajemniając uśmiech i miała tylko nadzieję, że nie wyczuł tego delikatnego dreszczu, który przebiegł po jej plecach, gdy jego duże dłonie zacisnęły się na jej niewielkich piąstkach. Pomijając całe to ogromne zamieszanie, musiała przyznać, że naprawdę ładnie pachniał.
- Wszystko w porządku? – zapytał, przekrzykując panujący wokoło chaos i nachylając się nad jej uchem. Znowu poczuła to nieznacznie drżenie, nad którym koniecznie musiała zapanować i które naprawdę zaczynało ją przerażać. Wstrzymała oddech, zaciskając mocniej usta. Lekko odwróciła głowę w bok, ponownie spoglądając w to przejrzyście jasne spojrzenie blondyna, w którym malowało się prawdziwe zatroskanie. Nawet nie była w stanie określić tego, jak długo otępiałym wzrokiem wpatrywała się w niego, dopóki nie zaczął się z niej śmiać.
- W porządku – odpowiedziała i skinęła tylko głową. Kiedy odwróciła się, próbując stanąć na placach, aby choć przez chwilę zobaczyć, co działo się na scenie i tym samym przestać myśleć o całej tej niewygodnej sytuacji, wciąż miała dziwne przeczucie, że Luke przyglądał się jej. W końcu nie mogąc znieść tego uporczywego wrażenie, więc znowu spojrzała za siebie. Nie pomyliła się, bo chłopak z uśmiechem patrzył na nią, a w policzkach uwidaczniały się dwa niewielkie wgłębienia.
I wszystko nagle przestało być tak ważne, wszystko stało się tylko małym dodatkiem do tego, czego właśnie oboje doświadczali.