17. Bo tak trudno było nawet pomyśleć o rozstaniu.



Dwudziesta. U mnie. Drzwi będą otwarte. Do zobaczenia moja księżniczko.

Kiedy tylko przekroczyła próg domu, momentalnie wyczuła smakowitą i pobudzającą wszystkie zmysły woń. Korytarz pogrążony był w całkowitej ciemności i jedynie z pokoju Luke’a dochodziła smuga światła, przedzierająca się przez niedomknięte drzwi. Nauczona wcześniejszymi doświadczeniami wiedziała doskonale, że Molly uwielbiała witać przybyłych gości, dlatego była już przygotowana na atak psiej radości, gdy zwierzak wyczuł jej obecność.
- Gdzie twój pan? – zapytała, kiedy pies w końcu podniósł się z podłogi po serii szaleńczych pieszczot.  Suczka usiadła posłusznie i zamerdała wesoło ogonem, uważnie na nią spoglądając. Nagle poderwała się i zaciekle skamlając, zmusiła dziewczynę, aby za nią poszła. Pyskiem popchnęła drzwi i wpadła do pokoju blondyna, opierając przednie łapy na jego udach. Alex zatrzymała się w wejściu, a jej wzrok momentalnie padł na półnagiego chłopaka, który stał odwrócony do niej tyłem, głaskając psiaka po głowie. Miał na sobie wyłącznie ciemne spodnie, które ciasno przylegały do jego chudych nóg. Kąciki jej ust mimowolnie uniosły się, kiedy nieco rozmarzonym wzrokiem przyglądała się szerokim ramionom Luke’a. Myśli, które przebiegały w tamtym momencie przez jej głowę, nawet ją samą zaczęły zawstydzać. Przymknęła na chwilę powieki, biorąc głębszy oddech, bo reakcja jej organizmu totalnie ją zaskoczyła. Wielokrotnie miała okazję być całkiem blisko niego, ale mimo to, widok nagich pleców, prężących się mięśni, gdy unosił ręce do góry sprawił, że poczuła przyjemny ucisk w żołądku, a policzki subtelnie zarumieniły się. Musiał niedawno brać prysznic, bo jego włosy wydawały się być jeszcze wilgotne, a wzdłuż kręgosłupa spływały pojedyncze krople wody. Całkowicie odruchowo wstrzymała powietrze, przyglądając się dokładnie każdemu fragmentowi jego odsłoniętego ciała.
- Idź już sobie, muszę się ubrać – mruknął do Molly, a ta radośnie tylko zaszczekała i wybiegła na korytarz.
- W zasadzie to nie musisz – stwierdziła po chwili Alex podejrzliwie drżącym z emocji głosem, gdy przeciągnął białą koszulkę przez głowę, a jasny materiał swobodnie opadł w dół. Dostrzegła jak drgnął wystraszony, odwracając się w jej stronę. Popatrzył na nią z tym delikatnie zadziornym spojrzeniem, unosząc jedną z brwi.
- Ładnie to tak podglądać? – zapytał wreszcie, podchodząc w jej stronę. Nerwowo uśmiechnęła się, bo czuła się tak, jakby ktoś przyłapał ją na robieniu czegoś wyjątkowo niegrzecznego. Wypuściła nagromadzone powietrze, oddychając głęboko. W tej samej chwili Luke chwycił ją za dłoń i dość gwałtownie przyciągnął do siebie, a ona momentalnie wpadła w jego ramiona, które mocno ją objęły. Prawie od razu wyczuła tak dobrze znaną woń perfum wymieszaną z przyjemnie świeżym zapachem jego skóry.
- Nie podglądałam – odparła cicho obronnym tonem, wtulając policzek w jego klatkę piersiową. Blondyn zaśmiał się. Odsunął ją delikatnie od siebie i chwytając za podbródek, zmusił do tego, aby uniosła głowę i spojrzała na niego. Z wielką niechęcią poddała się temu dotykowi, spoglądając niepewnie w jego błękitne, roześmiane oczy. Nie znosiła siebie za tak wielką uległość względem jego osoby. Kiedy się pochylił i subtelnie musnął jej usta, wydała z siebie stłumiony jęk, rozchylając mocniej wargi, aby zaczerpnąć powietrza. Była gotowa na zdecydowanie więcej, ale wtedy on wypuścił ją z objęcia, cicho chichocząc i wciąż kurczowo trzymając jej dłoń, pociągnął za sobą. Zdezorientowanym wzrokiem podążyła za chłopakiem, ale zanim zdążyła wydusić z siebie choćby jedno słowo, oboje stali już w drzwiach prowadzących do ogrodu na tyłach domu.
- Co prawda zjawiłaś się odrobinę wcześniej i nie wszystko dopiąłem na ostatni guzik – zaczął wyjaśniać, mocniej ściskając jej dłoń, a ona dostrzegła to lekko speszone spojrzenie, którym ją obdarzył. Przeczesał palcami włosy. – Ale zapraszam cię na naszą pierwszą, oficjalną randkę – wyjaśnił uroczyście, kiedy z szeroko otwartymi oczami wpatrywała się w rozłożony na trawie koc, a wcześniejszą ciemność rozjaśniły zawieszone pod zadaszeniem lampki, które w odpowiednim czasie z pewnością stanowiły element dekoracji bożonarodzeniowej. Zszokował ją całkowicie, bo to była ostatnia możliwość jaką brała pod uwagę, kiedy wysyłał jej tego zdawkowego smsa. Instynktownie wstrzymała oddech, przenosząc wzrok na roziskrzone spojrzenie Luke’a. Gdy dłuższą chwilę w ogóle nie była w stanie wypowiedzieć nawet jednego słowa, jego twarz jakby posmutniała.
- Ale …
- Wiem, że nie jest to żadna wystawna kolacja w najlepszej restauracji w mieście, do których z pewnością przywykłaś – zaczął bardzo niepewnym i zmieszanym głosem, odwracając w bok zawstydzony wzrok. Alex nerwowo drgnęła, zaciskając mocniej usta. Chwyciła jego twarz w swoje wciąż trzęsące się z zaskoczenia dłonie i tym razem to ona zmusiła go, aby na nią uważnie spojrzał. Początkowo bronił się przed tym, ale w końcu uległ. Rozbieganymi oczami obserwował dokładnie jej jaśniejące oblicze, a ona wspięła się na palcach i pocałowała go.
- Luke – szepnęła niemrawo, kiedy oderwała się w od niego, kolejny raz wpatrując się w jego jasne, błyszczące oczy. Oplotła rękami jego szyję, skradając następnego buziaka. – Jest idealnie.
Uśmiechnął się szeroko z tym niewielkim wgłębieniem w policzku. Kiedy w tej samej chwili jej dłoń niespiesznie wsunęła się w jego włosy, poczuła jak złapał ją w talii i nieznacznie uniósł w górę, tak że już nawet na placach nie była w stanie wyczuć ziemi pod stopami. Miała wrażenie, że podnoszenie jej nie stanowiło dla niego żadnego wysiłku, dlatego już po chwili jej nogi oplatały go w pasie, a jedna ręka kurczowo przytrzymywała jego szyję. Posłała mu wymowne spojrzenie, kiedy poczuła jak jego dłoń niebezpiecznie zaczęła przesuwać się wzdłuż jej uda, gdy trzymał ją w ramionach. Zauważyła jak uśmiechnął się w dość specyficzny, trochę kokieteryjny sposób, wciąż opuszkami palców gładząc skórę jej nóg. Kiedy ich promieniujące przeogromną radością oczy ponownie się spotkały, wpatrywali się w siebie z zamiłowaniem dłuższą chwilę. W końcu Alex westchnęła głęboko i z całej siły przytuliła się do niego, układając wygodnie głowę na jego ramieniu. Cichy jęk rozkoszy wydobył się z jej lekko rozchylonych ust, gdy tylko dłoń chłopaka przesunęła się delikatnie po jej plecach. Uwielbiała te chwile, kiedy był tak blisko i wyłącznie dla niej, bo wtedy cały świat przestawał istnieć, a ona bez reszty zatracała się w jego kojącym dotyku, zapachu, głosie.
- Jest tylko jeszcze jeden maleńki problem – oznajmił, przerywając tym samym przyjemną ciszę. Alex odchyliła się niechętnie i z lekko uniesioną brwią spojrzała na niego pytająco. Miał ten swój zagubiony, troszkę onieśmielony wyraz twarzy. – Nie jestem wybornym kucharzem, dlatego będziemy musieli zadowolić się pizzą – dodał wstydliwie, delikatnie zaciskając usta. Dziewczyna przez moment wpatrywała się w niego bez słowa, po to by po chwili parsknąć głośnym śmiechem. Ponownie zarzuciła mu ręce na szyję, ściskając go z całych sił.
- To takie … - zatrzymała się, udając że szukała odpowiedniego słowa na określenie tego wszystkiego. – Takie punk rockowe, nie uważasz? – zapytała z radosnym chichotem i nawet nie musiała się upewniać, bo była przekonana o tym, że i on się uśmiechnął.
- Też tak sądzę.
- Dobrze, że nie powiedziałeś mi o swoich planach, jeszcze wystroiłabym się w jakąś sukienkę i zepsułabym cały ten klimat – wyjaśniła z udawaną powagą, zeskakując na ziemię. – A tak moje trampki, spodenki i stara koszulka idealnie wpasowują się w tę atmosferę buntu i rebelii.
- Proszę bardzo, nabijaj się ze mnie – mruknął obrażony, kiedy wyraźnie robiła sobie z niego głupie żarty. Widząc jego smutną minę, chwyciła go za dłoń i przyciągnęła do siebie, całując delikatnie w usta.
- Już, już, moja zbuntowana gwiazdko rocka – pocieszyła go, gładząc dłonią jego policzek. – A gdzie są twoi rodzice? – zapytała, a Luke momentalnie zaśmiał się, spoglądając na nią pobłażliwie.
- Boisz się?
- Nie! – odparła stanowczo, marszcząc czoło. – Po prostu wolę uniknąć kolejnych niezręcznych sytuacji.
- Poszli na urodziny do mamy Ashtona, prędko nie wrócą – odpowiedział, a ona przewróciła tylko oczami.
- Taaa, ostatnio też mieli nie wracać.
Przyjrzał się jej wnikliwie, a jego tajemniczy, podejrzliwie zagadkowy wzrok nie zwiastował niczego dobrego. Niespodziewanie, bez słowa porwał ją ponownie w ramiona i okręcił się z nią kilka razy w dość szalony sposób, a kiedy zaczęła piszczeć, uciszył szybko jednym pocałunkiem. Wykorzystał jej chwilową nieuwagę, przerzucając dziewczynę przez ramię i nie zważając na gorączkowe protesty, zaniósł ją na koc.

*

Ocean był wyjątkowo spokojny tego wieczoru, a jasny księżyc odbijał się w gładkiej powierzchni wody. Alex siedziała między nogami chłopaka, przesypując garstkę piasku między dłońmi i z podziwem przyglądając się jak niewielkie drobinki przelatywały przez jej palce. W pewnej chwili Luke oparł brodę na ramieniu dziewczyny, a jego ciepły policzek delikatnie zetknął się z jej. Momentalnie poczuła świeży zapach miętowej gumy, którą namiętnie żuł, pomieszany z wonią jego perfum. Uśmiechnęła się, przymykając leniwie powieki, kiedy poczuła jak jego dłonie zaczęły zsuwać się z jej ramion na boki, po chwili gładząc już delikatnie brzuch. Objął ją mocno i przysunął jeszcze bliżej siebie, powodując że oparła plecy o tors i odchyliła głowę, układając ją wygodnie w zagłębieniu między jego szyją, a barkiem. Wyczuwała każde, nawet to najsłabsze, uderzenie jego serca.
- Pomysł ze spacerem po tej wielkiej pizzy wyjątkowo ci się udał – mruknęła, odwracając powoli głowę w jego stronę i złożyła krótki pocałunek na jego policzku. Luke momentalnie się wyprostował i dumnie wypiął pierś.
- Mam same wspaniałe pomysły – dodał pospiesznie, a ona tylko skinęła dla świętego spokoju głową, nie chcąc podważać jego doskonałości. – Poza tym lubię spacerować z tobą, lubię kiedy wszyscy widzą, że jesteś tylko moja.
Alex prychnęła prześmiewczo z udawanym oburzeniem, przewracając mało naturalnie oczami. Luke w tej samej chwili objął ją zdecydowanie mocniej i kiedy pochylił się nad nią, musnął wargami czubek jej zadartego nosa. Zmarszczyła go jeszcze bardziej i zaczęła się śmiać, próbując uciec spod szalonego ataku jego pocałunków.
- Zwłaszcza twoje fanki, które snuły się za nami dobre pół godziny, aż w końcu dostały ten autograf i zdjęcie – stwierdziła z rozbawieniem, starając się odsunąć od siebie jego twarz.
- No wiesz, uroki bycia gwiazdą rocka – mruknął jakby od niechcenia, wzruszając obojętnie ramionami, a blondynka posłała w jego stronę litościwe spojrzenie.
- Luke – westchnęła z głupim uśmiechem na ustach. – To były jakieś trzynastolatki z twojej szkoły, nie schlebiaj sobie za bardzo – dodała i parsknęła śmiechem, na co Luke fuknął tylko obrażony, kręcąc głową.
- Nie niszcz moich marzeń, OK?
- Dobrze panie Hemmings, pod warunkiem, że coś mi teraz zagrasz – przyznała, śląc w jego stronę wesoły uśmiech i musnęła jego wargi, sięgając po gitarę, która leżała tuż obok nich. Oparła ją na swoich i Luke’a kolanach, pozwalając mu się ponownie objąć. Otoczył ją ramionami i złapał gryf instrumentu, pochylając się mocniej.




Kiedy tylko zaczął grać, a jego przyjemny, głęboki głos zawładnął jej myślami, przymknęła oczy, rozkoszując się odprężającą melodią. Uwielbiała go słuchać. Na samym początku w ogóle nie potrafiła rozpoznać kawałka, który śpiewał, ale w zasadzie jej to nie przeszkadzało, bo robił to w tak idealny sposób, że kompletnie oderwała się od rzeczywistości. Myśl, że było to skierowane wyłącznie do niej sprawiała, że zatracała się jeszcze bardziej, a delikatny, błogi uśmiech błąkał się po jej rozmarzonej twarzy. W pewnym momencie zatrzymał się, a ona gwałtownie została sprowadzona na ziemię. Z nieskrywanym rozczarowaniem uniosła powieki, spoglądając zaskoczona na blondyna.
- Refren chyba znasz, więc możesz zagrać i zaśpiewać ze mną – zaproponował, uśmiechając się do niej tajemniczo.
- Nie mam pojęcia co to za piosenka – odparła zdezorientowana, na co on westchnął tylko cicho i zaczął grać dalej. Alex zamarła, słysząc pierwsze chwyty. Jej ciało nienaturalnie zaczęło drżeć, kiedy z szeroko otwartymi oczami spoglądała na chłopaka. On znowu tylko się uśmiechnął, sugestywnym ruchem głowy dając jej do zrozumienia, żeby przyłączyła się do niego. Dziewczyna była jednak w takim szoku, że dłuższą chwilę nie miała pojęcia, co wokół niej się działo.
- Teraz już kojarzysz?
Kojarzyła i to bardzo dobrze. To była ta sama piosenka, z którą od dłuższego czasu nie potrafiła się uporać, a którą najwyraźniej Luke postanowił dokończyć i to w taki perfekcyjny sposób, że dosłownie odebrało jej mowę. Poczuła, jak jej oczy zaszkliły się od nadmiaru emocji, dlatego zamrugała pospiesznie, odwracając od niego wzrok.
- Ale jak? – zapytała lekko nieprzytomnym głosem, nadal nie mogąc dojść do siebie.
- Dopuściłem się małej kradzieży z twojego notatnika i postanowiłem dopisać swoją część – wyjaśnił spokojnie ze szczerym uśmiechem, a kiedy nie zareagowała, odłożył gitarę na bok, zmuszając Alex, aby na niego spojrzała. – Jesteś na mnie za to zła?
- Zła? – mruknęła łamiącym się głosem i rzuciła mu się na szyję, z całej siły obejmując go. Zrobiła to jednak na tyle gwałtownie i niespodziewanie, że Luke stracił równowagę i oboje wylądowali na piasku. Zaśmiali się równocześnie, jeszcze mocniej zacieśniając ramiona wokół siebie.
- Coś mi to przypomina – powiedział cicho, spoglądając na nią z uwagą, kiedy ułożyła ręce po obu stronach jego głowy, pochylając się nieznacznie nad nim. Krótki, zalotny półuśmiech przemknął przez jej rozpromienioną twarz.
- Chyba cię uwielbiam – szepnęła, momentalnie poważniejąc.
- Chyba?
Skinęła tylko głową i z ogromną czułością dotknęła jego policzek w miejscu, w którym właśnie pojawił się niewielki dołeczek. Ponownie przeniosła wzrok na jego błyszczące, błękitne tęczówki, delikatnie przygryzając dolną wargę, gdy jego dłonie nagle zaczęły troskliwie gładzić jej plecy. Bezwstydnie popatrzyła na jego pełne i subtelnie uśmiechnięte usta, kiedy poczuła przejmując dreszcz przebiegający wzdłuż całego ciała, spowodowany zetknięciem jego chłodnych opuszków z rozpaloną skórą pod koszulką. Niespokojnie zachłysnęła się powietrzem, otulając drżącymi dłońmi jego twarz, a on zdecydowanie mocniej przycisnął jej tak bardzo podatne na jego dotyk ciało do siebie.
- Chyba na pewno – jęknęła z rozkoszą i bez zastanowienia pocałowała go. To jedno, z pozoru błahe i zwyczajne zbliżenie, którego już nie raz doświadczyli, wyrażało wszystko, czego nie dało się opowiedzieć słowami w tamtej chwili.

*

Nadal nie mogła wyjść z podziwu nad wielkością jego dłoni, które bez problemu otulały jej małe piąstki, przy okazji troskliwie je ogrzewając. Z lubością obserwowała ich złączone ręce, całą drogę powrotną tuląc się do chłopaka. Kiedy tylko dotarli pod jej dom, Luke czule objął ją ramionami, chowając w bezpiecznym uścisku i złożył krótki pocałunek na czubku jej głowy.
- Muszę ci coś powiedzieć – oznajmił zmieszany, gdy bez słowa stała wtulona w niego, a jej ręce kurczowo zaciśnięte były na tyle jego koszulki. Mruknęła tylko coś niewyraźnie, czekając na dalszą część historii, którą chyba niechętnie chciał się z nią dzielić, bo westchnął ociężale, gładząc dłonią jej włosy. – Wyjeżdżamy.
- Myślałam, że skończyliście już koncerty – odparła momentalnie i zadarła głowę, by w końcu na niego spojrzeć. Luke opuścił wzrok, wciąż żarliwie i z ogromną troską gładząc jej plecy. Nerwowo przełknął ślinę, a ona dostrzegła to niepewne spojrzenie, którym ją obdarzył.
- Lecimy do Londynu napisać i nagrać kilka piosenek – wyjaśnił nieco obszerniej, a ona poczuła jak nogi się pod nią niebezpiecznie ugięły. Z przerażeniem obserwowała jego zasmuconą twarz. Nie umiała zapanować nad drżeniem całego ciała, a jego zakłopotane spojrzenie było niezaprzeczalnym znakiem na to, że jeszcze gorsze wiadomości miał jej do przekazania. Powoli wysunęła się z jego objęcia, zaciskając mocno usta, aby choć na chwilę opanować to nieprzyjemne drżenie. Zrobiła krok w tył.
- Na jak długo?
- Miesiąc.
Zakręciło jej się w głowie, dlatego pospiesznie przymknęła oczy i wzięła głębszy oddech, łapczywie chwytając każdy haust powietrza. Całe przyjemne wrażenie, które towarzyszyło jej tego wieczoru, wraz z tą jedną informacją odeszło w niepamięć.
- Kiedy? – wydukała, lekko zaszklonymi oczami spoglądając na niego. Wyraz jego twarzy przybił ją jeszcze bardziej, bo nigdy wcześniej nie widziała go w takim stanie. To tak radosne do tej pory błękitne spojrzenie nie wyrażało teraz żadnych uczuć, było puste.
- Pojutrze.

16. Nie będzie bezchmurnego nieba, kiedy ją straci. (cz.II)

Trwała w tym przyjemnym półśnie, między jawą, a marzeniami, wtulając policzek w miękki materiał poduszki. Nie była pewna o czym śniła, ale miała przeczucie, że było to coś miłego, dlatego tak uporczywie ignorowała dochodzący gdzieś z oddali natrętny dźwięk telefonu. Długo walczyła, aby skupić się wyłącznie na swoich sennych marzeniach, ale najwyraźniej ktoś usilnie próbował się z nią skontaktować o tak późnej porze. Z ogromną niechęcią przebudziła się, otwierając zaspane oczy i sięgnęła leniwie po komórkę, która wciąż wibrowała na szafce. Spojrzała na wyświetlacz i momentalnie rozbudziła się, kiedy tylko pojawiło się na nim imię Michaela.
- Czego on chce? – szepnęła do siebie, odbierając połączenie. Nie zdążyła się odezwać, kiedy w słuchawce usłyszała jakiś podejrzany, niewyraźny głos i z pewnością nie należał on do Clifforda.
- Aleeeeex – ktoś jęknął i zaczął coś bełkotać, ale ona nie była w stanie rozróżnić żadnego słowa. Dochodziły ją tylko jakieś pojedyncze trzaski i ciche przekleństwa, a przy którymś z kolei bluźnierstwie rozpoznała właściciela tego jąkającego się głosu.
- Hemmings – westchnęła ciężko, kiedy uzmysłowiła sobie, że to był on. Przekręciła się na plecy i przymknęła oczy, oddychając głęboko. Usłyszała jego rozbawiony śmiech. Była pewna, że działo się z nim coś niedobrego, bo jego zachowanie było co najmniej dziwne. – Gdzie ty jesteś? – zapytała w końcu, kiedy podejrzanym odgłosom nie było końca. Chłopak znowu zachichotał i znowu jakiś huk rozległ się w słuchawce. Aż drgnęła. Każdy dźwięk był jednak trochę zbyt odległy, jakby trzymał telefon z daleka od ucha. – Wszystko w porządku? – dopytywała już lekko podenerwowana, kiedy nie udzielał odpowiedzi na jej pytania. Odetchnął głośno, już z pewnością mając komórkę bliżej.
- Jestem – odparł z dumą w głosie, a Alex zmarszczyła tylko czoło, wciąż nie mając pojęcia, co też błąkało się po jego słowie.
- Gdzie jesteś? – powtórzyła, a on zaśmiał się. Była naprawdę zaniepokojona jego zachowaniem, bo ten śmiech nie brzmiał, jak normalny śmiech Luke’a. Coś z nim działo się nie tak jak powinno i nawet przez rozmowę telefoniczną była w stanie to wyczuć. Usiadła nerwowo na łóżku, wyczekując na jakąkolwiek odpowiedź.
- Otwórz drzwi na balkon, bo trochę tu zimno – odpowiedział z tym przerażającym ją rozbawieniem.
- Żartujesz, prawda? – mruknęła, jakby chciała zaprzeczyć temu, co właśnie usłyszała, ale zeskoczyła pospiesznie z łóżka, podchodząc do drzwi. Rozsunęła zasłony, a za szybą ujrzała rozpromienione oblicze blondyna. Dłuższą chwilę wpatrywała się w niego bez słowa, podpierając dłonią bok. Nie wierzyła w to, na co właśnie patrzyła. On tylko lekko pochylił głowę w kierunku ramienia i uśmiechnął się krzywo, gdy pojawiła się przed nim. Nie była już pewna, czy jest na niego tylko wściekła, czy piekielnie wściekła. Otworzyła drzwi.
- Cześć – mruknął z wesołym uśmieszkiem, chichocząc radośnie. Alex spojrzała na niego z lekko przymrużonymi oczami, uważnie analizując jego uśmiechniętą twarz. – Ładna piżamka – ocenił z uznaniem, lustrując dokładnie całą jej sylwetkę z uniesioną zadziornie jedną brwią. Spojrzała na nadrukowaną różową panterę na koszulce i postanowiła zignorować jego głupią uwagę z cichym westchnieniem.
- Jak ty się tu dostałeś?
- Ummmm – zaczął niepewnie, pocierając palcem policzek i zrobił minę, jakby intensywnie nad czymś się zastanawiał. – Tam jest taka mała drabinka, to się wspiąłem.
Dziewczyna aż wstrzymała powietrze, nie mogąc uwierzyć w jego słowa. Było to co prawda pierwsze piętro, ale mimo wszystko sama wizja wchodzącego tutaj chłopaka przerażała ją. Dla pewności wyszła na zewnątrz i wyjrzała za balustradę balkonu, sprawdzając czy przypadkiem nie uszkodził matczynej pergoli, która była oczkiem w jej głowie. Odetchnęła z ulgą, dostrzegając że żadna z pnących się po drewnianej konstrukcji roślin nie została zniszczona. Z nieskrywanym rozdrażnieniem obejrzała się za siebie, spoglądając na chłopaka.
- Piłeś.
- Ja? Nigdy – zdziwił się, unosząc nienaturalnie wysoko ramiona i mocniej otworzył zdumione oczy. Była w stanie mu nawet uwierzyć, ale w tej samej chwili potknął się o własną nogę, tracąc równowagę. Udało mu się jednak wybrnąć z tej sytuacji, bo prawie od razu podparł się o framugę i z rozbrajającym wdziękiem stanął naprzeciw niej. Zalotnie poruszył brwiami, przygryzając dolną wargę. Blondynka posłała mu jedno litościwe spojrzenie i pokręciła z dezaprobatą głową.
- Piłeś – powtórzyła z większym naciskiem, ale widząc jego słodką i trochę zagubioną minę, poczuła jak cała dotychczasowa złość odchodziła w niepamięć.
- No może troszeczkę – przyznał z pełną szczerością, dwoma palcami ukazując jak niewielka była to ilość wypitego alkoholu. Bezwiednie pochylił się lekko w przód, w ostatnim momencie podpierając się o dziewczynę, która heroicznie uratowała go przed upadkiem.
- Jak twoja matka dowie się, że jesteś poza domem o tej porze i cię zobaczy w takim stanie, to cię zabije, albo w najlepszym wypadku do końca swoich dni nie ujrzysz już nigdy więcej światła słonecznego – podsumowała z nieznacznym westchnieniem, kiedy on nadal zażarcie się jej przyglądał lekko zamglonym spojrzeniem, a uśmiech wciąż nie schodził mu z ust.
- Mama myśli, że sobie smacznie śpię w łóżeczku – wyjaśnił, wciąż rozmarzonym wzrokiem przyglądając się jej.
- Więc chyba najwyższy czas do niego wracać, nie sądzisz? – zapytała, krzyżując przed sobą ręce. I gdy tylko skończyła mówić, w momencie rozpętała się ogromna, niespodziewana ulewa. W ostatniej chwili zdążyła wciągnąć do środka chłopaka i zamknąć drzwi. – Uroczo – mruknęła rozeźlona, beznamiętnie rozglądając się po coraz mocniej zalewanym wodą balkonie. Kiedy doszedł ją stłumiony rechot Luke’a, odwróciła się i z pobłażaniem na niego spojrzała.
- Ups! – zaśmiał się, szeroko szczerząc zęby. Alex opuściła bezradnie ramiona, zdając sobie sprawę, że do rana nie miała szansy się go już pozbyć. Zapaliła lampkę na biurku i sięgnęła po koc, który leżał na jednym z foteli.
- Możesz spać tutaj, ale jak moi rodzice cię znajdą, to nie ręczę za ich reakcję. Ja idę do Katie – oznajmiła chłodno, unikając jego spojrzenia. Cisnęła w niego puchowym pledem i ściągnęła z łóżka swoją kołdrę. Była lekko poirytowana całą tą niewygodną sytuacją, ale przecież nie mogła wyrzucić go na taką pogodę, zwłaszcza w takim stanie. Nie chciała już nawet myśleć o konsekwencjach jego głupoty, kiedy Liz zorientuje się, że nie było go całą noc, a co gorsze, że tę noc spędził u niej.
- Mogę spać na ziemi, ale błagam cię, nie wychodź – poprosił pełnym obaw głosem, chwytając ją za dłoń, kiedy kierowała się w stronę drzwi. Niepewnie zadarła głowę i popatrzyła na niego. Tak trudno było jej oprzeć się temu błękitnemu spojrzeniu, że szybko opuściła wzrok, wstrzymując na chwilę powietrze, kiedy opuszki jego palców czule gładziły rozgrzaną skórę ręki. – Proszę? – ponowił prośbę, kiedy nie odezwała się do niego, nadal stojąc w tym samym miejscu. – Naprawdę nie chciałem, żeby to wszystko tak wyszło.
- Dobra – odparła ulegle, dając za wygraną. Wróciła ze swoją kołdrą na łóżko, robiąc mu trochę miejsca po jednej stronie. – Ale jeśli tylko, chcący albo niechcący, dotkniesz mnie, to z hukiem spadasz na ziemię, umowa stoi? – zaproponowała, a on skinął tylko głową, kiedy gasiła lampkę. W pokoju ponownie zapanowała ciemność, a nocną ciszę przerywał szum wody i charakterystyczny dźwięk odbijanych od parapetu i szyb kropli deszczu. Alex po omacku wróciła do łóżka, zakopując się ponownie w pościeli. Nakryła głowę rogiem kołdry, próbując ignorować wszelkie odgłosy, które przy rozbieraniu i przykrywaniu się kocem wydawał Luke.
- Ładnie pachnie ta poduszka – stwierdził po chwili ciszy, kiedy kolejny raz przekręcił się na bok. Blondynka zacisnęła mocniej usta i zakryła głowę jeszcze szczelniej, byle tylko zagłuszyć chłopaka. On był jednak najwyraźniej bardzo pobudzony, bo co chwilę zmieniał pozycję, nie mogąc znaleźć tej jednej odpowiedniej i ciągle mruczał coś pod nosem, ale robił to na tyle nieudolnie, że praktycznie w ogóle go nie rozumiała. W końcu jej cierpliwość dobiegła końca.
- Cholera jasna, albo przestaniesz się wiercić i będziesz spał jak człowiek, albo wypad na podłogę! – zagroziła mu, warcząc przez zaciśnięte zęby. Nie chciała podnosić głosu, żeby przypadkiem nikogo w domu nie obudzić. Luke momentalnie zastygł w bezruchu i przez chwilę odniosła wrażenie, że przestał nawet oddychać. Widziała tylko niewyraźny zarys jego sylwetki, ale mogła przysiąc, że nakrył się mocniej kocem, przestraszony jej ostrą reakcją. – Nie możesz pić, bo stajesz się strasznie nieznośny.
- Przepraszam – szepnął, a ona ponownie opadła na poduszkę i nie odezwała się już do niego. Leżała z szeroko otwartymi oczami, ciągle przysłuchując się wciąż padającemu deszczowi i coraz płytszemu oddechowi Luke’a. W pewnej chwili był już na tyle miarowy i spokojny, że była pewna, iż chłopak zasnął. Położyła się więc na boku, odwracając się do niego plecami i zamknęła zmęczone oczy, wtulając twarz w leżącego obok ulubionego pluszaka.


*

Miał wrażenie, że śnił jeden z tych cudownych snów, z których nikt nie chciał się nigdy budzić. Błogi uśmiech błąkał się po jego twarzy, a on lawirował w tym sennym świecie, korzystając ze wszystkich jego rozkoszy. Nagle jednak piękny sen zmienił się w koszmar. Wydawało mu się, że ktoś usilnie szarpał jego ręką, za wszelką cenę próbując ściągnąć go na ziemię.
- Luke, Lucas! – groźny, nieco poirytowany głos przywoływał jego imię gdzieś z oddali, ale on usilnie próbował wrócić na zieloną polanę, na której jeszcze przed chwilą się znajdował. – Hemmings! – głos nie dawał za wygraną, a kiedy poczuł coś chłodnego i wyjątkowo bolesnego na policzku, otworzył gwałtownie oczy.
- Co się dzieje?! – zapytał zdezorientowany, podskakując na łóżku. Nagle przeszywający ból sparaliżował całe jego ciało, aż jęknął i momentalnie ucisnął dłońmi pulsujące skronie. W tej samej chwili rozległ się cichy śmiech. Ponownie spojrzał przed siebie, dostrzegając siedzącą na brzegu dziewczynę.
- Męczy kacyk, co? – zapytała z nutką kpiny, uśmiechając się ironicznie. Kiedy nie odpowiedział, wciąż wpatrując się w nią zaskoczony, Alex sięgnęła po tacę ze śniadaniem, ustawiając ją na jego kolanach. – Jedz, jajecznica i mocna kawa najlepsze na takie schorzenia.
- Boże, która godzina? – jęknął, rozglądając się po pokoju. Na zewnątrz zaczynało dopiero świtać.
- Czwarta pięćdziesiąt, jeśli uda ci się pospieszyć, to może nikt nie zauważy, że nie było cię w domu całą noc, zakładając że twoi rodzice nie są rannymi ptaszkami – wyjaśniła szybko, krzyżując nogi i z delikatną wyższością wymalowaną na twarzy przyglądała mu się z perfidnym uśmiechem. Luke popatrzył na nią z niedowierzaniem, przełykając pierwszy kęs śniadania, jakie mu przygotowała. Parsknęła śmiechem, kiedy się skrzywił. Spojrzał na nią z lekko zmrużonymi oczami, ale doskonale zdawał sobie sprawę, że zasłużył na takie traktowanie.
- Nie dam rady więcej – przyznał, kiedy połowa jajecznicy zniknęła z talerza. Aż wzdrygnął się na samą myśl o dalszym jedzeniu, a dziewczyna odebrała od niego tacę, nie szczędząc tego cynicznego spojrzenia.
- Wszyscy jeszcze śpią, więc ubieraj się, wyprowadzę cię tylnymi drzwiami – zarządziła i podniosła się z łóżka, podchodząc do szafy, z której wyjęła pierwszą lepszą bluzę. W tym czasie Luke zdążył się ogarnąć i również był gotowy do wyjścia. Po cichu otworzyła drzwi swojego pokoju i rozglądając się po korytarzu, zaciągnęła go za sobą do kuchni. Kiedy przekręcała klucz, poczuła jak chwycił jej dłoń i przyciągnął do siebie.
- O nie, nie, nie – zaczęła się opierać, kiedy jego ręce momentalnie objęły ją w talii, a on zbliżył się jeszcze bardziej. – Nie dam się znowu omamić, nie, nie, nie. Nie zasłużyłeś … – protestowała coraz bardziej, ale właśnie wtedy pochylił się i zamknął jej usta namiętnym pocałunkiem. Początkowo się wzbraniała, ale kiedy nie zamierzał tak łatwo opuścić, poddała się, odpowiadając tym samym. – W dodatku masz nieświeży oddech – mruknęła, kiedy wypuścił ją gwałtownie z objęcia, pozostawiając z ogromnym niedosytem.
- Do zobaczenia później – pożegnał się, wychodząc na zewnątrz. Alex w porę oprzytomniała i z niepokojem zauważyła, że oddalał się coraz bardziej. Bez zastanowienia wybiegła za nim.
- Lucas! – zawołała jakby z delikatnym poirytowaniem, że ją tak bezceremonialnie porzucił. Zerknął za siebie w chwili, kiedy zarzucała ręce na jego szyję. Pocałowała go jeszcze raz, wyczuwając jak uśmiechał się, kiedy ich wargi ponownie zetknęły się. – Idź już! – westchnęła ciężko, gdy wypuścił ją z powrotem na ziemię. Przewróciła oczami, kiedy zaczął się z niej śmiać i krótkim ruchem ręki dała mu znać, aby już sobie poszedł.

16. Nie będzie bezchmurnego nieba, kiedy ją straci. (cz.I)

Liz była nieugięta w swoim postanowieniu i konsekwentnie obstawała przy wcześniejszej decyzji dotyczącej całkowitego uziemienia Luke’a. Miał zakaz używania telefonu, komputera, konsoli, żadnych wypadów na miasto z kolegami, żadnych spotkań z Alex i to przez całe dwa tygodnie. Szkoła i godzinne próby z zespołem były jedynymi wyjątkami, ale dzięki nim mieli z Alex okazję spędzić trochę czasu razem.
To był ten dzień, kiedy kolejna próba odbywała się w domu Michael’a, bo jego mamy akurat nie było i mogli w spokoju przygotowywać się do kolejnych koncertów. Zwyczajowo informację o ich aktualnej lokalizacji otrzymała również Alex, która także odliczała już nerwowo dni do zakończenia tego uciążliwego szlabanu. Na razie jednak musiała radzić sobie w taki sposób. Kiedy tylko przekroczyła próg mieszkania Clifforda, frapująca cisza zaniepokoiła ją, jednak gdy tylko zajrzała do pokoju, zrozumiała co było jej powodem. Zamiast próby, chłopcy urządzili sobie kolejną sesję grania na konsoli.
- Cześć! – przywitała się, ale poza Ashtonem, który nie brał udziału w ich rozgrywkach, nikt nawet nie raczył jej odpowiedzieć. Zmrużyła oczy, obserwując uważnie siedzącą tyłem trójkę chłopaków. Podeszła do kanapy i nachyliła się, całując Luke’a w policzek. Ten bąknął coś tylko pod nosem, nie odrywając skupionego spojrzenia od migającego ekranu telewizora. – Ciebie też miło widzieć, najdroższy – zironizowała i spojrzała na siedzącego na fotelu Ashtona, który bawił się telefonem.
- Dobrze, że w końcu przyszłaś, bo już myślałem, że się z nimi zanudzę – odparł leniwie Irwin, odrzucając urządzenie na bok. Uśmiechnął się do niej szeroko, podnosząc się z siedzenia. – Masz ochotę na coś do picia? Jedzenia?
- Nie, dzięki – odpowiedziała szybko, zdejmując z siebie bluzę. – A ty nie bierzesz udziału w tych pasjonujących potyczkach? – zapytała, ruchem głowy wskazując na pozostałych chłopaków.
- Nie jestem zbyt dobry w to i jakoś mnie szczególnie do tego nie ciągnie, ale shhhhh – wyjaśnił szeptem, przykładając palec do ust. Alex widząc jego poważną minę, parsknęła śmiechem.
- Wiesz co? – zagadnęła po chwili zastanowienia. – Chętnie napiję się czegoś ciepłego, bo widzę, że tak szybko ta gra się nie skończy – burknęła ze zrezygnowaniem, siadając przy stole. Ashton bez słowa udał się do kuchni, zostawiając ją na chwilę samą. Podparła głowę na ręce i obojętnym wzrokiem spojrzała na grających chłopaków, wzdychając bezradnie, bo mimo wielu prób, nadal nie rozumiała ich fascynacji.
Bez zastanowienia postanowiła wykorzystać nieobecność Irwina i z chytrym uśmieszkiem na twarzy podbiegła do stojącej w rogu perkusji. Usiadła na niewielkim krzesełku i chwyciła pałeczki w dłonie, po chwili dochodząc do wniosku, że nie miała pojęcia co z nimi zrobić. Zawsze chciała jednak spróbować tego, jak czuli się perkusiści. Uniosła obie ręce do góry i kilka razy obiła o siebie pałki, imitując zachowanie Ashtona z koncertów. Bardzo powoli zaczęła wybijać bliżej nieokreślony rytm, uderzając każdą część instrumentu po kolei. Powtórzyła czynność jeszcze raz i zachichotała radośnie, bo spodobało jej się to, co właśnie wykonała. Kolejne próby były coraz bardziej zdecydowane i głośniejsze, a ona w wielkim skupieniu próbowała wygrać coś sensowniejszego niż tylko pozbawione jakiegokolwiek sensu uderzenia. Doszła nawet do wniosku, że jakby trochę poćwiczyła, to mogłaby zostać wyśmienitym perkusistą. Nagle usłyszała ten wyjątkowo charakterystyczny, szczebiotliwy śmiech Ashtona, który właśnie wrócił z dwoma kubkami herbaty z kuchni. Podniosła wzrok i uśmiechnęła się do niego uroczo, wysuwając delikatnie usta do przodu. Zamrugała powiekami, szczerząc się do niego.
- Nieźle ci idzie – stwierdził z początkową powagą, ale szybko znowu się roześmiał i odstawił przygotowane przez siebie picie na stół. Uderzyła mocniej w jeden z bębnów, a on pokręcił głową i teatralnie wzniósł oczy, podchodząc za dziewczynę. – Przede wszystkim, to musisz odpowiednio chwycić pałeczki w dłonie – poinstruował ją, a ona parsknęła głośno śmiechem. – Eww, jesteś obleśna! – przyznał od razu z zdegustowaną miną.
- Nawet nie wiesz, o czym pomyślałam! – odparła oburzona, a on pokiwał tylko z powątpiewaniem głową, przewracając oczami. Kiedy spojrzała na niego, oboje w jednej chwili się roześmiali.
- Ja rozumiem, że Lukey może jeszcze się nie zna na wszystkich tych rzeczach, ale żeby od razu tak publicznie o tym debatować?
- Idiota! – syknęła z rozbawieniem i uderzyła go w ramię, co spotkało się tylko z jego gniewnym spojrzeniem i krótkim jękiem bólu. – Pokaż mi, jak mam się tym obsługiwać – oznajmiła chwilę później, machając mu przed nosem pałeczkami. Ashton westchnął ciężko i nachylił się nad nią, obejmując stanowczo obie jej dłonie. Z niesamowitą lekkością i pewnością zaczął wybijać razem z nią rytm, sterując jej rękami.
- Jak zaczniesz używać tego pedału na dole, to uruchomimy największy bęben – zasugerował, a ona bez zastanowienia wykonała polecenie. Uśmiechnęła się do siebie, kiedy to co razem grali zaczynało przypominać coś bardziej sensowego, niż jej bezcelowe uderzanie w membrany i talerze. Z każdą chwilą wydawała się być mocniej podekscytowana, a kiedy po pięciu minutach ćwiczeń chłopak wypuścił jej dłonie, pozwalając jej samej grać, bez trudu odtworzyła wszystko to, co jej pokazał moment wcześniej.
- Jestem mistrzem – zawołała wesoło, stając z wysoko uniesionym rękami, a Ashton z uznaniem pokiwał głową i uśmiechnął się do niej.
- Możemy jeszcze utrudnić twoje zadanie, jak dodamy parę kolejnych uderzeń – zaproponował, a ona bez wahania zgodziła się, siadając ponownie na stołku cała rozemocjonowana. Cieszyła się jak małe dziecko. Kiedy znowu się nad nią pochylił, chwytając kurczowo jej dłonie i ucząc ją dodatkowych trików, oboje usłyszeli nad sobą sugestywne chrząknięcie. W jednej chwili instrument ucichł, a ich spojrzenia powędrowały na wyraźnie poirytowanego Luke’a, który z założonymi na piersiach rękami stał przed nimi, potupując wymownie stopą. Ashton prawie od razu odsunął się od niej, a ona uśmiechnęła się tylko niewyraźnie i z wielkim entuzjazmem podskoczyła na stołku. Zignorowała jego naburmuszoną minę.
- Patrz, czego się nauczyłam! – pisnęła radośnie, zaczynając odtwarzać każdy ruch, który wcześniej pokazał jej Irwin, ale gdy tylko dostrzegła, że obojętny wyraz twarzy blondyna w ogóle się nie zmienił, przestała grać. Wpatrywała się w niego przez chwilę, nie mogąc zrozumieć jego dziwnego zachowania. – Coś się stało?
- Nie, ależ skąd! – zakpił, podnosząc nieco głos. Alex otworzyła szerzej oczy i odruchowo wstrzymała powietrze. – Widzę, że świetnie się razem bawicie – warknął z irytacją, spoglądając to na dziewczynę, to na przerażonego Ashtona.
- Wszystko OK? – ponowiła pytanie, nie odrywając od niego zaskoczonego wzroku. Luke skrzywił się, a ten cyniczny uśmieszek przemknął przez jego twarz.
- Zajebiście – odpowiedział ironicznie i machnął ręką, chwytając z oparcia kanapy swoją bluzę. Pospiesznym krokiem wyszedł z pokoju, trzaskając za sobą drzwiami. Dziewczyna aż drgnęła, kiedy wszystko zatrzęsło się i spojrzała przelotnie na stojącego wciąż w sporym szoku chłopaka za jej plecami. Niespokojnie zerknęła również w kierunku Caluma i Michaela, ale gdy tylko zorientowali się, że na nich popatrzyła, od razu odwrócili głowy w stronę telewizora, uparcie udając, że w ogóle nie zauważyli tego krótkiego spięcia. Westchnęła bezradnie, ale kiedy tylko dostrzegła, że Irwin próbował ruszyć za Lucasem, momentalnie chwyciła go za rękę, zatrzymując stanowczo.
- Zostaw go – poprosiła ciszej, a on spojrzał na nią z jeszcze większym zdziwieniem. – Niech sobie idzie.
- Ale …
- Napijmy się tej herbaty, OK? – zaproponowała, omijając go i zajęła wolne miejsce przy stole. Ashton się już nie odezwał.

*

Było już późno i powoli zaczynało się ściemniać. Kiedy dobiegła pod dom była cała mokra i nawet nałożony na głowę kaptur nie uchronił jej włosów przed kompletnym zmoknięciem. Nie próbowała już nawet myśleć o swoich trampkach, które zapewne nadawały się wyłącznie do wyrzucenia. Gdy tylko minęła podjazd, chcąc jak najszybciej znaleźć się w ciepłym i przede wszystkim suchym domu, przeżyła kolejny wstrząs tego dnia. Na schodach, tuż przed drzwiami siedział Luke w przesiąkniętej wodą bluzie. Jej serce zabiło mocniej. Musiał usłyszeć jej ciężkie kroki w tym nieznośnym szumie wody, bo uniósł głowę i spojrzał w jej kierunku. W chwili, kiedy ją dostrzegł, momentalnie podniósł się z betonowych stopni i podbiegł, spoglądając tymi smutnymi oczami na nią. Nerwowo przełknęła ślinę.
- Co ty tutaj robisz? – zapytała cierpko, marszcząc czoło, kiedy kolejne krople opadały na jej twarz. Ocierała ją przemoczonym rękawem bluzy, ale padało zbyt mocno, by mogło to przynieść jakikolwiek efekt. W końcu zrezygnowana opuściła bezradnie ramiona i popatrzyła na niego. – Jesteś cały mokry.
- Chyba potrzebowałem oczyścić myśli, głowę …
Alex posłała mu jedno puste spojrzenie i już miała go ominąć, ale szybko zorientował się w jej zamiarach i całym swoim ciałem zastąpił jej drogę. Zatrzymała się, odwracając spojrzenie w bok, bo nie miała ochoty na niego patrzeć. Zacisnęła mocniej usta, przymykając powieki, kiedy tylko jego ręka spoczęła na jej boku i zrobiła krok w tył. Luke westchnął bezradnie.
- Miałem zły dzień, zawaliłem jeden test i chyba to wszystko próbowałem wyładować na tobie – wyjaśnił ze skruchą w głosie, opuszczając ze wstydem głowę. Dziewczyna niespokojnie przestąpiła z nogi na nogę, wzdychając bez przekonania.
- Co ty nie powiesz – burknęła z ironią, a on ponownie na nią spojrzał. Nie mogła znieść tego pełnego smutku i żalu spojrzenia, dlatego ominęła go, udając się w stronę wejścia. W ostatniej chwili udało mu się chwycić jej rękę, oplatając palcami nadgarstek. – Wracaj do domu, jesteś cały przemoknięty, będziesz chory.
- Przepraszam.
- Luke … - westchnęła głęboko, wyswobadzając się z jego uścisku i schowała obie ręce do kieszeni bluzy. Dzielnie stawiając opór jemu spojrzeniu, zadarła głowę. Zmrużyła lekko oczy, kiedy deszcz zaczął ponownie rosić jej twarz.
- Wiem, że zachowałem się jak idiota, ale naprawdę nie chciałem, nie wiem, co we mnie wtedy wstąpiło – zaczął się znowu tłumaczyć, a ona pokręciła głową, ponownie ją opuszczając. Wykrzywiła lekko stopy na bok, a w tym samym momencie Luke zrobił krok w jej stronę i gdy zorientowała się, że był tak blisko, odruchowo spojrzała w górę, natrafiając na to przejrzyście niebieskie spojrzenie, które właśnie uważnie ją lustrowało. Mimowolnie otarła dłonią powieki, będąc wdzięczną, że padał deszcz, bo czuła jak łzy nachalnie pchały się do oczu. Potrząsnęła głową, przeczesując splątane, mokre kosmyki włosów palcami.
- To wszystko, co masz mi do powiedzenia? – zapytała z nutą wymuszonej irytacji, mocniej marszcząc brwi. Nie mogła tak po prostu ulec jego zniewalającemu urokowi, bo mimo wszystko wciąż była zła na niego za to jak się zachował.
- Nie, będę tutaj stał tak długo, dopóki mi nie przebaczysz – oświadczył z niesamowitą pewnością w głosie, od razu prostując się. Krótki, zadziorny uśmiech przebiegł przez jego mokrą twarz, powodując że w prawym policzku ukazał się niewielki dołeczek. Alex zacisnęła mocniej palce w pięści i spojrzała na niego wymownie.
- Luke, nie, wracaj do domu – oznajmiła ostrym, nieco drżącym głosem. – Nie mam ochoty teraz z tobą rozmawiać o tym – dodała chłodno i już bez żadnych przeszkód udało jej się go ominąć.
- Co mam zrobić, żebyś mi przebaczyła? Albo żebyś chociaż chciała ze mną porozmawiać? – krzyknął za nią, kiedy niebezpiecznie zbliżała się do drzwi. Przystanęła, biorąc głębszy oddech i niespokojnie oblizała wargi. Bardzo powoli odwróciła się za siebie, ze smutkiem spoglądając na niego.
- Nie wiem.
I znikła za drzwiami, zostawiając go samego na deszczu.

15. I to on sprawiał, że uśmiechała się przez sen.

Jej place subtelnie przesuwały się po strunach gitary, roznosząc po pokoju kojącą melodię. Za wszelką cenę chciała sprawić, aby wizja utworu, która rozbrzmiewała w jej myślach, brzmiała równie dobrze poza jej świadomością. Ze skrzyżowanymi nogami siedziała na łóżku w pokoju Luke’a, próbując skupić całą swoją uwagę na wygrywanych dźwiękach. Nadal nie mogła poradzić sobie z piosenką, która od dawna kołatała się w jej głowie. Udało jej się skomponować refren, ale kompletnie nie potrafiła dopisać nawet jednego wersu zwrotki. Nerwowo przygryzała końcówkę ołówka, spoglądając na leżący u jej stóp notatnik z zapisanymi słowami. Westchnęła tylko beznamiętnie, zerkając na siedzącego przy biurku blondyna. Na głowę naciągnięty miał kaptur bluzy i podpierając się o zgiętą rękę, studiował uważnie rozłożone na blacie kartki z testami. Wszędzie porozrzucane były jakieś ołówki, długopis, linijki, kalkulator, a pod wiszącym na ścianie lustrem stała szklanka z wodą. Z lekko rozchylonymi ustami i zmarszczonym czołem analizował jedno z zadań, a Alex dopiero chwilę później zorientowała się, że cały ten czas przyglądała mu się z podziwem. Uśmiechnęła się delikatnie, kiedy tylko koniuszkiem języka oblizał usta, sięgając po kartkę z kolejnymi pracami kontrolnymi, które musiał sam zrobić. Imponował jej tym, że mimo całego tego zamieszania z zespołem, które robiło się coraz większe, nie zrezygnował ze szkoły.
Odłożyła gitarę na bok i zeskoczyła zgrabnie z łóżka, podchodząc do chłopaka. Był tak skupiony na tych wszystkich matematycznych łamigłówkach, że nawet nie zorientował się, że stała tuż za nim, bo gdy tylko jej ręce spoczęły na jego barkach, aż drgnął przestraszony. Zaczęła delikatnie masować napięte mięśnie karku, a on tylko zamruczał z rozkoszą, wypuszczając z dłoni długopis. Wyprostował się, opierając o tył krzesła i odchylił lekko głowę, spoglądając na stojącą nad nim dziewczynę. Uśmiechnął się, a w prawym policzku pojawił się niewielki dołeczek. Alex zsunęła mu z głowy kaptur i zmierzwiła palcami jasne włosy, co spotkało się z jego krzywym spojrzeniem i zrezygnowanym westchnieniem. Nie znosił tego i nawet ją obowiązywał totalny zakaz dotykania ich. Zaśmiała się, kiedy chwycił ją niespodziewanie za nadgarstek i przeciągnął przed siebie, zmuszając do tego, aby usiadła mu na kolanach.
- I co zrobiłaś? – zapytał gniewnie, poprawiając odstające kosmyki, a gdy tylko odsunął dłoń, blondynka z zadziornym uśmieszkiem na ustach ponownie wsunęła palce we włosy, zatrzymując je przez chwilę na jego głowie. Jedna z brwi zawadiacko uniosła się ku górze, kiedy delikatnie nachyliła się i skradła mu krótkiego całusa.
- Tak ci ładniej – stwierdziła po chwili, przypatrując mu się uważnie z głową przechyloną lekko na bok.
- Nie sądzę – odparł momentalnie, znowu przygładzając jednym ruchem dłoni wszystkie włosy. Alex wzruszyła tylko ramionami i zmieniła pozycję, siadając na nim okrakiem.
- Długo jeszczeeeeeee? – wyszeptała mu prosto do ucha, celowo i z pełną premedytacją sunąc czubkiem nosa po skórze jego szyi. Poczuła jak zadrżał, a jego dłonie niespokojnie spoczęły na jej biodrach. Uwielbiała w taki sposób z nim pogrywać, bo doskonale zdawała sobie sprawę z tego, jak trudno było mu się wtedy oprzeć. Luke wziął większy haust powietrza i z ogromną niechęcią odsunął ją od siebie, spoglądając lekko nieprzytomnym wzrokiem na dziewczynę.
- Naprawdę muszę to skończyć, daj mi jeszcze pół godziny – odpowiedział, walcząc z samym sobą, a ona przewróciła tylko oczami i zeskoczyła z jego kolan, wracając na łóżko.
- Pół godziny i ani sekundy dłużej – oznajmiła stanowczo, grożąc mu palcem, na co on tylko roześmiał się uroczo, powracając do rozwiązywania zadań. Opadła bezwiednie na stos poduszek, które znajdowały się tuż za jej plecami. Chwilę wpatrywała się jeszcze w niego, kiedy ponownie całą swoją uwagę skupił na tajemniczych wykresach i cyferkach.

*

Odetchnął z ulgą, odkładając na bok wszystkie materiały związane ze szkołą. Okręcił się na krześle i z uradowaną miną spojrzał na blondynkę, która w ogromnym skupieniu pisała coś zażarcie w swoim notesie. Z wystawionym, delikatnie przygryzionym koniuszkiem języka wyglądała tak słodko i dziecięco, że sam do siebie uśmiechnął się. Intensywnie notowała coś na pobazgranych kartkach, a on bezwiednie wpatrywał się w nią z zachwytem. W pewnej chwili wskoczył na łóżko obok niej.
- Co tam tak uparcie piszesz? – zapytał z ciekawości, a Alex aż podskoczyła, nie spodziewając się jego nagłe pojawienia. Gwałtownie zamknęła zeszyt i z wyjątkowo wymuszonym uśmiechem spojrzała na niego nerwowo, chowając notatnik za siebie. Zachichotała niespokojnie, wpatrując się w niego z delikatnym przerażeniem, zupełnie jakby przyłapał  ja na robieniu czegoś złego.
- Nic, nic – odpowiedziała szybko, rozglądając się na boki. Nagle chwyciła jego elektryczną gitarę i chcąc odwrócić jego uwagę, z dumą pokazała mu tył instrumentu. – Ładne, prawda? – spytała z tym radosnym, wyszczerzonym uśmiechem, gładząc dłonią gitarę, na której wykleiła czarną taśmą z trzech postrzępionych pasków literkę ‘A’ z niewielkim serduszkiem obok. Kiedy Luke przeniósł wzrok ponownie na blondynkę, zaczął się głośno śmiać.
- Nie jesteś trochę za bardzo zaborcza?
- Pff – prychnęła z udawaną złością, unosząc wysoko głowę i krzyżując ręce przed sobą. Zadarła nos, przymykając oczy, ale po chwili uchyliła lekko jedną powiekę, zerkając na niego ukradkiem. Długo nie wytrzymała i sama się uśmiechnęła, widząc jego zadowoloną minę. – Znaczę swój teren po prostu – dodała po chwili niby obojętnym tonem, ale chłopak ponownie roześmiał się.
- Nie ufasz mi?
- Tobie ufam, nie ufam twoim wielbicielkom – wyjaśniła poważnie, a w tej samej chwili poczuła jak jego dłonie stanowczo objęły ją w pasie, jednym sprawnym ruchem przysuwając do niego. Wpadła wprost w jego ramiona. Nie spodziewała się tego, dlatego odruchowo przymknęła oczy, otwierając je dopiero w chwili, kiedy jego palce bardzo powoli i delikatnie zaczęły wsuwać się pod jej koszulkę, gładząc rozkosznie plecy. Momentalnie zaczęła szybciej oddychać i z lekko zadartą głową, spojrzała na jego rozpromienione oblicze. Miał lekko przygryzioną dolną wargę, kąciki jego ust prawie niezauważalnie drgnęły, a w policzku pojawiło się niewielkie wgłębienie. Zmarszczyła zabawnie nos, kiedy nadymał policzki i zaczął na nią dmuchać, wprawiając w ruch nawet jej grzywkę. Zaczęła protestować, próbując odwrócić jego głowę na bok, ale był zdecydowanie silniejszy. Dlatego gdy tylko zaczęła się śmiać, walcząc z nim, przyciągnął ją jeszcze bliżej siebie, troskliwie chowając w uścisku swoich rąk. Z całej siły ją objął i mimo początkowej niechęci, Alex w końcu poddała się i z bezradnym westchnieniem uległa mu.
- Ale mnie interesuje tylko jedna moja wielbicielka, reszta może nie istnieć – powiedział zdecydowanie ciszej, dłońmi czule gładząc jej plecy. Mruknęła z rozkoszą, mocniej się w niego wtulając.
- To było słodkie – odparła, chichocząc cicho, a on złożył delikatny pocałunek na jej włosach. Ponownie spojrzała na niego, z nieznacznie rozchylonymi ustami, a on pochylił się lekko muskając czubek jej nosa. Znowu go zmarszczyła, mrużąc przy tym powieki. Luke nadal wpatrywał się na nią z pewnego rodzaju zachwytem wymalowanym na twarzy, a jego błękitne oczy uważnie analizowały każdy najmniejszy fragment zaróżowiałej buzi.
- Nie jestem słodki! – wychrypiał z nutką oburzenia w głosie, po czym napierając na nią całym swoim ciałem, pocałował zachłannie. Instynktownie zacisnęła palce na materiale jego koszulki, kiedy zaczynało już brakować tchu, a ciężar Luke’a sprawił, że oboje opadli na pościel. Upadek był jednak na tyle nieporadny, że zderzyli się czołami i jednocześnie roześmiali, wciąż tuląc się do siebie. Blondyn podparł się na łokciu, spoglądając z góry na Alex i odgarnął z jej twarzy kilka jasnych kosmyków włosów. Sunął delikatnie opuszkami palców po jej policzku, kiedy ona objęła dłońmi jego twarz i przyciągnęła do siebie, skradając małego całusa.
- Uwaga, wchodzimy!
Gdzieś z przedpokoju rozległ się ostrzegający głos Ashtona, wymieszany z śmiechem pozostałej dwójki, a oni spojrzeli tylko na siebie porozumiewawczo, zaprzestając kolejnych pieszczot. Luke z ogromną niechęcią opadł obok blondynki, wzdychając bezradnie. W końcu przekręcił się na bok i spojrzał na nią przepraszająco. Pokręciła tylko głową, wzruszając obojętnie ramionami i nim przyjaciele zjawili się w jego pokoju, udało jej się go ostatni raz pocałować, bo gdy tylko drzwi się otworzyły, mogli zapomnieć o jakiejkolwiek prywatności i intymności.
- Cześć blondynki! – przywitał się radośnie Calum, rzucając na podłogę ogromną torbę z jedzeniem. Michael, który wszedł tuż za nim trzymał w dłoni ogromny stos gier, a Ashton ze znanym sobie wdziękiem wskoczył do nich na łóżko, śmiejąc się głośno.
- Że tak się wtrącę, co wy właściwie tutaj robicie? – zapytał w pewnym momencie Luke, kiedy chłopcy zaczęli się panoszyć po całym domu, zupełnie jakby byli u siebie.
- Błagam cię – jęknął zdegustowany jego opóźnionym refleksem Clifford. – Twoi rodzice wracają dopiero jutro wieczorem, wolna chata, my mamy nowe gry, to jak myślisz, co my tu robimy? – zadał to nieco retoryczne pytanie, z dumą machając jeszcze pachnącymi nowością pudełkami z płytami, odpływając chyba ostatecznie w swój świat. Alex spojrzała ukradkiem na blondyna i uśmiechnęła się serdecznie, chwytając jego dłoń. Od razu uścisnął jej rękę, posyłając krótkie spojrzenie.

*

Siedziała między nogami Luke’a, opierając się plecami o jego klatkę piersiową. Mimo iż była trzecim zawodnikiem jego duetu z Calumem, to wcale nie robiła przewagi nad drużyną Ashtona i Michaela, bo kompletnie nie miała pojęcia o co chodziło w tych dziwnych grach. Co jakiś czas udało jej się tylko wcisnąć jakiś przycisk, kiedy chłopak potrzebował wsparcia, ale jej udział ograniczał się raczej do kibicowania. Raz nawet dostała pada od niego, ale skończyło się na tym, że straciła jedno ważne życie ich komputerowej postaci i blondyn szybko zrozumiał, że powierzanie jej sterownika nie było dobrym pomysłem.
Po kolejnej godzinie bezczynnego siedzenia na podłodze z całą czwórką, doszła do wniosku, że zdecydowanie wygodniej będzie jej, jak przeniesie się na łóżko. Kiedy tylko zakopała się w ciepłym kocu, podsunęła się bliżej krawędzi i wysuwając przed siebie jedną rękę, zaczęła delikatnie masować plecy blondyna. Kiedy spojrzał na nią przez ramię, uśmiechnęła się zadziornie, oblizując usta. Luke wzniósł oczy do góry i wrócił do grania, kiedy Calum skarcił go za bierność w rozgrywce. Alex odetchnęła z ulgą i ułożyła leniwie głowę, wtulając policzek w miękką poduszkę. Nawet nie zorientowała się, kiedy jej zmęczone powieki opadły i zasnęła.

*


Czuła przyjemne ciepło, otulające jej twarz. Zamruczała cicho, przeciągając się, ale nadal nie otworzyła oczu. Było jej tak przyjemnie i błogo, że bez przeszkód mogłaby spędzić resztę życia w takim stanie. Nagle znieruchomiała, bo nie była pewna, czy dźwięki, które do niej dochodziły były czymś prawdziwym, czy tylko jej wyobraźnia ponownie szalała. Brzmienie gitary było jednak zbyt wyraźne, by mogła o nim tylko śnić. Uniosła powieki i nieprzytomnym wzrokiem rozejrzała się po pokoju. Coś musiało być nie tak, bo z pewnością nie znajdowała się u siebie. Próbowała wytężyć umysł i przypomnieć sobie minioną noc, ale w jej głowie panowała kompletna pustka.
- Księżniczka się w końcu obudziła, dzień dobry!
Usłyszała znajomy głos i nerwowo drgnęła, podpierając się na przedramionach. Naprzeciw niej leżał uśmiechnięty Luke z gitarą na kolanach. Poczuła to przyjemne migotanie w żołądku i delikatny dreszcz, który przebiegł po plecach. Kiedy tylko odstawił instrument na podłogę, nachylił się w jej kierunku i powitał słodkim buziakiem. Nagle wszystkie wspomnienia wróciły. Momentalnie uśmiechnęła się, opadając na poduszkę. Te jasnobłękitne, wciąż lekko zaspane oczy uważnie się jej przyglądały, a ona nie potrafiła zapanować nad własnymi emocjami, w najpiękniejszych snach nie przypuszczając, że pobudka obok tej jednej wyjątkowej osoby mogła być tak przyjemna. Troskliwie objęła dłońmi jego rozespaną twarz i przyciągnęła go do siebie, by ponownie pocałować.
- Dzień dobry – mruknęła radośnie, wciąż z niedowierzaniem wpatrując się w jego roześmiane oblicze.
- Jak się spało?
- Cudownie, tylko koniecznie potrzebuję jakiegoś prysznica – odparła, nawet nie próbując sobie wyobrazić tego, jak w tamtej chwili wyglądała. Luke zaśmiał się i bez słowa rzucił się na nią, mocno tuląc w swoich ramionach. Próbowała się wyrwać, ale jego ramiona tak ciasno oplatały jej ciało, że nie miała szansy nawet na niewielki ruch. Zaczęła się śmiać. – Hemmings, puszczaj! – pisnęła, szarpiąc się z tym olbrzymem, choć wiedziała, jak nikłe było prawdopodobieństwo tego, że z nim wygra. – Ty też nie ucierpiałbyś, gdybyś się wykąpał.
- No wiesz … - zaczął tajemniczo, rozluźniając nieco uścisk i spojrzał na nią z góry. – Zawsze możemy wziąć prysznic razem, zaoszczędzimy czas, pieniądze i przyczynimy się do ratowania środowiska naturalnego – zaproponował całkiem poważnie, a jego oczy uważnie śledziły jej reakcję. Alex parsknęła śmiechem i zwinnie wysunęła się spod jego objęcia.
- Jesteś niepełnoletni, takie rzeczy nie powinny chodzić po twojej główce. Poza tym, gdzie się podział ten nieśmiały, zawstydzony Luke, co?
- Widzisz jak na mnie działasz – odparł i rozłożył na całą szerokość ręce, opadając twarzą prosto w poduszkę, na której jeszcze przed chwilą leżała dziewczyna.
Dostała od niego ręcznik i koszulkę na przebranie, oczywiście nie tę nietykalną, której używania miała zakaz. Zaraz po tym, jak się tylko odświeżyła, a Luke zaczął okupować łazienkę, postanowiła udać się do kuchni, aby przygotować śniadanie. Znalazła tam kilka kromek chleba i resztki sera żółtego, więc zdecydowała się na swoje popisowe dnie – tosty. Wstawiła wodę na kawę i wyjęła z szafki dwa kubki. Kiedy zarumienione pieczywo wyskoczyło z tostera, posmarowała je masłem i ułożyła na każdej kromce po dwa plasterki sera.
- Luke, gdzie macie ketchup? – zapytała dość głośno, układając tosty na talerzu.
- W lodówce.
- Dzię … - odpowiedziała, otwierając lodówkę, kiedy uzmysłowiła sobie, że odpowiedź nie padła z ust jej chłopaka. Z szeroko otwartymi oczami i szaleńczo bijącym sercem wypuściła z dłoni łyżeczkę, która z przeraźliwym łoskotem upadła na płytki, robiąc przy tym sporo hałasu. Aż przymknęła oczy. Wiedziała, że nie mogła zbyt długo stać tak odwrócona plecami, dlatego biorąc głębszy oddech, naciągnęła mocniej spód koszulki Luke’a, która mimo że była zdecydowanie za długa na nią, sięgając prawie połowy ud, to w tym jednym momencie zrobiła się nagle strasznie krótka. Przełknęła nerwowo ślinę i czując, że jej policzki płonęły już ze wstydu, obróciła się. Odchrząknęła, zakładając włosy za ucho.
- Dzień dobry – wydukała drżącym głosem, przyglądając się stojącej w drzwiach niewysokiej kobiecie, która wedle wszelkich przypuszczeń musiała być mamą Luke’a. Obok niej stał dobrze zbudowany mężczyzna, do którego blondyn był niesamowicie podobny i z pewnością był jego ojcem. Wydawał się być niezwykle rozbawiony całą tą upokarzającą sytuacją, w przeciwieństwie do swojej żony, która z założonymi rękami uważnie zlustrowała jej sylwetkę, powodując że poczuła jeszcze większe zażenowanie.
- Wołałaś mnie? – zapytał nagle chłopak, pojawiając się w drugim wejściu do kuchni. Kiedy tylko go zobaczyła z przewieszonym przez szyję ręcznikiem w koszulce i spodniach, przymknęła powieki i odetchnęła z ulgą, dziękując w duchu za to, że nie wpadł na pomysł paradowania po domu półnagi, bo ta cała chora sytuacja mogłaby się skończyć jeszcze gorzej. – Mamo? Co wy tu robicie? Mieliście wracać wieczorem.
- Najwyraźniej nie powinniśmy w ogóle wyjeżdżać – odpowiedziała ostrym tonem, wciąż przypatrując się Alex. Dziewczyna stała bez ruchu od kilku minut, czując już ciągnący od podłogi chłód na bosych stopach. Niespokojnie zacisnęła palce na materiale koszulki, posyłając w kierunku Luke’a jedno przerażone spojrzenie.
- Mamoooooo – jęknął zawstydzony, a jego twarz pokrył szkarłatny rumieniec.
- Ja rozumiem, że w tym wieku hormony buzują, ale … - westchnęła bezradnie, opuszczając ramiona. – Nazwijcie mnie staromodną, jednak wydaje mi się, że na pewne rzeczy jest jeszcze za wcześnie.
- Mamo, do niczego nie doszło, jeśli to masz na myśli! – odparł coraz bardziej zażenowany całym tym niekomfortowym zajściem. Kobieta rzuciła mu litościwe spojrzenie, z powątpiewaniem kręcąc głową. Alex wciąż była w takim szoku, że nie potrafiła z siebie wydusić nawet jednego słowa na własną obronę, a jednocześnie zdawała sobie sprawę z tego, jak to wszystko z boku musiało wyglądać. I była pewna, że i tak nikt by jej nie uwierzył.
- Liz, spokojnie, przecież wszyscy żyją, nie ma się czym denerwować – przemówił w końcu ojciec Luke’a, troskliwie poklepując ją po ramieniu, ale w tej samej chwili małżonka skarciła go wymownym spojrzeniem i mężczyzna z uniesionymi w geście poddania rękami wycofał się z kuchni. Alex miała wrażenie, że wraz z odejściem pana Hemmingsa wszelkie szanse na ratunek ulotniły się bezpowrotnie. Ku jej zaskoczeniu pochmurne dotąd oblicze matki chłopaka nagle stało się nieco bardziej łagodne i nawet delikatny uśmiech przemknął przez jej twarz. Westchnęła ciężko i spojrzała na syna.
- Nawet nie przedstawiłeś mnie swojej … - zatrzymała się, bo chyba nie była do końca pewna, jak nazwać blondynkę.
- Mamo to jest Alex, Alex to moja mama – Luke mruknął obojętnie, przewracając oczami.
- Miło mi panią poznać – oznajmiła wciąż drżącym głosem dziewczyna, podchodząc do kobiety i uścisnęła jej dłoń. Ona zaśmiała się.
- Inaczej wyobrażałam sobie poznanie dziewczyny mojego najmłodszego syna – powiedziała jakby z niewielkim rozczarowaniem, a Luke ponownie tylko westchnął ciężko. - Mów mi Liz, bo jak przypuszczam będziesz częstszym gościem w naszym domu. Mam tylko nadzieję, że w czasie, kiedy i my w nim będziemy – dodała z nutką ironii w ciepłym głosie, ale zaraz po tym uśmiechnęła się.
- To my już pójdziemy – rzucił szybko blondyn i obejmując mocno dziewczynę w pasie, wyprowadził ją z kuchni, kierując wprost do swojego pokoju.
- I tak nie ominie cię szlaban, kochany!
Usłyszeli na pożegnanie podniesiony głos jego mamy i spojrzeli na siebie tylko beznamiętnie, nie mogąc uwierzyć w to, że ta sytuacja naprawdę miała miejsce.