2.14. Nie byli wystarczająco silni, by kolejny raz z tego zrezygnować.

- Mogłabyś przemówić mu do rozumu? - zapytał w końcu Ashton z nutką pretensji, pochylając się bardziej w jej stronę i podparł łokcie na niewielkim drewnianym stoliku, przy którym właśnie siedzieli. Była to ta sama kawiarenka, w który spotkali się poprzednim razem. Miała nieodparte wrażenie, że mimo iż nigdy nie wypowiedział tego na głos, to ją oskarżał o to wszystko, co właśnie się działo.
Od trzech dni tak naprawdę nie widziała Luke'a. Po tym jak tej pamiętnej nocy poprosił ją, aby została z nim, wyśliznęła się z jego pokoju kilka chwil po jego zaśnięciu. Ku jej uciesze Chrisowi całkowicie wystarczyło tłumaczenie, że musiała się zająć nieprzytomnym przyjacielem, zwłaszcza że on sam dość poważnie zabalował z Calumem. Musiała na nowo to wszystko poukładać sobie w głowie, dlatego postanowiła unikać przez jakiś czas kontaktów z Hemmingsem, do czasu aż nie zadzwonił do niej Ashton z prośbą o niezwłoczne spotkanie.
- Nie uważasz, że on już jest dorosły i sam podejmuje decyzje? - opowiedziała pytaniem na pytanie, powodując że Irwin przewrócił tylko oczami i uniósł obie ręce w geście bezradności.
- Nikt normalny nie kupuje mieszkania na drugim końcu świata tylko dlatego, że ponownie spotkał miłość swojego życia – zakpił i posłał jej krótkie, litościwe spojrzenie.
- Jestem przekonana, że nie ja jestem powodem tego, że nie chce z wami wracać do Australii – rzuciła obronnie, mimowolnie podnosząc nieco głos i mocniej zacisnęła palce na oparciu krzesła. Miała dość jego bezpodstawnych oskarżeń. Chłopak parsknął śmiechem i pokręcił głową.
- Nie możesz mu po prostu powiedzieć prosto w oczy, że całe to jego chore, obsesyjne uczucie do ciebie nie ma sensu, bo ty masz już kogoś innego? Tak trudno powiedzieć tych kilka słów, żeby ostatecznie zabić w nim nadzieję na twój ewentualny powrót do niego? Może w końcu otrząśnie się i wróci do normalnego życia.
- Ale … - zaczęła niepewnie z drżeniem w głosie, jednak on momentalnie jej przerwał.
- Nie mam ci nic więcej do powiedzenia. Zrobisz, co uważasz za stosowne – oznajmił po chwili i podsunął jej niewielką karteczkę, na której zapisany był adres. Nawet nie raczył się z nią pożegnać, bez słowa podnosząc się z krzesła. Rzucił na stolik dwa banknoty i po prostu odszedł. Alex podążyła za nim zaskoczonym wzrokiem, a gdy tylko znikał za rogiem, przeniosła spojrzenie na trzymany w dłoniach kawałek niedbale wyrwanej z notesu kartki. Nie miała pojęcia, czego on od niej oczekiwał, ale gdzieś podświadomie zaczęła do niej dochodzić ta okrutna prawda, o której mówił Ashton.
To ona była problemem.

*


Zatrzymała się przed wejściem do mieszkania i przygryzając dolną wargę, uniosła niepewnie rękę. Nie była przekonana, czy postępowała słusznie, ale gdy z drżącym z emocji sercem zapukała do drzwi, wiedziała, że nie było już odwrotu. Moment później usłyszała zbliżające się ciężkie kroki i dźwięk przekręcanego klucza w zamku. Odruchowo wstrzymała powietrze, gdy zza futryny wyłonił się Luke.
- Alex? - spytał zaskoczony, z szeroko otwartymi oczami i zmarszczonym czołem przyglądając się przestępującej z nogi na nogę dziewczynie. Jego głos był słaby, lekko zachrypnięty i pozbawiony tej głębi, którą kiedyś potrafił ją oczarować. Wysiliła się na jeden prawie niezauważalny uśmiech. - Co ty tu robisz?
- Stoję? - odparła, starając się obrócić całą tę niezręczną sytuacje w żart. Luke wycofał się na krok i gestem ręki zaprosił ją do środka, ani na moment nie spuszczając z niej bacznego spojrzenia. - Nic nie mówiłeś o tak sporej inwestycji.
- Bo to raczej nie twoja sprawa, prawda? - stwierdził obojętnie, zamykając za nią drzwi. Raptownie odwróciła się za siebie i spojrzała na niego, nie kryjąc zdziwienia tymi słowami. Dopiero w tamtej chwili dostrzegła w jak beznadziejnym stanie znowu się znajdował. Opadnięte powieki praktycznie zamykały się, a podkrążone, poczerwieniałe oczy wyglądały tak, jakby od kilku dni nie spał. Jego nieułożone, posklejane włosy opadały na czoło. Był blady, co tylko jeszcze bardziej podkreślały zsiniałe, popękane usta, a zapadnięte policzki mocniej uwidaczniały kości policzkowe.
- Jadłeś coś? - zapytała z troską, stając naprzeciw niego.
- Nie jestem głodny.
- Przy łykaniu tabletek powinieneś coś jeść – zasugerowała i gdy tylko uniosła rękę, próbując sięgnąć jego twarzy, momentalnie skręcił głowę i zrobił krok w tył.
- Dlatego ich nie biorę – odpowiedział beznamiętnie, a jego rozbiegane spojrzenie niespokojnie wodziło dookoła, nie mogąc skupić się przez dłuższą chwilę na niczym konkretnym.
- Luke, one ci pomogą.
- Możecie już zakończyć te wasze bezsensowne bawienie się w moje niańki – zaczął lekko poirytowanym tonem, ale dziewczyna prawie od razu mu przerwała.
- Wasze?
- Twoje i Ashtona – odburknął z kpiną, przewracając oczami. Alex spojrzała na niego wzrokiem pełnym zdziwienia.
- Skąd …
- Oh – westchnął, wchodząc jej tym samym w zdanie, którego nie zdążyła dokończyć. - Tylko Irwin mógł wpaść na ten wspaniałomyślny pomysł, żeby zaangażować cię w próbę zmuszenia mnie do powrotu – wyjaśnił już zdecydowanie spokojniej, przeczesując palcami włosy. Był skrajnie wycieńczony i wcale nie zamierzał tego przed nią kryć.
- Ale może warto jeszcze raz przemyśleć ten wyjazd? Zmienisz otoczenie, odpoczniesz, wygrzejesz się na słońcu – zaczęła wymieniać, ale z każdym kolejnym wypowiedzianym przez nią słowem dostrzegała jak jego złość na nowo rosła, a zaciskająca się mocniej szczęka sprawiała, że mięśnie jego twarzy drgnęły nieznacznie. Był zdenerwowany tym, co powiedziała, wodząc niespokojnie wzrokiem po pokoju. Wsunął dłonie do kieszeni spodni, cały czas chwytając zębami kolczyk w wardze.
- Jeśli podzielasz jego teorię na temat powodu, dla którego chcę tutaj zostać, to pragnę ci zakomunikować, że oboje jesteście w wielkim błędzie – odezwał się po chwili niezręcznej ciszy, która między nimi zapanowała. W końcu zdobył się na odwagę i spojrzał na nią. Zupełnie nieświadomie drgnęła, czując ten nieprzyjemny dreszcz, który przebiegł wzdłuż całego jej ciała, gdy wbił w nią kompletnie pusty wzrok. - Na długo przed tym, jak cię ponownie spotkałem, kupiłem to mieszkanie – powiedział ciszej, dzielnie stawiając opór jej mimo wszystko pełnemu wątpliwości spojrzeniu.
- Dlaczego nie chcesz wrócić do domu?
- Bo nie mam po co tam wracać – odrzekł z krótkim wzruszeniem ramion i jak gdyby nigdy nic, ominął ją, kierując się w stronę drugiego pomieszczenia. - Muszę zapalić – dodał, chwytając z kuchennego blatu paczkę papierosów, po czym znikł w ciemnościach sąsiedniego pokoju.

*


Leżał na jeszcze ciepłym od wcześniejszych promieni słońca betonie z podłożoną pod głową ręką, z zamiłowaniem wpatrując się w wydobywający się z jego ust dym, który co jakiś czas przesłaniał usłane migoczącymi gwiazdami niebo. Z dołu dochodził gwarny szum nowojorskich ulic. Nie przypuszczał, że kiedy wychodził przez okno w drugim pokoju wprost na zewnętrzne schody przeciwpożarowe, które prowadziły bezpośrednio na dach całego budynku, dziewczyna ruszyła za nim. Dopiero, kiedy poczuł jak jej ręka przypadkiem otarła się o jego ramię, wyjął z ust papierosa i delikatnie przekręcił głowę, spoglądając na układając się tuż przy nim blondynkę. Założyła obie dłonie na brzuchu i udając, że kompletnie nie zwracała na niego uwagi, zaczęła wpatrywać się zażarcie w rozjaśniony blaskiem gwiazd firmament.
- Wiesz, że migotanie gwiazd spowodowane jest drgającym ponad Ziemią powietrzem? - odezwała się w końcu, wciąż wpatrując się w rozpostarty nad nią nieboskłon. - Albo że w naszej galaktyce co dwa tygodnie powstaje nowa gwiazda?
Luke skończył palić i zmienił swoja dotychczasowa pozycję, kładąc się na boku. Podparł głowę na ręce i bez słowa, tak po prostu przypatrywał się jej niewzruszonej jego natarczywym spojrzeniem twarzy. Lubił na nią patrzeć i nawet lekko zadarty nos nie był w stanie zaprzeczyć opinii, że była piękna. Fascynował go sposób w jaki układała usta, kiedy ekscytowała się rzeczą, o której opowiadała, zupełnie jak miało to miejsca w tamtej chwili. Dzieliła się z nim kolejnymi fascynującymi ciekawostkami na temat gwiazd, ale on zdawał się kompletnie nie zwracać uwagi na sens jej słów, będąc zbyt pogrążonym w dostrzeganiu kolejnych maleńkich szczególików, których dotychczas nigdy nie zauważył. Jak choćby kilka nowych, praktycznie niedostrzegalnych z większej odległości niewielkich zmarszczek w kącikach oczu.
- Był chociaż jeden krótki moment w ciągu tych ostatnich lat, kiedy żałowałaś tego, co się z nami stało? - zapytał niespodziewanie, a ona aż drgnęła, gwałtownie zadzierając głowę. Jej jasne, błyszczące oczy uważnie przyglądały się mu, kiedy wyczekiwał z niecierpliwością odpowiedzi. Przymknęła powoli powieki i zacisnęła mocniej usta.

Kiedy prezenter w radio zapowiadał kolejny, premierowy utwór, rzekomo podbijający listy przebojów na całym świecie, Alex w najśmielszych snach nie przypuszczała, że po niedługim gitarowym wstępie pierwszą rzeczą, jaką miała usłyszeć, był jego głos. Zastygła w bezruchu, a trzymany dotąd kubek z herbatą bezwiednie wysunął się z jej dłoni, roztrzaskując na podłodze. Przeraźliwy łomot nie był jednak w stanie odwrócić jej uwagi od płynącej z głośników melodii. Dość szybko odczuła pulsujący ból w skroniach, z ledwością chwytając kolejne hausty powietrza. Nie była w stanie określić tego, jak długo stała w tej pozycji, tępym wzrokiem wpatrując się w przestrzeń za oknem. Musiało minąć już kilka następnych piosenek, a ona nadal nie potrafiła zapanować nad uporczywym drżeniem całego jej ciała. W pewnej chwili poczuła, jak po policzku spłynęła jedna, samotna łza, a to sprawiło, że momentalnie oprzytomniała, wracając do rzeczywistości. Nie była jednak do końca świadoma wszystkich swoich działań, bo kierując się nagłym impulsem, sięgnęła po telefon i bez zastanowienia wybrała odpowiedni numer. Kolejne głuche sygnały odbijały się bolesnym echem w jej głowie, kiedy nerwowo przygryzała paznokcie, oczekując aż ktoś w końcu odbierze. Gdy upływające długie sekundy nie przyniosły żadnych zmian, była już bliska rozłączenia się, ale wtedy następny sygnał się już nie pojawił. Został zastąpiony dudniącą muzyką i krzykami. Początkowo sądziła, że musiało dojść do jakiejś pomyłki, ale kiedy po drugiej stronie usłyszała tak dobrze znany jej głos, przymknęła na moment powieki, oddychając głębiej.
- Słucham?
- Ashton? - zapytała mimo wszystko z ogromną dozą niepewności, bo była przekonana, że numer należał do kogoś innego, więc nie był osobą, której się spodziewała. Paradoksalnie od początku miała jednak pewność, że to on. Przecież nie znała nikogo innego z tak charakterystycznym śmiechem. Jednak w chwili, gdy się odezwała, jego radość jakby momentalnie wyparowała. Dość szybko musiał zmienić lokalizację, bo dotychczasowy hałas kompletnie ucichł.
- Posłuchaj uważnie – zaczął z niesamowitą powagą w głosie, co było wyjątkowo niepodobne do niego. Odniosła wrażenie, że był przestraszony. - Nigdy więcej do niego nie dzwoń, zrozumiałaś?
- Ale …
- Nie! - zaoponował momentalnie, wchodząc jej w słowo. - Zniknęłaś z jego życia na własne życzenie, dlatego teraz nie masz żadnego prawa, aby z powrotem do niego wracać. On wszystko sobie poukładał, nie możesz tego zniszczyć! - Ton jego głosu był tak przeraźliwie smutny, a jednocześnie stanowczy, że Alex poczuła wytrącający ją z równowagi zawrót głowy. Wstrzymała oddech, nie będąc do końca przekonaną, co powinna zrobić. Gdy cisza zaczęła się niebezpiecznie przedłużać, chłopak ponownie przemówił. - Obiecaj, że nigdy więcej nie będziesz próbowała go odszukać! - oznajmił chwilę później, ale ona była w takim stanie, że nie potrafiła już jasno myśleć. - Obiecaj! - warknął kolejny raz, próbując wymusić na niej coś, czego tak naprawdę nigdy nie chciała zrobić. Gdzieś podświadomie czuła jednak, że Ashton miał rację.
- Obiecuję – wyszeptała, nie starając się już nawet walczyć z wypływającymi z oczu łzami. Irwin więcej się nie odezwał, a po jego ostatnim, ciężkim oddechu w słuchawce rozległ się zabijający wszelką nadzieję odgłos rozłączanego połączenia.
To był koniec.

Kiedy otworzyła oczy, napotykając na smutne spojrzenie blondyna, zachłysnęła się powietrzem, rozchylając mocniej usta. Nie chciała komplikować jego życia jeszcze bardziej, rozbijając przyjaźń z Ashtonem, dlatego postanowiła zachować ten sekret tylko dla siebie. Widziała jak brak jej odpowiedzi go zabolał, ale było to zdecydowanie lepsze rozwiązanie, niż rozgrzebywanie przeszłości, której i tak nie mógł już zmienić.
- Luke – westchnęła tylko ciężko i przymknęła na krótki moment powieki, podsuwając się nieco bliżej chłopaka, jakby dawała mu niemy znak na to, że właśnie wtedy potrzebowała jego kojącego dotyku. Blondyn odwrócił jednak od niej wzrok, ponownie opadając na plecy i założył obie ręce za głowę. Obserwowała go z uwagą, odczuwając ten uciążliwy ucisk w żołądku, bo wiedziała, że nie miała żadnego prawa, aby oczekiwać od niego czegoś więcej. Już nawet nie zamierzała protestować, kiedy chwilę później sięgnął do kieszeni po kolejnego papierosa. Niewielkie kłęby dymu zaczęły unosić się nad nimi, a ona poczuła charakterystyczny zapach, drażniący gardło. Jej spojrzenie kolejny raz wróciło na migoczące niebo.
- I cieszę się, że jesteś szczęśliwa, i że ułożyłaś sobie życie, naprawdę – przyznał po chwili ciepłym, spokojnym głosem, który sprawił, że poczuła krótki dreszcz, a na rękach pojawiła się gęsia skórka. Obróciła głowę, spoglądając na niego z zaskoczeniem, bo takiego wyznania z jego strony kompletnie nie spodziewała się w tamtym momencie. Kolejna siwa mgiełka wydostała się z jego ust, gdy otworzył usta, nie siląc się jednak na to, aby obdarzyć ją choćby niedługim spojrzeniem. Mimo wielu niedoskonałości, kiedy tak na niego patrzyła, musiała przyznać, że nadal było w nim coś, co nie pozwalało oderwać tak po prostu wzroku od jego twarzy. Jego rysy zdecydowanie wyostrzyły się, stając bardziej męskie, ale jednocześnie miała wrażenie, że gdy spoglądała na niego pod odpowiednim kątem, widziała tego uroczego dzieciaka z anielską buźką, który lata temu zawrócił jej w głowie. - Chociaż ty – dodał szeptem, rozgniatając spaloną bibułkę na betonowej powierzchni. Była tak skupiona na analizowaniu całego jego profilu, że nie dostrzegła jak zsunął dłoń z brzucha i niespiesznie skierował ją w stronę Alex. Gdy tylko zimne palce dotknęły jej skóry, zadrżała i zupełnie odruchowo wstrzymała oddech, przenosząc momentalnie spojrzenie w dół. Bez zastanowienia zamknął jej dłoń w chłodnym uścisku, powodując że jej serce zdecydowanie przyspieszyło bicie. Uwielbiała te momenty, kiedy bez żadnych słów był w stanie odgadnąć czego w danej chwili potrzebowała. I mimo upływu lat nadal posiadał tę umiejętność, doskonale wyczuwając jej nastrój. Zziębnięte opuszki palców subtelnie przesuwały się po wewnętrznej części ręki, kiedy tylko delikatnie rozwarła zaciśniętą do tej pory piąstkę. Zadarła głowę, a Luke w tej samej chwili spojrzał na nią. Nie byli w stanie ocenić tego, jak długo wpatrywali się w siebie, wymieniając milczące spojrzenia, bo czas zdawał się dla nich kompletnie nie istnieć.
- Jestem przekonana, że twoje szczęście też gdzieś na ciebie czeka – odparła po chwili, niszcząc ciszę między nimi. Blondyn uniósł kąciki ust, uśmiechając się nieznacznie do niej. Splótł jeszcze mocniej ich palce i biorąc głębszy wdech, odetchnął ciężko.
- Dopóki ty jesteś szczęśliwa, to wszystko jest w porządku – mruknął z wyjątkowo pogodnym uśmiechem, po czym wypuścił jej dłoń. Początkowo nie była pewna co się stało, ale gdy tylko uniósł rękę, obejmując jej zaczynające drżeć z chłodu ciało, niepewnie podsunęła się znowu w jego stronę. Od razu przymknęła oczy z błogim uśmiechem błąkającym się po twarzy w momencie, kiedy poczuła jak dłonią rozpoczął niespieszną wędrówkę wzdłuż jej pleców. 







***

Jak macie gdzieś tutaj konto, będzie super fajowo jak zaobserwujecie blog - wtedy informacje o nowych rozdziałach będą pojawiały się wam na bieżąco. 

xoxo



2.13. Choć była dla niego najlepszym lekarstwem.


Kiedy wraz z Chrisem, przekraczając próg klubu, prawie od razu wpadli na całą czwórkę żegnających kolejny już raz klubowe życie w Nowym Jorku chłopaków, Alex czuła, że ta noc nie miała zakończyć się dobrze. Michael prawie od razu zaprosił ich do wynajętej loży, mimo tego że dziewczyna dość stanowczo próbowała wymigać się od towarzystwa przyjaciół, ale gdy do jego błagań dołączył Hood, nie było już odwrotu.
Ashton i Calum prawie od razu zniknęli w bawiącym się na parkiecie tłumie, Michael intensywnie wymieniał z kimś wiadomości, co jakiś czas uśmiechając się podejrzanie do telefonu, Chris pogrążony był w rozmowie ze swoimi znajomymi, którzy razem z nimi wybrali się na tę imprezę, a Alex mimo iż za wszelką cenę próbowała skupić się na tej konwersacji, starając się brać aktywny udział w przekrzykiwaniu dudniącej muzyki, nie potrafiła przestać spoglądać w swoją lewą stronę, gdzie siedział Luke. Dopiero kiedy celowo szturchnęła go kolanem, zaskoczony podniósł głowę, przyglądając się jej z nieco przymrużonymi powiekami.
- Wszystko w porządku? - zapytała z delikatnym uśmiechem, pochylając się nieznacznie w jego stronę, by przebić się przez panujący w środku ogłuszający hałas.
- W porządku – odparł obojętnie, a ona westchnęła tylko przeciągle, bo przecież doskonale zdawała sobie sprawę z tego, jakiej odpowiedzi miał udzielić. Jego zmęczone spojrzenie uważnie wodziło po jej zaniepokojonej twarzy. W tej samej chwili poczuła przesuwającą się po biodrach dłoń Chrisa, który dość stanowczo postanowił przyciągnąć dziewczynę do siebie i z uroczym uśmiechem na ustach oparł brodę na jej ramieniu, spoglądając z zaciekawieniem na Luke'a. Alex na krótkim moment zamarła w bezruchu, z przerażeniem zerkając na niewyrażającą żadnych uczuć twarz Hemmingsa. Jego wzrok momentalnie powędrował w dół, na oplatającą ją w pasie rękę chłopaka. Próbowała się dyskretnie wysunąć z jego objęcia, ale pochwycił ją tak mocno, że nie miała na to żadnej szansy.
- Słyszałem, że wracacie do Australii – Chris rozpoczął rozmowę, zwracając się bezpośrednio do Lucasa, który niespiesznie uniósł głowę, posyłając mu obojętne spojrzenie. Dziewczyna otworzyła szerzej oczy, z ogromnym zniecierpliwieniem wyczekując reakcji drugiego blondyna, bo zdawała sobie sprawę, że ta niezręczna sytuacja w jakiej wszyscy się znaleźli nie była niczym dobrym. Luke popatrzył na nią, sprawiając że jej serce zabiło jeszcze mocnej, a problemy ze swobodnym oddychaniem zdecydowanie powiększyły się. Nim jednak zdążył odpowiedzieć, Calum wpakował się obok niego na sofę, skupiając uwagę wszystkich na swojej wyraźnie rozbawionej osobie.
- Takie pożegnania to ja lubię – oznajmił dość głośno, unosząc szklankę z drinkiem do góry. Cały ich stolik przyłączył się do tego niespodziewanego toastu, a Chris zdawał się od razu zapomnieć o rozpoczętej rozmowie z Lucasem. Kiedy Alex kolejny raz pochwyciła jego przepełnione smutkiem spojrzenie, on tylko pokręcił głową i bez słowa wstał, ginąc nagle w tłumie tańczących ludzi. Z niepokojem odprowadzała go wzrokiem i dopiero kiedy wciąż kurczowo obejmujący ją w pasie chłopak pocałował jej policzek, próbując zdobyć choć na moment uwagę, wróciła pospiesznie do rzeczywistości, tracąc z oczu Hemmingsa. Odpowiedziała mu niepewnym uśmiechem, delikatnie dotykając dłonią jego policzek.
- To kiedy ślub? - zapytał dość niespodziewanie Michael, powodując że Alex spojrzała na niego z takim wyrazem twarzy, jakby co najmniej mówił do niej w obcym języku, a on pochwycił jej dłoń i z uznaniem pokiwał głową, oglądając błyszczący w świetle pierścionek.
- Przyszłe lato – odpowiedział za nią Chris z niezaprzeczalną dumą w głosie i ponownie przysunął ją do siebie, składając krótki pocałunek, tym razem na ustach. Blondynka wysiliła się na uśmiech.
- Mam nadzieję, że zaproszenie do Australii dotrze – zażartował Calum.
- Oczywiście! - zapewnił go ochoczo blondyn, stukając się z nim szklanką w kolejnym spontanicznym toaście. Nie była pewna, dlaczego to pytanie tak bardzo wytrąciło ją z równowagi, ale nie lubiła o tym rozmawiać. Dziękowała w duchu, że cała ta dziwna konwersacja ominęła Luke'a.
Pół godziny później, kiedy Chris i Calum nadal zawzięcie wymieniali kolejne, niekoniecznie ciekawe uwagi na temat wspomnianego wcześniej przełomowego wydarzenia w ich życiu, Alex sięgnęła po swoją torebkę i podniosła się z siedzenia.
- Idę odnaleźć jakąś toaletę, wracam niedługo – oznajmiła cicho, omijając narzeczonego, który najwyraźniej odnalazł w Calumie bratnią duszę i niespecjalnie przejął się tym, że postanowiła go opuścić na moment. Kiwnął tylko głową, pogrążając się jeszcze bardziej w dyskusji na temat kolejnej wizyty chłopaków w Nowym Jorku.
Przeciskając się nie bez trudu przez tłum ludzi próbowała namierzyć Luke'a, ale wypełnione dymem, zatłoczone pomieszczenie skutecznie uniemożliwiało jej to. Zaczęła się niepokoić, gdy tak długo nie wracał. Wyjęła telefon, by sprawdzić, czy przypadkiem nie napisał do niej żadnej wiadomości, ale skrzynka odbiorcza była pusta. Z ciężkim westchnieniem ruszyła przed siebie, omijając główny parkiet i skierowała się w stronę baru. Przez chwilę doszła już nawet do wniosku, że chłopak musiał ewakuować się z tego miejsca, bo nie było po nim śladu, ale dosłownie w tym samym momencie dostrzegła znajomą wyglądającą postać na samym końcu barowej lady, skuloną w ciemnym kącie. Odetchnęła z wyraźną ulgą i bez namysłu podążyła w jego kierunku. Kiedy zatrzymała się tuż obok niego, nawet nie zareagował na jej obecność, wyjmując z leżącej na blacie paczki jednego papierosa. Wciąż ciężko było jej przywyknąć do widoku palącego Luke'a. Podparła rękami boki, stopą sugestywnie wystukując bliżej nieokreślony rytm. Wreszcie blondyn zdecydował się unieść nieznacznie głowę i pustym wzrokiem zlustrował całą jej sylwetkę.
- Znowu się trujesz tym świństwem! - stwierdziła ze złością, na co on wzruszył tylko ramionami, wypuszczając siwy dym z ust.
- Kogo to obchodzi? - spytał bez przekonania w głosie, odwracając od niej wzrok. Alex przymknęła niespokojnie powieki i wstrzymała na moment powietrze, starając się opanować nerwy, bo nie znosiła, kiedy tak się zaczynał zachowywać.
- Dlaczego tak długo nie wracałeś? Martwiłam się, że coś ci się stało – powiedziała, krzyżując przed sobą ręce i celowo zmieniła temat, bo nie miała najmniejszej ochoty na bezsensowne sprzeczki z nim. Parsknął tylko śmiechem, sięgając po szklankę wypełnioną złocistym alkoholem i opróżnił naraz całą jej zawartość. Przywołał po chwili barmana, prosząc o to samo.
- Wiesz, oglądanie kogoś, kto był twoim całym światem w ramionach innego nie jest dla mnie najlepszą rozrywką – zakpił, wykrzywiając usta w ironicznym uśmiechu.
- Luke, nie powinieneś tyle pić – ostrzegła, próbując zatrzymać jego dłoń, nim zdążył ją unieść, ale on momentalnie się wyrwał, rozlewając część trunku na barową ladę. Dostrzegła jak mocniej zacisnął szczękę, aż mięśnie twarzy zaczęły nienaturalnie drgać. Ze strachem wycofała się na krok.
- Boże, to że moja matka nie żyje, nie oznacza, że musisz się w nią bawić! - krzyknął nerwowo i wzniósł obie ręce, żywo nimi gestykulując. W pierwszej chwili Alex miała wrażenie, że z powodu głośno grającej muzyki musiała się przesłyszeć, ale gdy Luke po kilku sekundach jej milczenia spojrzał w końcu na nią beznamiętnym wzrokiem, była pewna, że te słowa padły z jego ust. Otworzyła szerzej oczy, nadal wpatrując się w niego w kompletnym osłupieniu. Gdy pokręcił obojętnie głową i zaczął wycierać oblane alkoholem dłonie o spodnie, otrząsnęła się z początkowego otępienia. Zajęła miejsce tuż obok niego na jednym z barowych krzesełek i tym razem to ona zaśmiała się kpiąco, gdy przez jej twarz przemknął przepełniony ironią uśmiech.
- Jeśli koniecznie chcesz mnie zranić, to ostrzegam cię, że musisz się bardziej postarać – odparła cierpko, ale on nawet nie zareagował. Dopiero kiedy uważniej mu się przyjrzała, dostrzegła tę wyjątkowo bladą, pokrytą kilkudniowym zarostem twarz i zroszone potem czoło. Wcześniej tego nie zauważyła.
- Odpuść sobie, dobrze? - powiedział niespokojnie, a cała jej chwilowa litość i troska o jego osobę wraz z wypowiedzeniem tego jednego zadania przemieniły się w niczym nieskrywaną złość.
- To jest jakaś twoja chora odpowiedź na to, że jestem szczęśliwa i ułożyłam sobie życie, tak? - syknęła wściekła, zaciskając mocniej palce. Luke zdawał się nawet na nią nie patrzeć, więc zabierając z oparcia torebkę, przekręciła się na stołku i nie zaważając już na nic, postanowiła dać sobie spokój z kolejnymi próbami docierania do niego, bo najwyraźniej nie przynosiły one żadnego skutku. Gdy tylko jej stopy znalazły się na ziemi i gotowa była wrócić do reszty przyjaciół, poczuła dość stanowcze szarpnięcie w nadgarstku. Obejrzała się za siebie, niepewnie spoglądając na drżące palce chłopaka, które oplatały mocno jej niewielką rękę. Próbowała się wyrwać, ale był zbyt silny. Z wolna uniósł głowę i popatrzył na nią błagalnie, a jego puste spojrzenie sprawiło, że poczuła nieprzyjemny ucisk w żołądku. Zamknął szczelnie jej dłoń w wilgotnym objęciu i przyciągnął nieznacznie do siebie.
- Przepraszam – wyjąkał, ze wstydem opuszczając wzrok. Alex wywróciła tylko oczami, wzdychając bezradnie, bo tych jego przeprosin miała już serdecznie dość. Zaczął coś mówić, ale było zbyt głośno, by mogła zrozumieć jego bełkot. Zauważyła jednak jak jego zsiniałe palce niespokojnie zaciskały się na szklance, a on sam zaczął trząść się, pochylając zdecydowanie głowę w dół.
- Luke? - zaczęła z pewnego rodzaju niepewnością w głosie, gdy wypuścił jej dłoń. Ułożyła rękę na jego ramieniu, próbując na nowo zdobyć jego uwagę, ale kompletnie nie reagował. - Luke! - Alex szturchnęła go mocniej, ale nawet to nie pomogło. Z przerażeniem dostrzegła, że trzymana dotąd przez niego szklanka pękła, a on wciąż uparcie zaciskał palce na rozbitym szkle. Poczuła szybciej bijące serce, bo nie miała pojęcia, co powinna zrobić. Jego zachowanie stawało się coraz bardziej nieprzewidywalne. Kiedy podniosła jeszcze bardziej głos, praktycznie krzycząc na niego, spostrzegła że drgnął nieznacznie. Potrząsnęła nim, starając się zmusić do powrotu do rzeczywistości, jednak on nadal zaciekle ściskał szklane odłamki. Spomiędzy jego zwartych palców zaczęła wypływać krew, skapując niespiesznie na blat baru. Dziewczyna otworzyła szerzej usta, nie mogąc swobodnie oddychać i powoli zaczynała wpadać w panikę, zupełnie nie poznając tego, co działo się z Lukiem.
- Nie dam rady – wymamrotał, a niewielka strużka potu spłynęła po jego skroni.
- Hemmings! - wrzasnęła w końcu i nie mając lepszego pomysłu na opanowanie tej przerażającej sytuacji, spoliczkowała go. Odczuła to uderzenie pulsującym bólem na własnej dłoni, ale kiedy wreszcie zadarł głowę i nieprzytomnym wzrokiem spojrzał na nią, wypuściła nagromadzone powietrze, opierając się o ladę. Ostatnią rzeczą, jaką chciała, było uderzenie go, ale w tamtej chwili naprawdę nie potrafiła wymyślić nic skuteczniejszego. Wsunęła drżące palce we włosy, nie mogąc uwierzyć w to, co właśnie zrobiła. Chłopak rozluźnił uścisk, a z jego zakrwawionej dłoni wypadły niewielkie fragmenty roztrzaskanej szklanki. Chwilę przyglądał się porozcinanej skórze, niespokojnie poruszając palcami. Znowu odwrócił głowę i zerknął na blondynkę, która nadal ciężko oddychała, wpatrując się w niego ze strachem.
- Alex, przepraszam – powtórzył znowu z drżeniem w głosie. - Źle się czuję.

*


Droga z klubu do hotelu chłopaków stała się całkowicie ciemną plamą w pamięci Alex, bo mimo usilnych starań nie potrafiła sobie przypomnieć tego, jak ledwo trzymającego się na nogach chłopaka udało jej się przetransportować do taksówki. Każdą czynność wykonywała automatycznie, nie myśląc o żadnych ewentualnych konsekwencjach swoich czynów.
Gdy dotarli do jego pokoju, pomogła mu położyć się na łóżku i nakryła jego wciąż drżące ciało znalezionym na fotelu kocem. Podłożyła mu poduszkę pod głowę i kiedy chciała odejść, aby znaleźć telefon w torebce, Luke chwycił ją za rękę, zmuszając do powrotu. Posłała mu krótkie spojrzenie, siadając na brzegu. Jego kciuk delikatnie gładził jej dłoń, więc odruchowo opuściła wzrok na ich połączone dłonie.
- To te tabletki, nie powinienem ich mieszać z alkoholem – wyjąkał, powodując że dziewczyna aż drgnęła, z prawdziwym przerażeniem wsłuchując się w jego słowa.
- O czym ty mówisz? Jakie tabletki? - zapytała podniesionym głosem, dokładnie przyglądając się jego anemicznej twarzy. Nie potrafił utrzymać dłużej niż kilku sekund kontaktu wzrokowego z nią, wodząc niespokojnie roztrzęsionym spojrzeniem po pomieszczeniu. Kiedy nie odezwał się i odwrócił głowę na drugi bok, przymknęła na moment oczy, próbując zapanować nad sobą. - Ashton mówił, że nie musisz już brać żadnych tabletek! - dodała podrażniona tym, że nic nie wiedziała. Usłyszała tylko stłumione poduszką parsknięcie.
- Nie chcę ich brać, bo wtedy całkowicie przestaję być sobą. Boję się je łykać, boję się, że w końcu wezmę za dużo – wyjaśnił po chwili, ponownie zerkając na nią. Z podkrążonymi, zsiniałymi oczami i przyklejonymi do czoła mokrymi kosmykami włosów wyglądał okropnie. - Ale jak cię znowu z nim zobaczyłem, to nie wytrzymałem. Musiałem coś zrobić.
Alex zamarła. Nie była w stanie wydusić z siebie nawet jednego słowa, tępo wpatrując się w leżącego przed nią chłopaka. Zwykłe oddychanie sprawiło jej ogromny trud, a szaleńczo bijące serce o mało nie wyskoczyło z klatki piersiowej. Nie była w stanie uzmysłowić sobie tego, z czym musiał się przez ten cały czas zmagać, a jej obecność zdawała się tylko pogarszać jego stan. Jakby mało krzywdy w jego życiu dotychczas uczyniła. Do jej oczu momentalnie napłynęły łzy, z którymi nie potrafiła już walczyć.
- Muszę iść – oznajmiła łamiącym się głosem, ocierając wierzchem dłoni mokre policzki. - Przepraszam.
- Błagam cię, nie zostawiaj mnie dziś – poprosił tak cicho, że gdyby nie panująca w pokoju idealna cisza, z pewnością by go nie usłyszała. Zatrzymała się w połowie kroku, oddychając nienaturalnie szybko. Niespokojnym wzrokiem rozejrzała się po pokoju, wciąż będąc odwróconą plecami do Luke'a. Nagle jej uwagę w panującym tam ogromnym bałaganie przykuło coś niezwykłego. Spomiędzy porozrzucanych na ziemi koszul, bluzek i spodni wystawał łebek pluszowego pingwina, którego podarowała mu przy ich pierwszym pożegnaniu na lotnisku. Lekko oszołomiona tym wszystkim co wydarzyło się tego wieczoru, obejrzała się za siebie przez ramię i bez słowa zawróciła.












Pechowa trzynastka. Tak mi szkoda mojego biednego Luke'a. Z tyloma demonami musi się zmagać. A co najgorsze jeden z tych demonów jest jednocześnie jego ratunkiem. Ah.


I taka mała dedykacja dla @diler_zena za zaangażowanie Baracka w akcję promocyjną!  : )
 

DZIĘKUJĘ ZA DWIE PIERWSZE STÓWECZKI! XXX

2.12. Przywracał w głowie słowa, których nigdy nie wypowie.


Kiedy tylko przekroczyła próg mieszkania bez zastanowienia zsunęła niewygodne buty ze stóp i jedyne o czym marzyła, to szybki prysznic oraz długi sen. Była wykończona, pragnąc znaleźć się jak najprędzej w wygodnym łóżku. Jednak momentalnie rozbudziła się, kiedy z kuchni zaczęły dochodzić niepokojące dźwięki. Odruchowo wstrzymała oddech, rozglądając się uważnie dookoła. Pospiesznie chwyciła stojącą przy wieszakach parasolkę i skradając się cichutko na palcach przez przedpokój, zatrzymała się tuż przy drzwiach rozświetlonego przez lampki zamontowane przy suficie pomieszczenia. Wzięła głębszy wdech i dzierżąc w dłoniach swoją prowizoryczną broń, wkroczyła bezceremonialnie do środka, wygrażając się rzekomemu napastnikowi. Pisnęła przeraźliwie, kiedy jej celem okazał się być próbujący zachować powagę blondyn. Przez krótką chwilę wpatrywała się w niego przerażona, po czym bezradnie opuściła ręce i zaczęła się głośno śmiać, kręcąc przy tym głową.
- Przestraszyłeś mnie! - podniosła głos, krzykiem chcąc zamaskować swoje niepotrzebne przerażenie. Zrobiła kilka kroków w stronę nadal nabijającego się z niej chłopaka i wymierzyła z całej siły cios prosto w jego ramię. Spojrzała głęboko w jego niebieskie, rozbawione oczy, mrużąc zażarcie powieki i skrzyżowała gniewnie ręce na piersiach. - W ogóle nie jest to śmieszne! - dodała oburzonym tonem, kiedy on nie przestawał się głupio uśmiechać. Odłożył na kuchenny blat trzymaną w dłoni łyżkę i bez słowa porwał ją w ramiona, kręcąc się z nią w kółko. Mimo uciążliwych pisków i okładania jego pleców pięściami, nie wypuścił jej z uścisku.
- To boli! - jęknął.
- Miałeś wrócić dopiero pod koniec tygodnia.
- Ciebie też miło widzieć. Stęskniłem się równie mocno, jak i ty – wysapał z udawaną ironią, nadal obracając się z nią.
- Wiesz, jak się przestraszyłam! - powtórzyła, ponownie uderzając go w ramię.
- Ładnie mnie witasz – stwierdził po chwili zdyszany, kiedy odstawiał ją z powrotem na ziemię. Jego dłonie momentalnie spoczęły na jej biodrach, przyciągając dziewczynę mocno do siebie. Pocałował ją w usta, ale nim Alex zdążyła jakkolwiek zareagować unoszący się znad patelni dym i potwornie drażniący zapach spalenizny sprawiły, że pospiesznie oderwali się od siebie, próbując ratować szykowane przez niego jedzenie.
- No to tyle, jeśli chodzi o naszą ewentualną kolację – oceniła ponuro Alex, opuszczając ramiona. On skręcił delikatnie głowę i z uniesioną brwią spojrzał na nią.
- Jeszcze nic straconego, chrisowe rączki nie takie cuda czyniły – odparł po chwili ciszy, a ona parsknęła tylko prześmiewczo i popukała go palcem w czoło. I kiedy pochylił się w jej stronę, chcąc skraść kolejny pocałunek, w przedpokoju rozległo się dźwięczne brzęczenie dzwonka. Blondynka momentalnie odskoczyła od Chrisa, poklepując go dłonią po policzku.
- Otworzę, a ty czyń te cuda swoimi rączkami – poleciła ze stłumionym śmiechem, chwytając w przelocie kiść winogron, która opłukana spoczywała w niewielkiej misie na stole. Najwyraźniej jej narzeczony zatroszczył się także o zdrowy deser. Nie spodziewała się żadnych gości, więc gdy w drzwiach ujrzała Luke'a, jej serce zabiło mocniej. Nie widziała go od czasu imprezy po koncercie, bo dwa minione dni wypełnione mieli wszelkiego rodzaju nagraniami dla stacji telewizyjnych, które wykorzystywały ich ostatnie chwile w Nowym Jorku przed wylotem do Australii, dlatego też ich kontakt ograniczył się do wymiany kilku zdawkowych wiadomości. Miała wrażenie, że znowu nie był w najlepszym stanie. Spod zarzuconego niedbale na głowę kaptura bluzy wystawał daszek czapki, którą ostatnio namiętnie nosił. Dostrzegła jak nerwowo drgnął, kiedy uchyliła drzwi, momentalnie spoglądając na nią uważnie.
- Cześć – mruknął cicho, siląc się na nerwowy uśmiech, a jego na wpół przytomne, podkrążone oczy niespokojnie wodziły po jej twarzy. Daszek zdawał się pełnić rolę ochronną przed natrętnymi, nieco zatroskanymi spojrzeniami mijających go ludzi. Kilkudniowy zarost zdobił jego blade policzki, a ona miała wrażenie, że dokładnie słyszała ten charakterystyczny szmer, gdy opuszkami palców pocierał je niecierpliwie.
- Luke, coś się stało? - zapytała raptownie, otwierając szerzej powieki. Nie chciała wyjść na zbyt przewrażliwioną, ale po rozmowie z Ashtonem nie potrafiła tak po prostu nie przejmować się jego podejrzanie dziwnym nastrojem.
- Nie, po prostu chciałem … - zaczął, ale dobiegający gdzieś z głębi mieszkania głos momentalnie mu przerwał.
- Alex, kto to?
Gwałtownie zerknęli na siebie, przez krótką chwilę wymieniając niepewne, zmieszane spojrzenia. Dziewczyna mocniej zacisnęła usta, nie będąc do końca pewną, jak zachować się w tej dość niezręcznej sytuacji. Nagle za jej plecami pojawił się Chris, powodując że aż podskoczyła ze strachu, gdy dotknął przypadkiem jej ramienia. Nerwowo przełknęła ślinę, posyłając w stronę Luke'a krótkie, przepraszające spojrzenie. Nie była chyba jeszcze gotowa do tej konfrontacji, ale kiedyś musiało do niej dojść. Nie umknął jej uwadze fakt, że blondyn zrobił wyraźny krok w tył, wbijając zlękniony wzrok w podłogę.
- To Luke, przyjaciel z Australii – wypowiedziała nad wyraz drżącym głosem. - A to Chris – dodała po krótkiej pauzie, przedstawiając ich sobie.
- Nigdy wcześniej nie miałem okazji poznać żadnych znajomych Alex z rodzinnych stron, dlatego miło mi podwójnie – stwierdził z pogodnym uśmiechem Chris, witając się z nim. Luke bez przekonania uścisnął jego dłoń, ale nawet nie próbował na niego spojrzeć, wciąż zażarcie wpatrując się we własne stopy. Napięcie, które między nimi się wytworzyło było wyczuwalne z daleka. - Może wejdziesz, akurat robimy kolację? - zaproponował po chwili, co spotkało się z przerażonym spojrzeniem blondynki.
- Muszę już iść – oznajmił nagle Hemmings, kręcąc nerwowo głową. - Przepraszam – burknął na pożegnanie i nim ktokolwiek zdążył zareagować, on zbiegał już ze schodów. Alex ruszyła za nim, ale jej nawoływania okazały się bezskuteczne.
- To było dziwne – ocenił z lekkim zaskoczeniem Chris, zamykając za nią drzwi, gdy wróciła do mieszkania. - Wszystko z nim porządku? Co chciał?
- W porządku i nie wiem, pewnie był w pobliżu, więc postanowił zajrzeć – odparła niemrawo, z delikatnie zagryzioną wargą spoglądając na niego. Blondyn posłał jej pobłażliwe spojrzenie i z uśmiechem wymalowanym na twarzy, podszedł do niej i mocno uściskał.
- Stęskniłem się za tobą tak bardzo bardzo – wymruczał nad jej uchem, unosząc nieznacznie jej niewielkie ciało do góry. Bez słowa zarzuciła ręce na jego szyję, dłonią gładząc rozmierzwione kosmyki włosów. Odetchnęła z ulgą, kiedy zorientowała się, że nie zamierzał dłużej ciągnąć tematu Luke'a, choć ona sama nie była w stanie zapomnieć jego smutnych oczu, które z nieskrywanym rozczarowaniem spojrzały na nią, kiedy w progu pojawił się Chris.
- Yhmmm – wymamrotała bez przekonania.
- Chodźmy jeść – zarządził po krótkiej chwili tulenia jej w ramionach i wypuścił ją z objęcia, chwytając dłoń. Dała mu jednak niemy znak, żeby sam poszedł, a ona do niego zaraz miała dołączyć. Kiedy tylko jego sylwetka zniknęła za wejściem do kuchni, sięgnęła do kieszeni i pospiesznie wyjęła telefon, wystukując nerwowo palcami treść wiadomości.
Wszystko w porządku?
Niespokojnie przesuwała końcówką języka po ustach, wyczekując na odpowiedź. Przekładała komórkę z ręki do ręki, wpatrując się z niepokojem w zgaszony ekran. Co chwilę podświetlała go, ale skrzynka odbiorcza wciąż pozostawała pusta. Kilka razy sprawdziła, czy na pewno wysłała smsa.
- Alex, idziesz? - Doszedł ją ponaglający ton głosu chłopaka, na który odpowiedziała tylko bezwiednym, niewyraźnym przytaknięciem, wciąż z podenerwowaniem przeglądając kolejne foldery w telefonie. - Alex? - powtórzył wyraźnie poirytowany brakiem reakcji, ale była zbyt pochłonięta oczekiwaniem na odpowiedź Luke'a, kompletnie ignorując narzeczonego. Była już w trakcie pisania kolejnej wiadomości, kiedy telefon zawibrował w jej dłoni.
W porządku.
Z pewnego rodzaju niewielką ulgą przymknęła powieki, zaciskając mocniej palce na urządzeniu, bo mimo jego zapewnienia, wciąż miała to dziwne, trochę niepokojące wrażenie, że coś było nie tak, jak powinno.
Na pewno?
Zza drzwi dobiegały dźwięki rozstawianych na stole talerzy i sztućców, ale całkowicie starała się nie skupiać na tym, kolejny raz czekając na odpowiedź blondyna.
Alex, nie przejmuj się mną. Nic się nie dzieje. Przepraszam za to najście.
- Idiota – mruknęła pod nosem, bo czasami te jego ciągłe przepraszania wyjątkowo ją drażniły. Opuściła z bezradnością ręce, wzdychając ciężko, bo chciała mu tylko pomóc, ale zwyczajowo odmówił.
OK, niech będzie. W razie potrzeby wiesz gdzie mnie szukać.
Wzięła głęboki oddech, blokując telefon i ponownie wcisnęła go do tylnej kieszeni spodni. Przeczesała palcami włosy i próbując uśmiechnąć się, skierowała swoje kroki w stronę kuchni.

*


Alex nie była w stanie przypomnieć sobie chwili, kiedy Chris wpadł na pomysł, aby zaprosić całą czwórkę chłopaków na kolację, chcąc poznać jej australijskich znajomych. Początkowo wszystko przebiegało wręcz idealnie. Rozmowy wydawały się nie mieć końca, zwłaszcza te, które dotyczyły najbardziej zawstydzających momentów z życia dziewczyny, o których jej narzeczony nie miał pojęcia. W duchu obiecała sobie, że pewnego dnia zabije Caluma za to, że tak ochoczo opowiadał o każdym, najmniejszym jej potknięciu. Ku jej zdumieniu nawet Ashton wydawał się być wyjątkowo przyjaźnie nastawiony do niej, co jakiś czas rzucając głupimi żartami na jej temat. Pochłonięta bezcelowymi próbami ratowania własnego wizerunku w oczach Chrisa, dopiero po dłuższej chwili dostrzegła, że siedzący obok niej Luke praktycznie nie ruszył zamówionego dania, grzebiąc widelcem na talerzu. Nerwowo postukiwał nogą, pocierając dłonią po materiale spodni. Oddychał wyjątkowo ciężko, a cała jego twarz zroszona była potem. Zębami przygryzał kolczyk w wardze, niespokojnie przesuwając go na boki i co jakiś czas czubkiem języka oblizywał drżące usta. Był totalnie rozkojarzony, a ona miała wrażenie, że z każdą kolejną chwilą jego stan tylko się pogarszał. Bez zastanowienia zsunęła rękę pod stół i pochwyciła jego dłoń, splatając mocno ich palce. Luke momentalnie zadarł głowę znad talerza i z szeroko otwartymi oczami zerknął w jej stronę, rozbieganym spojrzeniem lustrując twarz dziewczyny. Posłała mu ciepły uśmiech, gdy kciukiem nadal delikatnie gładziła skórę jego dłoni. Prawie od razu dostrzegła jak odetchnął z wyraźną ulgą i przymknął na krótką chwilę powieki, odpowiadając tym samym na jej dyskretną pieszczotę. I gdy już sądziła, że udało mu się zapanować nad lękiem, Chris postanowił zwrócić swoją uwagę na siebie.
- A jakimi sekretami Alex ty się z nami podzielisz, Luke? - zapytał z rozbawieniem, obracając w ręce szklankę z sokiem. Chłopak wypuścił z uścisku dłoń Alex, niepewnie spoglądając na niego.
- Nie znam żadnych sekretów Alex – odparł beznamiętnie, choć blondynka miała wrażenie, że jego głos delikatnie zadrżał w pewnym momencie. Spojrzała w stronę Chrisa, który uśmiechnął się szeroko. Wiedziała, że ta kontynuowanie tej rozmowy źle się skończy, a ona znajdowała się w samym środku nadchodzącego kryzysu.
- No daj spokój! Na pewno jest coś, o czym nikt poza waszą dwójką nie wie.
- Nie znam żadnych sekretów Alex – powtórzył ze zdecydowanie większą stanowczością, zaciskając palce w pięści. Nerwowo przygryzał wargi, dzielnie stawiając opór nadal roześmianemu spojrzeniu blondyna. Był na skraju tego, aby wybuchnąć, ale wciąż udawało mu się zachować względną kontrolę nad sobą.
- To co? Czas na deser – oznajmił po chwili Ashton, klaszcząc w dłonie. Wymienił sugestywne spojrzenie z dziewczyną, bo oboje doskonale zdawali sobie sprawę z tego, że jeśli ktoś za chwilę nie przerwałby tej niebezpiecznej wymiany zdań, to mogło dojść do naprawdę nieprzyjemnych sytuacji. Jednak żaden z nich nawet nie zwrócił uwagi na tę sugestię Irwina.
- Wiem, że było coś między wami, więc to chyba niemożliwe, żebyście nie mieli żadnych pikantnych sekrecików – Chris wyraźnie obrał sobie za cel podpuszczenie Luke'a do wyjawienia kilku tajemnic, ale nie był świadomy tego, że blondyn nie miał nastroju do żartów.
- Nie mamy żadnych sekretów! - krzyknął wściekły i używając dość sporej siły, odsunął się od stołu, wprawiając w ruch stojące na nim kieliszki i szklanki, które z łoskotem poprzewracały się, zalewając śnieżnobiały obrus. Chwycił wiszącą na oparciu krzesła kurtkę i bez słowa wyszedł z restauracji, zostawiając ich wszystkich w totalnym osłupieniu. Oczy pozostałych gości skierowały się na nich, ale siląc się na uśmiechy, zapewnili wszystkich, że sytuacja została opanowana. Alex zerknęła w kierunku Chrisa, kręcąc tylko bezradnie głową, gdy pochwyciła jego zdumione, pełne niezrozumienia i pozbawione jakiegokolwiek poczucia winy spojrzenie. Podniosła się z krzesła w tym samym momencie, w którym uczynił to Ashton, ale krótkim skinieniem dała mu do zrozumienia, że sama miała zamiar zająć się Hemmingsem. Wybiegła za nim na zewnątrz, zatrzymując się na środku chodnika. Rozejrzała się na boki, nie mogąc namierzyć chłopaka. Westchnęła bezradnie, gdy za rogiem pobliskiego budynku dostrzegła znajomą postać opartą o mur. Naciągając rękawy swetra, skierowała się powoli w jego stronę. Nie zamierzała kryć ogromnego zdziwienia, kiedy dostrzegła go z papierosem w ustach. Jedną dłonią osłaniał jego końcówkę, chroniąc płomień zapalniczki przed podmuchami wiatru.
- Nie wiedziałam, że palisz – stwierdziła cicho, przyglądając mu się uważnie. W jej głosie dało się wyczuć nutkę rozczarowania wymieszaną ze złością. Luke był jednak skupiony na tym, aby go odpalić, nerwowo pocierając kciukiem metalowe pokrętło. Kilka prób zakończyło się niepowodzeniem, dlatego zaklął cierpko pod nosem i cisnął zapalniczką prosto w betonową ścianę, a plastikowa obudowa prawie od razu roztrzaskała się na mniejsze kawałeczki. Alex drgnęła, zaciskając na chwilę oczy.
- Nie wiedziałem, że twój chłopak to skończony dupek – sparafrazował jej wcześniejsze słowa, wreszcie spoglądając na nią. Jego chwilowy napad złości zdawał się odejść w niepamięć, kiedy z tym nonszalanckim wyrazem twarzy niespiesznie przeszukiwał kieszenie kurtki. Zupełnie jakby wyładowanie emocji na niczemu winnej zapalniczce odgoniło wszelkie złe demony. Kiedy tylko znalazł pudełko zapałek, odpalił w końcu papierosa. Watson zmrużyła oczy.
- Palenie zabija – odparła po chwili, ignorując jego uwagę na temat Chrisa. Luke zaśmiał się z kpiną, stając naprzeciw niej. Zaciągnął się, po czym wyjął papierosa i z ogromną bezczelnością wypuścił dym z ust prosto w jej twarz. Zaczęła kaszleć, kiedy nieprzyjemny zapach podrażnił jej gardło. Szybkim ruchem ręki rozgoniła siwą mgiełkę spod oczu i posłała mu wściekłe spojrzenie.
- Na coś trzeba umrzeć – oznajmił z obojętnym wzruszeniem ramion, opierając się ponownie o ścianę budynku. Obracał białą bibułkę wypełnioną tytoniem między palcami.
- Aha.
- Wracaj lepiej do swojego ukochanego – poradził oschle, ponownie zaciągając się papierosowym dymem. Alex zbliżyła się do niego i bez ostrzeżenia sięgnęła po jego papierosa, wyrywając go chłopakowi z ust i rozdeptując go butem. Hemmings momentalnie spiorunował ją gniewnym wzrokiem, nie mogąc chyba uwierzyć, że była do tego zdolna. - I co zrobiłaś?
- Nie będziesz się truć na moich oczach!
- Odpuść Alex, proszę cię – westchnął obojętnie, wznosząc wysoko oczy i teatralnie nimi przewrócił. Nie mogła wyjść z podziwu nad tym, jak szybko jego nastrój potrafił się zmieniać.
- O co ci chodzi? Dlaczego nie pozwalasz sobie pomóc? - zapytała nagle, stając przed nim ze skrzyżowanymi rękami. Luke nie miał wyboru i musiał na nią spojrzeć. Zlustrował ją dokładnie, dopiero po chwili orientując się, że wybiegła za nim bez żadnego okrycia, a teraz drżała z zimna, choć za wszelką cenę próbowała to ukryć. Wyprostował się i nie zważając na jej oskarżenia, zdjął z siebie kurtkę, narzucając ją na ramiona dziewczyny. Początkowo próbowała stawiać opór, ale kiedy jego ręce otuliły ją mocno, nie miała już żadnego wyboru. Ciche westchnienie wydobyło się z jej ust i posłała mu pełne litości spojrzenie, na co on zareagował delikatnym uśmiechem.
- Zapomniałem, że potrafisz być niezwykle męcząca – ocenił z dezaprobatą dla jej dziecinnego zachowania, wciąż zaciskając swoje palce na połach kurtki i nieświadomie przyciągał blondynkę bliżej siebie.
- A twój oddech śmierdzi – odpowiedziała całkiem poważnie, dzielnie walcząc z jego świdrującym, błękitnym spojrzeniem. Długą chwilę wpatrywał się tak w nią bez słowa, ale potem zaśmiał się głośno, sięgając ręką do niewielkiej kieszonki kurtki, z której wyjął opakowanie gum do żucia i ostentacyjnie włożył do ust jedną drażetkę. Cały ten jego nowy wizerunek momentami onieśmielał ją i choć powinna go nienawidzić za to, gdzieś podświadomie, niezależnie od własnej woli przyglądała mu się z podziwem.
- Wracaj do środka – przemówił w końcu, kiedy wymiana ich spojrzeń trwała o ułamek sekundy zbyt długo. Alex potrząsnęła lekko głową, opuszczając wzrok.
- A ty? - zapytała cichutko, na nowo zerkając na niego. Kiedy uśmiechnął się do niej, w policzku zauważyła to urocze wgłębienie. Chyba nie do końca była świadoma tego, że w tej samej chwili z jej ust wydobyło się prawie bezgłośne westchnienie, bo chłopak zaśmiał się zadziornie.
- Ja muszę się przejść.
- OK – przytaknęła, zsuwając z siebie kurtkę i oddała mu jego własność. - Ale wszystko w porządku?
- W porządku – odpowiedział chyba trochę zbyt pospiesznie. Zdawała sobie sprawę, że i tak nie mówił jej prawdy, ale dla własnego spokoju musiała zadać to pytanie, choć doskonale wiedziała, jaka będzie jego reakcja. Pokręciła bez przekonania głową, a on dotknął dłonią jej policzka, sprawiając że spojrzała na niego zaskoczona. - Nie martw się o mnie. Wiem, że Ashton nagadał ci jakiś głupot, ale naprawdę nie musisz się zadręczać tym, czy coś mi się stanie, czy nie. Masz własne życie.
- Luke ...
- Przepraszam za to, co się tam wydarzyło, to się nie powtórzy.
- Nie przepraszaj mnie! - zaoponowała ostro, zaciskając mocno zęby. Blondyn zaśmiał się przyjaźnie, kciukiem gładząc jej ciepły policzek.
- Wracaj do nich – powtórzył, tym razem z prawdziwą, nieudawaną troską w głosie i wsunął ręce w kieszenie, odwracając się od niej. Nieobecnym, nieco zamyślonym wzrokiem podążyła z jego oddalającą się sylwetką. Po kilku krokach zerknął przez ramię, spoglądając na nią i posyłał ostatni, prawie niezauważalny uśmiech, po czym zniknął za zakrętem, zostawiając ją samą.













Lubię ten rozdział, sama nie wiem dlaczego.

DZIĘKUJĘ WAM ZA WSZYSTKO. ZA KAŻDE WEJŚCIE, KAŻDY KOMENTARZ, KAŻDĄ WIADOMOŚĆ. TO JEST NIESAMOWITE.

JESTEŚCIE NAJLEPSI!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!! 

2.11. Bolało, ponieważ nie była już jego.


Alex kolejny raz tego wieczoru rozejrzała się z nieskrywanym podziwem po wypełnionej do ostatniego miejsca hali. Tysiące piszczących dziewcząt szalało w rytm wygrywanych przez chłopców kawałków, płacząc, krzycząc, zdzierając gardła. Nie mogła uwierzyć w to, jak wielki sukces osiągnęli wciągu ostatnich lat, ale była bardzo dumna z całej czwórki. W pewnej chwili ogłuszający hałas ucichł, kiedy zakończyli grać kolejną piosenkę, a Luke niespodziewanie poprosił publiczność o ciszę. Objął dłonią mikrofon i zbliżył się nieco do statywu, spoglądając w górę, w kierunku gdzie siedziała blondynka. Bez żadnego problemu namierzył ją na jednym z balkonów otaczających całą salę, a ona poczuła przyjemne ciepło, które rozlało się po jej wnętrzu, gdy tylko ich spojrzenia skrzyżowały się. Posłał w jej stronę krótki, pogodny uśmiech i mrugnął okiem. Zaśmiała się do siebie, bo mimo upływu lat Luke nadal nie potrafił puścić oczka bez przymykania drugiej powieki, co sprawiało, że wyglądał niezwykle uroczo w tej swojej nieporadności. Zupełnie różnił się od tego ponurego, zagubionego chłopaka, z którym zmagała się przez ostatnie dni. Był taki radosny i uśmiechnięty, cały czas ukradkiem zerkając w jej stronę.
- Nie wiem czy zdajecie sobie z tego sprawę, ale dzisiejszy dość wyjątkowy, bo ostatni w tej trasie koncert zaszczyciła swoją obecnością najprawdziwsza księżniczka! - oznajmił nagle blondyn, a wśród rzeszy zgromadzonej publiczności rozległ się podekscytowany szmer wymieszany z delikatnym pomrukiem zaskoczenia. - Co więcej! Nie spóźniła się! - dodał równie ożywiony, z tym perfidnym uśmieszkiem spoglądając na nią. Alex pokręciła tylko głową, nie potrafiąc jednak zbyt długo walczyć z cisnącym się na usta uśmiechem. Kiedyś z pewnością takie słowa wywołałyby niespotykany gniew, ale tamtego wieczoru nawet ta dziecinna aluzja nie była w stanie zepsuć jej dobrego humoru tym bardziej, że Luke najwyraźniej też dobrze się bawił. Odniosła wrażenie, że pozostali chłopcy nie mieli żadnego pojęcia o jej obecności, bo jednocześnie zaczęli się niespokojnie rozglądać po sali, doskonale zdając sobie sprawę z tego, o kim mówił blondyn.
- Głupek – mruknęła pod nosem, z rozbawieniem spoglądając na scenę. Nie była w stanie zaprzeczyć temu, że w tej flanelowej koszuli w kratę, z odpiętymi trzema górnymi guzikami prezentował się całkiem nieźle. Stał się wyjątkowo atrakcyjnym mężczyzną, co przez ostatnie dni musiało umknąć jej uwadze, bo kompletnie skupiła się na jego niekoniecznie normalnym zachowaniu. Burza jego jasnych włosów schowana była pod czapką, której daszek przekręcony był do tyłu.
- Nim przejdziemy do ostatniej piosenki – Luke nadal kontynuował, mimo uciążliwego, pełnego niezadowolenia buczenia, które rozległo się po tym, jak oznajmił, że niedługo mieli kończyć, ale jego głos zmienił już zdecydowanie barwę. Był dziwnie smutny i zatroskany. - Jest jeszcze jeden kawałek, którego nigdy dotąd nie graliśmy, a który został napisany jakiś czas temu – dodał z cichym westchnieniem, opuszczając głowę i udając że próbował nastroić struny swojej gitary. Końcem języka oblizał wargi i znowu zerknął nad siebie, siląc się na uśmiech. - Dla ciebie.
Skierował spojrzenie w jej stronę, na moment bez pamięci zatracając się w tej krótkiej chwili. Alex nerwowo przełknęła ślinę, ale była przekonana, że ponownie wypowiedziane przez niego słowa były przeznaczone wyłącznie dla niej. I dopiero kiedy światła zgasły ich wzrokowy kontakt został przerwany, a chłopak wycofał się na kilka kroków, siadając na podeście przed perkusją Ashtona.


Po tym jak Calum kończył pierwszą zwrotkę, dostrzegła podnoszącego się Luke'a, który przekręcił przewieszoną przez ramię gitarę na plecy. Niespiesznym krokiem skierował się w stronę swojego mikrofonu, obejmując go ciasno dłońmi, a jego usta praktycznie dotykały metalicznej główki. Jaskrawy blask reflektora momentalnie został skierowany na niego, gdy tylko rozpoczął refren. Jego spocona twarz błyszczała w rażącym świetle, a niewielkie kropelki spływały po skroniach, mimo że próbował z tym walczyć, przecierając czoło dłonią. Już przy pierwszych słowach wyczuła, jak głos zaczął mu drżeć, dlatego pospiesznie przymknął oczy. Miała wrażenie, jakby przez wyśpiewanie tych kilku wersów starał się przekazać cały swój smutek, złość i bezradność. Wciąż był zraniony, a ona była głównym powodem tego bólu, przez co czuła się jeszcze podlej. Zawsze była pod niesamowitym urokiem siły jego głosu, ale w tamtej chwili brzmiał tak prawdziwie, że nie była nawet świadoma tego, iż cały ten czas wstrzymywała oddech, a paznokcie wbijały się w jej dłonie. Wreszcie Luke uniósł powieki, pełnym żalu i smutku wzrokiem spoglądając na nią. Coś w niej nieodwracalnie pękło, a poczucie winy osiągnęło najwyższy poziom. Calum również dostrzegł, że ta piosenka nie była kolejnym hurtowo odśpiewanym utworem, dlatego przy drugiej zwrotce razem z Michaelem wycofali się w głąb sceny, pozwalając mu samemu to dokończyć.


Alex opadła bezwiednie na siedzenie, wciąż nie mogąc pozbierać się po tym, co przed chwilą doświadczyła. Ogłuszający hałas zdawał się już w ogóle jej nie przeszkadzać. Mimo tego, że z całej siły próbowała zaciskać palce, to nadal czuła to nieprzyjemne drżenie, nad którym nie potrafiła zapanować. Nieobecnym wzrokiem spojrzała kolejny raz na scenę, gdzie chłopcy wykonywali finałową piosenkę, ale nie była w stanie w ogóle się na niej skoncentrować. Jej myśli pochłonięte były czymś zupełnie innym i sama nie była pewna, jak miała sobie z tym poradzić. W najgorszych koszmarach nie przypuszczała, że Luke wciąż nie potrafił o niej zapomnieć, a ona tak po prostu zaczęła żyć dalej.
- Dziękujemy i do zobaczenia następnym razem, gdy będziemy odwiedzać Nowy Jork! - krzyknął na zakończenie Ashton, powodując że na chwilę ponownie wróciła do rzeczywistości, ze zdecydowanie większą świadomością obserwując kłaniających się publiczności chłopców. Luke uniósł swoją gitarę nad głowę, jak to zwykł czynić po każdym występie, a nią wstrząsnął kolejny dreszcz, a silny ucisk w żołądku sprawił, że zakręciło jej się w głowie.

Nagle chwyciła jego elektryczną gitarę i chcąc odwrócić jego uwagę, z dumą pokazała mu tył instrumentu. – Ładne, prawda? – spytała z tym radosnym, wyszczerzonym uśmiechem, gładząc dłonią gitarę, na której wykleiła czarną taśmą z trzech postrzępionych pasków literkę ‘A’ z niewielkim serduszkiem obok. Kiedy Luke przeniósł wzrok ponownie na blondynkę, zaczął się głośno śmiać.
         - Nie jesteś trochę za bardzo zaborcza?
    - Pff – prychnęła z udawaną złością, unosząc wysoko głowę i krzyżując ręce przed sobą. Zadarła nos, przymykając oczy, ale po chwili uchyliła lekko jedną powiekę, zerkając na niego ukradkiem. Długo nie wytrzymała i sama się uśmiechnęła, widząc jego zadowoloną minę. – Znaczę swój teren po prostu – dodała po chwili niby obojętnym tonem, ale chłopak ponownie roześmiał się.

To była ta sama gitara, na której cztery lata temu ona sama grała i którą własnoręcznie oznaczyła. Litera symbolizująca jej imię mimo upływu czasu wciąż znajdowała się w tym samym miejscu, choć była już nieco bardziej sfatygowana i kilka razy podklejana. Jedno z ramion było troszkę krótsze, a fragment poziomego paska oderwał się, powiewając w powietrzu. Nieświadomie przestała oddychać, wpatrując się zaszklonymi oczami w blondyna, który nagle również spojrzał w jej stronę. Kącik jego ust drgnął delikatnie, a w prawym policzku dostrzegła pojawiający się dołeczek. W tej samej chwili, gdy światła na scenie zgasły, poczuła nieznaczne szarpnięcie w łokciu. Pełnym przerażenia i zaskoczenia wzrokiem spojrzała na próbującego wyprowadzić ją z tłumu ochroniarza, który jak się szybko okazało, na polecenie Hemmingsa, miał przyprowadzić ją za kulisy zaraz po zakończonym koncercie. Nawet gdyby chciała w jakikolwiek sposób zaprotestować, to mężczyzna był zdecydowanie silniejszy i wyższy, nie pozostawiając jej żadnej możliwości ucieczki.
- Nie wierzę! Blondi!
Podekscytowany krzyk rozległ się tuż za jej plecami, kiedy tylko dotarła na tyły hali. Raptownie odwróciła się za siebie, natrafiając wzrokiem na zmęczoną, ale radosną twarz Caluma. Chłopak bez zastanowienia rzucił się na nią, mocno przytulając do siebie. Jego żywiołowa reakcja trochę ją zaskoczyła.
- Udusisz mnie – pisnęła z rozbawieniem, kiedy jego ręce coraz mocniej zacieśniały się wokół jej ciała. Brunet momentalnie wypuścił ją z uścisku i z tym charakterystycznym dla siebie uroczym uśmiechem chwycił jej twarz w dłonie i złożył krótkiego buziaka na czole. Alex zerknęła na niego przerażona, ale chwilę potem roześmiała się głośno, kręcąc z niedowierzaniem głową.
- Czyżbym słyszał najbardziej blondynkowy śmiech na świecie? - zapytał przekornie Michael, który nagle pojawił się za plecami przyjaciela i bezpardonowo wyrwał ją z jego objęcia, ściskając z całej siły. Dziewczyna znowu nie ukrywała ogromnego zaskoczenia, bo nie spodziewała się, że w taki sposób mogło wyglądać ich spotkanie po latach. Sądziła, że oni także żywili do niej urazę po tym, co zrobiła, ale najwyraźniej im wybaczenie przyszło zdecydowanie łatwiej niż pozostałym.
- Jestem w szoku, że twoje włosy nadal są na głowie po tylu farbowaniach – zażartowała w końcu, kiedy odstawił ją na ziemię.
- Bo to peruka – wtrącił się nagle Luke, który również wyłonił się z garderoby, poklepując Clifforda po głowie. Ten fuknął tylko obrażony, wywracając zabawnie oczami.
- To miało być zabawne? Bo nie było w ogóle.
- Cześć – zwrócił się już bezpośrednio do Alex, ignorując kompletnie wcześniejszą uwagę Mike'a i podszedł bliżej niej. Na jego twarzy malował się ten szeroki uśmiech, który potrafił rozpędzić wszelkie troski. Mimowolnie ona również się uśmiechnęła, zdając sobie sprawę, jak bardzo tęskniła za radością, którą widziała w jego oczach za każdym razem, kiedy pojawiał się tuż obok niej. Bez słowa schował ją w silnym objęciu ramion, unosząc nieznacznie do góry. Nie przeszkadzało jej to, że jego spocone ciało przylgnęło do niej, zostawiając niewielkie plamy na jasnej koszulce, bo gdy tylko poczuła przesuwając się po dolnej partii pleców dłonie, wszystko inne przestało mieć znaczenie. Odruchowo przesunęła opuszkami palców po jego mokrym karku, a on oparł brodę na jej ramieniu. Nie umiała mu się oprzeć, choć była świadoma tego, że nie powinna się tak zbliżać, ale jej ciało instynktownie reagowało na jego obecność, podświadomie lgnąc do niego. - Cieszę się, że przyszłaś – mruknął szeptem na ucho, jakby bał się, że ktoś niepowołany mógłby usłyszeć jego słowa. Dopiero niespodziewane chrząknięcie, dochodzące gdzieś zza pleców chłopaków sprawiło, że wypuścił ją, odsuwając się nieznacznie.
- Co to za zamieszanie? - zapytał obojętnym tonem Ashton, a gdy tylko wyjrzał zza ramienia Caluma i dostrzegł Alex, momentalnie spoważniał i zakrztusił się wodą, którą właśnie próbował się napić.
- Hej – przywitała się, a niepewność w jej głosie spowodowała, że Luke zerknął na nią z uniesioną brwią, bo musiał również wyczuć to nagłe napięcie, które pojawiło się, gdy tylko ta dwójka na siebie spojrzała. Irwin aż pobladł z wrażenia, a jego oczy gwałtownie rozszerzyły się. Nerwowo przełknął ślinę, nadal wpatrując się z przerażeniem w blondynkę, a ona dostrzegła jego zdenerwowanie. Nie chcąc jednak wzbudzać kolejnych podejrzeń pozostałej trójki, jak gdyby nigdy nic podeszła do niego i nieśmiało przytuliła.
- Alex – wydukał i dla utrzymania pozorów również ją objął, uśmiechając się krzywo do Luke'a nad jej ramieniem.
- Nie martw się, nic mu nie powiedziałam – szepnęła tak cicho, by tylko on ją mógł usłyszeć. Odsunęła się od niego i z wyjątkowo wymuszonym uśmiechem stanęła ponownie obok blondyna.
- To co? Idziemy świętować zakończenie tej wspaniałej trasy! - oznajmił z ekscytacją Michael.
- Mam dziś zamiar upić się do nieprzytomności! Wreszcie trochę wolności! - zawtórował mu Calum, klaszcząc radośnie w dłonie.
- Mam nadzieję, że dołączysz? - zapytał z uśmiechem Luke, a ona niespokojnie rozejrzała się dookoła, przez chwilę nawiązując kontakt wzrokowy z Ashtonem, który nadal milczał.
- To wasze zakończenie, nie chce przeszkadzać – zaczęła się tłumaczyć, ale w tej samej chwili Hood chwycił ją za rękę i gdy tylko zerknęła na niego, wiedziała, że nie miała szans wykręcić się z tej imprezy. Westchnęła tylko ciężko i opuszczając bezradnie ramiona, zgodziła się.

*

Wystukiwała palcami bliżej nieokreślony rytm, spoglądając zza ciemnych okularów na stojącą przed nią szklankę z wodą i cytryną. Co jakiś czas zerkała na telefon, sprawdzając godzinę. Była przekonana, że po wczorajszym afterparty żaden z chłopaków nie zwlekł się z łóżka przed południem, ale dochodziła już szesnasta, więc jej poirytowanie tym kilkunastominutowym spóźnieniem zdawało się być jak najbardziej uzasadnione. Co prawda sama opuściła ich świętowanie nieco wcześniej, ale sądziła, że umówienie się na tak późną godzinę powinno być wystarczające, ale jak zwykle się pomyliła.
- Cześć – zasapany głos chłopaka rozległ się nad jej głową, a po chwili na przeciwnym krześle zmaterializował się zduszany Ashton. - Przepraszam za spóźnienie.
- OK, jakoś to przeżyję – odparła niemrawo, ale gdy tylko na niego spojrzała wybuchła śmiechem.
- No co?
- Coś ci stanęło – parsknęła głośno, wskazując palcem na jego włosy. Dostrzegła jak chłopak wzniósł wysoko oczy, ale długo nie potrafił zachować tej poważnej miny i również się roześmiał. Dopiero chwilę później doszło do nich, że tak naprawdę prowadzili między sobą wojnę, więc prawie jednocześnie opanowali się, nerwowo poprawiając się na siedzeniach. Irwin westchnął ciężko i zaczepił jedną z kelnerek, zamawiając jakiś sok.
- Dobra, odpuścimy sobie te wzruszające wstępy i przejdźmy do rzeczy. Po co chciałaś się ze mną spotkać?
- Widzę, że nadal mnie nienawidzisz, ale masz rację, przejdźmy do rzeczy – oznajmiła cierpko, a on zmarszczył tylko czoło, wciąż oczekując na odpowiedź z jej strony. - Co się z nim dzieje?
- Nic – odparł momentalnie, wzruszając ramionami. Mimo że nie padło żadne imię, oboje doskonale wiedzieli, kogo to wszystko dotyczyło. - A nawet jeśli coś by się miało dziać, to nie sądzę, aby to była twoja sprawa – dodał złośliwie, a Alex zacisnęła tylko mocniej zęby i odetchnęła głęboko. Nie chciała mieszać w to ani Caluma, ani Michaela, dlatego też zwróciła się do Ashtona z prośba o to spotkanie, licząc że mimo ich różnego spojrzenia na pewne spawy, będzie w stanie wyjaśnić jej wszystko.
- Proszę cię, nie jestem idiotką – jęknęła cicho, biorąc do ręki szklankę. - Widzę, że coś złego się z nim dzieje, chcę pomóc.
- Już raz mu pomogłaś – zakpił i z przyklejonym do twarzy parszywym uśmieszkiem podziękował kelnerce za zamówienie. Z typową dla siebie nonszalancją upił łyk soku, rozglądając się obojętnym wzrokiem dookoła. Dziewczyna przymknęła na moment powieki.
- Świetnie, wyżyłeś się na mnie i miałeś do tego pełne prawo, ale teraz proszę cię, abyś powiedział mi prawdę.
- Chcesz prawdy? - zapytał, a jego głos zabrzmiał zdecydowanie ostrzej. Uderzył dłońmi o blat stołu, powodując że siedzący obok nich ludzie spojrzeli krzywo w jego stronę. Alex drgnęła. Szybko jednak zrehabilitował się i ponownie wrócił do poprzedniej pozycji, układając łokcie na oparciach krzesła.
- Tak.
- Wspaniale, powiem ci prawdę – stwierdził po chwili, prostując się. - Tylko mi nie przerywaj.
- Mów – nalegała, niespokojnie obracając w dłoniach szklankę.
- Luke był radosnym, uśmiechniętym chłopakiem, świetnym przyjacielem, porządnym synem, dumą rodziców, ale po tym jak rzuciła go dziewczyna, wszystko to runęło niczym domek z kart na wietrze – Alex już otwierała usta, aby się obronić, ale Ashton posłał jej ostrzegające spojrzenie, więc momentalnie się wycofała. - Wszyscy myśleli, że po jakimś czasie mu przejdzie, że wyjedzie w trasę, skupi się na muzyce, przestanie o niej myśleć i wszystko wróci do normy, ale szybko okazało się, że były to tylko złudne nadzieje, bo z każdym dniem było coraz gorzej. Początkowo dość dobrze krył się ze swoimi problemami, ale nie trudno było zauważyć jego późne powroty do hotelu, podkrążone oczy i wieczne bóle głowy. Nie umiał sobie poradzić z tym odejściem, pogrążając się w chorej rozpaczy za kimś, kto od samego początku nie był wart jego uwagi.
- Jeśli sądzisz, że na drugi dzień po waszym wylocie biegałam po ulicach szczęśliwa, to się mylisz – weszła mu w słowo, czując że dłużej nie mogła znieść tych oskarżeń kierowanych pod jej adresem. On jednak zdawał się w ogóle nie przejmować tym, co miała do powiedzenia, bo nawet na nią nie spojrzał.
- Staczał się na samo dno. Bywały tygodnie, że jedyną jego rozrywką była zmiana wódki na whisky. Próbowaliśmy mu pomóc, ale jeśli ktoś sam nie chce wyzdrowieć, to nawet najlepszy specjalista nie pomoże. I tak to wyglądało, albo się upijał do nieprzytomności, albo spędzał całe dnie zamknięty w pokoju. Aż do tego dnia, kiedy …
- Kiedy zginęła Liz – przerwała mu, a on zaskoczony spojrzał na nią. Najwyraźniej nie przypuszczał, że wiedziała o tym. - Luke mi powiedział.
- Od tamtej pory jego życie stało się, co tu dużo ukrywać, najprawdziwszym piekłem.
Alex poczuła kolejny ucisk w żołądku, ale nie mogła dać po sobie poznać żadnej słabości, bo sama pragnęła poznać tę prawdę, nie zważając na fakt, jak bardzo okrutna ona była. Zagryzła wargi, oddychając zdecydowanie ciężej, bo nie była w stanie wyobrazić sobie cierpienia, które na niego spadło, a za które była pośrednio odpowiedzialna. Ashton zamilkł na moment.
- Mów dalej – poprosiła cicho, choć dostrzegła w jego oczach współczucie, ale chłopak dość raptownie pokręcił głową i odwrócił wzrok.
- Kilka dni po pogrzebie znaleźliśmy go nieprzytomnego w jego pokoju z jakąś opróżnioną buteleczką po lekach – kontynuował, a Alex w tym momencie zachłysnęła się, zakrywając dłonią usta. Łzy napłynęły do jej oczu, ale szybko przymknęła powieki, nie chcąc pokazywać przed nim swojej słabości. Skronie boleśnie zaczęły pulsować, a usta niespokojnie drżały. Rozchyliła szerzej wargi, ale nawet to nie pomogło, bo z każdą kolejną chwilą zaczynało brakować jej tchu. - Wszystko w porządku? - zapytał nagle Ash, widząc jak momentalnie pobladła.
- Yhm – wysapała, opróżniając szklankę wody.
- Jesteś pewna?
- Nie udawaj, że obchodzi cię co mi jest – warknęła w końcu, próbując wściekłością zatuszować to, co w tamtej chwili się z nią działo. Chłopak ponownie wzruszył tylko z obojętnością ramionami.
- Po tym jak próbował się zabić – Alex ponownie poczuła silne uderzenie serca, wstrzymując na moment oddech. - Trafił do kliniki psychiatrycznej na kilka tygodni. Odwołaliśmy jedną trasę, daliśmy mu trochę odpocząć. Sobie w zasadzie też.
- Czy on jeszcze kiedyś próbował to zrobić? - spytała niepewnie, jąkając się, bo nie wiedziała, jak ubrać to w odpowiednie słowa.
- Zabić się? - Ashton uniósł brwi, spoglądając na nią beznamiętnie, a ona znowu się wzdrygnęła, nie mogąc pojąć tego, jak mógł tak normalnie o tym mówić. Dodatkowo to słowo sprawiało, że miała ochotę zwymiotować. - Nie, dostał leki, które w pewien sposób kontrolowały wahania jego nastrojów. Nie chcę z niego robić wariata, bo nim nie jest, ale po śmierci matki kompletnie się załamał i naprawdę myśleliśmy, że już z tego nie wyjdzie, ale ostatnio zaczęło być całkiem dobrze, lekarz nawet zdecydował się na ostawienie tabletek – stwierdził z nutką ulgi w głosie, na moment zatrzymując się. - Jesteś teraz zadowolona, że znasz już prawdę?
Niespiesznie uniosła głowę i bez przekonania spojrzała na Ashtona, a jedna łza potoczyła się po jej rozpalonym, zaczerwienionym policzku.















Czy tylko mi szkoda biednego Lucasa? Poor baby.

Miałam przygotowaną wielką przemowę pod dzisiejszy rozdział, ale zdałam sobie sprawę, że ona i tak nie miała sensu więc powiem wam tylko jedno: TA HISTORIA JEST FIKCJĄ. To że główny bohater ma imię, wygląd i pewne cechy Hemmingsa, nie znaczy, że jest TYM Luke'iem Hemmingsem. Bo nie jest. To jest mój własny Luke, postać fikcyjna, stworzona na potrzeby opowiadania. On tak naprawdę nie istnieje.

I dziękuję gorąco pewnej Paulinie, która poleciła opowiadanie w komentarzu na fejsbukowej stronie 5SOSPL. Straszliwie mi miło! :)