#WTNGD


Przebudził się. Wszystko wokoło wydawało się takie obce i tajemnicze, otulone nieprzyjemną mglistą poświatą. Rozejrzał się niepewnie, w półmroku niczego nie rozpoznając. Nie miał pojęcia gdzie właśnie się znalazł, ani w jaki sposób tam dotarł. Pusta otchłań, która go otaczała była przerażająca i naprawdę niepokojąca. Niewiele pamiętał, a pojawiające się obrazy z przeszłości były zamazane i niewyraźne. Otępiający ból rozsadzał jego głowę, przyprawiając o nudności, nad którymi z trudem panował. Wszędzie unosiła się gęsta mgła, która uniemożliwiała mu dojrzenie czegokolwiek. Powietrze było niezwykle wilgotne, wręcz parne, powodując krótkotrwałe braki tchu. Duszący zapach stał się przyczyną pieczenia wrażliwych oczu, które próbowały przywyknąć do nowych warunków w otaczającej go ciemności. W pewnej chwili, gdy wszystkie zmysły bardzo powoli zaczynały adaptować się do nowego środowiska, zdał sobie sprawę, że gdzieś z oddali dochodził go delikatny szum wody. Wytężył słuch i niepewnym krokiem ruszył przed siebie. Odruchowo spojrzał w dół, ale jego stopy tonęły w ciemnym dymie, który unosił się kilka centymetrów nad nieznaną powierzchnią.
Nagle zatrzymał się, gdy nieopodal rozległo się ciche, jakby nieśmiałe brzęczenie strun gitary. Nie wiedział dlaczego, ale jego serce mocniej zabiło, a usta nieoczekiwanie zadrżały, gdy wydobyło się z nich niekontrolowane, stłumione westchnienie. Postanowił iść w kierunku, z którego płynęła przyjemna melodia, prowadzony przedziwnym uczuciem, którego nie potrafił jeszcze nazwać. Pochłonięty kojącą muzyką, niespodziewanie potknął się o coś, tracąc na moment równowagę. Krótkie, prawie niedosłyszalne przekleństwo rozpłynęło się w duszących oparach, a on dzielnie znowu ruszył przed siebie, po omacku poruszając się w tym uporczywym zamgleniu. Nie był przekonany, czy to tylko wytwór jego wyobraźni, ale wydawało mu się, że z każdym kolejnym krokiem mrok zaczynał się rozrzedzać, ustępując miejsca lekko bojaźliwemu, pulsującemu z oddali światełku. Potrząsnął głową, ale ten osobliwy blask zdawał się nie znikać, wręcz przeciwnie, nabierał na sile. Kilka kolejnych niepewnie stawianych kroków przybliżało go do źródła przebłyskującej przez mgłę jasności, a płynąca w akompaniamencie szumu wody melodia stawała się coraz bardziej wyraźna. Z coraz większym podenerwowaniem przedzierał się przez odurzającą, gęstą parę. Oddychał zdecydowanie ciężej, z trudem chwytając następne hausty dławiącego powietrza. Coś jednak nakazywało mu podążać w tamtą stronę, jakby jakaś magiczna siła przyciągała go właśnie tam. Wygrywane dźwięki zaczęły głuchym echem odbijać się w jego głowę, ale nie potrafił przypomnieć sobie z czym mu się kojarzyły.
Mgła zaczęła się przerzedzać, a wcześniej rozmyte rysy stały się bardziej krystaliczne. Jego oczom ukazała się obdrapana, stara fontanna, a wypływająca z niej woda była źródłem zasłyszanego wcześniej szumu. Na samym rogu siedziała odwrócona tyłem, lekko pochylona nad gitarą postać. Jasne włosy spływały po ramionach, zakrywając twarz dziewczyny. Wokół całej przygarbionej sylwetki jaśniała rozpraszająca mrok poświata. To ona była przyczyną tego migającego w ciemności blasku, który go tutaj prowadził. Poczuł krótkie ukłucie w żołądku, a serce ponownie załomotało kilka razy szybciej, niż był do tego przyzwyczajony.
Wyglądała jak księżniczka. Jego księżniczka. A wspomnienia powróciły.
Nagle odwróciła się, a jasnoniebieskie oczy momentalnie oczarowały go swoim blaskiem. Kolejny raz. Podniosła się raptownie ze strachem w nerwowym spojrzeniu. Odruchowo wstrzymał oddech, gdy nieco przerażona, ale jednocześnie zaintrygowana przyglądała mu się, pochylając delikatnie głowę w stronę ramienia.
- Alex – wyszeptał tak cicho, jakby z obawy, że nadmiar głośnych dźwięków mógłby ją znowu mu odebrać. Podszedł bliżej, ale ona lekko zlękniona się wycofała. Zmarszczył brwi.
- Skąd znasz moje imię? - zapytała z dystansem w pełnym niezrozumienia głosie, przyglądając się niepokojąco jego osobie. Uśmiechnął się, a w policzku pojawiło się delikatne wgłębienie. Dziewczyna otworzyła szerzej oczy, a zaciśnięte do tej pory usta lekko rozchyliły się. Wydawało mu się, że drgnęła, jakby nagle coś sobie przypomniała, ale równie dobrze mogło być to jedynie złudne przewidzenie.
- Bo jesteś moją Alex, moją małą, nieznośną księżniczką – wyznał z przekonaniem, przepełniony niesamowitą radością. Znowu zaryzykował i zrobił niewielki krok w jej stronę. Był on na tyle niespodziewany i zaskakujący, że tym razem nie zdążyła zrobić uniku. Jego roztrzęsiona dłoń raptownie pochwyciła jej niewielką rękę, otulając delikatnym dotykiem. Powietrze wokół nich zawirowało. Oboje poczuli przeszywający dreszcz na rozpalonych ciałach, a roziskrzone spojrzenia na nowo się spotkały. Blondynka otrząsnęła się pierwsza, wyrywając się gwałtownie z jego uścisku.
- Nie znam cię – odparła, marszcząc brwi. Odsunęła się od niego, a jego początkowy entuzjazm ulotnił się wraz z wypowiedzeniem tych kilku słów. - Kim ty jesteś? Jak się tu znalazłeś?
- Nic nie pamiętasz? - spytał, nie kryjąc zdziwienia i pewnego rodzaju rozczarowania. Gdy pokręciła przecząco głową, westchnął z dezaprobatą. Niedługą chwilę wpatrywał się w nią otępiałym wzrokiem, zagryzając lekko dolną wargę. Moment później rozglądał się niespokojnie na boki, sprawiając wrażenie, jakby czegoś uporczywie poszukiwał.
- Możesz mi powiedzieć, co tutaj robisz? - ponagliła go kolejny raz. Luke ponownie przeniósł pobudzone spojrzenie na stojącą nieopodal dziewczynę, wnikliwie lustrując jej zafrasowaną twarz.
- Nie wiem – odparł z pełną szczerością i krótkim wzruszeniem ramion. - Chyba cię szukam – dodał po chwili, a kąciki jego ust niespiesznie uniosły się ku górze. Ona przewróciła tylko teatralnie oczami, co wywołało ciche parsknięcie chłopaka. Nie miał już wątpliwości, że to była jego Alex.
- To niemożliwe, my się przecież nawet nie znamy – zaoponowała momentalnie, krzyżując przed sobą ręce. Luke zamilkł. Wpatrywał się w nią z podziwem, nie mogąc chyba do końca uwierzyć w to, że znowu stała przed nim, była zaledwie na wyciągnięcie ręki. I mimo że go nie pamiętała, odczuwał tę nieskończoną radość, która ogarnęła całe jego wnętrze. Miał ochotę podbiec do niej, chwycić mocno w ramiona i nigdy więcej z nich nie wypuścić.
- Muszę zrobić coś, co zapewne ci się nie spodoba, ale obiecaj mi, że nie uciekniesz, dobrze? - wyznał w końcu z nutką tajemnicy w głosie, jednak nawet nie pozwolił jej udzielić jakiejkolwiek odpowiedzi, bo w tej samej chwili stał tuż przy niej, a ich drżące z emocji ciała zetknęły się. Objął ją ręką w pasie i bez zastanowienia przyciągnął do siebie tak blisko, jak tylko było to możliwe. Musiał wykorzystać moment jej zdezorientowania i brak reakcji, na to co próbował uczynić. Gdy jego dłoń spoczęła na dolnej części odsłoniętych pleców dziewczyny, a opuszki palców delikatnie, nie do końca zamierzenie musnęły ciepłą skórę, zmusił ją do tego, aby uniosła się nieznacznie na palcach. On sam pochylił się, unosząc drugą rękę na wysokość jej twarzy i z niezwykłą czułością pochwycił podbródek, czule gładząc go kciukiem. Nagle bez żadnego ostrzeżenia jego usta musnęły dolną wargę, delikatnie otulając ją przejmującym ciepłem. Doskonale poczuł to jak Alex wstrząsnął przeogromny dreszcz. Instynktownie rozszerzyła usta, a cichy jęk wydobył się z nich. Chłopak odsunął się na niewielką odległość i nieco zamglonym spojrzeniem popatrzył na jej pogrążoną w chwilowej rozkoszy twarz. Nim uniosła powieki, jej usta ozdobił jeden z najpiękniejszych uśmiechów, jak dane było mu kiedykolwiek zobaczyć. Sekundę później błękit jej błyszczących tęczówek na nowo go oczarował. Westchnęła z rozkoszą.
- Luke – wymruczała z na wpół otwartymi oczami, wpatrując się w niego z przejęciem. Nadal drżała, oddychając nierówno. Chciała jeszcze coś dodać, ale z nadmiaru emocji zachłysnęła się powietrzem, a jej klatka piersiowa przylgnęła do jego torsu. Nieprzytomna, lekko oszołomiona stała w bezruchu, a jedna, samotna łza spłynęła po rozpalonym policzku. Blondyn znowu się zbliżył, a ich czoła zetknęły się. Poczuł na ustach jej ciężki, gorący oddech. Zaśmiał się z niezwykłym rozczuleniem, po czym chwycił w dłonie twarz Alex i przyciągnął ją do siebie, skradający kolejny pocałunek.
- Tak cholernie za tobą tęskniłem! - wychrypiał rozemocjonowanym głosem, zachłannie wodząc opuszkami palców po ciepłej skórze. Łapczywie składał kolejne troskliwe pocałunki, nie mogąc nacieszyć się jej ponowną obecnością. Sycił się bliskością, zapachem, ciepłem, pragnąc zachować w pamięci każdą wspólną chwilę.
- Luke – powtórzyła nieśmiało, zsuwając drżące dłonie po jego napiętych ramionach. Odsunęła go delikatnie, dotykając policzka. Z błogim uśmiechem wsunęła palce w jego wilgotne włosy, rozbieganym wzrokiem lustrując go całego. Zupełnie jakby i ona nie mogła uwierzyć, że stał tam, tuż obok niej. Znowu. Wspięła się na palcach i sięgnęła jego ust, by złożyć na nich krótkie, ale niosące ze sobą niesamowite pokłady uczuć muśnięcie. Tak delikatne, jak dotknięcie skrzydeł motyla.
- To jest chyba jakiś sen – powiedział z rozbawieniem, kręcąc głową. Alex zaśmiała się, skrywając się w silnym objęciu jego ramion. Słyszała każde mocniejsze uderzenie jego serca, które biło teraz wyłącznie dla niej.
- To nie sen, Luke – odparła, wsuwając swoją niewielką dłoń w jego spragnione tego dotyku palce. Szczelnie zamknął ją w czułym uścisku. Uśmiechnął się kolejny raz na dźwięk własnego imienia, wypływający z jej ust.
- Nawet nie wyobrażasz sobie, jak bardzo cię kocham! - wyznał, całując jej skroń.
- Jak wariat? - zapytała z przekąsem, na co on zareagował tylko przeciągłym westchnieniem i mimo iż na niego nie spoglądała, była przekonana, że w tamtej chwili przewrócił oczami. Zadarła głowę i rozjaśnionymi radością oczami zerknęła na niego. Odgarnął kosmyk włosów z jej czoła i złożył na nim ciepły, pełen troski pocałunek. Przymknęła z rozkoszy powieki, sunąc ręką po jego plecach.
- Obiecałem, że cię znajdę. Znowu. I zawsze.
Alex zadrżała, wtulając się ponownie w niego. Chciała, aby to co właśnie się im przytrafiło już nigdy się nie skończyło. Aby trwali wiecznie.
- Odnalazłeś mnie – powtórzyła za nim zamyślonym głosem, mrucząc rozkosznie pod wpływem jego kojącego dotyku.
- A tak właściwie, to gdzie my jesteśmy? - zapytał niespodziewanie, zmuszając ją do tego, aby na chwilę powróciła z krainy sennych marzeń. Powoli uniosła głowę i rozejrzała się dookoła, po czym jej spojrzenie zatrzymało się na błękitnych oczach, wyczekujących jakiejś odpowiedzi. Uśmiechnęła się.
- Chyba w końcu udało nam się trafić do naszego świata – stwierdziła cicho.
- Który należy wyłącznie do nas – dodał, a jego usta kolejny raz złączyły się z jej w długim, namiętnym pocałunku.
- Na zawsze.








DZIĘKUJĘ. ZA WSZYSTKO.