Alex kolejny raz
tego wieczoru rozejrzała się z nieskrywanym podziwem po wypełnionej
do ostatniego miejsca hali. Tysiące piszczących dziewcząt szalało
w rytm wygrywanych przez chłopców kawałków, płacząc, krzycząc,
zdzierając gardła. Nie mogła uwierzyć w to, jak wielki sukces
osiągnęli wciągu ostatnich lat, ale była bardzo dumna z całej
czwórki. W pewnej chwili ogłuszający hałas ucichł, kiedy
zakończyli grać kolejną piosenkę, a Luke niespodziewanie poprosił
publiczność o ciszę. Objął dłonią mikrofon i zbliżył się
nieco do statywu, spoglądając w górę, w kierunku gdzie siedziała
blondynka. Bez żadnego problemu namierzył ją na jednym z balkonów
otaczających całą salę, a ona poczuła przyjemne ciepło, które
rozlało się po jej wnętrzu, gdy tylko ich spojrzenia skrzyżowały
się. Posłał w jej stronę krótki, pogodny uśmiech i mrugnął
okiem. Zaśmiała się do siebie, bo mimo upływu lat Luke nadal nie
potrafił puścić oczka bez przymykania drugiej powieki, co
sprawiało, że wyglądał niezwykle uroczo w tej swojej
nieporadności. Zupełnie różnił się od tego ponurego,
zagubionego chłopaka, z którym zmagała się przez ostatnie dni.
Był taki radosny i uśmiechnięty, cały czas ukradkiem zerkając w
jej stronę.
- Nie wiem czy
zdajecie sobie z tego sprawę, ale dzisiejszy dość wyjątkowy, bo
ostatni w tej trasie koncert zaszczyciła swoją obecnością
najprawdziwsza księżniczka! - oznajmił nagle blondyn, a wśród
rzeszy zgromadzonej publiczności rozległ się podekscytowany szmer
wymieszany z delikatnym pomrukiem zaskoczenia. - Co więcej! Nie
spóźniła się! - dodał równie ożywiony, z tym perfidnym
uśmieszkiem spoglądając na nią. Alex pokręciła tylko głową,
nie potrafiąc jednak zbyt długo walczyć z cisnącym się na usta
uśmiechem. Kiedyś z pewnością takie słowa wywołałyby
niespotykany gniew, ale tamtego wieczoru nawet ta dziecinna aluzja
nie była w stanie zepsuć jej dobrego humoru tym bardziej, że Luke
najwyraźniej też dobrze się bawił. Odniosła wrażenie, że
pozostali chłopcy nie mieli żadnego pojęcia o jej obecności, bo
jednocześnie zaczęli się niespokojnie rozglądać po sali,
doskonale zdając sobie sprawę z tego, o kim mówił blondyn.
- Głupek –
mruknęła pod nosem, z rozbawieniem spoglądając na scenę. Nie
była w stanie zaprzeczyć temu, że w tej flanelowej koszuli w
kratę, z odpiętymi trzema górnymi guzikami prezentował się
całkiem nieźle. Stał się wyjątkowo atrakcyjnym mężczyzną, co
przez ostatnie dni musiało umknąć jej uwadze, bo kompletnie
skupiła się na jego niekoniecznie normalnym zachowaniu. Burza jego
jasnych włosów schowana była pod czapką, której daszek
przekręcony był do tyłu.
- Nim przejdziemy do
ostatniej piosenki – Luke nadal kontynuował, mimo uciążliwego,
pełnego niezadowolenia buczenia, które rozległo się po tym, jak
oznajmił, że niedługo mieli kończyć, ale jego głos zmienił już
zdecydowanie barwę. Był dziwnie smutny i zatroskany. - Jest jeszcze
jeden kawałek, którego nigdy dotąd nie graliśmy, a który został
napisany jakiś czas temu – dodał z cichym westchnieniem,
opuszczając głowę i udając że próbował nastroić struny swojej
gitary. Końcem języka oblizał wargi i znowu zerknął nad siebie,
siląc się na uśmiech. - Dla ciebie.
Skierował
spojrzenie w jej stronę, na moment bez pamięci zatracając się w
tej krótkiej chwili. Alex nerwowo przełknęła ślinę, ale była
przekonana, że ponownie wypowiedziane przez niego słowa były
przeznaczone wyłącznie dla niej. I dopiero kiedy światła zgasły
ich wzrokowy kontakt został przerwany, a chłopak wycofał się na
kilka kroków, siadając na podeście przed perkusją Ashtona.
Po tym jak Calum
kończył pierwszą zwrotkę, dostrzegła podnoszącego się Luke'a,
który przekręcił przewieszoną przez ramię gitarę na plecy.
Niespiesznym krokiem skierował się w stronę swojego mikrofonu,
obejmując go ciasno dłońmi, a jego usta praktycznie dotykały
metalicznej główki. Jaskrawy blask reflektora momentalnie został
skierowany na niego, gdy tylko rozpoczął refren. Jego spocona twarz
błyszczała w rażącym świetle, a niewielkie kropelki spływały
po skroniach, mimo że próbował z tym walczyć, przecierając czoło
dłonią. Już przy pierwszych słowach wyczuła, jak głos zaczął
mu drżeć, dlatego pospiesznie przymknął oczy. Miała wrażenie,
jakby przez wyśpiewanie tych kilku wersów starał się przekazać
cały swój smutek, złość i bezradność. Wciąż był zraniony, a
ona była głównym powodem tego bólu, przez co czuła się jeszcze
podlej. Zawsze była pod niesamowitym urokiem siły jego głosu, ale
w tamtej chwili brzmiał tak prawdziwie, że nie była nawet świadoma
tego, iż cały ten czas wstrzymywała oddech, a paznokcie wbijały
się w jej dłonie. Wreszcie Luke uniósł powieki, pełnym żalu i
smutku wzrokiem spoglądając na nią. Coś w niej nieodwracalnie
pękło, a poczucie winy osiągnęło najwyższy poziom. Calum
również dostrzegł, że ta piosenka nie była kolejnym hurtowo
odśpiewanym utworem, dlatego przy drugiej zwrotce razem z Michaelem
wycofali się w głąb sceny, pozwalając mu samemu to dokończyć.
Alex opadła
bezwiednie na siedzenie, wciąż nie mogąc pozbierać się po tym,
co przed chwilą doświadczyła. Ogłuszający hałas zdawał się
już w ogóle jej nie przeszkadzać. Mimo tego, że z całej siły
próbowała zaciskać palce, to nadal czuła to nieprzyjemne drżenie,
nad którym nie potrafiła zapanować. Nieobecnym wzrokiem spojrzała
kolejny raz na scenę, gdzie chłopcy wykonywali finałową piosenkę,
ale nie była w stanie w ogóle się na niej skoncentrować. Jej
myśli pochłonięte były czymś zupełnie innym i sama nie była
pewna, jak miała sobie z tym poradzić. W najgorszych koszmarach nie
przypuszczała, że Luke wciąż nie potrafił o niej zapomnieć, a
ona tak po prostu zaczęła żyć dalej.
- Dziękujemy i do
zobaczenia następnym razem, gdy będziemy odwiedzać Nowy Jork! -
krzyknął na zakończenie Ashton, powodując że na chwilę ponownie
wróciła do rzeczywistości, ze zdecydowanie większą świadomością
obserwując kłaniających się publiczności chłopców. Luke uniósł
swoją gitarę nad głowę, jak to zwykł czynić po każdym
występie, a nią wstrząsnął kolejny dreszcz, a silny ucisk w
żołądku sprawił, że zakręciło jej się w głowie.
Nagle
chwyciła jego elektryczną gitarę i chcąc odwrócić jego uwagę,
z dumą pokazała mu tył instrumentu. – Ładne, prawda? –
spytała z tym radosnym, wyszczerzonym uśmiechem, gładząc dłonią
gitarę, na której wykleiła czarną taśmą z trzech postrzępionych
pasków literkę ‘A’ z niewielkim serduszkiem obok. Kiedy Luke
przeniósł wzrok ponownie na blondynkę, zaczął się głośno
śmiać.
-
Nie jesteś trochę za bardzo zaborcza?
-
Pff – prychnęła z udawaną złością, unosząc wysoko głowę i
krzyżując ręce przed sobą. Zadarła nos, przymykając oczy, ale
po chwili uchyliła lekko jedną powiekę, zerkając na niego
ukradkiem. Długo nie wytrzymała i sama się uśmiechnęła, widząc
jego zadowoloną minę. – Znaczę swój teren po prostu – dodała
po chwili niby obojętnym tonem, ale chłopak ponownie roześmiał
się.
To była ta sama
gitara, na której cztery lata temu ona sama grała i którą
własnoręcznie oznaczyła. Litera symbolizująca jej imię mimo
upływu czasu wciąż znajdowała się w tym samym miejscu, choć
była już nieco bardziej sfatygowana i kilka razy podklejana. Jedno
z ramion było troszkę krótsze, a fragment poziomego paska oderwał
się, powiewając w powietrzu. Nieświadomie przestała oddychać,
wpatrując się zaszklonymi oczami w blondyna, który nagle również
spojrzał w jej stronę. Kącik jego ust drgnął delikatnie, a w
prawym policzku dostrzegła pojawiający się dołeczek. W tej samej
chwili, gdy światła na scenie zgasły, poczuła nieznaczne
szarpnięcie w łokciu. Pełnym przerażenia i zaskoczenia wzrokiem
spojrzała na próbującego wyprowadzić ją z tłumu ochroniarza,
który jak się szybko okazało, na polecenie Hemmingsa, miał
przyprowadzić ją za kulisy zaraz po zakończonym koncercie. Nawet
gdyby chciała w jakikolwiek sposób zaprotestować, to mężczyzna
był zdecydowanie silniejszy i wyższy, nie pozostawiając jej żadnej
możliwości ucieczki.
- Nie wierzę!
Blondi!
Podekscytowany krzyk
rozległ się tuż za jej plecami, kiedy tylko dotarła na tyły
hali. Raptownie odwróciła się za siebie, natrafiając wzrokiem na
zmęczoną, ale radosną twarz Caluma. Chłopak bez zastanowienia
rzucił się na nią, mocno przytulając do siebie. Jego żywiołowa
reakcja trochę ją zaskoczyła.
- Udusisz mnie –
pisnęła z rozbawieniem, kiedy jego ręce coraz mocniej zacieśniały
się wokół jej ciała. Brunet momentalnie wypuścił ją z uścisku
i z tym charakterystycznym dla siebie uroczym uśmiechem chwycił jej
twarz w dłonie i złożył krótkiego buziaka na czole. Alex
zerknęła na niego przerażona, ale chwilę potem roześmiała się
głośno, kręcąc z niedowierzaniem głową.
- Czyżbym słyszał
najbardziej blondynkowy śmiech na świecie? - zapytał przekornie
Michael, który nagle pojawił się za plecami przyjaciela i
bezpardonowo wyrwał ją z jego objęcia, ściskając z całej siły.
Dziewczyna znowu nie ukrywała ogromnego zaskoczenia, bo nie
spodziewała się, że w taki sposób mogło wyglądać ich spotkanie
po latach. Sądziła, że oni także żywili do niej urazę po tym,
co zrobiła, ale najwyraźniej im wybaczenie przyszło zdecydowanie
łatwiej niż pozostałym.
- Jestem w szoku, że
twoje włosy nadal są na głowie po tylu farbowaniach –
zażartowała w końcu, kiedy odstawił ją na ziemię.
- Bo to peruka –
wtrącił się nagle Luke, który również wyłonił się z
garderoby, poklepując Clifforda po głowie. Ten fuknął tylko
obrażony, wywracając zabawnie oczami.
- To miało być
zabawne? Bo nie było w ogóle.
- Cześć –
zwrócił się już bezpośrednio do Alex, ignorując kompletnie
wcześniejszą uwagę Mike'a i podszedł bliżej niej. Na jego twarzy
malował się ten szeroki uśmiech, który potrafił rozpędzić
wszelkie troski. Mimowolnie ona również się uśmiechnęła, zdając
sobie sprawę, jak bardzo tęskniła za radością, którą widziała
w jego oczach za każdym razem, kiedy pojawiał się tuż obok niej.
Bez słowa schował ją w silnym objęciu ramion, unosząc
nieznacznie do góry. Nie przeszkadzało jej to, że jego spocone
ciało przylgnęło do niej, zostawiając niewielkie plamy na jasnej
koszulce, bo gdy tylko poczuła przesuwając się po dolnej partii
pleców dłonie, wszystko inne przestało mieć znaczenie. Odruchowo
przesunęła opuszkami palców po jego mokrym karku, a on oparł
brodę na jej ramieniu. Nie umiała mu się oprzeć, choć była
świadoma tego, że nie powinna się tak zbliżać, ale jej ciało
instynktownie reagowało na jego obecność, podświadomie lgnąc do
niego. - Cieszę się, że przyszłaś – mruknął szeptem na ucho,
jakby bał się, że ktoś niepowołany mógłby usłyszeć jego
słowa. Dopiero niespodziewane chrząknięcie, dochodzące gdzieś
zza pleców chłopaków sprawiło, że wypuścił ją, odsuwając się
nieznacznie.
- Co to za
zamieszanie? - zapytał obojętnym tonem Ashton, a gdy tylko wyjrzał
zza ramienia Caluma i dostrzegł Alex, momentalnie spoważniał i
zakrztusił się wodą, którą właśnie próbował się napić.
- Hej – przywitała
się, a niepewność w jej głosie spowodowała, że Luke zerknął
na nią z uniesioną brwią, bo musiał również wyczuć to nagłe
napięcie, które pojawiło się, gdy tylko ta dwójka na siebie
spojrzała. Irwin aż pobladł z wrażenia, a jego oczy gwałtownie
rozszerzyły się. Nerwowo przełknął ślinę, nadal wpatrując się
z przerażeniem w blondynkę, a ona dostrzegła jego zdenerwowanie.
Nie chcąc jednak wzbudzać kolejnych podejrzeń pozostałej trójki,
jak gdyby nigdy nic podeszła do niego i nieśmiało przytuliła.
- Alex – wydukał
i dla utrzymania pozorów również ją objął, uśmiechając się
krzywo do Luke'a nad jej ramieniem.
- Nie martw się,
nic mu nie powiedziałam – szepnęła tak cicho, by tylko on ją
mógł usłyszeć. Odsunęła się od niego i z wyjątkowo wymuszonym
uśmiechem stanęła ponownie obok blondyna.
- To co? Idziemy
świętować zakończenie tej wspaniałej trasy! - oznajmił z
ekscytacją Michael.
- Mam dziś zamiar
upić się do nieprzytomności! Wreszcie trochę wolności! -
zawtórował mu Calum, klaszcząc radośnie w dłonie.
- Mam nadzieję, że
dołączysz? - zapytał z uśmiechem Luke, a ona niespokojnie
rozejrzała się dookoła, przez chwilę nawiązując kontakt
wzrokowy z Ashtonem, który nadal milczał.
- To wasze
zakończenie, nie chce przeszkadzać – zaczęła się tłumaczyć,
ale w tej samej chwili Hood chwycił ją za rękę i gdy tylko
zerknęła na niego, wiedziała, że nie miała szans wykręcić się
z tej imprezy. Westchnęła tylko ciężko i opuszczając bezradnie
ramiona, zgodziła się.
*
Wystukiwała palcami
bliżej nieokreślony rytm, spoglądając zza ciemnych okularów na
stojącą przed nią szklankę z wodą i cytryną. Co jakiś czas
zerkała na telefon, sprawdzając godzinę. Była przekonana, że po
wczorajszym afterparty żaden z chłopaków nie zwlekł się z łóżka
przed południem, ale dochodziła już szesnasta, więc jej
poirytowanie tym kilkunastominutowym spóźnieniem zdawało się być
jak najbardziej uzasadnione. Co prawda sama opuściła ich
świętowanie nieco wcześniej, ale sądziła, że umówienie się na
tak późną godzinę powinno być wystarczające, ale jak zwykle się
pomyliła.
- Cześć –
zasapany głos chłopaka rozległ się nad jej głową, a po chwili
na przeciwnym krześle zmaterializował się zduszany Ashton. -
Przepraszam za spóźnienie.
- OK, jakoś to
przeżyję – odparła niemrawo, ale gdy tylko na niego spojrzała
wybuchła śmiechem.
- No co?
- Coś ci stanęło
– parsknęła głośno, wskazując palcem na jego włosy.
Dostrzegła jak chłopak wzniósł wysoko oczy, ale długo nie
potrafił zachować tej poważnej miny i również się roześmiał.
Dopiero chwilę później doszło do nich, że tak naprawdę
prowadzili między sobą wojnę, więc prawie jednocześnie opanowali
się, nerwowo poprawiając się na siedzeniach. Irwin westchnął
ciężko i zaczepił jedną z kelnerek, zamawiając jakiś sok.
- Dobra, odpuścimy
sobie te wzruszające wstępy i przejdźmy do rzeczy. Po co chciałaś
się ze mną spotkać?
- Widzę, że nadal
mnie nienawidzisz, ale masz rację, przejdźmy do rzeczy –
oznajmiła cierpko, a on zmarszczył tylko czoło, wciąż oczekując
na odpowiedź z jej strony. - Co się z nim dzieje?
- Nic – odparł
momentalnie, wzruszając ramionami. Mimo że nie padło żadne imię,
oboje doskonale wiedzieli, kogo to wszystko dotyczyło. - A nawet
jeśli coś by się miało dziać, to nie sądzę, aby to była twoja
sprawa – dodał złośliwie, a Alex zacisnęła tylko mocniej zęby
i odetchnęła głęboko. Nie chciała mieszać w to ani Caluma, ani
Michaela, dlatego też zwróciła się do Ashtona z prośba o to
spotkanie, licząc że mimo ich różnego spojrzenia na pewne spawy,
będzie w stanie wyjaśnić jej wszystko.
- Proszę cię, nie
jestem idiotką – jęknęła cicho, biorąc do ręki szklankę. -
Widzę, że coś złego się z nim dzieje, chcę pomóc.
- Już raz mu
pomogłaś – zakpił i z przyklejonym do twarzy parszywym
uśmieszkiem podziękował kelnerce za zamówienie. Z typową dla
siebie nonszalancją upił łyk soku, rozglądając się obojętnym
wzrokiem dookoła. Dziewczyna przymknęła na moment powieki.
- Świetnie, wyżyłeś
się na mnie i miałeś do tego pełne prawo, ale teraz proszę cię,
abyś powiedział mi prawdę.
- Chcesz prawdy? -
zapytał, a jego głos zabrzmiał zdecydowanie ostrzej. Uderzył
dłońmi o blat stołu, powodując że siedzący obok nich ludzie
spojrzeli krzywo w jego stronę. Alex drgnęła. Szybko jednak
zrehabilitował się i ponownie wrócił do poprzedniej pozycji,
układając łokcie na oparciach krzesła.
- Tak.
- Wspaniale, powiem
ci prawdę – stwierdził po chwili, prostując się. - Tylko mi nie
przerywaj.
- Mów – nalegała,
niespokojnie obracając w dłoniach szklankę.
- Luke był
radosnym, uśmiechniętym chłopakiem, świetnym przyjacielem,
porządnym synem, dumą rodziców, ale po tym jak rzuciła go
dziewczyna, wszystko to runęło niczym domek z kart na wietrze –
Alex już otwierała usta, aby się obronić, ale Ashton posłał jej
ostrzegające spojrzenie, więc momentalnie się wycofała. - Wszyscy
myśleli, że po jakimś czasie mu przejdzie, że wyjedzie w trasę,
skupi się na muzyce, przestanie o niej myśleć i wszystko wróci do
normy, ale szybko okazało się, że były to tylko złudne nadzieje,
bo z każdym dniem było coraz gorzej. Początkowo dość dobrze krył
się ze swoimi problemami, ale nie trudno było zauważyć jego późne
powroty do hotelu, podkrążone oczy i wieczne bóle głowy. Nie
umiał sobie poradzić z tym odejściem, pogrążając się w chorej
rozpaczy za kimś, kto od samego początku nie był wart jego uwagi.
- Jeśli sądzisz,
że na drugi dzień po waszym wylocie biegałam po ulicach
szczęśliwa, to się mylisz – weszła mu w słowo, czując że
dłużej nie mogła znieść tych oskarżeń kierowanych pod jej
adresem. On jednak zdawał się w ogóle nie przejmować tym, co
miała do powiedzenia, bo nawet na nią nie spojrzał.
- Staczał się na
samo dno. Bywały tygodnie, że jedyną jego rozrywką była zmiana
wódki na whisky. Próbowaliśmy mu pomóc, ale jeśli ktoś sam nie
chce wyzdrowieć, to nawet najlepszy specjalista nie pomoże. I tak
to wyglądało, albo się upijał do nieprzytomności, albo spędzał
całe dnie zamknięty w pokoju. Aż do tego dnia, kiedy …
- Kiedy zginęła
Liz – przerwała mu, a on zaskoczony spojrzał na nią.
Najwyraźniej nie przypuszczał, że wiedziała o tym. - Luke mi
powiedział.
- Od tamtej pory
jego życie stało się, co tu dużo ukrywać, najprawdziwszym
piekłem.
Alex poczuła
kolejny ucisk w żołądku, ale nie mogła dać po sobie poznać
żadnej słabości, bo sama pragnęła poznać tę prawdę, nie
zważając na fakt, jak bardzo okrutna ona była. Zagryzła wargi,
oddychając zdecydowanie ciężej, bo nie była w stanie wyobrazić
sobie cierpienia, które na niego spadło, a za które była
pośrednio odpowiedzialna. Ashton zamilkł na moment.
- Mów dalej –
poprosiła cicho, choć dostrzegła w jego oczach współczucie, ale
chłopak dość raptownie pokręcił głową i odwrócił wzrok.
- Kilka dni po
pogrzebie znaleźliśmy go nieprzytomnego w jego pokoju z jakąś
opróżnioną buteleczką po lekach – kontynuował, a Alex w tym
momencie zachłysnęła się, zakrywając dłonią usta. Łzy
napłynęły do jej oczu, ale szybko przymknęła powieki, nie chcąc
pokazywać przed nim swojej słabości. Skronie boleśnie zaczęły
pulsować, a usta niespokojnie drżały. Rozchyliła szerzej wargi,
ale nawet to nie pomogło, bo z każdą kolejną chwilą zaczynało
brakować jej tchu. - Wszystko w porządku? - zapytał nagle Ash,
widząc jak momentalnie pobladła.
- Yhm – wysapała,
opróżniając szklankę wody.
- Jesteś pewna?
- Nie udawaj, że
obchodzi cię co mi jest – warknęła w końcu, próbując
wściekłością zatuszować to, co w tamtej chwili się z nią
działo. Chłopak ponownie wzruszył tylko z obojętnością
ramionami.
- Po tym jak
próbował się zabić – Alex ponownie poczuła silne uderzenie
serca, wstrzymując na moment oddech. - Trafił do kliniki
psychiatrycznej na kilka tygodni. Odwołaliśmy jedną trasę,
daliśmy mu trochę odpocząć. Sobie w zasadzie też.
- Czy on jeszcze
kiedyś próbował to zrobić? - spytała niepewnie, jąkając się,
bo nie wiedziała, jak ubrać to w odpowiednie słowa.
- Zabić się? -
Ashton uniósł brwi, spoglądając na nią beznamiętnie, a ona
znowu się wzdrygnęła, nie mogąc pojąć tego, jak mógł tak
normalnie o tym mówić. Dodatkowo to słowo sprawiało, że miała
ochotę zwymiotować. - Nie, dostał leki, które w pewien sposób
kontrolowały wahania jego nastrojów. Nie chcę z niego robić
wariata, bo nim nie jest, ale po śmierci matki kompletnie się
załamał i naprawdę myśleliśmy, że już z tego nie wyjdzie, ale
ostatnio zaczęło być całkiem dobrze, lekarz nawet zdecydował się
na ostawienie tabletek – stwierdził z nutką ulgi w głosie, na
moment zatrzymując się. - Jesteś teraz zadowolona, że znasz już
prawdę?
Niespiesznie uniosła
głowę i bez przekonania spojrzała na Ashtona, a jedna łza
potoczyła się po jej rozpalonym, zaczerwienionym policzku.
Czy tylko mi szkoda
biednego Lucasa? Poor baby.
Miałam przygotowaną
wielką przemowę pod dzisiejszy rozdział, ale zdałam sobie sprawę,
że ona i tak nie miała sensu więc powiem wam tylko jedno: TA
HISTORIA JEST FIKCJĄ. To że główny bohater ma imię, wygląd i
pewne cechy Hemmingsa, nie znaczy, że jest TYM Luke'iem Hemmingsem.
Bo nie jest. To jest mój własny Luke, postać fikcyjna, stworzona
na potrzeby opowiadania. On tak naprawdę nie istnieje.
I dziękuję gorąco
pewnej Paulinie, która poleciła opowiadanie w komentarzu na
fejsbukowej stronie 5SOSPL. Straszliwie mi miło! :)