Kiedy tylko
przekroczyła próg mieszkania bez zastanowienia zsunęła niewygodne
buty ze stóp i jedyne o czym marzyła, to szybki prysznic oraz długi
sen. Była wykończona, pragnąc znaleźć się jak najprędzej w
wygodnym łóżku. Jednak momentalnie rozbudziła się, kiedy z
kuchni zaczęły dochodzić niepokojące dźwięki. Odruchowo
wstrzymała oddech, rozglądając się uważnie dookoła. Pospiesznie
chwyciła stojącą przy wieszakach parasolkę i skradając się
cichutko na palcach przez przedpokój, zatrzymała się tuż przy
drzwiach rozświetlonego przez lampki zamontowane przy suficie
pomieszczenia. Wzięła głębszy wdech i dzierżąc w dłoniach
swoją prowizoryczną broń, wkroczyła bezceremonialnie do środka,
wygrażając się rzekomemu napastnikowi. Pisnęła przeraźliwie,
kiedy jej celem okazał się być próbujący zachować powagę
blondyn. Przez krótką chwilę wpatrywała się w niego przerażona,
po czym bezradnie opuściła ręce i zaczęła się głośno śmiać,
kręcąc przy tym głową.
- Przestraszyłeś
mnie! - podniosła głos, krzykiem chcąc zamaskować swoje
niepotrzebne przerażenie. Zrobiła kilka kroków w stronę nadal
nabijającego się z niej chłopaka i wymierzyła z całej siły cios
prosto w jego ramię. Spojrzała głęboko w jego niebieskie,
rozbawione oczy, mrużąc zażarcie powieki i skrzyżowała gniewnie
ręce na piersiach. - W ogóle nie jest to śmieszne! - dodała
oburzonym tonem, kiedy on nie przestawał się głupio uśmiechać.
Odłożył na kuchenny blat trzymaną w dłoni łyżkę i bez słowa
porwał ją w ramiona, kręcąc się z nią w kółko. Mimo
uciążliwych pisków i okładania jego pleców pięściami, nie
wypuścił jej z uścisku.
- To boli! - jęknął.
- Miałeś wrócić
dopiero pod koniec tygodnia.
- Ciebie też miło
widzieć. Stęskniłem się równie mocno, jak i ty – wysapał z
udawaną ironią, nadal obracając się z nią.
- Wiesz, jak się
przestraszyłam! - powtórzyła, ponownie uderzając go w ramię.
- Ładnie mnie
witasz – stwierdził po chwili zdyszany, kiedy odstawiał ją z
powrotem na ziemię. Jego dłonie momentalnie spoczęły na jej
biodrach, przyciągając dziewczynę mocno do siebie. Pocałował ją
w usta, ale nim Alex zdążyła jakkolwiek zareagować unoszący się
znad patelni dym i potwornie drażniący zapach spalenizny sprawiły,
że pospiesznie oderwali się od siebie, próbując ratować
szykowane przez niego jedzenie.
- No to tyle, jeśli
chodzi o naszą ewentualną kolację – oceniła ponuro Alex,
opuszczając ramiona. On skręcił delikatnie głowę i z uniesioną
brwią spojrzał na nią.
- Jeszcze nic
straconego, chrisowe rączki nie takie cuda czyniły – odparł po
chwili ciszy, a ona parsknęła tylko prześmiewczo i popukała go
palcem w czoło. I kiedy pochylił się w jej stronę, chcąc skraść
kolejny pocałunek, w przedpokoju rozległo się dźwięczne
brzęczenie dzwonka. Blondynka momentalnie odskoczyła od Chrisa,
poklepując go dłonią po policzku.
- Otworzę, a ty
czyń te cuda swoimi rączkami – poleciła ze stłumionym śmiechem,
chwytając w przelocie kiść winogron, która opłukana spoczywała
w niewielkiej misie na stole. Najwyraźniej jej narzeczony
zatroszczył się także o zdrowy deser. Nie spodziewała się
żadnych gości, więc gdy w drzwiach ujrzała Luke'a, jej serce
zabiło mocniej. Nie widziała go od czasu imprezy po koncercie, bo
dwa minione dni wypełnione mieli wszelkiego rodzaju nagraniami dla
stacji telewizyjnych, które wykorzystywały ich ostatnie chwile w
Nowym Jorku przed wylotem do Australii, dlatego też ich kontakt
ograniczył się do wymiany kilku zdawkowych wiadomości. Miała
wrażenie, że znowu nie był w najlepszym stanie. Spod zarzuconego
niedbale na głowę kaptura bluzy wystawał daszek czapki, którą
ostatnio namiętnie nosił. Dostrzegła jak nerwowo drgnął, kiedy
uchyliła drzwi, momentalnie spoglądając na nią uważnie.
- Cześć –
mruknął cicho, siląc się na nerwowy uśmiech, a jego na wpół
przytomne, podkrążone oczy niespokojnie wodziły po jej twarzy.
Daszek zdawał się pełnić rolę ochronną przed natrętnymi, nieco
zatroskanymi spojrzeniami mijających go ludzi. Kilkudniowy zarost
zdobił jego blade policzki, a ona miała wrażenie, że dokładnie
słyszała ten charakterystyczny szmer, gdy opuszkami palców
pocierał je niecierpliwie.
- Luke, coś się
stało? - zapytała raptownie, otwierając szerzej powieki. Nie
chciała wyjść na zbyt przewrażliwioną, ale po rozmowie z
Ashtonem nie potrafiła tak po prostu nie przejmować się jego
podejrzanie dziwnym nastrojem.
- Nie, po prostu
chciałem … - zaczął, ale dobiegający gdzieś z głębi
mieszkania głos momentalnie mu przerwał.
- Alex, kto to?
Gwałtownie zerknęli
na siebie, przez krótką chwilę wymieniając niepewne, zmieszane
spojrzenia. Dziewczyna mocniej zacisnęła usta, nie będąc do końca
pewną, jak zachować się w tej dość niezręcznej sytuacji. Nagle
za jej plecami pojawił się Chris, powodując że aż podskoczyła
ze strachu, gdy dotknął przypadkiem jej ramienia. Nerwowo
przełknęła ślinę, posyłając w stronę Luke'a krótkie,
przepraszające spojrzenie. Nie była chyba jeszcze gotowa do tej
konfrontacji, ale kiedyś musiało do niej dojść. Nie umknął jej
uwadze fakt, że blondyn zrobił wyraźny krok w tył, wbijając
zlękniony wzrok w podłogę.
- To Luke,
przyjaciel z Australii – wypowiedziała nad wyraz drżącym głosem.
- A to Chris – dodała po krótkiej pauzie, przedstawiając ich
sobie.
- Nigdy wcześniej
nie miałem okazji poznać żadnych znajomych Alex z rodzinnych
stron, dlatego miło mi podwójnie – stwierdził z pogodnym
uśmiechem Chris, witając się z nim. Luke bez przekonania uścisnął
jego dłoń, ale nawet nie próbował na niego spojrzeć, wciąż
zażarcie wpatrując się we własne stopy. Napięcie, które między
nimi się wytworzyło było wyczuwalne z daleka. - Może wejdziesz,
akurat robimy kolację? - zaproponował po chwili, co spotkało się
z przerażonym spojrzeniem blondynki.
- Muszę już iść
– oznajmił nagle Hemmings, kręcąc nerwowo głową. - Przepraszam
– burknął na pożegnanie i nim ktokolwiek zdążył zareagować,
on zbiegał już ze schodów. Alex ruszyła za nim, ale jej
nawoływania okazały się bezskuteczne.
- To było dziwne –
ocenił z lekkim zaskoczeniem Chris, zamykając za nią drzwi, gdy
wróciła do mieszkania. - Wszystko z nim porządku? Co chciał?
- W porządku i nie
wiem, pewnie był w pobliżu, więc postanowił zajrzeć – odparła
niemrawo, z delikatnie zagryzioną wargą spoglądając na niego.
Blondyn posłał jej pobłażliwe spojrzenie i z uśmiechem
wymalowanym na twarzy, podszedł do niej i mocno uściskał.
- Stęskniłem się
za tobą tak bardzo bardzo – wymruczał nad jej uchem, unosząc
nieznacznie jej niewielkie ciało do góry. Bez słowa zarzuciła
ręce na jego szyję, dłonią gładząc rozmierzwione kosmyki
włosów. Odetchnęła z ulgą, kiedy zorientowała się, że nie
zamierzał dłużej ciągnąć tematu Luke'a, choć ona sama nie była
w stanie zapomnieć jego smutnych oczu, które z nieskrywanym
rozczarowaniem spojrzały na nią, kiedy w progu pojawił się Chris.
- Yhmmm –
wymamrotała bez przekonania.
- Chodźmy jeść –
zarządził po krótkiej chwili tulenia jej w ramionach i wypuścił
ją z objęcia, chwytając dłoń. Dała mu jednak niemy znak, żeby
sam poszedł, a ona do niego zaraz miała dołączyć. Kiedy tylko
jego sylwetka zniknęła za wejściem do kuchni, sięgnęła do
kieszeni i pospiesznie wyjęła telefon, wystukując nerwowo palcami
treść wiadomości.
Wszystko w
porządku?
Niespokojnie
przesuwała końcówką języka po ustach, wyczekując na odpowiedź.
Przekładała komórkę z ręki do ręki, wpatrując się z
niepokojem w zgaszony ekran. Co chwilę podświetlała go, ale
skrzynka odbiorcza wciąż pozostawała pusta. Kilka razy sprawdziła,
czy na pewno wysłała smsa.
- Alex, idziesz? -
Doszedł ją ponaglający ton głosu chłopaka, na który
odpowiedziała tylko bezwiednym, niewyraźnym przytaknięciem, wciąż
z podenerwowaniem przeglądając kolejne foldery w telefonie. - Alex?
- powtórzył wyraźnie poirytowany brakiem reakcji, ale była zbyt
pochłonięta oczekiwaniem na odpowiedź Luke'a, kompletnie ignorując
narzeczonego. Była już w trakcie pisania kolejnej wiadomości,
kiedy telefon zawibrował w jej dłoni.
W porządku.
Z pewnego rodzaju
niewielką ulgą przymknęła powieki, zaciskając mocniej palce na
urządzeniu, bo mimo jego zapewnienia, wciąż miała to dziwne,
trochę niepokojące wrażenie, że coś było nie tak, jak powinno.
Na pewno?
Zza drzwi dobiegały
dźwięki rozstawianych na stole talerzy i sztućców, ale całkowicie
starała się nie skupiać na tym, kolejny raz czekając na odpowiedź
blondyna.
Alex, nie
przejmuj się mną. Nic się nie dzieje. Przepraszam za to najście.
- Idiota –
mruknęła pod nosem, bo czasami te jego ciągłe przepraszania
wyjątkowo ją drażniły. Opuściła z bezradnością ręce,
wzdychając ciężko, bo chciała mu tylko pomóc, ale zwyczajowo
odmówił.
OK, niech będzie.
W razie potrzeby wiesz gdzie mnie szukać.
Wzięła głęboki
oddech, blokując telefon i ponownie wcisnęła go do tylnej kieszeni
spodni. Przeczesała palcami włosy i próbując uśmiechnąć się,
skierowała swoje kroki w stronę kuchni.
*
Alex nie była w
stanie przypomnieć sobie chwili, kiedy Chris wpadł na pomysł, aby
zaprosić całą czwórkę chłopaków na kolację, chcąc poznać
jej australijskich znajomych. Początkowo wszystko przebiegało wręcz
idealnie. Rozmowy wydawały się nie mieć końca, zwłaszcza te,
które dotyczyły najbardziej zawstydzających momentów z życia
dziewczyny, o których jej narzeczony nie miał pojęcia. W duchu
obiecała sobie, że pewnego dnia zabije Caluma za to, że tak
ochoczo opowiadał o każdym, najmniejszym jej potknięciu. Ku jej
zdumieniu nawet Ashton wydawał się być wyjątkowo przyjaźnie
nastawiony do niej, co jakiś czas rzucając głupimi żartami na jej
temat. Pochłonięta bezcelowymi próbami ratowania własnego
wizerunku w oczach Chrisa, dopiero po dłuższej chwili dostrzegła,
że siedzący obok niej Luke praktycznie nie ruszył zamówionego
dania, grzebiąc widelcem na talerzu. Nerwowo postukiwał nogą,
pocierając dłonią po materiale spodni. Oddychał wyjątkowo
ciężko, a cała jego twarz zroszona była potem. Zębami przygryzał
kolczyk w wardze, niespokojnie przesuwając go na boki i co jakiś
czas czubkiem języka oblizywał drżące usta. Był totalnie
rozkojarzony, a ona miała wrażenie, że z każdą kolejną chwilą
jego stan tylko się pogarszał. Bez zastanowienia zsunęła rękę
pod stół i pochwyciła jego dłoń, splatając mocno ich palce.
Luke momentalnie zadarł głowę znad talerza i z szeroko otwartymi
oczami zerknął w jej stronę, rozbieganym spojrzeniem lustrując
twarz dziewczyny. Posłała mu ciepły uśmiech, gdy kciukiem nadal
delikatnie gładziła skórę jego dłoni. Prawie od razu dostrzegła
jak odetchnął z wyraźną ulgą i przymknął na krótką chwilę
powieki, odpowiadając tym samym na jej dyskretną pieszczotę. I gdy
już sądziła, że udało mu się zapanować nad lękiem, Chris
postanowił zwrócić swoją uwagę na siebie.
- A jakimi sekretami
Alex ty się z nami podzielisz, Luke? - zapytał z rozbawieniem,
obracając w ręce szklankę z sokiem. Chłopak wypuścił z uścisku
dłoń Alex, niepewnie spoglądając na niego.
- Nie znam żadnych
sekretów Alex – odparł beznamiętnie, choć blondynka miała
wrażenie, że jego głos delikatnie zadrżał w pewnym momencie.
Spojrzała w stronę Chrisa, który uśmiechnął się szeroko.
Wiedziała, że ta kontynuowanie tej rozmowy źle się skończy, a
ona znajdowała się w samym środku nadchodzącego kryzysu.
- No daj spokój! Na
pewno jest coś, o czym nikt poza waszą dwójką nie wie.
- Nie znam żadnych
sekretów Alex – powtórzył ze zdecydowanie większą
stanowczością, zaciskając palce w pięści. Nerwowo przygryzał
wargi, dzielnie stawiając opór nadal roześmianemu spojrzeniu
blondyna. Był na skraju tego, aby wybuchnąć, ale wciąż udawało
mu się zachować względną kontrolę nad sobą.
- To co? Czas na
deser – oznajmił po chwili Ashton, klaszcząc w dłonie. Wymienił
sugestywne spojrzenie z dziewczyną, bo oboje doskonale zdawali sobie
sprawę z tego, że jeśli ktoś za chwilę nie przerwałby tej
niebezpiecznej wymiany zdań, to mogło dojść do naprawdę
nieprzyjemnych sytuacji. Jednak żaden z nich nawet nie zwrócił
uwagi na tę sugestię Irwina.
- Wiem, że było
coś między wami, więc to chyba niemożliwe, żebyście nie mieli
żadnych pikantnych sekrecików – Chris wyraźnie obrał sobie za
cel podpuszczenie Luke'a do wyjawienia kilku tajemnic, ale nie był
świadomy tego, że blondyn nie miał nastroju do żartów.
- Nie mamy żadnych
sekretów! - krzyknął wściekły i używając dość sporej siły,
odsunął się od stołu, wprawiając w ruch stojące na nim
kieliszki i szklanki, które z łoskotem poprzewracały się,
zalewając śnieżnobiały obrus. Chwycił wiszącą na oparciu
krzesła kurtkę i bez słowa wyszedł z restauracji, zostawiając
ich wszystkich w totalnym osłupieniu. Oczy pozostałych gości
skierowały się na nich, ale siląc się na uśmiechy, zapewnili
wszystkich, że sytuacja została opanowana. Alex zerknęła w
kierunku Chrisa, kręcąc tylko bezradnie głową, gdy pochwyciła
jego zdumione, pełne niezrozumienia i pozbawione jakiegokolwiek
poczucia winy spojrzenie. Podniosła się z krzesła w tym samym
momencie, w którym uczynił to Ashton, ale krótkim skinieniem dała
mu do zrozumienia, że sama miała zamiar zająć się Hemmingsem.
Wybiegła za nim na zewnątrz, zatrzymując się na środku chodnika.
Rozejrzała się na boki, nie mogąc namierzyć chłopaka. Westchnęła
bezradnie, gdy za rogiem pobliskiego budynku dostrzegła znajomą
postać opartą o mur. Naciągając rękawy swetra, skierowała się
powoli w jego stronę. Nie zamierzała kryć ogromnego zdziwienia,
kiedy dostrzegła go z papierosem w ustach. Jedną dłonią osłaniał
jego końcówkę, chroniąc płomień zapalniczki przed podmuchami
wiatru.
- Nie wiedziałam,
że palisz – stwierdziła cicho, przyglądając mu się uważnie. W
jej głosie dało się wyczuć nutkę rozczarowania wymieszaną ze
złością. Luke był jednak skupiony na tym, aby go odpalić,
nerwowo pocierając kciukiem metalowe pokrętło. Kilka prób
zakończyło się niepowodzeniem, dlatego zaklął cierpko pod nosem
i cisnął zapalniczką prosto w betonową ścianę, a plastikowa
obudowa prawie od razu roztrzaskała się na mniejsze kawałeczki.
Alex drgnęła, zaciskając na chwilę oczy.
- Nie wiedziałem,
że twój chłopak to skończony dupek – sparafrazował jej
wcześniejsze słowa, wreszcie spoglądając na nią. Jego chwilowy
napad złości zdawał się odejść w niepamięć, kiedy z tym
nonszalanckim wyrazem twarzy niespiesznie przeszukiwał kieszenie
kurtki. Zupełnie jakby wyładowanie emocji na niczemu winnej
zapalniczce odgoniło wszelkie złe demony. Kiedy tylko znalazł
pudełko zapałek, odpalił w końcu papierosa. Watson zmrużyła
oczy.
- Palenie zabija –
odparła po chwili, ignorując jego uwagę na temat Chrisa. Luke
zaśmiał się z kpiną, stając naprzeciw niej. Zaciągnął się,
po czym wyjął papierosa i z ogromną bezczelnością wypuścił dym
z ust prosto w jej twarz. Zaczęła kaszleć, kiedy nieprzyjemny
zapach podrażnił jej gardło. Szybkim ruchem ręki rozgoniła siwą
mgiełkę spod oczu i posłała mu wściekłe spojrzenie.
- Na coś trzeba
umrzeć – oznajmił z obojętnym wzruszeniem ramion, opierając się
ponownie o ścianę budynku. Obracał białą bibułkę wypełnioną
tytoniem między palcami.
- Aha.
- Wracaj lepiej do
swojego ukochanego – poradził oschle, ponownie zaciągając się
papierosowym dymem. Alex zbliżyła się do niego i bez ostrzeżenia
sięgnęła po jego papierosa, wyrywając go chłopakowi z ust i
rozdeptując go butem. Hemmings momentalnie spiorunował ją gniewnym
wzrokiem, nie mogąc chyba uwierzyć, że była do tego zdolna. - I
co zrobiłaś?
- Nie będziesz się
truć na moich oczach!
- Odpuść Alex,
proszę cię – westchnął obojętnie, wznosząc wysoko oczy i
teatralnie nimi przewrócił. Nie mogła wyjść z podziwu nad tym,
jak szybko jego nastrój potrafił się zmieniać.
- O co ci chodzi?
Dlaczego nie pozwalasz sobie pomóc? - zapytała nagle, stając przed
nim ze skrzyżowanymi rękami. Luke nie miał wyboru i musiał na nią
spojrzeć. Zlustrował ją dokładnie, dopiero po chwili orientując
się, że wybiegła za nim bez żadnego okrycia, a teraz drżała z
zimna, choć za wszelką cenę próbowała to ukryć. Wyprostował
się i nie zważając na jej oskarżenia, zdjął z siebie kurtkę,
narzucając ją na ramiona dziewczyny. Początkowo próbowała
stawiać opór, ale kiedy jego ręce otuliły ją mocno, nie miała
już żadnego wyboru. Ciche westchnienie wydobyło się z jej ust i
posłała mu pełne litości spojrzenie, na co on zareagował
delikatnym uśmiechem.
- Zapomniałem, że
potrafisz być niezwykle męcząca – ocenił z dezaprobatą dla jej
dziecinnego zachowania, wciąż zaciskając swoje palce na połach
kurtki i nieświadomie przyciągał blondynkę bliżej siebie.
- A twój oddech
śmierdzi – odpowiedziała całkiem poważnie, dzielnie walcząc z
jego świdrującym, błękitnym spojrzeniem. Długą chwilę
wpatrywał się tak w nią bez słowa, ale potem zaśmiał się
głośno, sięgając ręką do niewielkiej kieszonki kurtki, z której
wyjął opakowanie gum do żucia i ostentacyjnie włożył do ust
jedną drażetkę. Cały ten jego nowy wizerunek momentami
onieśmielał ją i choć powinna go nienawidzić za to, gdzieś
podświadomie, niezależnie od własnej woli przyglądała mu się z
podziwem.
- Wracaj do środka
– przemówił w końcu, kiedy wymiana ich spojrzeń trwała o
ułamek sekundy zbyt długo. Alex potrząsnęła lekko głową,
opuszczając wzrok.
- A ty? - zapytała
cichutko, na nowo zerkając na niego. Kiedy uśmiechnął się do
niej, w policzku zauważyła to urocze wgłębienie. Chyba nie do
końca była świadoma tego, że w tej samej chwili z jej ust
wydobyło się prawie bezgłośne westchnienie, bo chłopak zaśmiał
się zadziornie.
- Ja muszę się
przejść.
- OK –
przytaknęła, zsuwając z siebie kurtkę i oddała mu jego własność.
- Ale wszystko w porządku?
- W porządku –
odpowiedział chyba trochę zbyt pospiesznie. Zdawała sobie sprawę,
że i tak nie mówił jej prawdy, ale dla własnego spokoju musiała
zadać to pytanie, choć doskonale wiedziała, jaka będzie jego
reakcja. Pokręciła bez przekonania głową, a on dotknął dłonią
jej policzka, sprawiając że spojrzała na niego zaskoczona. - Nie
martw się o mnie. Wiem, że Ashton nagadał ci jakiś głupot, ale
naprawdę nie musisz się zadręczać tym, czy coś mi się stanie,
czy nie. Masz własne życie.
- Luke ...
- Przepraszam za to,
co się tam wydarzyło, to się nie powtórzy.
- Nie przepraszaj
mnie! - zaoponowała ostro, zaciskając mocno zęby. Blondyn zaśmiał
się przyjaźnie, kciukiem gładząc jej ciepły policzek.
- Wracaj do nich –
powtórzył, tym razem z prawdziwą, nieudawaną troską w głosie i
wsunął ręce w kieszenie, odwracając się od niej. Nieobecnym,
nieco zamyślonym wzrokiem podążyła z jego oddalającą się
sylwetką. Po kilku krokach zerknął przez ramię, spoglądając na
nią i posyłał ostatni, prawie niezauważalny uśmiech, po czym
zniknął za zakrętem, zostawiając ją samą.
Lubię ten rozdział,
sama nie wiem dlaczego.
DZIĘKUJĘ WAM ZA
WSZYSTKO. ZA KAŻDE WEJŚCIE, KAŻDY KOMENTARZ, KAŻDĄ WIADOMOŚĆ.
TO JEST NIESAMOWITE.
JESTEŚCIE
NAJLEPSI!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!