niedziela, 4 maja 2014

2.20. Ochroni ją przed szalejącą burzą.


Święta Bożego Narodzenia zostały doszczętnie sparaliżowane przez śnieżną burzę, która niespodziewanie nawiedziła Nowy Jork. Odwołano wszystkie połączenia lotnicze, a to oznaczało, że Alex utknęła na cały ten świąteczny czas sama w mieście, bo jej plany odwiedzenia rodziców w Sydney wraz z nadejściem zamieci legły pod stertą świeżego śniegu. Chris został u rodziców, wykorzystując niechybnie pogodowe warunki, które stały się dla niego idealną wymówką na to, by jeszcze trochę pobyć z daleka od niej. W wigilijny poranek wysłał jej smsa z życzeniami, ale gdy później próbowała się do niego dodzwonić, odpowiadała wyłącznie poczta głosowa. Nie mogła być zła, choć wizja spędzanych samotnie świat wcale nie napawała jej entuzjazmem. Zmuszona jednak została do tego, by w pojedynkę ubrać choinkę i rozwiesić migające światełka na poręczy balkonu.
Radosny, świąteczny nastrój nie udzielił jej się, dlatego po wyjęciu z zamrażalnika pizzy i otwarciu butelki wina, rozsiadła się na kanapie z laptopem na kolanach oraz ze stanowczym postanowieniem, by tego wieczoru zamęczyć się przygłupimi komediami romantycznymi. Nawet nie zorientowała się, kiedy napisy końcowe pojawiły się na ekranie, a wino w dość magiczny dla niej sposób wyparowało. Gdy próbowała wymienić płytę na kolejny film z ustalonej wcześniej listy, nagle wszystkie lampy zgasły, a jedynym źródłem światła okazał się być przyciemniony przez brak zasilania ekran laptopa.
- Tylko nie to, tylko nie to – zaczęła powtarzać nerwowo, ręką po omacku poszukując telefonu na kanapie. Z niemałym trudem, wiedziona światłem komórkowej latarki, dotarła do kuchni. Po kilku nieudanych próbach w końcu otworzyła odpowiednią szufladę, odnajdując w niej kilka świec i ostatnie pudełko zapałek. Nie lubiła ciemności, zwłaszcza kiedy była sama, a na zewnątrz panowało istne piekło. Podeszła do okna, aby ocenić sytuację i dość szybko okazało się, że intensywnie padający śnieg praktycznie uniemożliwiał zobaczenie czegokolwiek. Ledwo mogła dostrzec sąsiedni budynek.
- Cudowne święta, nie ma co! - burknęła do siebie układając w strategicznych miejscach pokoju zapalone świece. Westchnęła tylko cicho, rozglądając się obojętnie po pogrążonym w półmroku pomieszczeniu. Momentalnie w powietrzu zaczął unosić się przyjemny zapach wanilii i cynamonu. Opadła bezwiednie na puchowy dywan i z rękami ułożonymi pod głową zaczęła pustym wzrokiem wpatrywać się w sufit. Nie była przekonana, czy powodem krótkiego zawrotu głowy była intensywna woń świec, czy opróżniona do dna butelka wytrawnego trunku. Dość niespodziewanie jej niewiele znaczące i bezcelowe rozmyślania przerwało nagłe pukanie. Nerwowo drgnęła, podnosząc się z podłogi i lekko chwiejnym krokiem ruszyła w stronę przedpokoju z jedną świecą w dłoni. Wypity alkohol sprawił, że jej osąd został nieznacznie zaburzony i prawdopodobnie ze zbyt dużą lekkomyślnością otworzyła drzwi swojemu tajemniczemu gościowi. Nawet nie zapytała, kto o tej porze miał ochotę ją odwiedzać.
- Luke?! - mruknęła niewyraźnym głosem, przyglądając się uważnie chłopakowi, który praktycznie cały pokryty był warstwą białego, topiącego się puchu.
- Podobno wszystkie loty do Australii zostały odwołane, dlatego wpadłem, aby sprawdzić, czy wszystko w porządku – wyznał z lekko zaniepokojoną miną, strzepując z kaptura resztki śniegu.
- Nie ma prądu – oznajmiła tonem pozbawionym jakichkolwiek emocji, na co Luke uśmiechnął się tylko pobłażliwie, najwyraźniej dostrzegając to zdecydowanie zbyt błyszczące spojrzenie jej oczu.
- Tak, zorientowałem się, kiedy musiałem pokonać milion schodów, bo windy nie działają – zażartował, ale ona nawet nie raczyła go krótkim uśmiechem.
- Wejdź – zaprosiła go do środka.
- Jesteś sama? - zapytał niepewnie, starając się ukryć pewnego rodzaju podekscytowanie w głosie.
- Tak – odpowiedziała z nutką smutku i rozczarowania, podążając od razu do salonu. Doszedł ją szelest materiału kurtki i cicho wypowiadane przekleństwo, gdy z wieszaka zsunęła się z łoskotem na ziemię. Chwilę później dostrzegła go w progu pokoju, opierającego się o framugę drzwi z tym lekko zmieszanym spojrzeniem i dłońmi wsuniętymi do kieszeni ciasnych, rozdartych spodni. Nadal fascynowało ją to, jak się w nie mieścił.
- Udana impreza, jak widzę – ocenił z typowym dla siebie poczuciem humoru, gdy zaczęła zbierać z podłogi pudełka po pizzy, a przypadkiem zahaczona przez nią butelka po winie poturlała się po podłodze pod stół. Płomienie świec zadrgały złowieszczo, kiedy wykonywała zbyt gwałtowne ruchy. Popatrzyła na blondyna ostrzegawczo, ale nie zamierzała komentować jego głupich uwag. Czasami zapominała o tym, jak bardzo działał jej na nerwy. Zacisnęła mocniej usta i wróciła do próby ogarnięcia tego bałaganu, ciągle rozmyślając nad tym, dlaczego z taką łatwością nie mogła uporządkować własnego życia.
- Zostały mi jedynie zamrożone frytki, nic więcej nie mogę ci zaoferować – oznajmiła moment później lekko drżącym głosem, gdy ostatnimi dwoma wolnymi palcami próbowała zgarnąć ze stołu kieliszek.
- Dzięki, nie jestem głodny.
W tej samej chwili po pokoju rozległ się wyjątkowo nieprzyjemny brzęk rozbijanego szkła, gdy wszystkie zebrane śmieci wypadły jej z rąk. Alex z przerażeniem spojrzała pod nogi, otwierając szerzej powieki. Dłonie zaczęły niebezpiecznie się trząść, a miarowy dotąd oddech stał się zdecydowanie mniej swobodny. Coś w niej nagle pękło. Upadła z pełnym impetem na kolana, a słone krople zaczęły spływać po jej twarzy. Gdy tylko próbowała otrzeć je, obraz przed oczami kompletnie się rozmazał.
- Nawet tego nie potrafię dobrze zrobić – zawyła z żałością, podejmując kolejną próbę posprzątania tego wszystkiego, ale nagle poczuła zaciskające się na jej nadgarstkach zimne dłonie i uniosła zapuchnięte oczy na chłopaka, który znienacka pojawił się przy niej. Zmusił ją, aby wypuściła odłamki szkła z ręki i gdy tylko posłusznie wykonała polecenie, przyciągnął ją do siebie, mocno otulając ramionami. To sprawiło, że zupełnie przestała kontrolować ogarniającą ją rozpacz, wtulając twarz w jego klatkę piersiową. Gdy przymknęła powieki pod wpływem jego kojącego dotyku, a delikatny zapach perfum zawładnął jej zmysłami, odetchnęła głęboko.
- Już dobrze – zaczął ją uspokajać, kołysząc w przód i w tył. - Wesołych świąt – wyszeptał jakby na pocieszenie, wyjmując z kieszeni przewiązane czerwoną kokardką plastikowe pudełko z kasetą w środku.
- Co to?
- Nic wielkiego, parę wartych przesłuchania kawałków, mam nadzieję, że ci się spodoba.
Alex przez krótką chwilę wpatrywała się na przemian to w niego, to w niespodziewany prezent i wpadła w jeszcze większą histerię. Rozkleiła się całkowicie, wtulając mocniej w jego ramiona.
- Ja nie mam dla ciebie nic – wyszlochała, pociągając żałośnie nosem. Zadarła głowę i zaszklonymi oczami popatrzyła na niego. Luke uśmiechnął się i z troską pogładził dłonią jej włosy. Opuszkami dotknął policzek, przesuwając nimi delikatnie po ciepłej skórze.
- Ja już swój prezent otrzymałem – odparł i złożył niedługi, czuły pocałunek na jej czole.
- Pocałuj mnie – poprosiła, ale to nie była zwykła prośba i on o tym doskonale wiedział. Gdy tylko spojrzała na niego, zorientował się, co kryło się za tymi na pozór zwyczajnymi słowami. Ujął dłońmi jej twarz i bez namysłu pochylił się lekko, otulając swoimi miękkimi wargami drżące i wilgotne od łez usta dziewczyny. Wypełniony palącą tęsknotą i pragnieniem pocałunek stawał się coraz bardziej żarliwy, gdy bez pamięci zatracali się we własnym, pełnym zachłanności dotyku.
- Alex ...
- Tak! - wymruczała, niechętnie odrywając się od niego. Spojrzała mu głęboko w oczy i kolejny raz przyciągnęła go do siebie, całując w sposób tak łapczywy i spragniony, iż momentami ogarniało ją przerażenie.
- Będziesz tego żałować – stwierdził cicho, ale chyba oboje zdawali sobie sprawę z tego, że te słowa nie były już w stanie niczego zatrzymać. Gdy sięgnęła dłońmi za spód jego koszulki, bez zastanowienia pozwolił się jej pozbyć. Nagle dziewczyna zamarła w bezruchu i z szeroko rozchylonymi ustami, które zachłannie łapały powietrze, spojrzała na niego.
- Co to? - spytała nieprzytomnie, wskazującym palcem przesuwając po fragmencie jego ciała nad lewą piersią. Uniosła na chwilę wzrok, obserwując jego zakłopotaną minę. Gdy spojrzenie zsunęło się niżej, ponownie z podziwem wpatrywała się w wytatuowany motyw. Czarny barwnik tak bardzo kontrastował z jego jasną skórą. - Od kiedy to masz?
- Nie wiem, jakiś czas – odpowiedział wymijająco, przygryzając dolną wargę. Ona nadal kreśliła opuszką zarys tatuażu, a przez krótką chwilę na ustach pojawił się tak dobrze znany mu uśmiech. Nie mogła uwierzyć, że wyklejona kiedyś na jego gitarze litera została tak idealnie odwzorowana na jego ciele. A miejsce, na którym zdecydował się to zrobić dodawało temu jeszcze większego znaczenia.
- To trochę sł ...
- Nawet nie waż się używać tego słowa! - przerwał jej raptownie, sprawiając, że głośno się zaśmiała i pokręciła z dezaprobatą głową. Nie podzielał jej rozbawienia, przewracając tylko teatralnie oczami.
- Słodkie! – dokończyła z niezwykłą stanowczością, po czym znowu roześmiała się.
- Jesteś niemożliwa – podsumował z cichym westchnieniem.
- Ale lubisz to – odparła, spoglądając na niego niepewnie. Ułożył ręce na jej biodrach i przyciągnął ją do siebie dość niespodziewanie. Odruchowo uniosła dłonie, które zatrzymały się na jego nagim brzuchu. Wymienili spojrzenia, odczuwając to rosnące między nimi napięcie.
- Lubię – przyznał po chwili ciszy, gdy oboje kolejny raz bez pamięci zatracili się w czułym pocałunku.

*


Cienie złączonych ciał tańczyły na ścianie, gdy dogasający blask świec oświetlał je niedbale. Świszczące, nierówne oddechy zdawały się idealnie komponować z szaleńczym rytmem wybijanym przez serca. Pocałunki stawały się coraz bardziej zachłanne, a oni zatracali się w tej niedługiej chwili zapomnienia, w której zostali całkowicie oderwani od rzeczywistości. Iskrząca się od potu skóra rozpalona była prawie do czerwoności, gdy drżące z wrażenia dłonie łapczywie dotykały każdy najmniejszy jej fragment. Bezgłośnie wyszeptywane imiona przerywały głuchą ciszę, nadając temu zbliżeniu jeszcze bardziej intymny charakter. Na nowo zdawali się odkrywać przed sobą wszystkie słabości i niedoskonałości, które paradoksalnie czyniły tę chwilę tak idealną. Idealną dla nich, a każda wspólnie spędzona sekunda potwierdzała to doskonale.
- Nie chciałabym, aby jutro rano to wszystko okazało się tylko pięknym snem – wyszeptała, z ogromnym trudem łapiąc powietrze i kompletnie straciła jakąkolwiek kontrolę nad łamiącym się pod wpływem emocji głosem. Usta Luke'a delikatnie przesunęły się po jej szyi, doprowadzając ją do kompletnego szaleństwa. Przerażała ją myśl, że był świadomy jej najsłabszych punktów i z pełną premedytacją korzystał z tego, powodując, że stawała się zupełnie od niego zależna. Na krótki moment zaprzestał przyjemnych pieszczot i unosząc głowę, spojrzał na jej rozemocjonowaną twarz.
- Będę pierwszą rzeczą, jaką ujrzysz po przebudzeniu – obiecał z pełną powagą, odsuwając fragment grzywki z jej wilgotnego czoła. Nie była pewna dlaczego, ale tych parę słów sprawiło, że kąciki jej ust uniosły się nieznacznie, a oczy rozbłysły jeszcze jaśniejszym blaskiem. Wsunęła bez słowa dłoń w jego jasne włosy i z zamiłowanie przyglądała się rozpromienionej twarzy, która w wątłym świetle świec wydawała się być bardziej chłopięca, zupełnie jakby widziała tego Luke'a sprzed kilku lat. Uśmiechnął się w tym samym momencie i nie czekając już na nic ponownie przylgnął do niej z niespotykanym pożądaniem, bez reszty tonąc w spragnionym pocałunku.
Gdy rozgrzane, spocone ciała kolejny raz się połączyły, po pokoju rozeszło się pełne namiętności westchnienie, szybko stłumione dotykiem drżących warg. Przez tę jedną, wydawałoby się trwającą zaledwie jedno mrugnięcie powiek, noc zrozumieli, że uczucie, które między nimi było tak naprawdę nigdy nie wygasło, bo cały ten czas oboje skrycie i nie zawsze do końca świadomie pielęgnowali je w najgłębszych zakamarkach dusz. Podświadomie nie pozwolili na to, aby o sobie zapomnieć. Byli już niemal pewni, że nieustannie składane tego wieczoru obietnice nie były tylko pustymi słowami wypowiadanymi w chwilach uniesienia, ale stały się najprawdziwszymi przyrzeczeniami, których tym razem zamierzali dotrzymać. Oboje potrzebowali tej bezkresnej bliskości, by na moment zapomnieć o wszystkim. Nieśmiałe, jakby zawstydzone tym co właśnie się działo, wymiany lekko zamroczonych spojrzeń, gorące oddechy, składane z niesamowitym natężeniem pocałunki stały się niemym dowodem na to, że łącząca ich niegdyś więź nigdy nie została przerwana.
Płomienie spalających się powoli świec zachybotały się delikatnie, gdy nocną ciszę ostatni raz przerwało wypowiedziane gorączkowo imię. Intensywna woń wanilii drażniąca zmysły, wymieszana z unoszącym się zapachem ich rozgrzanych ciał wypełniała salon, gdy z niezwykłą świadomością i przekonaniem odnajdowali wspólne spełnienie, sycąc się swoją obecnością bez końca.

*

Gdy tylko poczuła mroźny powiew wiatru na odsłoniętej nodze, gwałtownie nasunęła na siebie koc, zakopując się szczelnie pod puchowym nakryciem. Z ogromna niechęcią uniosła po chwili zaspane powieki i dość ostentacyjnie zaczęła ziewać, przeciągając zastałe mięśnie. Podniosła się na łokciach, wciąż otępiałym, nie do końca obudzonym wzrokiem lustrując cały salon. Firanka przy balkonowych drzwiach złowrogo poruszała się. Zmrużyła oczy, rozglądając się na boki i dopiero moment później zorientowała się, że miała na sobie nie swoją koszulkę. Nagle wspomnienia minionej nocy wróciły, a ona mimowolnie uśmiechnęła się, odczuwając łaskoczące ciepło na policzkach. Kiedy udało jej się wyswobodzić ze stery nakryć i bosymi stopami dotknęła zimnych paneli, momentalnie przeszył ją nieprzyjemny dreszcz, a na nogach pojawiła się gęsia skórka. Gdy tylko spojrzała w kierunku balkonu, dostrzegła opartego o poręcz chłopaka z papierosem w ustach. Westchnęła przeciągle, ale mimo wszystko nie potrafiła się pozbyć tego uśmiechu, który błąkał się po jej twarzy. Na podłodze obok dywanu porozstawiane były wciąż świece, między którymi spostrzegła swoje jeansy. Potrząsnęła głową, bo chyba do końca nie wierzyła w to wszystko. Całe jej wnętrze wypełnione było niesamowicie wielką ekscytacją. Czuła się tak jak zakochana po raz pierwszy nastolatka. I nawet powód tych fruwających w brzuchu motylków był ten samo, co za pierwszym razem. Szybko jednak skarciła się za to, zdając sobie sprawę, jak straszną rzecz zrobiła i jak wielką hipokrytką się stała. Nie umiała podjąć jednak tej ostatecznej decyzji, która zakończyłaby wszystkie wątpliwości, bo wiedziała, że ktoś będzie cierpiał. Przez lata przyzwyczaiła się do tej wygodnej stabilizacji, którą oferował Chris, ale ponowne pojawienie się Luke'a przypomniało jej wszystkie szalone pierwsze razy i gdzieś głęboko odczuła to pulsujące ukłucie tęsknoty.
Drzwi ponownie uchyliły się, a ona momentalnie poczuła przeszywający chłód na nagiej skórze. Do środka po cichu wsunął się blondyn. Zamarł w bezruchu, kiedy zorientował się, że jego ostrożność była zupełnie niepotrzebna, bo ona już się obudziła.
- Och, taka wczesna pora, a księżniczka już nie śpi – zażartował, zdejmując kurtkę i zaczął pocierać o siebie zmarznięte dłonie.
- Mógłbyś wymyślić już coś nowego – odparła znudzonym głosem i zerknęła na niego z litością. Było w tym jednak coś magicznego, kiedy zamiast kolejnych czułych słów i gestów, oni po wspólnej nocy postanowili zacząć dzień od głupich, przedrzeźniających uwag i aluzji. Po chwili uważnie mierzących się spojrzeń, oboje zaczęli się śmiać.
- Fajna koszulka – powiedział z zadziornym uśmieszkiem, gdy przysiadał się na brzegu łóżka, tuż obok niej. Wzniosła oczy i westchnęła obojętnie.
- Nie jest czasem twoją ulubioną? - zapytała z udawaną złośliwością, unosząc lekko pomięty materiał, gotowa do oddaniu mu jego własności.
- Nie – odpowiedział ze znużeniem, bo doskonale zdawał sobie sprawę, do czego odnosiła się ta uwaga. Prawie od razu dostrzegł, że zaczynało być jej zimno, dlatego też chwycił leżący za nim koc i narzucił go na jej ramiona.
- Śmierdzisz papierosami – stwierdziła z niesmakiem i skrzywiła się, gdy pochylał się nad nią.
- Twój poranny oddech też nie należy do najprzyjemniejszych – odgryzł się momentalnie, za co skarcony został dość mocnym uderzeniem w ramię. Z udawanym grymasem bólu zajęczał żałośnie, wysuwając do przodu usta. Pchnął ją lekko, nie pozostając dłużnym, a Alex bez wahania sięgnęła po poduszkę i wycelowała nią prosto w jego głowę. Zaczęli się szarpać w akompaniamencie głośnych pisków i śmiechów dziewczyny, gdy tylko zaczynał ją za karę łaskotać. Kilka chwil później zdyszani padli na łóżku, wciąż radośnie się śmiejąc. Nagle śmiech ustał, a jej dłoń powędrowała do góry, wsuwając się w jego splątane włosy, które przy skroni zaczynały się lekko kręcić. Z niezwykłym zamiłowaniem okręcała niedługi kosmyki wokół palca, po czym spojrzała na niego z wahaniem.
- I co teraz? - zapytała wyjątkowo poważnym tonem, zsuwając dłoń na jego chłodny policzek.
- Jeśli dziś obudziłbym się z tobą tuż obok mnie, tak jakby to wszystko było tylko pokręconym snem, trzymałbym cię bliżej niż kiedykolwiek wcześniej i nigdy już byś się nie wymknęła – zaczął nucić, a jego lekko zachrypnięty głos sprawił, że po ciele przebiegł przyjemny dreszcz. Gdy podparty na łokciu nieco się pochylił, jego usta momentalnie znalazły się tuż przy niej, składając kolejny przepełniony ogromną czułością pocałunek.