Święta Bożego
Narodzenia zostały doszczętnie sparaliżowane przez śnieżną
burzę, która niespodziewanie nawiedziła Nowy Jork. Odwołano
wszystkie połączenia lotnicze, a to oznaczało, że Alex utknęła
na cały ten świąteczny czas sama w mieście, bo jej plany
odwiedzenia rodziców w Sydney wraz z nadejściem zamieci legły pod
stertą świeżego śniegu. Chris został u rodziców, wykorzystując
niechybnie pogodowe warunki, które stały się dla niego idealną
wymówką na to, by jeszcze trochę pobyć z daleka od niej. W
wigilijny poranek wysłał jej smsa z życzeniami, ale gdy później
próbowała się do niego dodzwonić, odpowiadała wyłącznie poczta
głosowa. Nie mogła być zła, choć wizja spędzanych samotnie
świat wcale nie napawała jej entuzjazmem. Zmuszona jednak została
do tego, by w pojedynkę ubrać choinkę i rozwiesić migające
światełka na poręczy balkonu.
Radosny, świąteczny
nastrój nie udzielił jej się, dlatego po wyjęciu z zamrażalnika
pizzy i otwarciu butelki wina, rozsiadła się na kanapie z laptopem
na kolanach oraz ze stanowczym postanowieniem, by tego wieczoru
zamęczyć się przygłupimi komediami romantycznymi. Nawet nie
zorientowała się, kiedy napisy końcowe pojawiły się na ekranie,
a wino w dość magiczny dla niej sposób wyparowało. Gdy próbowała
wymienić płytę na kolejny film z ustalonej wcześniej listy, nagle
wszystkie lampy zgasły, a jedynym źródłem światła okazał się
być przyciemniony przez brak zasilania ekran laptopa.
- Tylko nie to,
tylko nie to – zaczęła powtarzać nerwowo, ręką po omacku
poszukując telefonu na kanapie. Z niemałym trudem, wiedziona
światłem komórkowej latarki, dotarła do kuchni. Po kilku
nieudanych próbach w końcu otworzyła odpowiednią szufladę,
odnajdując w niej kilka świec i ostatnie pudełko zapałek. Nie
lubiła ciemności, zwłaszcza kiedy była sama, a na zewnątrz
panowało istne piekło. Podeszła do okna, aby ocenić sytuację i
dość szybko okazało się, że intensywnie padający śnieg
praktycznie uniemożliwiał zobaczenie czegokolwiek. Ledwo mogła
dostrzec sąsiedni budynek.
- Cudowne święta,
nie ma co! - burknęła do siebie układając w strategicznych
miejscach pokoju zapalone świece. Westchnęła tylko cicho,
rozglądając się obojętnie po pogrążonym w półmroku
pomieszczeniu. Momentalnie w powietrzu zaczął unosić się
przyjemny zapach wanilii i cynamonu. Opadła bezwiednie na puchowy
dywan i z rękami ułożonymi pod głową zaczęła pustym wzrokiem
wpatrywać się w sufit. Nie była przekonana, czy powodem krótkiego
zawrotu głowy była intensywna woń świec, czy opróżniona do dna
butelka wytrawnego trunku. Dość niespodziewanie jej niewiele
znaczące i bezcelowe rozmyślania przerwało nagłe pukanie. Nerwowo
drgnęła, podnosząc się z podłogi i lekko chwiejnym krokiem
ruszyła w stronę przedpokoju z jedną świecą w dłoni. Wypity
alkohol sprawił, że jej osąd został nieznacznie zaburzony i
prawdopodobnie ze zbyt dużą lekkomyślnością otworzyła drzwi
swojemu tajemniczemu gościowi. Nawet nie zapytała, kto o tej porze
miał ochotę ją odwiedzać.
- Luke?! - mruknęła
niewyraźnym głosem, przyglądając się uważnie chłopakowi, który
praktycznie cały pokryty był warstwą białego, topiącego się
puchu.
- Podobno wszystkie
loty do Australii zostały odwołane, dlatego wpadłem, aby
sprawdzić, czy wszystko w porządku – wyznał z lekko
zaniepokojoną miną, strzepując z kaptura resztki śniegu.
- Nie ma prądu –
oznajmiła tonem pozbawionym jakichkolwiek emocji, na co Luke
uśmiechnął się tylko pobłażliwie, najwyraźniej dostrzegając
to zdecydowanie zbyt błyszczące spojrzenie jej oczu.
- Tak, zorientowałem
się, kiedy musiałem pokonać milion schodów, bo windy nie działają
– zażartował, ale ona nawet nie raczyła go krótkim uśmiechem.
- Wejdź –
zaprosiła go do środka.
- Jesteś sama? -
zapytał niepewnie, starając się ukryć pewnego rodzaju
podekscytowanie w głosie.
- Tak –
odpowiedziała z nutką smutku i rozczarowania, podążając od razu
do salonu. Doszedł ją szelest materiału kurtki i cicho wypowiadane
przekleństwo, gdy z wieszaka zsunęła się z łoskotem na ziemię.
Chwilę później dostrzegła go w progu pokoju, opierającego się o
framugę drzwi z tym lekko zmieszanym spojrzeniem i dłońmi
wsuniętymi do kieszeni ciasnych, rozdartych spodni. Nadal
fascynowało ją to, jak się w nie mieścił.
- Udana impreza, jak
widzę – ocenił z typowym dla siebie poczuciem humoru, gdy zaczęła
zbierać z podłogi pudełka po pizzy, a przypadkiem zahaczona przez
nią butelka po winie poturlała się po podłodze pod stół.
Płomienie świec zadrgały złowieszczo, kiedy wykonywała zbyt
gwałtowne ruchy. Popatrzyła na blondyna ostrzegawczo, ale nie
zamierzała komentować jego głupich uwag. Czasami zapominała o
tym, jak bardzo działał jej na nerwy. Zacisnęła mocniej usta i
wróciła do próby ogarnięcia tego bałaganu, ciągle rozmyślając
nad tym, dlaczego z taką łatwością nie mogła uporządkować
własnego życia.
- Zostały mi
jedynie zamrożone frytki, nic więcej nie mogę ci zaoferować –
oznajmiła moment później lekko drżącym głosem, gdy ostatnimi
dwoma wolnymi palcami próbowała zgarnąć ze stołu kieliszek.
- Dzięki, nie
jestem głodny.
W tej samej chwili
po pokoju rozległ się wyjątkowo nieprzyjemny brzęk rozbijanego
szkła, gdy wszystkie zebrane śmieci wypadły jej z rąk. Alex z
przerażeniem spojrzała pod nogi, otwierając szerzej powieki.
Dłonie zaczęły niebezpiecznie się trząść, a miarowy dotąd
oddech stał się zdecydowanie mniej swobodny. Coś w niej nagle
pękło. Upadła z pełnym impetem na kolana, a słone krople zaczęły
spływać po jej twarzy. Gdy tylko próbowała otrzeć je, obraz
przed oczami kompletnie się rozmazał.
- Nawet tego nie
potrafię dobrze zrobić – zawyła z żałością, podejmując
kolejną próbę posprzątania tego wszystkiego, ale nagle poczuła
zaciskające się na jej nadgarstkach zimne dłonie i uniosła
zapuchnięte oczy na chłopaka, który znienacka pojawił się przy
niej. Zmusił ją, aby wypuściła odłamki szkła z ręki i gdy
tylko posłusznie wykonała polecenie, przyciągnął ją do siebie,
mocno otulając ramionami. To sprawiło, że zupełnie przestała
kontrolować ogarniającą ją rozpacz, wtulając twarz w jego klatkę
piersiową. Gdy przymknęła powieki pod wpływem jego kojącego
dotyku, a delikatny zapach perfum zawładnął jej zmysłami,
odetchnęła głęboko.
- Już dobrze –
zaczął ją uspokajać, kołysząc w przód i w tył. - Wesołych
świąt – wyszeptał jakby na pocieszenie, wyjmując z kieszeni
przewiązane czerwoną kokardką plastikowe pudełko z kasetą w
środku.
- Co to?
- Nic wielkiego,
parę wartych przesłuchania kawałków, mam nadzieję, że ci się
spodoba.
Alex przez krótką
chwilę wpatrywała się na przemian to w niego, to w niespodziewany
prezent i wpadła w jeszcze większą histerię. Rozkleiła się
całkowicie, wtulając mocniej w jego ramiona.
- Ja nie mam dla
ciebie nic – wyszlochała, pociągając żałośnie nosem. Zadarła
głowę i zaszklonymi oczami popatrzyła na niego. Luke uśmiechnął
się i z troską pogładził dłonią jej włosy. Opuszkami dotknął
policzek, przesuwając nimi delikatnie po ciepłej skórze.
- Ja już swój
prezent otrzymałem – odparł i złożył niedługi, czuły
pocałunek na jej czole.
- Pocałuj mnie –
poprosiła, ale to nie była zwykła prośba i on o tym doskonale
wiedział. Gdy tylko spojrzała na niego, zorientował się, co kryło
się za tymi na pozór zwyczajnymi słowami. Ujął dłońmi jej
twarz i bez namysłu pochylił się lekko, otulając swoimi miękkimi
wargami drżące i wilgotne od łez usta dziewczyny. Wypełniony
palącą tęsknotą i pragnieniem pocałunek stawał się coraz
bardziej żarliwy, gdy bez pamięci zatracali się we własnym,
pełnym zachłanności dotyku.
- Alex ...
- Tak! - wymruczała,
niechętnie odrywając się od niego. Spojrzała mu głęboko w oczy
i kolejny raz przyciągnęła go do siebie, całując w sposób tak
łapczywy i spragniony, iż momentami ogarniało ją przerażenie.
- Będziesz tego
żałować – stwierdził cicho, ale chyba oboje zdawali sobie
sprawę z tego, że te słowa nie były już w stanie niczego
zatrzymać. Gdy sięgnęła dłońmi za spód jego koszulki, bez
zastanowienia pozwolił się jej pozbyć. Nagle dziewczyna zamarła w
bezruchu i z szeroko rozchylonymi ustami, które zachłannie łapały
powietrze, spojrzała na niego.
- Co to? - spytała
nieprzytomnie, wskazującym palcem przesuwając po fragmencie jego
ciała nad lewą piersią. Uniosła na chwilę wzrok, obserwując
jego zakłopotaną minę. Gdy spojrzenie zsunęło się niżej,
ponownie z podziwem wpatrywała się w wytatuowany motyw. Czarny
barwnik tak bardzo kontrastował z jego jasną skórą. - Od kiedy to
masz?
- Nie wiem, jakiś
czas – odpowiedział wymijająco, przygryzając dolną wargę. Ona
nadal kreśliła opuszką zarys tatuażu, a przez krótką chwilę na
ustach pojawił się tak dobrze znany mu uśmiech. Nie mogła
uwierzyć, że wyklejona kiedyś na jego gitarze litera została tak
idealnie odwzorowana na jego ciele. A miejsce, na którym zdecydował
się to zrobić dodawało temu jeszcze większego znaczenia.
- To trochę sł ...
- Nawet nie waż się
używać tego słowa! - przerwał jej raptownie, sprawiając, że
głośno się zaśmiała i pokręciła z dezaprobatą głową. Nie
podzielał jej rozbawienia, przewracając tylko teatralnie oczami.
- Słodkie! –
dokończyła z niezwykłą stanowczością, po czym znowu roześmiała
się.
- Jesteś niemożliwa
– podsumował z cichym westchnieniem.
- Ale lubisz to –
odparła, spoglądając na niego niepewnie. Ułożył ręce na jej
biodrach i przyciągnął ją do siebie dość niespodziewanie.
Odruchowo uniosła dłonie, które zatrzymały się na jego nagim
brzuchu. Wymienili spojrzenia, odczuwając to rosnące między nimi
napięcie.
- Lubię –
przyznał po chwili ciszy, gdy oboje kolejny raz bez pamięci
zatracili się w czułym pocałunku.
*
Cienie złączonych
ciał tańczyły na ścianie, gdy dogasający blask świec oświetlał
je niedbale. Świszczące, nierówne oddechy zdawały się idealnie
komponować z szaleńczym rytmem wybijanym przez serca. Pocałunki
stawały się coraz bardziej zachłanne, a oni zatracali się w tej
niedługiej chwili zapomnienia, w której zostali całkowicie
oderwani od rzeczywistości. Iskrząca się od potu skóra rozpalona
była prawie do czerwoności, gdy drżące z wrażenia dłonie
łapczywie dotykały każdy najmniejszy jej fragment. Bezgłośnie
wyszeptywane imiona przerywały głuchą ciszę, nadając temu
zbliżeniu jeszcze bardziej intymny charakter. Na nowo zdawali się
odkrywać przed sobą wszystkie słabości i niedoskonałości, które
paradoksalnie czyniły tę chwilę tak idealną. Idealną dla nich, a
każda wspólnie spędzona sekunda potwierdzała to doskonale.
- Nie chciałabym,
aby jutro rano to wszystko okazało się tylko pięknym snem –
wyszeptała, z ogromnym trudem łapiąc powietrze i kompletnie
straciła jakąkolwiek kontrolę nad łamiącym się pod wpływem
emocji głosem. Usta Luke'a delikatnie przesunęły się po jej szyi,
doprowadzając ją do kompletnego szaleństwa. Przerażała ją myśl,
że był świadomy jej najsłabszych punktów i z pełną
premedytacją korzystał z tego, powodując, że stawała się
zupełnie od niego zależna. Na krótki moment zaprzestał
przyjemnych pieszczot i unosząc głowę, spojrzał na jej
rozemocjonowaną twarz.
- Będę pierwszą
rzeczą, jaką ujrzysz po przebudzeniu – obiecał z pełną powagą,
odsuwając fragment grzywki z jej wilgotnego czoła. Nie była pewna
dlaczego, ale tych parę słów sprawiło, że kąciki jej ust
uniosły się nieznacznie, a oczy rozbłysły jeszcze jaśniejszym
blaskiem. Wsunęła bez słowa dłoń w jego jasne włosy i z
zamiłowanie przyglądała się rozpromienionej twarzy, która w
wątłym świetle świec wydawała się być bardziej chłopięca,
zupełnie jakby widziała tego Luke'a sprzed kilku lat. Uśmiechnął
się w tym samym momencie i nie czekając już na nic ponownie
przylgnął do niej z niespotykanym pożądaniem, bez reszty tonąc w
spragnionym pocałunku.
Gdy rozgrzane,
spocone ciała kolejny raz się połączyły, po pokoju rozeszło się
pełne namiętności westchnienie, szybko stłumione dotykiem
drżących warg. Przez tę jedną, wydawałoby się trwającą
zaledwie jedno mrugnięcie powiek, noc zrozumieli, że uczucie, które
między nimi było tak naprawdę nigdy nie wygasło, bo cały ten
czas oboje skrycie i nie zawsze do końca świadomie pielęgnowali je
w najgłębszych zakamarkach dusz. Podświadomie nie pozwolili na to,
aby o sobie zapomnieć. Byli już niemal pewni, że nieustannie
składane tego wieczoru obietnice nie były tylko pustymi słowami
wypowiadanymi w chwilach uniesienia, ale stały się najprawdziwszymi
przyrzeczeniami, których tym razem zamierzali dotrzymać. Oboje
potrzebowali tej bezkresnej bliskości, by na moment zapomnieć o
wszystkim. Nieśmiałe, jakby zawstydzone tym co właśnie się
działo, wymiany lekko zamroczonych spojrzeń, gorące oddechy,
składane z niesamowitym natężeniem pocałunki stały się niemym
dowodem na to, że łącząca ich niegdyś więź nigdy nie została
przerwana.
Płomienie
spalających się powoli świec zachybotały się delikatnie, gdy
nocną ciszę ostatni raz przerwało wypowiedziane gorączkowo imię.
Intensywna woń wanilii drażniąca zmysły, wymieszana z unoszącym
się zapachem ich rozgrzanych ciał wypełniała salon, gdy z
niezwykłą świadomością i przekonaniem odnajdowali wspólne
spełnienie, sycąc się swoją obecnością bez końca.
*
Gdy tylko poczuła
mroźny powiew wiatru na odsłoniętej nodze, gwałtownie nasunęła
na siebie koc, zakopując się szczelnie pod puchowym nakryciem. Z
ogromna niechęcią uniosła po chwili zaspane powieki i dość
ostentacyjnie zaczęła ziewać, przeciągając zastałe mięśnie.
Podniosła się na łokciach, wciąż otępiałym, nie do końca
obudzonym wzrokiem lustrując cały salon. Firanka przy balkonowych
drzwiach złowrogo poruszała się. Zmrużyła oczy, rozglądając
się na boki i dopiero moment później zorientowała się, że miała
na sobie nie swoją koszulkę. Nagle wspomnienia minionej nocy
wróciły, a ona mimowolnie uśmiechnęła się, odczuwając
łaskoczące ciepło na policzkach. Kiedy udało jej się wyswobodzić
ze stery nakryć i bosymi stopami dotknęła zimnych paneli,
momentalnie przeszył ją nieprzyjemny dreszcz, a na nogach pojawiła
się gęsia skórka. Gdy tylko spojrzała w kierunku balkonu,
dostrzegła opartego o poręcz chłopaka z papierosem w ustach.
Westchnęła przeciągle, ale mimo wszystko nie potrafiła się
pozbyć tego uśmiechu, który błąkał się po jej twarzy. Na
podłodze obok dywanu porozstawiane były wciąż świece, między
którymi spostrzegła swoje jeansy. Potrząsnęła głową, bo chyba
do końca nie wierzyła w to wszystko. Całe jej wnętrze wypełnione
było niesamowicie wielką ekscytacją. Czuła się tak jak zakochana
po raz pierwszy nastolatka. I nawet powód tych fruwających w
brzuchu motylków był ten samo, co za pierwszym razem. Szybko jednak
skarciła się za to, zdając sobie sprawę, jak straszną rzecz
zrobiła i jak wielką hipokrytką się stała. Nie umiała podjąć
jednak tej ostatecznej decyzji, która zakończyłaby wszystkie
wątpliwości, bo wiedziała, że ktoś będzie cierpiał. Przez lata
przyzwyczaiła się do tej wygodnej stabilizacji, którą oferował
Chris, ale ponowne pojawienie się Luke'a przypomniało jej wszystkie
szalone pierwsze razy i gdzieś głęboko odczuła to pulsujące
ukłucie tęsknoty.
Drzwi ponownie
uchyliły się, a ona momentalnie poczuła przeszywający chłód na
nagiej skórze. Do środka po cichu wsunął się blondyn. Zamarł w
bezruchu, kiedy zorientował się, że jego ostrożność była
zupełnie niepotrzebna, bo ona już się obudziła.
- Och, taka wczesna
pora, a księżniczka już nie śpi – zażartował, zdejmując
kurtkę i zaczął pocierać o siebie zmarznięte dłonie.
- Mógłbyś
wymyślić już coś nowego – odparła znudzonym głosem i zerknęła
na niego z litością. Było w tym jednak coś magicznego, kiedy
zamiast kolejnych czułych słów i gestów, oni po wspólnej nocy
postanowili zacząć dzień od głupich, przedrzeźniających uwag i
aluzji. Po chwili uważnie mierzących się spojrzeń, oboje zaczęli
się śmiać.
- Fajna koszulka –
powiedział z zadziornym uśmieszkiem, gdy przysiadał się na brzegu
łóżka, tuż obok niej. Wzniosła oczy i westchnęła obojętnie.
- Nie jest czasem
twoją ulubioną? - zapytała z udawaną złośliwością, unosząc
lekko pomięty materiał, gotowa do oddaniu mu jego własności.
- Nie –
odpowiedział ze znużeniem, bo doskonale zdawał sobie sprawę, do
czego odnosiła się ta uwaga. Prawie od razu dostrzegł, że
zaczynało być jej zimno, dlatego też chwycił leżący za nim koc
i narzucił go na jej ramiona.
- Śmierdzisz
papierosami – stwierdziła z niesmakiem i skrzywiła się, gdy
pochylał się nad nią.
- Twój poranny
oddech też nie należy do najprzyjemniejszych – odgryzł się
momentalnie, za co skarcony został dość mocnym uderzeniem w ramię.
Z udawanym grymasem bólu zajęczał żałośnie, wysuwając do
przodu usta. Pchnął ją lekko, nie pozostając dłużnym, a Alex
bez wahania sięgnęła po poduszkę i wycelowała nią prosto w jego
głowę. Zaczęli się szarpać w akompaniamencie głośnych pisków
i śmiechów dziewczyny, gdy tylko zaczynał ją za karę łaskotać.
Kilka chwil później zdyszani padli na łóżku, wciąż radośnie
się śmiejąc. Nagle śmiech ustał, a jej dłoń powędrowała do
góry, wsuwając się w jego splątane włosy, które przy skroni
zaczynały się lekko kręcić. Z niezwykłym zamiłowaniem okręcała
niedługi kosmyki wokół palca, po czym spojrzała na niego z
wahaniem.
- I co teraz? -
zapytała wyjątkowo poważnym tonem, zsuwając dłoń na jego
chłodny policzek.
- Jeśli dziś
obudziłbym się z tobą tuż obok mnie, tak jakby to wszystko było
tylko pokręconym snem, trzymałbym cię bliżej niż kiedykolwiek
wcześniej i nigdy już byś się nie wymknęła – zaczął
nucić, a jego lekko zachrypnięty głos sprawił, że po ciele
przebiegł przyjemny dreszcz. Gdy podparty na łokciu nieco się
pochylił, jego usta momentalnie znalazły się tuż przy niej,
składając kolejny przepełniony ogromną czułością pocałunek.