- Musimy porozmawiać
– powiedzieli równocześnie, spoglądając w swoją stronę
niepewnie, jakby czymś nagle przestraszeni. Krótką chwilę
wpatrywali się w siebie z niezwykłą intensywnością po to, aby
ułamek sekundy później odwrócić nieco speszony wzrok.
Utrzymująca się między nimi od jakiegoś czasu cisza obojgu
zaczęła ciążyć i doskonale zdawali sobie sprawę z tego, że nie
dało się tego wszystkiego już uniknąć. Byli świadomi tego, że
po powrocie Chrisa do domu nic nie było już takie samo, a ta zimna
obojętność, która między nimi się wytworzyła była aż nazbyt
wyczuwalna. Każdy gest wydawał się wymuszony, rozmowy ograniczały
się do tych wyłącznie niezbędnych, a jakakolwiek bliskość
kończyła się krzywymi spojrzeniami i natychmiastowymi unikami. I
gdzieś podświadomie chyba oboje zdawali sobie sprawę, że nie dało
się tego uratować.
- To nie ma sensu,
my nie mamy sensu – Chris odezwał się pierwszy, odwracając się
w jej stronę z dłońmi opartymi o kuchenny blat. Dziewczyna
westchnęła cicho i odłożyła trzymany w ręce nóż, którym
próbowała obrać jabłko.
- Naprawdę tego nie
chciałam – załkała cichutko, posyłając w jego kierunku
niedługie, pełne gorzkich łez spojrzenie.
- Widocznie tak
musiało być.
- To moja wina –
przyznała z pełną szczerością, a słaby głos kolejny raz
załamał się. Blondyn opuścił ręce i zrobił chwiejny krok,
chwytając jej zaciśniętą pięść w swoją dłoń.
- Stchórzyłem w
najgorszym z możliwych momentów, zostawiłem cię wtedy, gdy
najbardziej mnie potrzebowałaś. To także moja wina – odparł z
żalem i unosząc rękę, założył opadające na oczy pasmo jasnych
włosów. Przesunął kciukiem po jej policzku, sprawiając że
zamrugała kilkakrotnie, a jedna łza spłynęła po rozpalonej
skórze.
- Nigdy nie
przypuszczałam, że znowu będę musiała pozwolić komuś odejść.
- Tak naprawdę
nigdy nie pozwoliłaś odejść Hemmingsowi, szczęściarz z niego –
zażartował posępnie, a Alex poczuła dość silne ukłucie w
żołądku. Spojrzała pospiesznie na niego, otwierając szerzej
oczy. Widząc jej przerażenie i niezrozumienie, Chris uśmiechnął
się. - Nigdy ci tego nie mówiłem, ale bywały noce, kiedy
nieustannie wołałaś go przez sen.
- O czym ty mówisz?
- zapytała nerwowo, a on ponownie uniósł kąciki ust.
- Nie chciałem
wtedy dopuścić do siebie myśli, że wciąż o nim pamiętasz,
dlatego starałem się wyrzucić wszystko z pamięci, licząc po
cichu że wreszcie to się skończy – wyjaśnił, a pod nią kolana
się ugięły. W ostatniej chwili podtrzymała się oparcia krzesła,
gdy obraz przed jej oczami pociemniał. Pochyliła się lekko, z
trudem oddychając.
- Dlaczego nic nie
powiedziałeś?
- Wolałem udawać,
że mimo wszystko trochę ci na mnie zależało – odpowiedział z
ponurym uśmiechem, powodując że poczuła, jak zaczynało jej się
robić niedobrze. Niespokojnie oblizała końcem języka
spierzchnięte wargi, rozchylając je nieco mocniej.
- Pomogłeś przejść
mi przez najciemniejszy okres w moim życiu, więc zawsze byłeś dla
mnie ważny! I to nigdy się nie zmieni – sprostowała momentalnie
te słowa, zaciskając z całej siły drżące usta. Chwyciła w
dłonie jego koszulkę, jakby próbowała krótkimi szarpnięciami
zaprzeczyć temu wszystkiemu. Kolejna łza spłynęła po policzku.
- Ale nie tak ważny
jak on – stwierdził ciszej i przygarnął ją bliżej siebie, gdy
z zawstydzonym wzrokiem opuszczała głowę. - Proszę cię, nie
płacz.
Gdy ponownie dotknął
jej twarzy, spojrzała na niego załzawionymi oczami. Rozpłakała
się i nie była już w stanie tego kontrolować. Łzy samowolnie
toczyły się po policzkach, a ona nie potrafiła z nimi walczyć w
jakikolwiek sposób. Wiedziała, że właśnie w tamtej chwili
przekreślali ostatnie lata, które wspólnie spędzili i mieli
zacząć żyć nowym życiem.
Osobno.
- Więc zgaduję, że
tak wygląda koniec, czyż nie? - zapytał ze smutnym półuśmiechem
na ustach, przyglądając się dziewczynie. Natłok myśli sprawiał,
że nie stać ją było nawet na jedno krótkie sensowne zdanie, a
nadal drżące z rozpaczy wargi wcale nie ułatwiały tego zadania.
- Chris – jęknęła
rozpaczliwie, wtulając się gorliwie w jego ramiona. Z nieskrywanym
zaskoczeniem objął ją z równie bezkresną troskliwością.
- Obiecaj mi, że
będziesz szczęśliwa – szepnął z ustami przytkniętymi do jej
czoła, składając ostatni pocałunek. - Mimo iż była to tylko
złudna iluzja, fajnie było cię mieć chociaż przez chwilę.
- To nie była
iluzja! - zaoponowała raptownie, ale w jej głosie zdecydowanie
zabrakło przekonania, bo sama nie wierzyła w sens swoich słów.
Chris zaśmiał się,
przytulając ją do siebie.
- Od zawsze
należałaś tylko do niego, niezależnie od tego, jak bardzo
pragnąłem mieć cię wyłącznie dla siebie. Zawsze jego
wspomnienie unosiło się między nami.
- Nie ...
- Alex! – uciszył
ją momentalnie, przykładając palec do jej drżących ust. - Gdybyś
tylko mogła dostrzec ten uśmiech, ten błysk w oku, kiedy tylko o
nim myślisz. Cholernie mu tego zazdroszczę.
- Przepraszam –
szepnęła z drżeniem, ale nie była już w stanie spojrzeć na
niego. Zabrakło jej odwagi.
- Mam nadzieję, że
teraz wam się uda, bo zasługujesz na wszystko, co najlepsze.
Otulił ją mocniej,
kołysząc delikatnie w rytm uspokajającego się oddechu.
*
Nie spodziewał się
jej, dlatego kiedy tylko drzwi otworzyły się, a on niespiesznie
uniósł głowę znad zabazgranej kartki, nie krył zdziwienia
nieoczekiwaną obecnością blondynki. Stanęła w progu, wbijając w
niego puste spojrzenie. Gdy walizka, którą ze sobą przyniosła,
wysunęła się z jej dłoni i z ogromnym łoskotem upadła na
podłogę, nawet nie mrugnęła. Dłuższą chwilę praktycznie nie
ruszała się, wciąż uparcie patrząc na niego pełnymi łez
oczami. Mokre włosy kleiły się do twarzy, a zsiniałe usta drżały
niespokojnie z zimna. Nagle zerwała się i podbiegła w jego stronę,
a kiedy tylko zdołał podnieść się z krzesła, ona już
znajdowała się w jego objęciu. Z dziecięcą ufność przylgnęła
do niego, wtulając się w otwarte wyłącznie dla niej ramiona.
Wydała mu się taka krucha, mała i zagubiona, całkowicie zdana na
niego.
- Znowu wszystko
zepsułam – zaszlochała ze smutkiem, zacieśniając jeszcze
mocniej ręce wokół niego. Dygotała z wyziębienia i przemoczenia,
a jej skostniałe palce z całej siły ściskały pomięty już
materiał bawełnianej koszulki, zupełnie jakby bała się go
wypuścić. Doskonale wyczuwał szaleńcze bicie jej serca, kiedy
nadal z tym bezgranicznym zaufaniem wciskała się w jego ramiona.
Gdy kolejny spazmatyczny jęk wydobył się z jej ust, uniósł rękę
i z ogromną troskliwością pogładził mokre włosy.
- Alex, musisz się
uspokoić! - zarządził stanowczym głosem, ujmując w dłonie twarz
dziewczyny, po czym kciukami zaczął delikatnie sunąć po
zaróżowiałych policzkach. Wpatrywała się w niego nieprzytomnie,
a słone łzy wciąż wypływały z zapuchniętych oczu. Luke
ponownie przyciągnął ją mocno do siebie, zamykając szczelnie w
uścisku swoich ramion. Początkowo nawet jego dotyk nie pomagał, bo
nadal trzęsła się, ale z każdym kolejnym wyszeptywanym na ucho
słowem wydawała się odzyskiwać kontrolę. Jej oddech stał się
zdecydowanie bardziej miarowy. Gdy odetchnęła głębiej, zbliżyła
się do niego jeszcze bardziej, łapczywie pragnąc jego bliskości.
- Potrafię tylko
rozwalać życie innym – stwierdziła cicho, pociągając nosem.
Przesunął dłoń wzdłuż jej pleców, wyczuwając dokładnie jak
zadrżała, gdy palce dotknęły kawałka odsłoniętej skóry.
- Powinnaś
odpocząć, to na pewno był ciężki dzień.
- Ciężki dzień?!
- zapytała z wyraźną kpiną w głosie, odsuwając się od niego
raptownie. Nie był przygotowany na taką reakcję z jej strony.
Nagle stała się bardzo rozdrażniona. - Ot tak zniszczyłam
ostatnie lata mojego życia, przekreśliłam wszystko dla
przyszłości, której nawet nie mogę być pewna. Jednym zamachem
zniszczyłam wszystko to, co tak misternie tyle czasu próbowałam
zbudować – kontynuowała roztrzęsiona, żywiołowo gestykulując
rękami. Luke uważnie ją obserwował, śledząc każdy porywczy
ruch, słowo, uniesiony ton.
- Żałujesz?
Jedno krótkie
pytanie sprawiło, że momentalnie zamarła w bezruchu, a jej
zapuchnięte, pozbawione blasku oczy bardzo powoli przeniosły się
na niego. Zamrugała niepewnie z otartymi ustami, oddychając ciężko.
Jej zdezorientowana mina jednoznacznie wskazywała na to, iż to
stwierdzenie kompletnie ją zaskoczyło. Sekundy mijały, a oni stali
naprzeciw siebie, w niezwykle wymownej ciszy wymieniając
przestraszone spojrzenia. Dostrzegł jak ponownie jej usta zaczęły
drżeć, a pod powiekami pojawiły się kolejne łzy. Bez słowa, z
niewielkim poczuciem winy przygarnął ją do siebie, dość mocno
zakleszczając w pełnym zachłanności uścisku.
- Czuję się tak,
jakby każda moja decyzja była zła – wyznała po chwili,
pochlipując żałośnie w jego koszulkę. Westchnęła cicho z
nieznaczną ulgą, gdy dłonią przesunął wzdłuż jej pleców,
delikatnie masując napięte mięśnie. - Nie potrafiłam nic zrobić,
bo nie chciałam nikogo ranić, ale to raczej nieuniknione. Bo chyba
tylko to mi w życiu wychodzi, rozpieprzanie ludziom życia.
Nie potrafił znieść
tego, że znowu obarczała się winą, dlatego postanowił jej
przerwać.
- Kocham cię –
wykrztusił z siebie, nie będąc do końca przekonanym, dlaczego to
krótkie wyznanie padło z jego ust. Czuł jednak, że to była
właśnie ta odpowiednia chwila, na którą czekał tak długo. Alex
w momencie zamilkła, a jej rozbiegany wzrok gwałtownie zatrzymał
się na nim. Cisza przeplatana jedynie ich szaleńczymi oddechami
zdawała się przejmować nad nimi kontrolę.
- Co-o? - wyjąkała
nieprzytomnie, odruchowo wycofując się. Luke uśmiechnął się,
kiedy otworzyła jeszcze szerzej oczy. - Ja nie wiem, co powiedzieć.
- Wiesz, że tak
naprawdę nigdy oficjalnie nie rozstaliśmy się? – spytał z nutką
rozbawienia i chwycił jej dłoń, obejmując troskliwie długimi
palcami. Nieśmiało zbliżyła się do niego, gdy pociągnął ją
za rękę. - To nigdy nie minęło i chyba nigdy nie przeminie. Tak
bardzo próbowałem cię znienawidzić, wyrzuć z głowy, wmówić
sobie, że to było tylko na chwilę, ale nie potrafiłem. Szukałem
zapomnienia u innych, upijałem się do nieprzytomność, byle tylko
nie myśleć, ale za każdym pieprzonym razem, to właśnie ty byłaś
pierwszą rzeczą, która po przebudzeniu mnie nawiedzała. W każdej
doszukiwałem się cząstki ciebie, raz to były jasne włosy, innym
razem niebieskie oczy, albo zadarty nos. Ale przecież ciebie nikt
nie byłby w stanie nigdy zastąpić.
- Luke - westchnęła
pełnym emocji rozedrganym głosem, przygryzając z całej siły
wargi. - Tak bardzo za tobą tęskniłam, ale … - dodała, jednak
on prawie od razu jej przerwał.
- Powiedz mi czego
się boisz.
- Ja, ja … -
zaczęła się plątać, unikając jego świdrującego spojrzenia,
choć doskonale czuł jak jej malutkie dłonie zażarcie przesuwały
się po plecach, jakby wciąż łaknęła jego bliskości. W końcu
wzięła głębszy wdech i opuściła z bezradnością ramiona.
Szybko jednak pochwycił ją, zmuszając do tego, aby na nowo
popatrzyła na niego. Gdy zrobiła to z ogromną niechęcią, wysilił
się na cień uśmiechu.
- Wiem, że mam
problemy, z którymi czasami sobie nie radzę, że nie jestem
idealnym, że nie jestem w stanie zapewnić takiej stabilizacji i
pewnością, jaką oferował ci wcześniej Chris, ale obiecuję, że
zrobię dla ciebie wszystko, byś czuła się szczęśliwa.
- Luke – załkała
i unosząc dłoń, dotknęła palcami jego policzka. Jej dotyk
sprawił, że przymknął na moment oczy, rozkoszując się chwilą
błogiej przyjemności. - Tak bardzo za tobą tęskniłam!
Kąciki jego ust
powędrowały do góry, gdy zarzucała mu ręce na szyję, wtulając
się w niego z niezwykłą czułością. Stracił na moment
równowagę, nie przypuszczając, że z taką gwałtownością
wpadnie w jego ramiona. Złapał ją mocno, unosząc delikatnie nad
ziemią tak, że już nawet palce stóp nie stykały się z podłogą.
Zawsze fascynował go fakt, że była niższa od niego, co pozwalało
mu chować całe jej niewielkie ciało w swoim objęciu. Pochylił
się, mrucząc cicho do jej ucha, kiedy wsuwała palce w jego włosy.
- Kocham cię,
Alexandro – szepnął prawie bezgłośnie, zakładając jasny
kosmyk za ucho, a delikatne drżenie w jego głosie nadało tej
chwili jeszcze bardziej intymny charakter. Miał wrażenie, że ta
dłuższa forma jej imienia spowodowała krótki uśmiech na ustach,
które bardzo powoli przylgnęły do skóry jego szyi, składając na
niej niespieszne, czułe pocałunki. Zadrżała pod wpływem sunących
coraz niżej dłoni blondyna, które nieprzerwanie przyciągały ją
do niego. Przestrzeń między ich ciałami przestała praktycznie
istnieć, łącząc ich w idealną jedność, którą zdawali się
wzajemnie tworzyć. Krótki spektakl zmysłów stał się ich
udziałem, a cały otaczający świat jakby na moment stanął w
miejscu, podziwiając w zachwycie kiełkujące na nowo uczucie.
A oni oderwani od
rzeczywistości uczyli się poznawać poznane.
xoxo
Alice