2.22. I nawet w bajkach każda magia miała swoją cenę. (cz.I)


Zagryzła rozgorączkowana usta, kiedy tylko poczuła jak znajdujący się w kieszeni żakietu telefon zaczął uciążliwie wibrować. Rozejrzała się z wymuszonym uśmiechem po zgromadzonych w sali konferencyjnej ludziach, próbując zignorować rozpraszające brzęczenie. Miała cichą nadzieję, że po kilku kolejnych sygnałach niecierpliwa osoba, która tak usilnie starała się z nią skontaktować, w końcu sobie odpuści, ale połączenie wciąż trwało. Z lekko zawstydzonym spojrzeniem przeprosiła wszystkich i wybiegła na zewnątrz.
- Luke? - wyszeptała, konspiracyjnie zakrywając dłonią usta, jakby bała się, że ktoś mógł ją podsłuchiwać. - Mam teraz bardzo ważne spotkanie, oddzwonię pó …
- Alex, możesz przyjechać? - przerwał jej momentalnie, a jego zachrypnięty, ściszony głos nie zwiastował niczego dobrego. - Błagam.
- Będę za dwie godziny w domu – odparła, spoglądając na zegarek, który wisiał w holu nad recepcją.
- To za późno – mruknął niewyraźnie, a w słuchawce rozległ się dziwny dźwięk, jakby coś na siłę próbował przełknąć.
- Nie mogę teraz wyjść. Co się dzieje? - zapytała z rozdrażnieniem, mocniej zaciskając palce na telefonie. Była trochę zła, bo przecież on doskonale wiedział o tym, jak wielkie znaczenie dla niej miało to zebranie.
- Nie wiem, przyjedziesz? - dopytywał wciąż, z pewną ignorancją podchodząc do tego, co starała mu się przekazać. Dopiero teraz zdała sobie sprawę z tego, że od samego początku jego głos nie brzmiał normalnie. Był czymś wyraźnie przerażony. - Mówiłaś, że zawsze mogę do ciebie zadzwonić – dodał, a ona poczuła nieprzyjemny, zimny dreszcz na plecach.
Od pewnego czasu jego stan zdawał się wracać do normy, pozwalając jej na chwilę zapomnieć o tym, że miewał problemy. Wszystko wydawało się układać, dlatego zwiększona troska o jego zdrowie odeszła na drugi plan. Miała nadzieję, że powoli udawało mu się odzyskać kontrolę nad własnym życiem, zapominając o tym, co działo się w przeszłości. Kilka chwil złudnego szczęścia dało jej poczucie stabilności i poczucia bezpieczeństwa, sprawiając że całkowicie zbagatelizowała to, że mimo stwarzanych pozorów równowagi on wciąż walczył z poważną chorobą. Zaślepiona jego dobrym humorem zatraciła się w tym fałszywym obrazku. Powinna przecież wiedzieć, że wystarczyła chwila nieuwagi, aby cały ten sielski nastrój runął jak domek z kart na wietrze.
- Gdzie jesteś? - spytała.
- Alex, przyjedź – powtórzył, kolejny raz nie reagując na jej słowa. Nagle w słuchawce rozległ się niegłośny brzęk, gdy coś upadło na podłogę i rozsypało się. Luke zaklął pod nosem, a ona ze strachem otworzyła szerzej oczy i tracąc już kontrolę nad własnym oddechem, zaczęła biec w stronę wyjścia. Po drodze zostawiła tylko w recepcji informację, że pilnie musi wyjść i przestała już dbać o to, co mieli pomyśleć o niej czekający w sali ludzie.
- Jesteś tam? - zapytała zdyszana, wbiegając na parking. Nerwowo zaczęła przeszukiwać torebkę, by odnaleźć klucze do samochodu, ale z każdą mijającą sekundą jej poirytowanie wzrastało, uniemożliwiając odszukanie zguby. W końcu wyrzuciła całą zawartość na chodnik, wciąż wyczekując na odpowiedź chłopaka, która po kilku nawoływaniach nie nadchodziła. Cisza po drugiej stronie stawała się coraz bardziej złowieszcza. Zrobiło jej się niedobrze, a lekki zawrót głowy sprawił, że na moment usiadła na krawężniku, pochylając się do przodu. Wzięła kilka głębszych oddechów, uciskając z całej siły pulsujące z bólu skronie.
- Naprawdę nie chciałem tego robić – zaczął się jąkać, a ona miała wrażenie, że rozmawiała z kimś zupełnie obcym, nie rozpoznając już nawet jego słabnącego głosu. - Ale było mi tak źle, nie chciałem się tak czuć – dodał jeszcze ciszej, brzmiąc jak mały, zagubiony chłopiec, który próbował się tłumaczyć ze swojego złego uczynku.
- Musisz mi obiecać, że do mojego przyjazdu już niczego nie weźmiesz, rozumiesz? - poprosiła błagalnie, a jej drżący głos zdradzał cały strach i przerażenie, jakie w niej drzemały. Nie potrafiła już nad tym panować. Jakiś podstępny, szepczący głosik w jej głowie powodował, że odczuwała coraz silniejszy ucisk w brzuchu. - Luke, słyszysz mnie? - ponowiła pytanie, kiedy kolejny raz nie raczył odpowiedzieć. Słyszała jednak jego ciężki oddech.
- Ale to w ogóle mi nie pomaga.
- Zaraz będę, po prostu obiecaj mi, że nigdzie nie będziesz się ruszał, dobrze?
- Dobrze – odpowiedział bez przekonania, po czym w słuchawce rozległ się brzęk rozbijanego szkła, a później dało się tylko słyszeć uciążliwy sygnał rozłączanego połączenia. Bez namysłu chwyciła odnalezione kluczyki i wsiadła do samochodu, w pośpiechu kierując się do jego mieszkania. Starała się w ogóle nie myśleć, skupiając całą uwagę wyłącznie na drodze, ale nie mogła pozbyć się wrażenia, że tym razem wszystko miało być inaczej. Że tym razem to było coś poważnego, z czym nie umiała walczyć, czego nie potrafiła okiełznać, a co nie do końca świadomie niszczyło także i ją.

*

Wpadła do mieszkania, trzaskając niezamierzenie drzwiami. Pierwszą rzeczą jaka rzuciła jej się w oczy była stojąca w rogu komoda z pootwieranymi szufladami i rozrzuconymi po panelach zmiętymi kartkami. Po drugiej stronie, obok fragmentów roztrzaskanego lustra dostrzegła jego gitarę z naderwanymi strunami i połamanym gryfem. Nie była nawet świadoma tego, że w tym samym momencie wstrzymała oddech, zamierając w totalnym osłupieniu. Kolana się pod nią ugięły i to był właśnie ten moment, w którym jej wcześniejsze znikome opanowanie przestało istnieć. Jedna, niewielka łza potoczyła się po policzku, będąc jedynie preludium do tego, co miało wydarzyć się później.
Odrzucając torebkę na ziemię w przedpokoju, wbiegła do środka, z szaleńczo bijącym sercem nawołując Luke'a. Odpowiadała jej jednak wyłącznie niczym niemącona cisza. Podniosła głos, ale nawet to na niewiele się zdało, bo echo jej słów odbijało się od ceglastych murów. Zaglądała do każdego pomieszczenia, ale dopiero na samym końcu, w niewielkiej łazience dostrzegła skulonego pod ścianą blondyna. Na głowę schowaną między kolanami naciągnięty miał kaptur czarnej bluzy. Z pewnego rodzaju ulgą wypuściła powietrze, opuszczając bezradnie ramiona. Zrzuciła z siebie kurtkę i podeszła do niego, przykucając tuż obok. Na brzegu wanny dostrzegła otwartą fiolkę z tabletkami, a pod kaloryfer wturlała się pusta butelka po wódce. Alex z przerażeniem rozejrzała się dookoła, a jasne oczy ponownie zalśniły łzami. Kiedy tylko jej ręka spoczęła na ramieniu blondyna, drgnął nieznacznie, unosząc głowę. Jego pełne lęku, zagubione spojrzenie uważnie ją obserwowało. Zsiniałe usta drżały niespokojnie, a oddech wydawał się być wyjątkowo ciężki i nierówny.
- Już dobrze, jestem tutaj – powiedziała uspokajającym tonem, chwytając w dłonie twarz chłopaka. Zsunęła kaptur, gdy opuszki drugiej ręki zaczęły delikatnie gładzić jego policzek. Błękitne dotąd tęczówki wydawały się lekko poszarzałe, a oklapnięte włosy kleiły się do spoconego czoła. Był rozpalony, a jego nieobecny wzrok gorączkowo zataczał kółka, beznamiętnie rozglądając się na boki. - Luke, powiedz coś! - poprosiła błagalnie z ogromną bezradnością w roztrzęsionym głosie, potrząsając stanowczo całym jego bezwładnym ciałem, jakby to miało w czymś pomóc. On jednak wciąż pozostawał niewzruszony, lawirując w swoim własnym świecie, do którego nikt nie miał dostępu. Nachyliła się i złożyła czuły pocałunek na zimnych ustach, a słone łzy nadal z niesamowitą intensywnością spływały po jej rumianej twarzy.
Nic to jednak nie dało.
Pogłębiła to niedługie zbliżenie, ale skutek okazał się być równie znikomy jak poprzednim razem. Nie reagował, a jego pozbawione blasku oczy wbite były w jakiś nieokreślony punkt, całkowicie ignorując jej obecność.
- Nie mogę już dłużej patrzeć na to co ze sobą robisz – odparła po chwili, dławiąc się własnymi łzami. Opuściła nieporadnie ręce, które swobodnie zsunęły się na jej kolana. Nie miała już siły, by z nim walczyć.
- To nie patrz – odezwał się wreszcie, powodując że ze strachu aż podskoczyła, momentalnie na niego spoglądając. - Nikt nie każe ci tutaj siedzieć.
Zacisnęła mocniej usta, a kilka kolejnych krople potoczyło się po policzku. Wydawało jej się, że patrzy na kompletnie obcego faceta, nie potrafiąc znaleźć nawet małej cząstki jej dawnego Luke'a. Nie był sobą, a to przerażało ją najbardziej. Była gotowa mu pomóc, poświęciłaby dla niego wszystko, ale w tamtej chwili wiedziała, że on tej pomocy nie chciał. Mrożący wzrok chłopaka sprawił, że znowu poczuła lodowaty dreszcz na plecach, odruchowo kuląc się w obronnym geście.
- Wiem, że gdzieś tam głęboko wciąż jest ten prawdziwy Luke – wyszeptała cicho, a on niespodziewanie wpadł w szaleńczy śmiech. Zaczęła się bać jeszcze bardziej, choć podświadomie czuła, że przecież nie mógł zrobić jej krzywdy. Nie on.
- To jest prawdziwy Luke – odpowiedział głośno, rozkładając szeroko ręce i zaprezentował się w całej okazałości. - Luke wariat.
- Nie mów tak – wysapała, kolejny raz czując, jak traci oddech. - To nie prawda. Jeszcze wszystko może być normalnie. Musimy tylko spróbować.
- Normalnie? - wychwycił przypadkowe słowo, a ona w tym samym momencie zdała sobie sprawę z tego, jak wielki błąd popełniła. - Chcesz normalnego życie, to wracaj sobie do swojego ukochanego Chrisa – warknął tonem, który pełen był jadu i złośliwości.
- Chcę ci pomóc.
- Więc idź sobie stąd – polecił, a ona czuła, że jego zachowanie było jedynie wynikiem działania alkoholu i leków, bo przecież jej Luke był inny. Załkała ponownie, ocierając wierzchem dłoni twarz, gdy obraz przed oczami stawał się coraz bardziej niewyraźny. Mimo wszystko zbliżyła się do niego, próbując objąć go swoimi ramionami.
- Pozwól mi pomóc.
- Nie chcę twojej pomocy.
- Przecież prawie nam się udało – zaczęła, niepewnie wysuwając w jego stronę dłoń. Dotknęła nią ramienia, wyczuwając jak zadrżał. I kiedy już myślała, że jego stan uległ zmienia, że powoli wracał do siebie, on znowu roześmiał się histerycznie.
- Widzę, jak się mnie brzydzisz – wyznał z niesmakiem, rzucając jej jedno, przepełnione zawiścią spojrzenie. Z wrażenia otworzyła szerzej oczy, nie mogąc uwierzyć w to, co przed chwilą usłyszała. Bez zastanowienia sięgnęła ręką jego policzka.
- Luke ...
- Wynoś się! - krzyknął, odtrącając ją. Kiedy zrobił dość spory zamach, zupełnie niezamierzenie jego dłoń uderzyła ją w twarz, a wyjątkowo nieprzyjemny dźwięk rozległ się w niewielkim pomieszczeniu. Z łoskotem, rażona siłą jego uderzenia poleciała na ścianę, dość mocno obijając sobie plecy.
Nagle oboje zamarli, wpatrując się w siebie z przerażeniem. Bez problemu dało się słyszeć ich szaleńcze oddechy i bardziej gwałtowne uderzenia serc. Ta cisza trwała zaledwie krótką chwilę, choć dla nich zdawała się być bezkresną wiecznością, w której bezpowrotnie zawaliły się ich światy.
Luke zakrył usta dłonią i bez słowa podniósł się z podłogi, wybiegając z mieszkania.
I żadne z nich nie zdawało sobie w tamtej chwili sprawy z tego, że nie powinni pozwolić na to, aby drzwi zamknęły się z przeraźliwym trzaskiem. Nie byli świadomi tego, że Alex powinna zrobić wszystko, aby go zatrzymać, a on powinien zrobić wszystko, aby zawrócić.
Ale wtedy jeszcze o tym nie wiedzieli.












WTNGD ma angielską wersję, yaaaaaaaaaaaaaaay! Bezgranicznie jestem za to wdzięczna @TakiSeFejm i @Niess94 <KLIIIIIK>


To chyba tyle. Druga część tego rozdziału zależy od was. /edit: data jej dodania/


Enjoy!

xoxo
Alice




2.21. A tląca się cichutko iskra rozpaliła dawny płomień.

- Musimy porozmawiać – powiedzieli równocześnie, spoglądając w swoją stronę niepewnie, jakby czymś nagle przestraszeni. Krótką chwilę wpatrywali się w siebie z niezwykłą intensywnością po to, aby ułamek sekundy później odwrócić nieco speszony wzrok. Utrzymująca się między nimi od jakiegoś czasu cisza obojgu zaczęła ciążyć i doskonale zdawali sobie sprawę z tego, że nie dało się tego wszystkiego już uniknąć. Byli świadomi tego, że po powrocie Chrisa do domu nic nie było już takie samo, a ta zimna obojętność, która między nimi się wytworzyła była aż nazbyt wyczuwalna. Każdy gest wydawał się wymuszony, rozmowy ograniczały się do tych wyłącznie niezbędnych, a jakakolwiek bliskość kończyła się krzywymi spojrzeniami i natychmiastowymi unikami. I gdzieś podświadomie chyba oboje zdawali sobie sprawę, że nie dało się tego uratować.
- To nie ma sensu, my nie mamy sensu – Chris odezwał się pierwszy, odwracając się w jej stronę z dłońmi opartymi o kuchenny blat. Dziewczyna westchnęła cicho i odłożyła trzymany w ręce nóż, którym próbowała obrać jabłko.
- Naprawdę tego nie chciałam – załkała cichutko, posyłając w jego kierunku niedługie, pełne gorzkich łez spojrzenie.
- Widocznie tak musiało być.
- To moja wina – przyznała z pełną szczerością, a słaby głos kolejny raz załamał się. Blondyn opuścił ręce i zrobił chwiejny krok, chwytając jej zaciśniętą pięść w swoją dłoń.
- Stchórzyłem w najgorszym z możliwych momentów, zostawiłem cię wtedy, gdy najbardziej mnie potrzebowałaś. To także moja wina – odparł z żalem i unosząc rękę, założył opadające na oczy pasmo jasnych włosów. Przesunął kciukiem po jej policzku, sprawiając że zamrugała kilkakrotnie, a jedna łza spłynęła po rozpalonej skórze.
- Nigdy nie przypuszczałam, że znowu będę musiała pozwolić komuś odejść.
- Tak naprawdę nigdy nie pozwoliłaś odejść Hemmingsowi, szczęściarz z niego – zażartował posępnie, a Alex poczuła dość silne ukłucie w żołądku. Spojrzała pospiesznie na niego, otwierając szerzej oczy. Widząc jej przerażenie i niezrozumienie, Chris uśmiechnął się. - Nigdy ci tego nie mówiłem, ale bywały noce, kiedy nieustannie wołałaś go przez sen.
- O czym ty mówisz? - zapytała nerwowo, a on ponownie uniósł kąciki ust.
- Nie chciałem wtedy dopuścić do siebie myśli, że wciąż o nim pamiętasz, dlatego starałem się wyrzucić wszystko z pamięci, licząc po cichu że wreszcie to się skończy – wyjaśnił, a pod nią kolana się ugięły. W ostatniej chwili podtrzymała się oparcia krzesła, gdy obraz przed jej oczami pociemniał. Pochyliła się lekko, z trudem oddychając.
- Dlaczego nic nie powiedziałeś?
- Wolałem udawać, że mimo wszystko trochę ci na mnie zależało – odpowiedział z ponurym uśmiechem, powodując że poczuła, jak zaczynało jej się robić niedobrze. Niespokojnie oblizała końcem języka spierzchnięte wargi, rozchylając je nieco mocniej.
- Pomogłeś przejść mi przez najciemniejszy okres w moim życiu, więc zawsze byłeś dla mnie ważny! I to nigdy się nie zmieni – sprostowała momentalnie te słowa, zaciskając z całej siły drżące usta. Chwyciła w dłonie jego koszulkę, jakby próbowała krótkimi szarpnięciami zaprzeczyć temu wszystkiemu. Kolejna łza spłynęła po policzku.
- Ale nie tak ważny jak on – stwierdził ciszej i przygarnął ją bliżej siebie, gdy z zawstydzonym wzrokiem opuszczała głowę. - Proszę cię, nie płacz.
Gdy ponownie dotknął jej twarzy, spojrzała na niego załzawionymi oczami. Rozpłakała się i nie była już w stanie tego kontrolować. Łzy samowolnie toczyły się po policzkach, a ona nie potrafiła z nimi walczyć w jakikolwiek sposób. Wiedziała, że właśnie w tamtej chwili przekreślali ostatnie lata, które wspólnie spędzili i mieli zacząć żyć nowym życiem.
Osobno.
- Więc zgaduję, że tak wygląda koniec, czyż nie? - zapytał ze smutnym półuśmiechem na ustach, przyglądając się dziewczynie. Natłok myśli sprawiał, że nie stać ją było nawet na jedno krótkie sensowne zdanie, a nadal drżące z rozpaczy wargi wcale nie ułatwiały tego zadania.
- Chris – jęknęła rozpaczliwie, wtulając się gorliwie w jego ramiona. Z nieskrywanym zaskoczeniem objął ją z równie bezkresną troskliwością.
- Obiecaj mi, że będziesz szczęśliwa – szepnął z ustami przytkniętymi do jej czoła, składając ostatni pocałunek. - Mimo iż była to tylko złudna iluzja, fajnie było cię mieć chociaż przez chwilę.
- To nie była iluzja! - zaoponowała raptownie, ale w jej głosie zdecydowanie zabrakło przekonania, bo sama nie wierzyła w sens swoich słów.
Chris zaśmiał się, przytulając ją do siebie.
- Od zawsze należałaś tylko do niego, niezależnie od tego, jak bardzo pragnąłem mieć cię wyłącznie dla siebie. Zawsze jego wspomnienie unosiło się między nami.
- Nie ...
- Alex! – uciszył ją momentalnie, przykładając palec do jej drżących ust. - Gdybyś tylko mogła dostrzec ten uśmiech, ten błysk w oku, kiedy tylko o nim myślisz. Cholernie mu tego zazdroszczę.
- Przepraszam – szepnęła z drżeniem, ale nie była już w stanie spojrzeć na niego. Zabrakło jej odwagi.
- Mam nadzieję, że teraz wam się uda, bo zasługujesz na wszystko, co najlepsze.
Otulił ją mocniej, kołysząc delikatnie w rytm uspokajającego się oddechu.

*


Nie spodziewał się jej, dlatego kiedy tylko drzwi otworzyły się, a on niespiesznie uniósł głowę znad zabazgranej kartki, nie krył zdziwienia nieoczekiwaną obecnością blondynki. Stanęła w progu, wbijając w niego puste spojrzenie. Gdy walizka, którą ze sobą przyniosła, wysunęła się z jej dłoni i z ogromnym łoskotem upadła na podłogę, nawet nie mrugnęła. Dłuższą chwilę praktycznie nie ruszała się, wciąż uparcie patrząc na niego pełnymi łez oczami. Mokre włosy kleiły się do twarzy, a zsiniałe usta drżały niespokojnie z zimna. Nagle zerwała się i podbiegła w jego stronę, a kiedy tylko zdołał podnieść się z krzesła, ona już znajdowała się w jego objęciu. Z dziecięcą ufność przylgnęła do niego, wtulając się w otwarte wyłącznie dla niej ramiona. Wydała mu się taka krucha, mała i zagubiona, całkowicie zdana na niego.
- Znowu wszystko zepsułam – zaszlochała ze smutkiem, zacieśniając jeszcze mocniej ręce wokół niego. Dygotała z wyziębienia i przemoczenia, a jej skostniałe palce z całej siły ściskały pomięty już materiał bawełnianej koszulki, zupełnie jakby bała się go wypuścić. Doskonale wyczuwał szaleńcze bicie jej serca, kiedy nadal z tym bezgranicznym zaufaniem wciskała się w jego ramiona. Gdy kolejny spazmatyczny jęk wydobył się z jej ust, uniósł rękę i z ogromną troskliwością pogładził mokre włosy.
- Alex, musisz się uspokoić! - zarządził stanowczym głosem, ujmując w dłonie twarz dziewczyny, po czym kciukami zaczął delikatnie sunąć po zaróżowiałych policzkach. Wpatrywała się w niego nieprzytomnie, a słone łzy wciąż wypływały z zapuchniętych oczu. Luke ponownie przyciągnął ją mocno do siebie, zamykając szczelnie w uścisku swoich ramion. Początkowo nawet jego dotyk nie pomagał, bo nadal trzęsła się, ale z każdym kolejnym wyszeptywanym na ucho słowem wydawała się odzyskiwać kontrolę. Jej oddech stał się zdecydowanie bardziej miarowy. Gdy odetchnęła głębiej, zbliżyła się do niego jeszcze bardziej, łapczywie pragnąc jego bliskości.
- Potrafię tylko rozwalać życie innym – stwierdziła cicho, pociągając nosem. Przesunął dłoń wzdłuż jej pleców, wyczuwając dokładnie jak zadrżała, gdy palce dotknęły kawałka odsłoniętej skóry.
- Powinnaś odpocząć, to na pewno był ciężki dzień.
- Ciężki dzień?! - zapytała z wyraźną kpiną w głosie, odsuwając się od niego raptownie. Nie był przygotowany na taką reakcję z jej strony. Nagle stała się bardzo rozdrażniona. - Ot tak zniszczyłam ostatnie lata mojego życia, przekreśliłam wszystko dla przyszłości, której nawet nie mogę być pewna. Jednym zamachem zniszczyłam wszystko to, co tak misternie tyle czasu próbowałam zbudować – kontynuowała roztrzęsiona, żywiołowo gestykulując rękami. Luke uważnie ją obserwował, śledząc każdy porywczy ruch, słowo, uniesiony ton.
- Żałujesz?
Jedno krótkie pytanie sprawiło, że momentalnie zamarła w bezruchu, a jej zapuchnięte, pozbawione blasku oczy bardzo powoli przeniosły się na niego. Zamrugała niepewnie z otartymi ustami, oddychając ciężko. Jej zdezorientowana mina jednoznacznie wskazywała na to, iż to stwierdzenie kompletnie ją zaskoczyło. Sekundy mijały, a oni stali naprzeciw siebie, w niezwykle wymownej ciszy wymieniając przestraszone spojrzenia. Dostrzegł jak ponownie jej usta zaczęły drżeć, a pod powiekami pojawiły się kolejne łzy. Bez słowa, z niewielkim poczuciem winy przygarnął ją do siebie, dość mocno zakleszczając w pełnym zachłanności uścisku.
- Czuję się tak, jakby każda moja decyzja była zła – wyznała po chwili, pochlipując żałośnie w jego koszulkę. Westchnęła cicho z nieznaczną ulgą, gdy dłonią przesunął wzdłuż jej pleców, delikatnie masując napięte mięśnie. - Nie potrafiłam nic zrobić, bo nie chciałam nikogo ranić, ale to raczej nieuniknione. Bo chyba tylko to mi w życiu wychodzi, rozpieprzanie ludziom życia.
Nie potrafił znieść tego, że znowu obarczała się winą, dlatego postanowił jej przerwać.
- Kocham cię – wykrztusił z siebie, nie będąc do końca przekonanym, dlaczego to krótkie wyznanie padło z jego ust. Czuł jednak, że to była właśnie ta odpowiednia chwila, na którą czekał tak długo. Alex w momencie zamilkła, a jej rozbiegany wzrok gwałtownie zatrzymał się na nim. Cisza przeplatana jedynie ich szaleńczymi oddechami zdawała się przejmować nad nimi kontrolę.
- Co-o? - wyjąkała nieprzytomnie, odruchowo wycofując się. Luke uśmiechnął się, kiedy otworzyła jeszcze szerzej oczy. - Ja nie wiem, co powiedzieć.
- Wiesz, że tak naprawdę nigdy oficjalnie nie rozstaliśmy się? – spytał z nutką rozbawienia i chwycił jej dłoń, obejmując troskliwie długimi palcami. Nieśmiało zbliżyła się do niego, gdy pociągnął ją za rękę. - To nigdy nie minęło i chyba nigdy nie przeminie. Tak bardzo próbowałem cię znienawidzić, wyrzuć z głowy, wmówić sobie, że to było tylko na chwilę, ale nie potrafiłem. Szukałem zapomnienia u innych, upijałem się do nieprzytomność, byle tylko nie myśleć, ale za każdym pieprzonym razem, to właśnie ty byłaś pierwszą rzeczą, która po przebudzeniu mnie nawiedzała. W każdej doszukiwałem się cząstki ciebie, raz to były jasne włosy, innym razem niebieskie oczy, albo zadarty nos. Ale przecież ciebie nikt nie byłby w stanie nigdy zastąpić.
- Luke - westchnęła pełnym emocji rozedrganym głosem, przygryzając z całej siły wargi. - Tak bardzo za tobą tęskniłam, ale … - dodała, jednak on prawie od razu jej przerwał.
- Powiedz mi czego się boisz.
- Ja, ja … - zaczęła się plątać, unikając jego świdrującego spojrzenia, choć doskonale czuł jak jej malutkie dłonie zażarcie przesuwały się po plecach, jakby wciąż łaknęła jego bliskości. W końcu wzięła głębszy wdech i opuściła z bezradnością ramiona. Szybko jednak pochwycił ją, zmuszając do tego, aby na nowo popatrzyła na niego. Gdy zrobiła to z ogromną niechęcią, wysilił się na cień uśmiechu.
- Wiem, że mam problemy, z którymi czasami sobie nie radzę, że nie jestem idealnym, że nie jestem w stanie zapewnić takiej stabilizacji i pewnością, jaką oferował ci wcześniej Chris, ale obiecuję, że zrobię dla ciebie wszystko, byś czuła się szczęśliwa.
- Luke – załkała i unosząc dłoń, dotknęła palcami jego policzka. Jej dotyk sprawił, że przymknął na moment oczy, rozkoszując się chwilą błogiej przyjemności. - Tak bardzo za tobą tęskniłam!
Kąciki jego ust powędrowały do góry, gdy zarzucała mu ręce na szyję, wtulając się w niego z niezwykłą czułością. Stracił na moment równowagę, nie przypuszczając, że z taką gwałtownością wpadnie w jego ramiona. Złapał ją mocno, unosząc delikatnie nad ziemią tak, że już nawet palce stóp nie stykały się z podłogą. Zawsze fascynował go fakt, że była niższa od niego, co pozwalało mu chować całe jej niewielkie ciało w swoim objęciu. Pochylił się, mrucząc cicho do jej ucha, kiedy wsuwała palce w jego włosy.
- Kocham cię, Alexandro – szepnął prawie bezgłośnie, zakładając jasny kosmyk za ucho, a delikatne drżenie w jego głosie nadało tej chwili jeszcze bardziej intymny charakter. Miał wrażenie, że ta dłuższa forma jej imienia spowodowała krótki uśmiech na ustach, które bardzo powoli przylgnęły do skóry jego szyi, składając na niej niespieszne, czułe pocałunki. Zadrżała pod wpływem sunących coraz niżej dłoni blondyna, które nieprzerwanie przyciągały ją do niego. Przestrzeń między ich ciałami przestała praktycznie istnieć, łącząc ich w idealną jedność, którą zdawali się wzajemnie tworzyć. Krótki spektakl zmysłów stał się ich udziałem, a cały otaczający świat jakby na moment stanął w miejscu, podziwiając w zachwycie kiełkujące na nowo uczucie.
A oni oderwani od rzeczywistości uczyli się poznawać poznane.





xoxo

Alice

2.20. Ochroni ją przed szalejącą burzą.


Święta Bożego Narodzenia zostały doszczętnie sparaliżowane przez śnieżną burzę, która niespodziewanie nawiedziła Nowy Jork. Odwołano wszystkie połączenia lotnicze, a to oznaczało, że Alex utknęła na cały ten świąteczny czas sama w mieście, bo jej plany odwiedzenia rodziców w Sydney wraz z nadejściem zamieci legły pod stertą świeżego śniegu. Chris został u rodziców, wykorzystując niechybnie pogodowe warunki, które stały się dla niego idealną wymówką na to, by jeszcze trochę pobyć z daleka od niej. W wigilijny poranek wysłał jej smsa z życzeniami, ale gdy później próbowała się do niego dodzwonić, odpowiadała wyłącznie poczta głosowa. Nie mogła być zła, choć wizja spędzanych samotnie świat wcale nie napawała jej entuzjazmem. Zmuszona jednak została do tego, by w pojedynkę ubrać choinkę i rozwiesić migające światełka na poręczy balkonu.
Radosny, świąteczny nastrój nie udzielił jej się, dlatego po wyjęciu z zamrażalnika pizzy i otwarciu butelki wina, rozsiadła się na kanapie z laptopem na kolanach oraz ze stanowczym postanowieniem, by tego wieczoru zamęczyć się przygłupimi komediami romantycznymi. Nawet nie zorientowała się, kiedy napisy końcowe pojawiły się na ekranie, a wino w dość magiczny dla niej sposób wyparowało. Gdy próbowała wymienić płytę na kolejny film z ustalonej wcześniej listy, nagle wszystkie lampy zgasły, a jedynym źródłem światła okazał się być przyciemniony przez brak zasilania ekran laptopa.
- Tylko nie to, tylko nie to – zaczęła powtarzać nerwowo, ręką po omacku poszukując telefonu na kanapie. Z niemałym trudem, wiedziona światłem komórkowej latarki, dotarła do kuchni. Po kilku nieudanych próbach w końcu otworzyła odpowiednią szufladę, odnajdując w niej kilka świec i ostatnie pudełko zapałek. Nie lubiła ciemności, zwłaszcza kiedy była sama, a na zewnątrz panowało istne piekło. Podeszła do okna, aby ocenić sytuację i dość szybko okazało się, że intensywnie padający śnieg praktycznie uniemożliwiał zobaczenie czegokolwiek. Ledwo mogła dostrzec sąsiedni budynek.
- Cudowne święta, nie ma co! - burknęła do siebie układając w strategicznych miejscach pokoju zapalone świece. Westchnęła tylko cicho, rozglądając się obojętnie po pogrążonym w półmroku pomieszczeniu. Momentalnie w powietrzu zaczął unosić się przyjemny zapach wanilii i cynamonu. Opadła bezwiednie na puchowy dywan i z rękami ułożonymi pod głową zaczęła pustym wzrokiem wpatrywać się w sufit. Nie była przekonana, czy powodem krótkiego zawrotu głowy była intensywna woń świec, czy opróżniona do dna butelka wytrawnego trunku. Dość niespodziewanie jej niewiele znaczące i bezcelowe rozmyślania przerwało nagłe pukanie. Nerwowo drgnęła, podnosząc się z podłogi i lekko chwiejnym krokiem ruszyła w stronę przedpokoju z jedną świecą w dłoni. Wypity alkohol sprawił, że jej osąd został nieznacznie zaburzony i prawdopodobnie ze zbyt dużą lekkomyślnością otworzyła drzwi swojemu tajemniczemu gościowi. Nawet nie zapytała, kto o tej porze miał ochotę ją odwiedzać.
- Luke?! - mruknęła niewyraźnym głosem, przyglądając się uważnie chłopakowi, który praktycznie cały pokryty był warstwą białego, topiącego się puchu.
- Podobno wszystkie loty do Australii zostały odwołane, dlatego wpadłem, aby sprawdzić, czy wszystko w porządku – wyznał z lekko zaniepokojoną miną, strzepując z kaptura resztki śniegu.
- Nie ma prądu – oznajmiła tonem pozbawionym jakichkolwiek emocji, na co Luke uśmiechnął się tylko pobłażliwie, najwyraźniej dostrzegając to zdecydowanie zbyt błyszczące spojrzenie jej oczu.
- Tak, zorientowałem się, kiedy musiałem pokonać milion schodów, bo windy nie działają – zażartował, ale ona nawet nie raczyła go krótkim uśmiechem.
- Wejdź – zaprosiła go do środka.
- Jesteś sama? - zapytał niepewnie, starając się ukryć pewnego rodzaju podekscytowanie w głosie.
- Tak – odpowiedziała z nutką smutku i rozczarowania, podążając od razu do salonu. Doszedł ją szelest materiału kurtki i cicho wypowiadane przekleństwo, gdy z wieszaka zsunęła się z łoskotem na ziemię. Chwilę później dostrzegła go w progu pokoju, opierającego się o framugę drzwi z tym lekko zmieszanym spojrzeniem i dłońmi wsuniętymi do kieszeni ciasnych, rozdartych spodni. Nadal fascynowało ją to, jak się w nie mieścił.
- Udana impreza, jak widzę – ocenił z typowym dla siebie poczuciem humoru, gdy zaczęła zbierać z podłogi pudełka po pizzy, a przypadkiem zahaczona przez nią butelka po winie poturlała się po podłodze pod stół. Płomienie świec zadrgały złowieszczo, kiedy wykonywała zbyt gwałtowne ruchy. Popatrzyła na blondyna ostrzegawczo, ale nie zamierzała komentować jego głupich uwag. Czasami zapominała o tym, jak bardzo działał jej na nerwy. Zacisnęła mocniej usta i wróciła do próby ogarnięcia tego bałaganu, ciągle rozmyślając nad tym, dlaczego z taką łatwością nie mogła uporządkować własnego życia.
- Zostały mi jedynie zamrożone frytki, nic więcej nie mogę ci zaoferować – oznajmiła moment później lekko drżącym głosem, gdy ostatnimi dwoma wolnymi palcami próbowała zgarnąć ze stołu kieliszek.
- Dzięki, nie jestem głodny.
W tej samej chwili po pokoju rozległ się wyjątkowo nieprzyjemny brzęk rozbijanego szkła, gdy wszystkie zebrane śmieci wypadły jej z rąk. Alex z przerażeniem spojrzała pod nogi, otwierając szerzej powieki. Dłonie zaczęły niebezpiecznie się trząść, a miarowy dotąd oddech stał się zdecydowanie mniej swobodny. Coś w niej nagle pękło. Upadła z pełnym impetem na kolana, a słone krople zaczęły spływać po jej twarzy. Gdy tylko próbowała otrzeć je, obraz przed oczami kompletnie się rozmazał.
- Nawet tego nie potrafię dobrze zrobić – zawyła z żałością, podejmując kolejną próbę posprzątania tego wszystkiego, ale nagle poczuła zaciskające się na jej nadgarstkach zimne dłonie i uniosła zapuchnięte oczy na chłopaka, który znienacka pojawił się przy niej. Zmusił ją, aby wypuściła odłamki szkła z ręki i gdy tylko posłusznie wykonała polecenie, przyciągnął ją do siebie, mocno otulając ramionami. To sprawiło, że zupełnie przestała kontrolować ogarniającą ją rozpacz, wtulając twarz w jego klatkę piersiową. Gdy przymknęła powieki pod wpływem jego kojącego dotyku, a delikatny zapach perfum zawładnął jej zmysłami, odetchnęła głęboko.
- Już dobrze – zaczął ją uspokajać, kołysząc w przód i w tył. - Wesołych świąt – wyszeptał jakby na pocieszenie, wyjmując z kieszeni przewiązane czerwoną kokardką plastikowe pudełko z kasetą w środku.
- Co to?
- Nic wielkiego, parę wartych przesłuchania kawałków, mam nadzieję, że ci się spodoba.
Alex przez krótką chwilę wpatrywała się na przemian to w niego, to w niespodziewany prezent i wpadła w jeszcze większą histerię. Rozkleiła się całkowicie, wtulając mocniej w jego ramiona.
- Ja nie mam dla ciebie nic – wyszlochała, pociągając żałośnie nosem. Zadarła głowę i zaszklonymi oczami popatrzyła na niego. Luke uśmiechnął się i z troską pogładził dłonią jej włosy. Opuszkami dotknął policzek, przesuwając nimi delikatnie po ciepłej skórze.
- Ja już swój prezent otrzymałem – odparł i złożył niedługi, czuły pocałunek na jej czole.
- Pocałuj mnie – poprosiła, ale to nie była zwykła prośba i on o tym doskonale wiedział. Gdy tylko spojrzała na niego, zorientował się, co kryło się za tymi na pozór zwyczajnymi słowami. Ujął dłońmi jej twarz i bez namysłu pochylił się lekko, otulając swoimi miękkimi wargami drżące i wilgotne od łez usta dziewczyny. Wypełniony palącą tęsknotą i pragnieniem pocałunek stawał się coraz bardziej żarliwy, gdy bez pamięci zatracali się we własnym, pełnym zachłanności dotyku.
- Alex ...
- Tak! - wymruczała, niechętnie odrywając się od niego. Spojrzała mu głęboko w oczy i kolejny raz przyciągnęła go do siebie, całując w sposób tak łapczywy i spragniony, iż momentami ogarniało ją przerażenie.
- Będziesz tego żałować – stwierdził cicho, ale chyba oboje zdawali sobie sprawę z tego, że te słowa nie były już w stanie niczego zatrzymać. Gdy sięgnęła dłońmi za spód jego koszulki, bez zastanowienia pozwolił się jej pozbyć. Nagle dziewczyna zamarła w bezruchu i z szeroko rozchylonymi ustami, które zachłannie łapały powietrze, spojrzała na niego.
- Co to? - spytała nieprzytomnie, wskazującym palcem przesuwając po fragmencie jego ciała nad lewą piersią. Uniosła na chwilę wzrok, obserwując jego zakłopotaną minę. Gdy spojrzenie zsunęło się niżej, ponownie z podziwem wpatrywała się w wytatuowany motyw. Czarny barwnik tak bardzo kontrastował z jego jasną skórą. - Od kiedy to masz?
- Nie wiem, jakiś czas – odpowiedział wymijająco, przygryzając dolną wargę. Ona nadal kreśliła opuszką zarys tatuażu, a przez krótką chwilę na ustach pojawił się tak dobrze znany mu uśmiech. Nie mogła uwierzyć, że wyklejona kiedyś na jego gitarze litera została tak idealnie odwzorowana na jego ciele. A miejsce, na którym zdecydował się to zrobić dodawało temu jeszcze większego znaczenia.
- To trochę sł ...
- Nawet nie waż się używać tego słowa! - przerwał jej raptownie, sprawiając, że głośno się zaśmiała i pokręciła z dezaprobatą głową. Nie podzielał jej rozbawienia, przewracając tylko teatralnie oczami.
- Słodkie! – dokończyła z niezwykłą stanowczością, po czym znowu roześmiała się.
- Jesteś niemożliwa – podsumował z cichym westchnieniem.
- Ale lubisz to – odparła, spoglądając na niego niepewnie. Ułożył ręce na jej biodrach i przyciągnął ją do siebie dość niespodziewanie. Odruchowo uniosła dłonie, które zatrzymały się na jego nagim brzuchu. Wymienili spojrzenia, odczuwając to rosnące między nimi napięcie.
- Lubię – przyznał po chwili ciszy, gdy oboje kolejny raz bez pamięci zatracili się w czułym pocałunku.

*


Cienie złączonych ciał tańczyły na ścianie, gdy dogasający blask świec oświetlał je niedbale. Świszczące, nierówne oddechy zdawały się idealnie komponować z szaleńczym rytmem wybijanym przez serca. Pocałunki stawały się coraz bardziej zachłanne, a oni zatracali się w tej niedługiej chwili zapomnienia, w której zostali całkowicie oderwani od rzeczywistości. Iskrząca się od potu skóra rozpalona była prawie do czerwoności, gdy drżące z wrażenia dłonie łapczywie dotykały każdy najmniejszy jej fragment. Bezgłośnie wyszeptywane imiona przerywały głuchą ciszę, nadając temu zbliżeniu jeszcze bardziej intymny charakter. Na nowo zdawali się odkrywać przed sobą wszystkie słabości i niedoskonałości, które paradoksalnie czyniły tę chwilę tak idealną. Idealną dla nich, a każda wspólnie spędzona sekunda potwierdzała to doskonale.
- Nie chciałabym, aby jutro rano to wszystko okazało się tylko pięknym snem – wyszeptała, z ogromnym trudem łapiąc powietrze i kompletnie straciła jakąkolwiek kontrolę nad łamiącym się pod wpływem emocji głosem. Usta Luke'a delikatnie przesunęły się po jej szyi, doprowadzając ją do kompletnego szaleństwa. Przerażała ją myśl, że był świadomy jej najsłabszych punktów i z pełną premedytacją korzystał z tego, powodując, że stawała się zupełnie od niego zależna. Na krótki moment zaprzestał przyjemnych pieszczot i unosząc głowę, spojrzał na jej rozemocjonowaną twarz.
- Będę pierwszą rzeczą, jaką ujrzysz po przebudzeniu – obiecał z pełną powagą, odsuwając fragment grzywki z jej wilgotnego czoła. Nie była pewna dlaczego, ale tych parę słów sprawiło, że kąciki jej ust uniosły się nieznacznie, a oczy rozbłysły jeszcze jaśniejszym blaskiem. Wsunęła bez słowa dłoń w jego jasne włosy i z zamiłowanie przyglądała się rozpromienionej twarzy, która w wątłym świetle świec wydawała się być bardziej chłopięca, zupełnie jakby widziała tego Luke'a sprzed kilku lat. Uśmiechnął się w tym samym momencie i nie czekając już na nic ponownie przylgnął do niej z niespotykanym pożądaniem, bez reszty tonąc w spragnionym pocałunku.
Gdy rozgrzane, spocone ciała kolejny raz się połączyły, po pokoju rozeszło się pełne namiętności westchnienie, szybko stłumione dotykiem drżących warg. Przez tę jedną, wydawałoby się trwającą zaledwie jedno mrugnięcie powiek, noc zrozumieli, że uczucie, które między nimi było tak naprawdę nigdy nie wygasło, bo cały ten czas oboje skrycie i nie zawsze do końca świadomie pielęgnowali je w najgłębszych zakamarkach dusz. Podświadomie nie pozwolili na to, aby o sobie zapomnieć. Byli już niemal pewni, że nieustannie składane tego wieczoru obietnice nie były tylko pustymi słowami wypowiadanymi w chwilach uniesienia, ale stały się najprawdziwszymi przyrzeczeniami, których tym razem zamierzali dotrzymać. Oboje potrzebowali tej bezkresnej bliskości, by na moment zapomnieć o wszystkim. Nieśmiałe, jakby zawstydzone tym co właśnie się działo, wymiany lekko zamroczonych spojrzeń, gorące oddechy, składane z niesamowitym natężeniem pocałunki stały się niemym dowodem na to, że łącząca ich niegdyś więź nigdy nie została przerwana.
Płomienie spalających się powoli świec zachybotały się delikatnie, gdy nocną ciszę ostatni raz przerwało wypowiedziane gorączkowo imię. Intensywna woń wanilii drażniąca zmysły, wymieszana z unoszącym się zapachem ich rozgrzanych ciał wypełniała salon, gdy z niezwykłą świadomością i przekonaniem odnajdowali wspólne spełnienie, sycąc się swoją obecnością bez końca.

*

Gdy tylko poczuła mroźny powiew wiatru na odsłoniętej nodze, gwałtownie nasunęła na siebie koc, zakopując się szczelnie pod puchowym nakryciem. Z ogromna niechęcią uniosła po chwili zaspane powieki i dość ostentacyjnie zaczęła ziewać, przeciągając zastałe mięśnie. Podniosła się na łokciach, wciąż otępiałym, nie do końca obudzonym wzrokiem lustrując cały salon. Firanka przy balkonowych drzwiach złowrogo poruszała się. Zmrużyła oczy, rozglądając się na boki i dopiero moment później zorientowała się, że miała na sobie nie swoją koszulkę. Nagle wspomnienia minionej nocy wróciły, a ona mimowolnie uśmiechnęła się, odczuwając łaskoczące ciepło na policzkach. Kiedy udało jej się wyswobodzić ze stery nakryć i bosymi stopami dotknęła zimnych paneli, momentalnie przeszył ją nieprzyjemny dreszcz, a na nogach pojawiła się gęsia skórka. Gdy tylko spojrzała w kierunku balkonu, dostrzegła opartego o poręcz chłopaka z papierosem w ustach. Westchnęła przeciągle, ale mimo wszystko nie potrafiła się pozbyć tego uśmiechu, który błąkał się po jej twarzy. Na podłodze obok dywanu porozstawiane były wciąż świece, między którymi spostrzegła swoje jeansy. Potrząsnęła głową, bo chyba do końca nie wierzyła w to wszystko. Całe jej wnętrze wypełnione było niesamowicie wielką ekscytacją. Czuła się tak jak zakochana po raz pierwszy nastolatka. I nawet powód tych fruwających w brzuchu motylków był ten samo, co za pierwszym razem. Szybko jednak skarciła się za to, zdając sobie sprawę, jak straszną rzecz zrobiła i jak wielką hipokrytką się stała. Nie umiała podjąć jednak tej ostatecznej decyzji, która zakończyłaby wszystkie wątpliwości, bo wiedziała, że ktoś będzie cierpiał. Przez lata przyzwyczaiła się do tej wygodnej stabilizacji, którą oferował Chris, ale ponowne pojawienie się Luke'a przypomniało jej wszystkie szalone pierwsze razy i gdzieś głęboko odczuła to pulsujące ukłucie tęsknoty.
Drzwi ponownie uchyliły się, a ona momentalnie poczuła przeszywający chłód na nagiej skórze. Do środka po cichu wsunął się blondyn. Zamarł w bezruchu, kiedy zorientował się, że jego ostrożność była zupełnie niepotrzebna, bo ona już się obudziła.
- Och, taka wczesna pora, a księżniczka już nie śpi – zażartował, zdejmując kurtkę i zaczął pocierać o siebie zmarznięte dłonie.
- Mógłbyś wymyślić już coś nowego – odparła znudzonym głosem i zerknęła na niego z litością. Było w tym jednak coś magicznego, kiedy zamiast kolejnych czułych słów i gestów, oni po wspólnej nocy postanowili zacząć dzień od głupich, przedrzeźniających uwag i aluzji. Po chwili uważnie mierzących się spojrzeń, oboje zaczęli się śmiać.
- Fajna koszulka – powiedział z zadziornym uśmieszkiem, gdy przysiadał się na brzegu łóżka, tuż obok niej. Wzniosła oczy i westchnęła obojętnie.
- Nie jest czasem twoją ulubioną? - zapytała z udawaną złośliwością, unosząc lekko pomięty materiał, gotowa do oddaniu mu jego własności.
- Nie – odpowiedział ze znużeniem, bo doskonale zdawał sobie sprawę, do czego odnosiła się ta uwaga. Prawie od razu dostrzegł, że zaczynało być jej zimno, dlatego też chwycił leżący za nim koc i narzucił go na jej ramiona.
- Śmierdzisz papierosami – stwierdziła z niesmakiem i skrzywiła się, gdy pochylał się nad nią.
- Twój poranny oddech też nie należy do najprzyjemniejszych – odgryzł się momentalnie, za co skarcony został dość mocnym uderzeniem w ramię. Z udawanym grymasem bólu zajęczał żałośnie, wysuwając do przodu usta. Pchnął ją lekko, nie pozostając dłużnym, a Alex bez wahania sięgnęła po poduszkę i wycelowała nią prosto w jego głowę. Zaczęli się szarpać w akompaniamencie głośnych pisków i śmiechów dziewczyny, gdy tylko zaczynał ją za karę łaskotać. Kilka chwil później zdyszani padli na łóżku, wciąż radośnie się śmiejąc. Nagle śmiech ustał, a jej dłoń powędrowała do góry, wsuwając się w jego splątane włosy, które przy skroni zaczynały się lekko kręcić. Z niezwykłym zamiłowaniem okręcała niedługi kosmyki wokół palca, po czym spojrzała na niego z wahaniem.
- I co teraz? - zapytała wyjątkowo poważnym tonem, zsuwając dłoń na jego chłodny policzek.
- Jeśli dziś obudziłbym się z tobą tuż obok mnie, tak jakby to wszystko było tylko pokręconym snem, trzymałbym cię bliżej niż kiedykolwiek wcześniej i nigdy już byś się nie wymknęła – zaczął nucić, a jego lekko zachrypnięty głos sprawił, że po ciele przebiegł przyjemny dreszcz. Gdy podparty na łokciu nieco się pochylił, jego usta momentalnie znalazły się tuż przy niej, składając kolejny przepełniony ogromną czułością pocałunek.