- Tak dzieci, to będzie smutna historia."


Siedziała na podłodze w starej bluzie Luke'a, oparta o łóżko i wciąż niespokojnie drżącymi palcami przesuwała po ekranie telefonu, wybierając numer do chłopaka. Odczuwała ten nieprzyjemny ucisk w dole klatki piersiowej, z wielkim trudem oddychając.
- ... po sygnale zostaw wiadomość.
- To znowu ja. Pewnie siedzisz już w samolocie, dlatego masz wyłączony telefon - zatrzymała się, biorąc głębszy oddech. Rozchyliła lekko usta, czując jak powoli zaczynało brakować jej tchu. - Chciałam ci tylko powiedzieć, że zrobiłam to dlatego, bo bardzo w ciebie wierzę. W ciebie i chłopców. Gdybym nie była pewna, że wam się uda, to nigdy nie zdecydowałabym się na ten krok. W głębi serca wiesz, że tak musiało być - westchnęła, nerwowo oblizując wargi. Każde szaleńczo mocne uderzenie serca odczuwała w pulsujących z bólu skroniach. - Oboje wiedzieliśmy, że to pożegnanie musiało nastąpić. Ale musisz pamiętać, że nie żałuję ani jednej chwili, którą wspólnie spędziliśmy - znowu zamilkła, uciskając palcami powieki, kiedy łzy natarczywie pchały się do oczu. - Ostatnie miesiące były najlepszą rzeczą, jaka przytrafiła się w moim życiu. Ale wiem, jak ważna jest dla ciebie muzyka. Wiem, jak bardzo to kochasz - zachłysnęła się powietrzem, nie potrafiąc tłumić dłużej w sobie uczuć. Pierwsza łza spłynęła po policzku. - To najwyraźniej nie był nasz czas, może w innym świecie, może inni my - załkała, bo nie umiała już nad sobą zapanować. Słone krople spływały po rozpalonych policzkach. - I pamiętaj, że cię ...
W słuchawce rozległ się przeraźliwy, odbijający się głuchym echem w głowie, sygnał, który zakomunikował jej, że nagranie na jego poczcie głosowej dobiegło końca.
- ... kocham.

*

Kilka godzin wcześniej.
Całą noc nie mogła spać. Kręciła się z boku na bok, ale żadna z pozycji nie okazała się być tą wygodną. Dopiero kiedy zaczęło już świtać, odczuła ogromną senność i znużenie, zamykając oczy. Nie dane było jej jednak zbyt długo pospać, bo kilka minut przed szóstą po pokoju rozległ się natrętny dźwięk budzika. Koszmar miał się właśnie zacząć. Nieprzytomna zwlekła się z łóżka, narzuciła na siebie bluzę i dresowe spodnie, nie myśląc nawet o tym, aby zrobić coś ze swoją twarzą albo włosami. Najzwyczajniej w świecie nie miała na to ani ochoty, ani siły. Chciała uniknąć lotniskowego pożegnania, ale Luke tak nalegał, że nie była w stanie mu odmówić i zgodziła się na to, nie przypuszczając, jak wielki błąd popełniała. Miała na to tyle dni, tyle momentów, a mimo to, wszystko zostawiła na ostatnią chwilę, nie potrafiąc zrobić tego wcześniej.
Kiedy dotarła na lotnisko, dostrzegła już na parkingu samochodów Hemmingsów i dość spory tłumek podnieconych fanek, które ekscytowały się możliwością spotkania chłopców.
- Alex! - krzyknął nagle z drugiego końca placu Calum, machając do niej żarliwie. Odwróciła się w jego stronę i poprawiła czapkę, którą próbowała zakryć nieład, panujący na jej głowie. Zsunęła na nos okulary, chroniąc wrażliwe źrenice przed jaskrawymi promieniami porannego słońca i biorąc głębszy wdech, udała się w kierunku chłopaka i jego rodziny.
- Dzień dobry - przywitała się niewyraźnie ze wszystkimi, kiedy Hood wyciągał z bagażnika swoje walizki.
- Nie wiem, kto wymyślił lot w środku nocy - burknął z niesmakiem chłopak, obejmując blondynkę ramieniem na przywitanie i całą grupką zaczęli kierować się do głównej hali lotniska, gdzie zapewne czekali już na nich pozostali.
- Kochanie, jest piękny, słoneczny poranek - poprawiła go matka, poklepując troskliwie po ramieniu.
- Dla mnie to wciąż środek nocy - odparł smutno, ciągnąc za sobą sporych rozmiarów walizkę. Alex starała się nie odzywać, bo sama myśl o tym, co ją czekało sprawiała, że wszystko w żołądku przewracało jej się. Zacisnęła tylko mocniej drżące usta, próbując ignorować ciągłe narzekanie przyjaciela. Jednak w chwili, gdy przy barierkach dostrzegła witającego się z młodszym bratem Ashtona Luke'a, cała jej silna wola, aby utrzymywać emocje na wodzy, stała się tylko dalekim wspomnieniem. Przystanęła na moment, pozwalając aby Calum i jego rodzina dołączyli do reszty chłopców. Przez chwilę wpatrywała się w blondyna, który z szerokim uśmiechem przybijał piątki z mini wersją Irwina. Kąciki jej ust mimowolnie uniosły się, ale nie trwało to długo, bo już ułamek sekundy później zdała sobie sprawę, że widziała ten uśmiech po raz ostatni. W tej samej chwili Luke zauważył ją i zostawiając wszystkich, przybiegł do niej.
- Witaj księżniczko - powiedział z rozbawieniem, a jego twarz była taka jasna i radosna, aż poczuła ukłucie w klatce piersiowej. Była tak roztrzęsiona, że nawet to denerwujące ją za każdym razem nawiązanie do księżniczki nie zrobiło już na niej żadnego wrażenia. Bez słowa wtuliła się w niego i kiedy tylko poczuła jak jego ramiona otuliły ją, zacisnęła z całej siły palce na bawełnianej koszulce. - Hej - mruknął nagle, próbując odsunąć ją od siebie. - Co jest? - zapytał ze zmartwieniem w głosie, obejmując dłońmi jej ciepłą, lekko zaróżowiałą twarz.
- Muszę ci coś powiedzieć - oznajmiła cicho, ale w tej samej chwili zjawiła się obok nich grupka fanek i Alex siłą rzeczy musiała się wycofać, kiedy chłopak podpisywał im kartki i pozował do zdjęć. Naciągnęła mocniej rękawy bluzy, próbując resztkami siły zapanować nad sobą. Zdała sobie sprawę, że przyjazd na lotnisko był najgorszym z pomysłów, na jakie kiedykolwiek wpadła. Stanęła z boku, nie chcąc przeszkadzać. Nerwowo przygryzła wargi, wciąż uważnie obserwując Luke'a, który co jakiś czas zerkał w jej stronę, mrugając zabawnie. Była jednak w takim stanie, że nie potrafiła się już uśmiechnąć.
- Przepraszam cię - przyznał ze skruchą chłopak, kiedy wreszcie po dłuższej chwili uwolnił się z wianuszka rozemocjonowanych dziewcząt. - Co chciałaś mi powiedzieć? - spytał, chwytając jej dłoń i objął mocno ramieniem.
- Luke ... - zaczęła, ale nie potrafiła odnaleźć odpowiednich słów, bo to uporczywe, bolesne pulsowanie skutecznie przejmowało nad nią kontrolę, odbierając resztki trzeźwego myślenia. Czuła jak łzy napływały do zmęczonych nieprzespaną nocą oczu. Dotknął z ogromną czułością jej policzka i pochylił się, składając na spierzchniętych ustach jeden krótki pocałunek. Alex przymknęła oczy i pierwsza łza prawie niezauważenie potoczyła się po rozgrzanej skórze. Rzuciła mu się w ramiona, nie będąc już pewną tego, co chciała zrobić, mimo że w głębi duszy doskonale wiedziała, że tylko takie rozwiązanie było dobre dla niego. Chłopak nieco zdezorientowany jej zachowaniem, ponownie mocną ją przytulił, całując troskliwie w czubek głowy.
- Ej, kochanie, przecież księżniczki nie płaczą – powiedział z tym swoim uroczym uśmiechem wymalowanym na twarzy, a ona wpadła w jeszcze większą histerię, kompletnie tracąc już kontrolę nad sobą. Nie mogła znieść myśli, że to wszystko, co teraz przeżywali, każde objęcie, każde dotknięcie dłoni, każdy pocałunek, działo się po raz ostatni. – Przecież już o tym rozmawialiśmy. Londyn to nie koniec świata, zwłaszcza w dzisiejszych czasach, prawda? Też będę tęsknił za tobą, ale jak tylko wylądujemy, to od razu do ciebie zadzwonię.
- Nie Luke! – oznajmiła stanowczo, zdobywając się w końcu na odwagę. Wysunęła się niepewnie z jego objęcia, ocierając rękawem bluzy zapuchnięte oczy. Blondyn spojrzał na nią bez pewności, marszcząc lekko czoło w geście niezrozumienia. – To koniec – wydukała, niespokojnie przełykając ślinę i opuściła głowę. Jej dłonie drżały tak mocno, że nawet schowanie ich do kieszeni na niewiele się zdało. Nie była w stanie w tamtej chwili spojrzeć na niego.
- Koniec czego? – zapytał niewyraźnie, a smutek w jego głosie sprawił, że znowu zadrżała, czując uginające się pod nią kolana. Nerwowo wypuściła powietrze i spojrzała na niego.
- Luke, wsiadając do tego samolotu zaczniesz nowe życie – zawahała się, choć nadal dzielnie walczyła z tym gasnącym, błękitnym spojrzeniem chłopaka. – I musisz zacząć je z czystym kontem, bez odwracania się za siebie.
- Nie rozumiem – mruknął nieprzytomnie, kręcąc głową, jakby próbował jeszcze zaprzeczać jej słowom. Podeszła bliżej i ujęła jego dłoń, splatając ciasno ich palce. Blady cień uśmiechu przemknął przez jej twarz, bo nagle zrozumiała, że dobrze robiła.
-  To jest szansa, która nigdy więcej się nie powtórzy.
- A co to ma wspólnego z nami? – zapytał nieco ostrzejszym tonem i Alex zdała sobie sprawę, że on też już wiedział i w głębi duszy miała nadzieję, że kiedyś uda mu się to zrozumieć.
- Lucas – westchnęła kolejny raz, zdecydowanie spokojniej. – Nie mogę stać na drodze do twojego szczęścia, tak samo jak ty nie możesz oczekiwać, że będę tutaj czekać, bo rok to ogromny szmat czasu i wszystko może się wydarzyć.
- Chyba nie chcesz powiedzieć, że …
- To jest nasze pożegnanie – dokończyła za niego i delikatnie musnęła opuszkami palców jego policzek. Wspięła się na palcach i wsuwając dłoń w jego włosy, pocałowała go ostatni raz. Nie zareagował, wciąż w bezruchu stojąc naprzeciw niej.
- Nie możesz tak po prostu odejść – warknął nagle, wracając do rzeczywistości. Jego smutne oczy popatrzyły na nią z wyrzutem i niezrozumieniem. Dłuższą chwilę ich spojrzenia uważnie się lustrowały, aż w końcu Alex znowu się do niego zbliżyła i rękami otuliła jego szyję, mocno przytulając go do siebie.
- To co mieliśmy, było najpiękniejszą rzeczą, jaka mnie w życiu spotkała – wyszeptała mu do ucha. W tym samym momencie poczuła jak jego dłonie zacieśniły się na jej talii i przyciągnęły ją do niego.
- Nie chcę, żeby to się kończyło – odpowiedział cicho.
- Nic się nie kończy, wszystko się dopiero zaczyna, Luke – powiedziała z wymuszonym uśmiechem, nie chcąc ponownie się przed nim rozklejać. Odchyliła się nieznacznie i spojrzała na niego. – Jestem przekonana, że z waszym talentem i pasją zajdziecie daleko!
- Jakie to będzie miało znaczenie bez ciebie?
- Luke, proszę cię – mruknęła, przymykając na moment oczy. – Musisz teraz korzystać z życia, ile się tylko da, bo drugiej takiej szansy nie otrzymasz. Leć tam, spełniaj marzenia i bądź szczęśliwy – dodała, wciąż gładząc dłonią jego policzek.
- Ale …
- Musisz mnie zrozumieć, wybaczyć i nie zapomnieć – poprosiła szeptem, przytulając go ostatni raz, po czym wysunęła się z jego objęcia i zrobiła krok w tył. – Żegnaj.
Spojrzała na ich nadal złączone dłonie, które czule się obejmowały, jakby nie mogły zostać rozłączone. Chciała cofnąć rękę, ale silny uścisk chłopaka zupełnie jej na to nie pozwalał. Spojrzała więc ze smutkiem na niego, mimo że ten ból malujący się na jego obliczu łamał jej serce. Niepewnie uniosła kąciki ust, siląc się na nikły uśmiech i kiedy poczuła jak jego palce coraz lżej zaciskały się na jej ręce, poczuła kolejny ucisk w klatce piersiowej. Usta ponownie zaczęły drżeć, a zaszklony, rozbiegany wzrok z uwagą śledził jak złączone dotąd w prawie idealny uścisku dłonie zaczęły się od siebie oddalać. Opuszki jej palców z niesamowitą niechęcią sunęły w dół po jego skórze, a ona próbowała zrobić wszystko, aby odwlec ten moment w czasie do granic możliwości. I kiedy już wydawało się, że ta chwila nastąpi, że już tylko milimetry dzieliły ich od tego, aby przerwać ten dotyk, stało się coś, czego ona się nie spodziewała. Luke gwałtownie ujął jej dłoń i bez żadnych skrupułów czy zahamowań, przyciągnął ją raptownie do siebie. Ujął w ręce jej twarz i pocałował zachłannie, tak jakby jutra miało już nigdy nie być, jakby to miała być ostatnia rzecz, jaką w życiu zrobił. Jego usta tak zachłannie i łapczywie przylgnęły do niej, że po chwili nie potrafiła już złapać tchu, zatracając się bez reszty w jego bliskości. I dopiero dźwięczny głos spikera zapowiadającego lot spowodował, że niespodziewanie zostali zmuszeni zakończyć to krótkie, ale wyjątkowo namiętne zbliżenie. Mimo, że pocałunek został przerwany, to ich czoła wciąż się stykały, a błyszczące od nadmiaru emocje oczy uważnie wpatrywały się w siebie nawzajem.
- Musisz już iść – wyszeptała wprost w jego usta, prawie niewyczuwalnie muskając je kolejny już raz. Luke przymknął oczy i westchnął ciężko, otulając dłonią jej niewielką piąstkę. Jego palce z niesamowitą czułością i troską, wciąż lekko drżąc, gładziły ciepłą skórę jej rąk. – Idź, zdobądź świat i bądź szczęśliwy! – poprosiła cichutku, zbierając w sobie na tyle siły, aby posłać w jego stronę krótki uśmiech. On jednak w ogóle się nie odzywał, nadal z zapartym tchem żarliwie się jej przyglądając, zupełnie tak, jakby próbował zapisać w pamięci każdy najdrobniejszy szczegół. Nawet ponaglające wołanie jego matki nie było w stanie sprawić, aby choć na moment spuścił z niej wzrok. W końcu jednak odetchnął z bezradnością, prostując się.
- Znajdę cię kiedyś – obiecał, wbijając w nią swoje świdrujące, niebieskie oczy. Alex poczuła mocne ukłucie w sercu, bo w tych kilku słowach odnalazła iskierkę nadziei, że to wszystko nie musiało kończyć się w tamtej chwili, że istniała jeszcze szansa, która mogła dać jej siłę do dalszego stawiania czoła szarej rzeczywistości, bo przecież gdzieś tam daleko, po drugiej stronie świata, ktoś miał na nią czekać. Lekko oszołomionym wzrokiem obserwowała, jak na jego twarzy na niedługi moment pojawił się blady cień uśmiechu, a w prawy policzku dostrzegła to urocze, niewielkie wgłębienie, które robiło z niego tego słodkiego chłopca, skradającego jej sympatię. Tym razem to ona stała w kompletnym bezruchu, a kiedy ponownie rozległo się nawoływanie Liz, blondyn bardzo powoli zaczął się od niej oddalać. Ich dłonie dłuższą chwilę pozostawały wciąż złączone, aby przy kolejnym jego kroku oderwać się od siebie. Alex przyglądała się, jak jej ręka bezwiednie opadała wzdłuż tułowia, a pełna smutku i cierpienia twarz Luke’a zniknęła sprzed jej oczu, gdy odwrócił się i niepewnym krokiem ruszył w stronę grupki przyjaciół.


Bo kochać, to czasami pozwolić odejść.



KONIEC CZĘŚCI PIERWSZEJ
















20. Kiedy magia została pokonana przez rzeczywistość.


Kiedy dotarła na miejsce koncertu, a jeden z ochroniarzy pomógł jej przecisnąć się przez tłum fanek, okazało się, że chłopcy grali już ostatni kawałek, żegnając się z publicznością. Spojrzała na zegarek i zaklęła cicho pod nosem, bo wyjątkowo nie chciała się spóźnić na ten występ, ale jak zwykle nie udało jej się. Światła zgasły i całą salę ogarnęła nieprzyjemna ciemność, którą rozdzierały piski i wrzaski zgromadzonych tam dziewcząt. Alex westchnęła ciężko i niepewnie ruszyła za scenę, w stronę garderoby zespołu.
- Cześć – przywitała się z delikatnym uśmiechem, wchodząc do pomieszczenia, w którym na kanapie z telefonem w ręce leżał Luke. Nawet nie raczył na nią spojrzeć, uparcie udając, że jej nie usłyszał. – Znowu zaczynasz? – zapytała z przeciągłym westchnieniem w głosie, podpierając rękami boki. Chłopak leniwie odłożył komórkę na brzuch i bardzo powoli przekręcił głowę, spoglądając na nią ze znudzeniem wymalowanym na twarzy.
- I nawet księżniczka się zjawiła – mruknął złośliwie i parsknął z kpiną. Alex przymknęła powieki i mocniej zacisnęła drżące już z wściekłości usta. Odetchnęła głęboko. Odkąd tylko chłopcy zaczęli znowu koncertować ich relacja wyraźnie pogorszyła się. Z każdym kolejnym dniem wydawało się, że coraz bardziej oddalali się od siebie, choć na początku oboje zgodnie twierdzili, iż byli w stanie przezwyciężyć każdy kryzys. Ciągłe sprzeczki o jakieś błahostki, obrażanie się bez powodu, ciche dni, wszystko to powoli zaczynało ją już męczyć, choć starała się jak mogła, docierając prawie na każdy występ, nawet ten oddalony setki kilometrów od domu. Każdy wolny weekend starała się wygospodarować tylko dla niego, ale najwyraźniej to wciąż było za mało.
- Serio? Nie mamy większych problemów niż twoja urażona duma, bo spóźniłam się na jeden z koncertów?
- Na piąty z rzędu – poprawił ją.
- Proszę bardzo, zachowuj się jak obrażone dziecko – przyznała gniewnie, unosząc nerwowo ręce. – A co powiesz na odwrotną zabawę i może ja zacznę wymieniać dni, kiedy ciebie nie było obok, bo grałeś koncert po drugiej stronie kraju?
- Wiedziałaś na co się piszesz od samego początku – odburknął cicho, a ona aż drgnęła z wściekłości. Otworzyła szerzej oczy, nie będąc do końca przekonaną, czy to co przed chwilą usłyszała było prawdą. Z całej siły zacisnęła dłonie w pięści, wstrzymując na moment oddech.
- Tak, masz rację, trzeba było to wtedy dokładniej przemyśleć.
- Właśnie – przytaknął, wzruszając obojętnie ramionami.
- Wiesz co? Próbowałam wcześniej to jakoś tłumaczyć tym, że jesteś jeszcze emocjonalnie niedojrzałym dzieckiem, choć na początku wydawało mi się inaczej, ale w tym momencie przesadzasz.
- Po co w takim razie tutaj w ogóle przyjechałaś? – zapytał, wbijając w nią swoje puste spojrzenie. – Mogłaś się nie fatygować i zostać w domu, albo idź do Ashtona, on jest starszy i na pewno bardziej dojrzały – dodał nerwowo, odwracając od niej wzrok. Alex poczuła nieprzyjemne ukłucie w żołądku, a jej oczy w jednej chwili zaszkliły się.
- OK, wygrałeś, zabolało – przyznała cichutko drżącym z emocji głosem. Nigdy nie przypuszczała, że taka rozmowa między nimi będzie miała miejsce.
- Lucas, fanki czekają! – krzyknął przeraźliwie Michael, pojawiając się nagle w drzwiach, tuż za plecami dziewczyny i oparł się o framugę. – O, cześć Alex – dodał z radosnym uśmiechem, a ona kiwnęła tylko od niechcenia głową, siląc się na okazanie jakiś większych emocji, bo poza złością i ogromnym smutkiem trudno było wykrzesać siły na cokolwiek innego.
- Idę – odparł beznamiętnie blondyn i podniósł się z kanapy, bez słowa omijając ją i razem z przyjacielem zniknęli w ciemności klubowego korytarza.   

*

- Puk, puk – zawołała Katie, bez czekania na jakiekolwiek zaproszenie wciskając się do pokoju Alex. Wskoczyła na jej łóżko i bezpardonowo wsunęła się pod koc, obejmując ją zimnymi rękami.
- Głupia! – pisała z przerażenia, odsuwając siostrę od siebie. Ta tylko zachichotała z diabelskim uśmiechem i rozłożyła się na jej poduszce, podkładając dłonie pod głowę.
- Co tam? – zapytała jak gdyby nigdy nic, przekręcając się na bok i spojrzała uważnie na blondynkę, które przewróciła teatralnie oczami, podnosząc z ziemi ogromnego misia, który wypadł z jej rąk po nagłym ataku Kat.
- Nic – odchrząknęła obojętnie, wtulając twarz w puchowe ubranko maskotki. Odwróciła się do niej plecami, bo ostatnią rzeczą na jaką miała w tamtej chwili ochotę to bezsensowna rozmowa z nią. Miała wystarczająco podły nastrój i nie zamierzała psuć go sobie kolejną kłótnią z siostrą.
- Co tam u Lucaska?
- Odwal się – odparła momentalnie, lekko stłumionym przez pluszaka głosem. Usłyszała tylko cichy chichot, który sprawił, że poczuła jeszcze większą wściekłość. Mocno zacisnęła palce, wstrzymując na chwilę powietrze.
- Czyli kryzys – podsumowała rezolutnie, lekko kręcąc głową. – Mam jednak na to pewne rozwiązanie – dodała nagle i pospiesznie zeskoczyła z łóżka, podbiegając do drzwi. Alex podniosła głowę, podążając pełnym niezrozumienia wzrokiem za Katie. Szybko jednak tego pożałowała, bo w wejściu do jej pokoju pojawiła się osoba, której oglądać nie miała zamiaru, ciągnięta za rękaw koszuli przez jej własną siostrę, która okazała się być przebiegłym zdrajcą.
- Przekaż temu oto osobnikowi, że nie mam najmniejszego zamiaru na niego patrzeć, a już o rozmowie może od razu zapomnieć – przyznała z pełną szczerością i ponownie zatopiła twarz w ulubionym misiu, byle tylko uniknąć spojrzenia tych jasno błękitnych tęczówek. Katie zerknęła na Luke’a, machając obojętnie ręką. Pchnęła go do przodu i porwała klucz do pokoju.
- W takim razie spędzicie tutaj resztę waszych marnych żyć, bo ja was nie wypuszczę – oznajmiła z dumą i pomachała im na pożegnanie, po czym zniknęła za drzwiami, a ich doszedł tylko szczęk przekręcanego zamka. Dłuższą chwilę utrzymywała się ta nieprzyjemna, pod wieloma względami niekomfortowa cisza, podczas której Luke nerwowo pocierał dłonie, a Alex uparcie tuliła do siebie misia, unikając jakiejkolwiek konfrontacji z chłopakiem. Słyszała tylko jego nierówny oddech.
- Jestem idiotą – zabrał w końcu głos, ale ona nawet nie drgnęła, zaciskając tylko mocniej powieki. – Skończonym idiotą – dodał, ale reakcja, a może raczej jej brak były podobne. – Niedojrzałym gówniarzem, pieprzonym egoistą, debilem, cholernym, niewdzięcznym kretynem, durniem, matołem, największym na świecie głupcem, frajerem, który nie potrafi dostrzec, jak wielkie ma szczęście – zaczął wyliczać, aż w pewnym momencie Alex nerwowo podniosła się i w końcu odważyła na niego spojrzeć.
- To prawda, co mówisz – oznajmiła bez emocji, przerywając jednocześnie jego kajającą się przemowę. – Ale to niczego nie zmieni, bo jutro będzie tak samo.
- Nie będzie – zapewnił ją momentalnie, ale ona tylko westchnęła z powątpiewaniem, opadając na poduszkę. – Miałem naprawdę podły humor, ciebie nie było na koncercie i musiałem na kimś wyładować te negatywne uczucia.
- I co? Przy każdej chwili słabości będziesz sobie wyładowywał emocje na mnie?
- Alex – mruknął z prawdziwą skruchą w głosie, przysiadając się na brzeg jej łóżka. – Przepraszam.
- Ale ja się nie gniewam – odpowiedziała z krótkim wzruszeniem ramionami, przyjmując pozycję siedzącą. Luke spojrzał na nią ze smutkiem, bo jej obojętność raniła go jeszcze bardziej. Zdecydowanie wolałby, aby wykrzyczała mu prosto w twarz, że go nienawidziła, niż zachowywała się tak jak w tym momencie, ale doskonale zdawał sobie sprawę, że zasłużył na takie traktowanie. Opuścił głowę, lekko zagryzając dolną wargę. – Na biurku obok lampki leży zapasowy klucz, więc możesz spokojnie wyjść.
- Chyba tak będzie najlepiej – przyznał smutno i podniósł się z łóżka, niepewnym krokiem zmierzając w stronę jej biurka. Już miał sięgać po klucz, kiedy gwałtownie odwrócił się za siebie. – Nie, tak nie będzie najlepiej – powiedział stanowczo i prawie w tej samej chwili znalazł się tuż przy Alex. Raptownie chwycił ją w ramiona i nie czekając na jej reakcję, zaczął namiętnie całować. Broniła się przez chwilę, ale potrzeba jego bliskości, dotyku okazała się być znacznie większa, niż urażona duma. Instynktownie objęła rękami jego szyję, przyciągając go jeszcze bliżej. Wyczuła ten krótki uśmiech na jego ustach, gdy jej palce czule zaczęły gładzić napięte mięśnie karku.
- Luuuke – jęknęła, gdy na chwilę jego wargi oderwały się od niej. Nie zdążyła jednak dokończyć, bo kiedy tylko nabrał powietrze, momentalnie przylgnął do niej z równie olbrzymią zachłannością, składając kolejne pocałunki. Delikatnie przesunął ją na środek łóżka i podtrzymując dłonią jej plecy, spowodował, że musiała odchylić się do tyłu, bo napór jego ciała był zbyt silny, aby mogła z nim walczyć. – Nie możemy tak rozwiązywać wszystkich problemów – mruknęła, próbując wydostać się z jego mocnego objęcia. Chłopak zastygł w bezruchu i spojrzał na nią uważnie, przenosząc rozbiegany wzrok z lekko nabrzmiałych ust na jej błyszczące oczy.
- Popatrz na mnie, powiedz, że mam wyjść, a już nigdy więcej nie będziesz musiała na mnie patrzeć – powiedział cicho, ani na chwilę nie odrywając od niej spojrzenia. Przesunęła dłonią po jego policzku, a kciukiem delikatnie musnęła kącik ust.
- Nienawidzę cię – szepnęła, spoglądając mu pewnie w oczy. Przez ułamek sekundy dostrzegła to wyraźne speszenie i zmieszanie na jego twarzy. – Nienawidzę tego, że tak się zachowujesz, że znowu się kłócimy o rzeczy nieistotne, że tak bardzo ostatnio się od siebie oddaliliśmy. Nie znoszę tego, że nie potrafisz zauważyć, jak bardzo staram się utrzymać ten związek mimo, że wcale nie jest mi łatwo stawiać czoła masie rozwrzeszczanych fanek, gotowych na wszystko, ale sama nie dam rady. Musimy coś zmienić, bo inaczej to nie będzie miało sensu.
Słuchał uważnie każdego jej słowa z zapartym tchem, dopiero teraz zdając sobie naprawdę sprawę z tego, jak wielkim idiotą był. Miał prawdziwy skarb na wyciągnięcie ręki, a zachowywał się jak ostatni głupiec, o mały włos nie tracąc tego wszystkiego.
- Obiecuję, że to już nigdy więcej się nie powtórzy – zapewnił ją kolejny raz, a ona pokręciła tylko bez przekonania głową.
- Nie obiecuj, zrób to po prostu – zaoponowała, a w tej samej chwili jego drżące wargi ponownie złożyły czuły pocałunek na jej ustach. - I nienawidzę siebie za to, że tak łatwo ci ulegam, choć w ogóle na to nie zasłużyłeś – dodała po chwili, walcząc z uśmiechem, kiedy zauważyła, jak kąciki jego ust nieznacznie drgnęły. Ufnie wtuliła się w niego, a jego silne ramiona momentalnie otoczyły jej drobne ciało. Schował ją w uścisku swoich rąk, dłońmi troskliwie gładząc jej plecy.

*

Pizzeria była wypełniona po brzegi, ale mimo to Luke z Alex już od samego progu byli w stanie namierzyć lokalizację chłopaków, bo głośny śmiech Ashtona przebijał się nawet przez największy hałas.
- Słychać cię już na ulicy – stwierdziła z rozbawieniem blondynka, zajmując jedno z wolnych miejsc przy stole. Ashton wyszczerzył się w głupim uśmiechu, wpychając do ust kolejny kawałek pizzy.
- Prawie jak ciebie i Luke’a – odgryzł się, puszczając do niej oczko. Westchnęła tylko beznamiętnie, kręcąc głową nad głupotą przyjaciela i poklepała go po ramieniu.
- Zazdrość to bardzo zła cecha – szepnęła mu na ucho, wciskając do ręki kubek z colą i skierowała ją do jego ust. Reszta zaczęła się śmiać, kiedy Irwin przewrócił oczami, robiąc głupie miny w kierunku dziewczyny.
- Ładny dziś koncert daliśmy, prawda? – zagadnął Calum, zabierając się za pałaszowanie pizzy. Wszyscy zgodnie przytaknęli i w tym samym momencie przy stoliku pojawiła się Liz z ich menedżerem. Oboje podejrzanie uśmiechali się, spoglądając na chłopaków.
- Mamy dla was pewną wiadomość – oznajmił donośnie Nigel, zacierając niespokojnie ręce. Wszystkie oczy skierowały się na niego i nawet Michael przestał na chwilę jeść. – Managment One Direction zaproponował wam supportowanie ich trasy w UK, USA, no i tutaj w Australii.
Lekko oszołomieni, zaskoczeni i nieprzygotowani na takie wieści spojrzeli na siebie, ale chyba wszyscy doskonale wiedzieli, że decyzja mogła być tylko jedna.



19. Jak błoga cisza przed potężną burzą.

Zaraz po powrocie chłopców do Australii miała się rozpocząć ich kolejna trasa koncertowa z jednym z zespołów, który mieli supportować. Nie było to jedynie kilka pobliskich miast, jak do tej pory, ale cały kraj, dlatego trudno było dziwić się ich ekscytacji na nadchodzące wydarzenia. Całe dnie spędzali na próbach, nie rozmawiając praktycznie o niczym innym. Alex musiała się więc pogodzić z tym, że Luke miał dla niej coraz mniej czasu, a nawet jeśli robili sobie trochę wolnego, to on przeważnie spał, wykończony całym dniem ciężkiej pracy.
- Koniec nauki na dziś – oznajmił władczo Luke, kiedy niespodziewanie pojawił się za jej plecami, wysuwając z dłoni długopis. Aż drgnęła z przerażenia. Chwycił krzesło i odsunął dziewczynę od biurka. Okręcił ją tak, że znalazła się tuż przed nim, a on pochylił się, podpierając dłonie na bocznych oparciach siedzenia. Patrzyła na niego, nie ukrywając zaskoczenia jego nagłą obecność, bo wcześniej nie umawiali się na żadne spotkanie. Chłopak uśmiechnął się do niej zadziornie i skradł krótkiego całusa. Nie musiała się nawet specjalnie przyglądać, by dostrzec to ogromne zmęczenie w jego błękitnych oczach, które mimo wszystko zdawały się radośnie błyszczeć, gdy na nią zerkał. Kompletnie nieułożone włosy opadały mu na czoło, sprawiając że wyglądał jak mały, zagubiony chłopiec, co paradoksalnie w pewien sposób podobało jej się jeszcze bardziej. Lubiła go w takim wydaniu.
- Co ty tutaj robisz? Nie mieliście dziś jakiejś próby? – zapytała, wciąż uparcie przyglądając się jego podejrzanie wyszczerzonej w uśmiechu twarzy.
- Mam rozumieć, że się nie cieszysz?
- Oh – westchnęła i przewróciła oczami. Zarzuciła mu ręce na szyję, a on bez zastanowienia wsunął dłonie pod jej uda i uniósł ją do góry, pozwalając by jej nogi oplotły go w pasie. – Cieszę się, nawet bardzo – mruknęła nieco przesłodzonym głosikiem i musnęła ustami czubek jego nosa. – Stęskniłam się.
- Przecież widzieliśmy się z rana.
- To co? – zapytała z udawanym wyrzutem. – Nie mogę stęsknić się za własnym chłopakiem?
- Możesz, moja dziewczyno - Luke zaśmiał się i pocałował ją. Początkowo całkiem niewinny buziak zaczął stawać się bardziej zachłanny i namiętny, gdy dłonie dziewczyny pożądliwie gładziły jego kark, a delikatnie drżące z wrażenia palce wsuwały się w miękkie włosy. Zacisnęła mocniej uda na jego biodrach, gdy tylko wyczuła dotyk dłoni na pośladkach. Jęknęła z rozkoszą, zaciskając dłonie na jego ramionach. Nagle blondyn wrócił do rzeczywistości i oderwał się od niej, wzdychając ciężko. Spojrzała na niego nieprzytomnym z emocji wzrokiem, nie kryjąc małego rozczarowania. Wysunęła zabawnie usta do przodu, marszcząc brwi.
- Nie wierzę, że to mówię, ale nie teraz – szepnął, a ona dostrzegła ten niewyobrażalny wysiłek, jaki wkładał w odmowę. Zacisnął usta i przymknął na moment oczy. – Mamy inne plany na dzisiejszy wieczór.
- Mamy? – zdziwiła się, posyłając mu jedno pytające spojrzenie. Hemmings momentalnie uśmiechnął się w ten charakterystyczny, nieco tajemniczy sposób z niewielkim dołeczkiem w policzku, kiedy kącik ust uniósł się delikatnie. Skinął głową, wypuszczając ją z objęcia.
- Porywam cię – oznajmił z obojętnym wzruszeniem ramion. – Ubieraj się i idziemy.
- Gdzie? – zapytała nagle, otwierając szerzej oczy. Blondyn uśmiechnął się tylko szeroko, kiedy jedna z brwi uniosła się zawadiacko ku górze.
- Niespodzianka – wyjaśnił szybko, powodując jej ciche westchnienie i teatralne przewrócenie oczami. Zdawał sobie sprawę, jak bardzo nie znosiła nie wiedzieć, ale nie powstrzymywało go to nigdy przed urządzaniem drobnych, niezaplanowanych wcześniej z nią wypadów.

*

Kiedy tylko przekroczyli ogromną bramę luna parku, znad której z przerażającym spojrzeniem zerkała na nich wielka podobizna klauna, Alex spojrzała kątem oka na Luke’a i pokręciła bez przekonania głową. Dostrzegła jego zadowolony wyraz twarzy, kiedy chwycił jej dłoń i pociągnął za sobą. Nie była w stanie zaprotestować, bo z jego siłą i tak niewiele mogła zdziałać, więc posłusznie podążyła za nim.
- Co na początek? – zapytał z uśmiechem, odwracając się do niej, kiedy tylko zatrzymali się na środku głównej alejki, z której roztaczał się idealny widok na cały teren wesołego miasteczka. Uniósł brwi i wyczekująco na nią spojrzał, kiedy obojętnie wzruszyła ramionami. – To może najpierw tam! – krzyknął podekscytowany i nim zdążyła jakkolwiek zareagować, porwał ją w stronę największej kolejki górskiej, jaka się tam znajdowały.
Alex próbowała protestować, ale kiedy bezceremonialnie przerzucił ją przez ramię i na siłę wpakował do jednego z wagoników, skrzyżowała tylko ręce na piersi i odwróciła głowę z obrażoną miną. Na nic zdały się jego zaczepne komentarze, bo nie zamierzała mu tak łatwo tego wybaczyć, tym bardziej, że panicznie bała się wysokości. Kiedy tylko coś szarpnęło i kolejka bardzo powoli ruszyła przed siebie, dziewczyna pisnęła z przerażenia, skupiając na sobie spojrzenia pozostałych ludzi. Czuła, że wszystkie jej mięśnie były napięte do granic możliwości, dlatego nie była w stanie nawet spojrzeć na Luke’a, który z głupim uśmiechem nabijał się z niej. Szybkość z każdą chwilą zdecydowanie rosła, a jej serce biło w tak zastraszającym tempie, że miała wrażenie, iż słyszała każde jego uderzenie. Z całej siły zacisnęła palce, wbijając jej bezwiednie w skórę dłoni. Przymknęła powieki i rozchyliła usta, ale niewiele to pomogło, bo panika, która ją ogarniała była coraz większa. Dodatkowo uderzające z ogromną mocą w twarz powietrze wcale nie ułatwiało jej oddychania, a wirujące niespokojnie kosmyki włosów ciągle przyklejały się do twarzy. W pewnej chwili, kiedy wagoniki zaczęły zwalniać, odważyła się otworzyć oczy, ale nie przypuszczała, że był to największy błąd, jaki w tamtym momencie mogła popełnić. Znajdowali się na samym szczycie torów, gotowi do ostrego nurkowania w dół. Blondynka przestała już panować nad sobą i gwałtownie chwyciła dłoń Luke’a, wbijając w nią paznokcie i piszcząc przy tym bez opamiętania. Była tak skupiona na swoim strachu i na tym, aby przypadkiem nie otworzyć ponownie oczu, że nie zorientowała się, jak ich podróż dobiegła końca, a kolejka zatrzymała się w miejscu, w którym zaczynali tę przerażającą przejażdżkę.
- Nigdy więcej – wyjąkała, opuszczając z wciąż przerażoną miną wagonik. Nadal kurczowo trzymała się ręki chłopaka, choć szyderczy uśmiech nie schodził z jego twarzy. Odetchnęła z ulgą i powoli przeniosła wściekły wzrok na niego. – Nienawidzę cię! – syknęła ze złością, uderzając go pięścią w ramię, a to spowodowało, że zaśmiał się jeszcze głośniej. Tupnęła więc nogą i puszczając go, ruszyła z dumnie uniesioną głową przed siebie, schodząc po metalowych schodkach. Usiadła na pobliskiej ławce, próbując dojść do ładu ze swoimi włosami, które musiały razem z nią przeżywać istny koszmar w powietrzu. Upięła je na samym czubku głowy, a w tej samej chwili przed jej oczami pojawiła się ogromna, różowa wata cukrowa i wraz z nią przepraszając uśmiech Luke’a. Blondyn przysiadł się obok niej i z chłopięcym urokiem zabawnie wykrzywił usta, wręczając jej puszystą słodkość na patyku.
- Zgoda? – zapytał niepewnie, kiedy wpatrywała się w niego z tym litościwym wyrazem twarzy. Wzniosła teatralnie oczy i pokręciła głową, odbierając od niego pachnącą watę. – I tak wyszedłem na tym gorzej, spójrz – dodał i wysunął w jej stronę swoją dłoń, na której widniały wyraźne, czerwone ślady po jej paznokciach. Aż zakrztusiła się, nie przypuszczając, że była w stanie zrobić mu aż taką krzywdę. Posłała nieśmiały uśmiech i delikatnie chwyciła rękę, opuszkami palców gładząc niewielkie wgłębienia.
- Przepraszam – wychrypiała, czując przeraźliwe i wyjątkowo nieprzyjemne drapanie w gardle. Momentalnie zamilkła, spoglądając szeroko otwartymi oczami na chłopaka. Ten jedynie parsknął śmiechem i przyciągnął ją do siebie, obejmując czule ramieniem.
- Trzeba było tak piszczeć? – mruknął z rozbawieniem, kiedy wciąż z niedowierzaniem masowała palcami gardło. Troskliwie pogładził dłonią jej włosy i delikatnie ucałował czoło.

*

Z wyjątkowo skupioną i skoncentrowaną miną celował do poruszającej się kilka metrów przed nim kaczki. Tekturowa postać co chwilę pojawiała się i znikała, tak aby jeszcze bardziej utrudnić mu zadanie. Miał trzykrotnie trafić do celu, dzięki czemu Alex mogła sobie wybrać jedną z ogromnych maskotek, które poustawiane były przy bocznej ścianie. Zadanie nie wydawało się zbyt skomplikowane, tym bardziej, że już udało mu się strącić dwie kaczki i pozostał mu ostatni, decydujący strzał. Zerknął w bok na trzymającą za niego kciuki dziewczynę i uśmiechnął się delikatnie, mrugając do niej. Po raz ostatni poprawił trzymaną w dłoniach strzelbę, wstrzymał oddech i wycelował. Gdy tylko nacisnął spust, poczuł nieznaczne szarpnięcie w łokciu i pocisk wylądował gdzieś w okolicach dachu namiotu. Alex pisnęła, właściciel z przerażenia skulił się, a Luke zamarł w bezruchu. Przez krótką chwilę wszyscy zamilkli, aż w końcu za ich plecami rozległ się dość charakterystyczny i dobrze znany perlisty śmiech. Blondyn zaciskając mocno usta, odłożył broń na ladę i obejrzał się za siebie, natrafiając na rozbawioną minę swojego przyjaciela.
- Idioto! – warknął, gotowy do ataku, ale w tej samej chwili Alex złapała go za rękę, dając do zrozumienia, żeby sobie odpuścił. Spojrzała mu wymownie w oczy.
- Nie warto – szepnęła.
- Lukey, Lukey, jak ty w normalnym życiu też masz takiego cela … - zaczął, zanosząc się głupkowatym śmiechem, Ashton i poklepał kolegę po ramieniu. – To ja ci współczuję – dodał już zdecydowanie ciszej, pochylając się w stronę Alex. Dziewczyna pokręciła głową i opuściła bezradnie ręce, spoglądając na czerwonego z wściekłości chłopaka.
- Cześć blondynki! – zawołał z oddali Calum, niosąc w dłoni papierowe pudełko, wypełnione po brzegi ociekającymi tłuszczem  frytkami, a tuż za nim podążał Michael z ogromnym hamburgerem, którego właśnie pochłaniał. Dosłownie.
- Co wy tutaj robicie? – zapytał nerwowo Lucas, spoglądając ciągle ze złością w kierunku Irwina, który chyba nadal ekscytował się tym, że przeszkodził mu w oddaniu celnego strzału.
- Stęskniliśmy się za tobą, Lukey Pookey – odpowiedział słodkim głosem Calum i uszczypnął blondyna w policzek. Hemmings momentalnie cofnął się, rzucając zawistne spojrzenie ciemnowłosemu, bo najwyraźniej dość miał już tych głupich i dziecinnych zaczepek z ich strony.
Nagle tuż obok nich rozległo się wyjątkowo szczebiotliwe i pełne ekscytacji szemranie. W jednej chwili dość spora grupka młodych dziewczynek podbiegła do nich, praktycznie rzucając się na każdego z chłopaków. Zaczęły piszczeć i skakać, jak szalone, powodując że mijający ich ludzie z ciekawością przyglądali się tym niecodziennym scenom. Alex nawet nie zauważyła, kiedy fanki skutecznie odepchnęły ją na bok, zamykając całą czwórkę w szczelnym kręgu. Zaczęło się masowe robienie zdjęć, filmików, zbieranie podpisów. Próbowała przywyknąć do takich zachowań i z reguły udawało jej się utrzymywać względny spokój, stając na uboczu. Pogodziła się z tym, że nadszedł taki okres w życiu jej chłopaka, iż musiała się nim dzielić z jego fankami i o ile podczas koncertów było to zrozumiałe, o tyle w chwilach, kiedy chciała nacieszyć się wreszcie wolnym czasem tylko z nim, akceptowanie tego przychodziło jej z nieco większym trudem.

*


- Już myślałem, że się stamtąd nie wyrwiemy! – przyznał z pełną szczerością Michael, kończąc dopiero teraz swojego zimnego hamburgera. Całą piątką opuścili teren luna parku, gdy tylko zamieszanie wokół nich stało się nieco mniejsze. Alex szła obok Luke’a ze wzrokiem wbitym w swoje trampki. Miała na sobie jego koszulę, którą przed chwilą zarzucił jej na ramiona, bo mimo pogodnego wieczoru, temperatura zdecydowanie się obniżyła. Posłała mu krótkie, puste spojrzenie i skrzyżowała ręce na piersi, kiedy próbował chwycić jej dłoń.
- Wszystko w porządku? – zapytał ciszej, zwalniając nieco krok, tak aby trochę oddalić się od przyjaciół zaciekle dyskutujących o czekającej ich trasie. Dziewczyna nerwowo westchnęła i przystanęła na moment, unosząc nieznacznie spód koszulki do góry. Luke znieruchomiał.
- O mój Boże – wyrwało mu się z ust, kiedy z szeroko otwartymi oczami patrzył na sinofioletową plamę na jej brzuchu. – Jak to się stało?
- Hmmm – mruknęła z kpiną w głosie. – Nie wiem, pewnie sama się uderzyłam, albo namalowałam to sobie – dodała i opuściła cienki materiał, ruszając ponownie przed siebie stanowczym krokiem. Nie miała intencji, aby tak złośliwie i sarkastycznie reagować, ale nie wytrzymała, tracąc kompletnie kontrolę nad sobą. Nie zdążyła zrobić nawet dwóch kroków, kiedy poczuła jak Luke złapał ją za rękę i gwałtownie przyciągnął do siebie, tak że momentalnie znalazła się w jego silnym objęciu, otulona ramionami. Mocno zacisnęła palce na jego koszulce, wtulając z wielką ufnością twarz w delikatny materiał. Przymknęła oczy, kiedy tylko poczuła jego dłoń na włosach i kilka ciepłych pocałunków na czole.
- Tak mi przykro – wymruczał nad jej uchem, jeszcze mocniej ją do siebie przygarniając. W jego ramionach wydawała się taka malutka, drobna, bezbronna, a on obejmował ją tak, jakby właśnie próbował ochronić przed całym złem świata. – Boże, naprawdę nie wiem, co zrobić, przepraszam.
- Przecież to nie twoja wina – odpowiedziała w końcu, zadzierając wysoko głowę. Spojrzał na nią ze smutkiem i delikatnie pocałował w usta, dłońmi otulając jej policzki. Cień uśmiechu przemknął przez jej twarz, kiedy zahaczył czubkiem nosa o jej nos. Wsunęła ręce pod jego koszulkę i ponownie się w niego wtuliła, mrucząc coś cicho do siebie.
- Nigdy nie powinno do tego dojść.
- Luke, dajmy już temu spokój, to tylko dzieciaki, które były podekscytowane możliwością spotkania swoich idoli - wyjaśniła. - Po prostu mnie pocałuj – poprosiła szeptem i wspięła się na palcach, sięgając jego ust. Nie dane było im jednak zbyt długo cieszyć się tą chwilą przyjemności, bo nagle rozległ się ponaglający krzyk Ashtona i reszty chłopców, którzy dopiero teraz zorientowali się, że ich zgubili. Oboje popatrzyli na siebie, wymieniając nieme spojrzenia. Blondyn ostatni raz złożył czuły pocałunek na jej policzku i wyprzedził ją o krok, oferując darmową podwózkę na swoich plecach pod sam dom. Alex zachichotała i bez słowa wskoczyła na niego, mocno chwytając się jego szyi, kiedy zaczął szaleńczo z nią biec w stronę przyjaciół.
- Nie możecie robić tego w domu? – zapytał z niesmakiem Ashton, krzywiąc się jeszcze bardziej. Dziewczyna spojrzała na niego pełnym litości wzrokiem i jakby trochę na złość, znowu pocałowała Luke’a.
- Nie – odparła z nutką wyższości w głosie, dłonią gładząc włosy wyraźnie zadowolonego blondyna, która nadal dzielnie podążał z nią na plecach. Irwin wypowiedział pod nosem parę nieprzyjemnych epitetów, ale oni zaśmiali się tylko głośno, widząc zdegustowaną ich zachowaniem minę. 





******** 
Dedykacja za pomysł i motywację wędruje dziś na ręce nieocenionej, mojej dobrej duszyczki M.
Dziękuję xx

PS Ankietka pod rozdziałem, będzie miło jak zerkniecie. 

Bye. 


18. Ale przecież nawet najsmutniejsza bajka miała szczęśliwe chwile.

- Witaj piękny Londynie! – mruknęła do siebie, kiedy odebrała już swój bagaż i nieco leniwym krokiem ruszyła w stronę głównej hali lotniska, ciągnąc za sobą ogromną walizkę. Kiedy tylko w tłumie ludzi dostrzegła czekającą na nią Liz, delikatny uśmiech przemknął przez jej zmęczoną twarz.
Ostatnie dwa tygodnie były jak uporczywie powtarzający się zły sen, bo gdy ona wstawała, Luke już spał, a kiedy on się budził, to ona kończyła właśnie dzień, więc praktycznie cały ten czas mijali się. A gdy w końcu wydawało się, że wreszcie znaleźli wolną chwilę na rozmowę, szybko okazywało się, że blondyn musiał biec do studia, organizował jakiś koncert na ulicach Londynu, albo najzwyczajniej w świecie był tak zmęczony, że po kilku zdaniach zasypiał przed komputerem. Nie miała mu tego za złe, ale ta przedłużająca się nieobecność działała na nią bardzo depresyjnie. Skupiła więc wszystkie swoje myśli na uczelni i zaangażowała się w naukę, byle tylko nie myśleć o tym, że każdego dnia musiała wracać do pustego pokoju, w którym jedynie pluszowy miś mógł dać się przytulić. W końcu wpadła na jeden ze swoich szalonych pomysłów i w tajemnicy przed wszystkimi chłopakami, przy pomocy Liz, zdecydowała się na krótki wypad do Anglii.
- Jak minęła podróż? – zapytała ze szczerym uśmiechem mama Luke’a, troskliwie ją przytulając.
- Długa i męcząca – odparła z przeciągłym westchnieniem, a kobieta zaczęła się śmiać, gładząc delikatnie dłonią jej ramię. Alex nie przypuszczała, że ich relacja mogła osiągnąć taki poziom, ale cieszyła się, że Liz zaakceptowała ją, mimo niefortunnego początku ich znajomości. Była naprawdę wspaniałym człowiekiem i kochała swojego syna ponad wszystko.
- Jedźmy w takim razie do domu, bo na pewno jesteś głodna – stwierdziła z typowym, matczynym zaangażowaniem, odbierając od niej bagaż. Taksówką udały się do oddalonej nieco od centrum miasta dzielnicy, gdzie wynajęty był dla nich niewielki domek, w który mieszkali przez cały pobyt na wyspach.

Weszła do pokoju Luke’a i Caluma, taszcząc za sobą walizkę. Stanęła w progu, z delikatnym uśmiechem rozglądając się po zagraconym pomieszczeniu. Wszędzie porozrzucane były ich ubrania, jakieś kable, gitary, sprzęty. Zupełnie jak w domu przemknęło jej przez myśl, kiedy ustawiła w kącie swoją torbę i bezwładnie opadła na fotel, który stał obok. Wysunęła przed siebie nogi i cicho westchnęła, zbierając z oparcia koszulki chłopaków. Nagle po drugiej stronie dostrzegła dość charakterystyczną niebieską walizkę blondyna, z której jeszcze nie do końca zdążył się wypakować, bo część rzeczy wciąż znajdowała się na jej dnie. Między bluzami zauważyła również znajomo wyglądający pomarańczowy dziób pingwina maskotki, którą podarowała mu tuż przed ich wylotem do Londynu. Nieznacznie zmarszczyła brwi, odczuwając krótkie ukłucie w okolicach żołądka. Podniosła się i wyjęła pluszaka, spoglądając na niego z nieskrywanym smutkiem. Zdawała sobie sprawę, że nie mieli zbyt wiele wolnego, bo ciągle znajdowało się jakieś ciekawe zajęcie i z pewnością Luke nie miał czasu na zajmowanie się głupimi, nic nieznaczącymi zabawkami, ale mimo wszystko to dziwne poczucie rozczarowania nie chciało jej opuścić. Objęła pingwina obiema rękami i przytuliła go do siebie.
- Odgrzałam ci trochę wczorajszego obiadu – oznajmiła nagle Liz, pojawiając się w drzwiach pokoju. Alex drgnęła nieznacznie, nie będąc przygotowaną na jej pojawienie się. Posłała w stronę kobiety niewyraźny uśmiech, odkładając maskotkę na bok.
- Nie mówili kiedy wracają? – zapytała, podnosząc się z fotela z nadzieją w delikatnie drżącym głosie. Mama Luke’a uśmiechnęła się do niej niepewnie, obejmując ramieniem.
- Wyszli kilka minut przed moim wyjazdem na lotnisko, nagrywanie mieli popołudniu, więc myślę, że wieczorem tutaj ponownie się zjawią.
- Oh – wymsknęło jej się niechcący, po czym znowu poczuła ten prawdziwie troskliwy dotyk kobiety, która starała się jak mogła, aby dodać jej otuchy.
- Nie martw się, nim się zdążysz obejrzeć, oni już wrócą – zapewniła ją po krótkiej chwili milczenia. – Jeszcze nacieszysz się tym moim synusiem – dodała z radosnym uśmiechem, prowadząc ją do kuchni. Alex wysiliła się na krótki uśmiech, zajmując miejsce przy stole.

*

Cała czwórka z głośnym śmiechem na ustach wpadła do mieszkania, robiąc przy tym niemałe zamieszanie. Nim jednak zdążyli się rozebrać, tuż przed nimi pojawiła się niespodziewanie Liz, stanowczym tonem uciszając rozbawioną grupkę.
- Cześć Liz – przywitał się radośnie Ashton, rzucając kurtkę na wieszak. – Mamy jakieś dziecko w domu, czy co, że tak nas od progu uciszasz?
- Shhhh! – mruknęła ponownie, przykładając palec do ust. Chłopcy spojrzeli na nią z nieskrywanym zaskoczeniem, a kiedy już zgodnie zamilkli, mama Luke’a spojrzała na niego, walcząc uporczywie z cisnącym się na usta uśmiechem. – Masz małą niespodziankę w pokoju – przyznała w końcu, uważnie obserwując jego reakcję. Chłopak powoli zsunął z głowy czapkę i niepewnie spojrzał na rodzicielkę.
- Jaką niespodziankę? – zapytał nerwowo, zerkając na przyjaciół.
- Idź i sam się przekonaj, tylko błagam, cicho.
Blondyn ciągle patrząc na resztę chłopców, udał się w stronę pokoju. Kiedy próbowali za nim ruszyć, sami umierając z ciekawości, Liz momentalnie ich zatrzymała, pozwalając synowi samemu przekonać się, co też na niego czekało. Z szaleńczo bijącym sercem bardzo powoli nacisnął klamkę, a drzwi bez przeszkód uległy jego naciskowi. Delikatnie pchnął je w przód, próbując nadal rozszyfrować tajemniczą zagadkę z rzekomą niespodzianką dla niego. Pomieszczenie spowite było ciemnością, którą rozjaśniała tląca się na szafce niewielka lampka. Blade światełko delikatnie pulsowało, rozpraszając wieczorny mrok. Luke czuł jak jego dłonie zaczęły niespokojnie drżeć, kiedy na łóżku dostrzegł leżącą na boku i odwrócona plecami postać. Jasne włosy rozrzucone były na poduszce, a miarowe i spokojne unoszenie się ramienia świadczyło o tym, że musiała spać. Gdy tylko podszedł bliżej i przysiadł się obok, dostrzegł to rozanielone, senne oblicze, lekko rozchylone usta oraz opadającą na czoło grzywkę. Uśmiechnął się, choć chyba sam do końca nie wierzył w to, co widział. Zupełnie nie spodziewał się jej tutaj. Poruszyła się nieznacznie i mruknęła niezrozumiale, mocniej tuląc do siebie pluszowego pingwina, którego dopiero teraz zauważył. Pospiesznie sięgnął po leżący u jej stóp koc, nakrywając nim dziewczynę. Najdelikatniej jak było to tylko możliwe dotknął opuszkami placów jej zaróżowiały policzek, sunąc nimi po jej twarzy. Nie potrafił zapanować nad tą niesamowitą radością, która tak nagle przejęła nad nim kontrolę.
- Pół dnia na was czekała, aż w końcu zasnęła – wyszeptała jego mama, pojawiając się nagle w wejściu. Spojrzał na nią nieprzytomnym wzrokiem.
- To dlaczego nie zadzwoniłaś wcześniej? – zapytał z wyrzutem.
- Bo miała to być niespodzianka, Alex mi nie pozwoliła – wyjaśniła szybko, a Luke tylko westchnął obojętnie i ponownie spojrzał na dziewczynę. – Śpi już trzecią godzinę, możesz spróbować ją obudzić – dodała i po chwili po pokoju rozległ się już tylko cichy brzęk zamykanych drzwi.
Blondyn wsunął się powoli na łóżku i podpierając głowę na łokciu z lubością zaczął wpatrywać się w dziewczynę. Chęć obudzenia jej była tak ogromna, że bardzo subtelnie dotknął jej ramienia, przesuwając po nim delikatnie palcami. W pewnej chwili Alex ponownie się poruszyła, odwracając do niego przodem. Uniosła niepewnie przemęczone powieki i zamrugała kilkakrotnie, przyzwyczajając wzrok do nowych warunków. Przez krótką chwilę z niedowierzaniem przyglądała mu się na wpół przytomnym wzrokiem, a kiedy tylko uśmiechnął się do niej szeroko, momentalnie zarzuciła mu ręce na szyję i z całej siły wtuliła się w niego.
- Luke – wyszeptała drżącym głosem, a on przyciągnął ją jeszcze bliżej siebie, mocno otulając swoimi ramionami.
- Tak cholernie za tobą tęskniłem – mruknął jej nad uchem, powodując że przez ciało przebiegł ten niesamowicie przyjemny dreszcz. Dopiero w tej chwili oboje zdali sobie sprawę, jak okrutna ta rozłąka była. Kiedy na nowo znaleźli się w swoich ramionach, wszystko inne przestało mieć jakiekolwiek znaczenie. Liczyli się tylko oni i kilka słodkich, przepełnionych ogromną tęsknotą oraz uczuciem pocałunków, które stały się najpiękniejszym wyrazem tego, co w tamtej chwili czuli.

*

Mimo wcześniejszych zapewnień Liz, kolejne dwa dni pobytu Alex w Londynie nie różniły się niczym od siebie. Luke spędzał całe przedpołudnia na pisaniu, później organizowali spontaniczne występy dla spragnionych ich muzyki fanek, a resztę dnia przesiadywał w studio, nagrywając kolejne piosenki. Kiedy wracał do domu był wykończony i poza snem, nie miał na nic ochoty. Ale przecież doskonale to rozumiała, bo nie mogła mieć do niego pretensji o to, że wykorzystywał życiową szansę, którą oferował mu los. Byłby głupcem, a ona nie miała prawa stawać na drodze do jego szczęścia. Szybko więc pojęła, że pomysł z przyjazdem do nich nie był wcale tak idealny, jak jej się na początku wydawało, bo równie dobrze we własnym domu mogła spędzać kolejne samotne dni, a tak dodatkowo miała poczucie winy, że jej obecność w pewien sposób ograniczała go. Zapięła ostatni zamek walizki i stanęła na równe nogi, chwytając plastikowy uchwyt. W tej samej chwili do pokoju wszedł Luke, zamierając w połowie kroku, kiedy tylko ją dostrzegł. Nerwowo na nią spojrzał.
- Co ty robisz? – zapytał, nie kryjąc zaskoczenia. Alex opuściła wzrok i delikatnie zacisnęła drżące usta.
- Przebukowałam bilet na dzisiejszy wieczór, wracam do domu – oznajmiła krótko, praktycznie szepcząc. Nie była jednak w stanie spojrzeć na chłopaka, który niespokojnie parsknął śmiechem.
- Zwariowałaś – powiedział z udawanym rozbawieniem, robiąc krok w jej stronę. Kiedy nie odezwała się do niego przez dłuższą chwilę, musiał zrozumieć, że wcale nie żartowała. Zadarła głowę i lekko zaszklonymi oczami popatrzyła na niego.
- Jestem tutaj niepotrzebna, tylko ci przeszkadzam, tak będzie lepiej – wyjaśniła, próbując go ominąć. Jednak on od razu zareagował, wyrywając jej z dłoni walizkę. Ze zmarszczonym lekko czołem zerknęła na niego.
- Nigdzie nie wracasz!
- Luke oddaj mi to – warknęła, podnosząc nieco głos. Czuła wzbierającą złość, kiedy mimo usilnych prób nie udało jej się odzyskać swojej własności. W końcu odpuściła i z wściekłą miną zaczęła sugestywnie potupywać nogą, krzyżując ręce na piersiach. Już wcześniej podjęła taką decyzję, dlatego zachowanie Luke’a wytrąciło ją całkowicie z równowagi, bo nie była przygotowana na taki opór z jego strony.
- Ile ty masz lat? Zachowujesz się jak naburmuszony dzieciak – przyznał z agresją, odrzucając jej torbę na bok. Wymienili kolejne wściekłe spojrzenia. Dostrzegł, że cała już drżała ze złości, a jej oczy niebezpiecznie zaszkliły się. – I chciałaś tak bez słowa sobie po prostu wrócić?
- Nie – mruknęła, odwracając głowę w bok. – Ale może jakbyś trochę więcej czasu spędzał tutaj, to byś wiedział, że wychodzę.
Za późno ugryzła się w język, w myślach przeklinając się za to, bo naprawdę nie miała intencji, aby rzucać takimi oskarżeniami pod jego adresem, ale nie była w stanie cofnąć wypowiedzianych słów. Z szeroko otwartymi oczami patrzyła na niego.
- Świetnie – parsknął wyniośle, unosząc obie ręce do góry.
- Luke, proszę cię, nie mam czasu na tę głupią przepychankę – stwierdziła, zaciskając mocno zęby. Chłopak nerwowo drgnął i podszedł w stronę drzwi, przekręcając klucz w zamku. Z szyderczym uśmieszkiem zamachał nim przed jej nosem i schował do tylnej kieszeni spodni. Alex momentalnie zmrużyła powieki z wściekłością i próbowała się na niego rzucić, ale był zdecydowanie silniejszy. Bez zastanowienia chwycił ją za nadgarstki i mocno je ścisnął, uniemożliwiając jej jakikolwiek ruch. Wbiła w niego gniewny wzrok, oddychając ciężko i zaczęła się z nim szarpać. – Nie znoszę cię – syknęła impulsywnie, choć tak naprawdę nie miała tego na myśli. Niebieskie oczy chłopaka uważnie na nią spojrzały.
- Ja ciebie też – odparł beznamiętnie, wciąż żarliwie wpatrując się w dziewczynę, która właśnie spojrzała nad siebie ze zdziwieniem, nie przypuszczając, że takie słowa padną z jego ust. Wstrzymała powietrze, czując że coraz większy trud sprawiało jej kontrolowanie swoich emocji. W pewnej chwili jego dłonie rozluźniły uścisk i zsunęły się gwałtownie na jej biodra. Bez słowa przyciągnął ją do siebie i z niespotykaną dotąd zachłannością zaczął całować. Alex początkowo nie reagowała, ale w końcu udało jej się odepchnąć go od siebie. Odetchnęła głęboko, chwytając łapczywie powietrze.
- Zwariowałeś?! – krzyknęła, nadal mocno wbijając palce w jego przedramiona.
- Tak – odparł cicho i ponownie zatopił swoje usta w jej. Tym razem jednak nie pozwolił się tak łatwo odsunąć, zdecydowanie szczelniej obejmując ją w pasie. – Zwariowałem na twoim punkcie – mruknął rozemocjonowanym, trochę zdyszanym głosem, kiedy na moment zaprzestał przyjemnych pieszczot i spojrzał na nią. Rozbieganym wzrokiem obserwowała jego promieniejącą twarz i to błyszczące spojrzenie. Porywczo uniosła obie dłonie i zacisnęła na materiale jego koszulki palce, przyciągając go raptownie do siebie, po to by złożyć kolejne przepełnione pragnieniem i żądzą pocałunki.
- Nienawidzę cię – wysapała, nie mogąc dłużej zapanować nad sobą, gdy jego ręce zaczęły dość sugestywnie gładzić skórę jej pleców, a nią wstrząsnął kolejny dreszcz rozkoszy.
- Yhmmm – jęknął, obniżając coraz bardziej wędrówkę swoich dłoni. – Też cię nienawidzę w takim razie.
- A co z twoją mamą? – zapytała nagle z nieco większą przytomnością umysłu, ale nadal czuła jak zaczynało jej brakować tchu. – Co z chłopakami?
- Miałem cię zabrać na pizzę ze wszystkimi, czekają tam na nas – wyjąkał, cały czas obsypując jej usta, policzki, szyję czułymi pocałunkami, mimo że Alex starała się zapanować nad tą napiętą sytuacją, która niespodziewanie między nimi się wytworzyła. Sięgnął odruchowo po telefon do kieszeni spodni, napisał krótką wiadomość o tym, że nie mieli zamiaru się zjawiać w pizzerii i odrzucił aparat na fotel. Pożądliwym wzrokiem popatrzył na nią, mocniej zaciskając usta, które chwilę przedtem oblizał koniuszkiem języka.
- Spóźnię się na samolot – westchnęła niewyraźnie, a każde jej kolejne słowo było mniej pewne, gdy tylko poczuła jak jego dłonie chciwie pieściły odkryte ciało. Luke w odpowiedzi uniósł ją delikatnie i wciąż natarczywie składając czułe pocałunki, pchnął ją nieznacznie w stronę łóżka.

*


To było kilka krótkich godzin, które należały wyłącznie do nich i w czasie których spełnili swoje największe pragnienia, a wszystko wydawało się takie nowe, tajemnicze i dotąd nieodkryte. Czas, gdy zdecydowali się odkryć przed sobą wzajemnie najbardziej skryte zakamarki ciała i duszy, jednocześnie obnażając wszelkie słabości. Melodyjna, wieczorna cisza mącona była jedynie przyspieszonymi oddechami i prawie bezgłośnie wymawianymi imionami. Początkowa agresja i wściekłość, które nadawały tak impulsywny charakter temu zbliżeniu, dość szybko znalazły ujście w zachłannych pocałunkach i gwałtownych ruchach, które z każdym kolejny dotykiem stawały się jednak coraz bardziej delikatne, a rzucane nerwowo wyzwiska i obelgi przemieniły się w cicho szeptane wyznania drzemiących głęboko uczuć.
Ten jeden wyjątkowy moment stał się początkiem czegoś nowego między nimi, gdy wymieniając roziskrzone spojrzenia, bez słów przekazywali sobie wszystko to, co czuli. Tonęli we własnych ramionach, otuleni ciepłem własnych ciał. Każde prawie niewyczuwalne drżenie, każdy dotyk, spojrzenie komponowały się w jedną nieskazitelną całość, powodując że po pustym pokoju rozchodził się tłumiony pocałunkami odgłos rozkosznego pomrukiwania. Poznawali siebie nawzajem, odkrywając co chwilę nową cząstkę swoich ciał. Pozwolili sobie na krótką chwilę zapomnienia, całkowicie zawierzając swoje szczęście w ręce tej drugiej osoby.
Kolejne spragnione spojrzenie i wyrażające zgodę nieme skinienie sprawiły, że wszelkie wątpliwości o słuszności tego ruchu i jego ewentualnych konsekwencjach odpłynęły w bezkresną dal. Sycili się własną bliskością, a łapczywie chwytane oddechy, szaleńczo bijące serca i wyszeptywane z ogromną pasją, ale także niesamowitym drżeniem imiona spowodowały, że oboje odnaleźli satysfakcję, a pokój na nowo wypełniły ciche, trochę nieśmiałe odgłosy spełnienia. Ostatni pocałunek, ostatnie głębokie spojrzenie w nieprzytomne z zadowolenia oczy, ostatnia wypowiedziana obietnica uwieńczyły to, co przed chwilą było ich udziałem. Kołysani coraz spokojniejszymi uderzeniami serca, ponownie znaleźli się w swoich ramionach, a błogie uśmiechy błąkały się po zmęczonych twarzach. 





***
Do trzech razy sztuka, ehh, jakie to prawdziwe. Byłoby prawdopodobnie szybciej, ale dwa razy mi się rozdział usunął. Smutek wielki.
I jak wrażenia?
Fajnie będzie, jak dacie znać, co sądzicie, bo nie wiem, czy wiecie, ale to także determinuje szybkość mojego pisania/dodawania. A jeśli nie chce wam się nic pisać, no to trudno.
Jeśli ktoś jeszcze życzy sobie informowania, to albo dodaje blog do obserwowanych, albo biegusiem udaje się na mojego tt https://twitter.com/alicee_ok  i pisze mi o tym.

Już duuuuuużo bliżej, niż dalej. Yeaaaah.

Bye.

EDIT:
Ankietka pod rozdziałem! Zapraszam.