2.19. Odtąd mogła być jego.


Kiedy tylko uniosła rękę, by zapukać do drzwi, ogarnęły ją ogromne wątpliwości. Wiedziała, że to co wydarzyło się dwa dni wcześniej nigdy nie powinno mieć miejsca, a mimo to wciąż nieustannie wracała do niego. Nie była gotowa na to, by ponownie pojawił się w jej idealnie poukładanym świecie, dlatego to wszystko wydawało się być tak trudne i skomplikowane. I gdy wydawało się, że poradziła sobie ze wspomnieniami, los postawił go na jej drodze, poddając wątpliwości każdą podjętą przez nią decyzję. Jednocześnie coś nadal pchało ją w jego stronę, nie pozwalając mu odejść po raz drugi.
Weszła do środka po tym, jak nie reagował na pukanie. Nie było go nigdzie, ale firanka powiewała w otwartym oknie, przez które do mieszkania wpadało mroźne, zimowe powietrze. Bez zastanowienia ruszała na dach. Wspięła się po metalowych schodkach, kolejny raz zamierając z przerażenia, kiedy dostrzegła spacerującego wzdłuż krawędzi chłopaka. Wstrzymała na moment oddech, obserwując jak leniwie stawiał kroki na betonowym murku. Pisnęła przeraźliwie, gdy w pewnej chwili zachwiał się, tracąc równowagę. Raptownie podniósł głowę i z wymalowanym na ustach uśmieszkiem spojrzał na nią.
- Wciąż uważasz, że byłbym w stanie skoczyć? - zapytał z uniesioną zadziornie brwią, wyczekując jej reakcji. Alex przewróciła oczami i nerwowo skrzyżowała ręce, obdarzając go pełnym wściekłości spojrzeniem. Milczała. - Znam lepsze sposoby.
- Ale to jest niebezpieczne! - podniosła głos, machając nerwowo rękami. Z pełną świadomością zignorowała jego ostatnią uwagę. Była na niego wściekła, a on najwyraźniej dobrze się bawił. - Po co ta cała szopka?
- Podejdź tu! - zaproponował po chwili z niesamowitym entuzjazmem w głosie i wysunął w jej stronę otwartą dłoń.
- Nie – zaoponowała momentalnie, kręcąc głową i odruchowo zrobiła krok w tył. Luke uśmiechnął się z pobłażaniem.
- No chodź – nalegał, gestem ręki zapraszając ją bliżej.
- Nie!
- Alex – westchnął ciężko i opuścił z bezradności wzrok. - Znowu tchórzysz?
- Znowu? - zapytała oburzona i mocniej zmarszczyła czoło, a kąciki jego ust drgnęły, bo najwyraźniej celowo próbował podrażnić jej ambicję.
- Po prostu tu podejdź – poprosił zdecydowanie ciszej, gdy jego wysunięta ręka wciąż oczekiwała dziewczyny.
- Chyba zwariowałeś, jeśli sądzisz, że tam do ciebie podejdę – odparła obruszona, unosząc z obrażoną miną głowę. Prychnęła nieznacznie, postukując dość sugestywnie stopą.
- Tak, jestem wariatem – przyznał bez ogródek, a radosny do tej pory ton jego głosu momentalnie uległ zmianie. Zerknęła na niego niepewnie, dostrzegając jak odwracał się do niej plecami, ponownie spoglądając w kierunku rozpościerającej się u jego stóp panoramy miasta. Przymknęła na moment oczy i biorąc głębszy oddech, ruszyła powoli w jego stronę. Lęk wysokości był jedną z jej największych obaw, ale gdzieś głęboko w podświadomości czuła, że tym razem nie miała czego się bać. Z szaleńczo bijącym sercem zatrzymała się tuż obok niego i unosząc lekko drżącą z przerażenia rękę, sięgnęła po jego dłoń. Kurczowo zacisnęła palce, a w tej samej chwili on na nią spojrzał. Odwzajemniła krótkie, nieme spojrzenie i oddychając ciężko, z jego niemałą pomocą wspięła się na murek.
- O Boże! - wyrwało się z jej ust, gdy ujrzała przed sobą bezkres migoczących świateł miasta. Instynktownie wycofała się, ale Luke od razu objął ją ręką w pasie i nie pozwolił zeskoczyć. Miała wrażenie, że zaczynało brakować jej tchu, bo z wielkim trudem przychodziło jej łapanie kolejnych haustów powietrza, ale kiedy tylko poczuła jak jego dłoń troskliwie przesuwała się po jej plecach, powoli odzyskiwała kontrolę nad ciałem. Szeroko otwartymi oczami, pełnymi strachu i przerażenia spojrzała w bok, natrafiając na uśmiechnięte oblicze chłopaka. Przełknęła nerwowo ślinę, rozchylając mocniej usta. Nieświadomie wbijała coraz głębiej paznokcie w jego rękę, ale nie była w stanie go puścić. Nie potrafiła skupić się na niczym innym poza faktem, aby rozpaczliwie mocno trzymać się go. Kolejny potężny dreszcze wstrząsnął nią, kiedy chłopak chwycił ją bardziej zdecydowanie i starając się nie wykonywać zbyt gwałtownych ruchów, przesunął ją bliżej i pozwolił stanąć przed sobą.
- Ufasz mi? - zapytał niespodziewanie i tak cicho, że gdyby nie szeptał jej tego prosto do ucha, to z pewnością nie wyłapałaby jego słów w gwarnym szumie ulicy pod ich stopami. Potrząsnęła przecząco głową, nie wydając z siebie nawet jednego dźwięku. Luke zaśmiał się. Znów zachłysnęła się powietrzem, zaciskając z całej siły powieki. Nie była w stanie ich otworzyć, mimo że czuła za sobą ciągłą obecność blondyna. Uświadomiła sobie nagle, że nie była już pewna, co tak naprawdę powodowało to natarczywe drżenie jej ciała, strach czy bliskość Hemmingsa, który z każdą upływającą sekundą zdawał się obejmować ją coraz silniej.
- Jak spadnę, to będę straszyć cię po nocach – wysapała, z trudem panując nad świszczącym oddechem. Sarkazmem próbowała zagłuszyć dudniący w głowie strach. Jej drżące palce intensywnie zaciskały się na jego przedramionach, gdy znowu delikatnie się poruszył, przyprawiając ją o kolejne mocniejsze bicie serca.
- Otwórz oczy – poprosił, opierając brodę na jej ramieniu.
- Skąd wiesz, że są zamknięte?
- A nie są? - odparł pytaniem na pytanie, cicho podśmiewając się pod nosem.
- Są – odpowiedziała z pełną szczerością, a jej dłoń zsunęła się niżej, łącząc się w szczelnym uścisku z jego ręką. Gdy tylko poczuła, jak przemarznięte palce objęły ją troskliwie, z ogromną dozą niepewności uchyliła jedną z powiek. Szybko ją jednak zamknęła i mocniej wtuliła w Luke'a, przylegając plecami do jego klatki piersiowej. Ten lęk był zdecydowanie większy, niż mogła wcześniej przypuszczać i mimo jego wsparcia, nadal nie była w stanie zapanować nad strachem.
- Nie bój się – szepnął czule, a jego ciepły oddech owiał odkrytą część jej szyi, sprawiając że znowu zadrżała. - Obiecuję, że cię nie puszczę.
- Luke ...
- Nigdy cię nie puszczę – zapewnił ponownie, a jego zmarznięty policzek otarł się o rozpaloną z emocji twarz dziewczyny. Nie była pewna do czego odnosiła się ta jego krótka obietnica, którą z niesamowitą pewnością i przekonaniem właśnie złożył, ale w tamtej chwili jej myśli skupione były wyłącznie na tym, aby mocno się go trzymać. Nic innego się nie liczyło.
- Chyba oszalałam – wymruczała, po czym z przeogromnym wahaniem odważyła się na uniesienie powiek. Jej oczom ukazał się nocny krajobraz miasta, który czarował swoim pięknem. Gdy poczuła na rozgrzanej twarzy powiew mroźnego powietrza, który delikatnie wprawiał w ruch końcówki jej włosów, odetchnęła głęboko. Napięte do granic możliwości mięśnie powolutku zaczynały się rozluźniać. Na niedługą chwilę zapomniała o wszystkim, co ostatnio działo się w jej życiu i pozwoliła zmysłom na moment wytchnienia. Kiedy rześki podmuch wiatru kolejny raz w nią uderzył, niosąc ze sobą niesamowite ukojenie, zrozumiała chyba, dlaczego Luke uwielbiał tak bardzo igrać z losem. U ich stóp spowity w ciemności był cały świat i tylko od nich zależało, jaki miał być kolejny ruch.
- Tutaj niektóre problemy stają się trochę bardziej błahe, nie sądzisz? Jeden nieodpowiedni krok i może cię już nie być.
- Chyba tak – przytaknęła i choć nadal jej strach był ogromny, to miała już pewność, że nic złego nie mogło się przytrafić. Odwróciła się za siebie, napotykając na jego roziskrzone, błękitne spojrzenie, które od jakiegoś czasu uważnie ją lustrowało. Miał zaczerwienione z zimna policzki i czubek nosa.
- A teraz mi ufasz? - ponowił pytanie, a ona bez zastanowienia skinęła głową, wciąż z zamiłowaniem wpatrując się w niego. Gdy w policzku dostrzegła zarys niewielkiego wgłębienia, przymknęła na krótki moment oczy i mocniej zacisnęła drżące usta. Obiema rękami objął ją w pasie i zrobił niewielki krok do przodu, popychając ją w kierunku krawędzi. Wbiła znów paznokcie w jego dłonie, ale tym razem już nie zamierzała tak gorączkowo protestować. Odruchowo wstrzymała oddech, gdy napór jego ciała stał się zdecydowanie mocniejszy i pochylił ją nieco bardziej. Jej stopy w połowie nie dotykały już stabilnego podłoża, wystając poza krawędź murowanego ogrodzenia, a mimo to cały wcześniejszy strach jakby odszedł w niepamięć. Liczyli się tylko oni.

*

- Naprawdę chciałbyś zapomnieć o tym wszystkim? – zapytała po dłuższej chwili ciszy, gdy oboje z opuszczonymi nogami, które delikatnie bujały się w powietrzu, siedzieli oparci o siebie na skraju murku, kilkadziesiąt metrów nad rozświetloną ulicą Nowego Jorku. Luke spojrzał na nią i zmarszczył lekko brwi, chyba nie do końca mając pojęcie, co miała na myśli. - Chciałbym obudzić się z amnezją, zapomnieć te wszystkie głupie drobnostki – niepewnie zanuciła mu fragment piosenki, którą na koncercie dla mnie zaśpiewał. Westchnął cicho.
- Czasami – bąknął niewyraźnie i odwracając się od niej, sięgnął do kieszeni kurtki, wyjmując z niej paczkę papierosów. Chciał ją poczęstować, ale od razu odmówiła. Podparła się na dłoniach i spojrzała przed siebie. Jego odpowiedź spowodowała, że odczuła lekkie ukłucie w sercu, ale nie mogła mu mieć tego za złe. Miał przecież pełne prawo do tego, aby ruszyć dalej, bez ciągłego spoglądania za siebie, tak samo jak ona to zrobiła, układając swoje życie od nowa.
- Kiedyś ci się to udało? - Alex znowu się odezwała, spoglądając jak nieporadnie radził sobie z odpaleniem papierosa, gdy wiatr cały czas gasił płomień zapalniczki. Przestał na chwilę i ironicznie parsknął śmiechem, rzucając jej krótkie spojrzenie.
- A jak myślisz? - mruknął z papierosem między ustami i kolejny raz wrócił do próby odpalenia go. W końcu mu się udało. Siwy dymek rozproszył się w powietrzu, gdy odchylił lekko głowę i zaciągnął się tą zabójczą trucizną. - Pewnie gdybym potrafił cię znienawidzić, to wszystko byłoby prostsze.
- Przepraszam.
- Za co? - spytał przekornie, uśmiechając się z kpiną.
- Za wszystko – wyjaśniła cicho, opuszczając ze wstydem głowę. - Chciałabym, żebyś był szczęśliwy.
Luke nie odpowiedział, ponownie delektując się kojącą dawką nikotyny. Zadarł głowę, spoglądając obojętnie na ciemne niebo. Alex przypatrywała się jego bladej twarzy, zdając sobie całkowicie sprawę z tego, że była jedynym powodem jego załamania. Jej odejście zmieniło całe jego życie w piekło i to wszystko dlatego, że miała nadzieję, iż pozwalając mu odejść, robiła coś dobrego.
- Alex, naprawdę nie musisz się mną przejmować – zabrał w końcu głos. - I nie patrz tak na mnie – dodał z rozbawieniem, wciąż trwając w tej samej pozycji i nawet na nią nie zerkając. Potrząsnęła lekko głową z niemałym zakłopotaniem. - Jeśli to cię uspokoi, to bywały chwile, kiedy czułem się szczęśliwy. Nawet całkiem niedawno.
- Och – wymsknęło się z jej ust, bo doskonale zdawała sobie sprawę, o czym mówił. - Nie powinniśmy nigdy do tego dopuścić – powiedziała jakby łamiącym się z nadmiaru emocji głosem, a on w tej samej chwili na nią spojrzał. Uważnie wodził pustym wzrokiem po jej twarzy, ale kompletnie niczego nie była w stanie odczytać z tego spojrzenia.
- Zgadzam się – przyznał jej rację, przytakując z uznaniem. Początkowo jego reakcja kompletnie ją zaskoczyła, bo gdzieś podświadomie nawinie i nieco samolubnie wierzyła, że zaprzeczy jej słowom. Starała się ukryć to niewielkie rozczarowanie, gdy ich spojrzenia na nowo się skrzyżowały. I choć walczyła, to z tak wielkim trudem przychodziło jej kontrolowanie się w jego obecności.
- Będę już szła – oznajmiła w końcu i przekładając zwinnie nogi przez murek, zeskoczyła na ziemię. Poprawiła spód kurtki, który nieznacznie się podwinął i spoglądając na niego przez ramię ostatni raz, skierowała się w stronę zejścia z dachu. Nienawidziła siebie za to, że przez własne niezdecydowanie raniła tak wiele osób. Z opuszczoną głową i schowanymi do kieszeni dłońmi powoli stawiała każdy krok, gdy w pewnej chwili poczuła szarpnięcie w łokciu i nim się zorientowała, stała już twarzą w twarz z blondynem. Był tak blisko, że z niezwykłą intensywnością czuła zapach papierosów i jego ciepły oddech na policzku.
- Zgadzam się z tym, że nigdy nie powinniśmy dopuścić do tego, nigdy nie powinienem pozwolić ci odejść – stwierdził stanowczo, obejmując dłońmi jej policzki. Pochylił się jeszcze mocniej, aż ich czoła delikatnie się zetknęły. Opuszkami palców gładził zaróżowiałą skórę, powodując przyjemny dreszcz, który przebiegł wzdłuż jej pleców. Gdy przyciągnął ją zdecydowanie bliżej siebie, sprawiając że na nowo zaczęła odczuwać ciepło jego ciała, przymknęła oczy i nie do końca świadomie zaczęła rozkoszować się tą krótką chwilą ukojenia. - I nigdy nie chciałbym o tobie zapomnieć, bo byłaś wszystkim. Bo jesteś wszystkim.
- Luke – wysapała niespokojnie, gdy zbliżył się jeszcze bardziej. Tak ciężko było jej oddychać, a bijące w zastraszającym tempie serce jeszcze bardziej uniemożliwiało złapanie tchu. Gdy musnął górną wargę, poczuła jak kolana się pod nią ugięły. Jeden, praktycznie niewyczuwalny dotyk ust sprawił, że wszystko wokoło zawirowało, kolejny już raz przewracając całe jej życie do góry nogami.
- Zrobiłbym wszystko, żeby tylko cofnąć czas – przyznał z pełną powagą, wpatrując się w jej błyszczące oczy, które również uważnie mu się przyglądały.
- Ale to niemożliwe.
- Wiem – odpowiedział równie cicho, zgarniając z policzka kosmyk jasnych włosów. - A co jeśli to jest właśnie nasz czas, to jest ten inny świat, inni my?
Alex zamarła. Nie mogła uwierzyć, że z tak niesamowitą dokładność pamiętał każde jej słowo. Z nieskrywanym podziwem obserwowała go w milczeniu, bo nie była w stanie odpowiedzieć na to pytanie. I dopiero kiedy poczuła na policzku pierwszy śnieżny płatek, wróciła do rzeczywistości i z zadartą głową spojrzała w niebo. Luke chwycił pospiesznie jej podbródek i mimowolnie musiała na niego spojrzeć. Jego chłodne usta z niezwykłą zachłannością przylgnęły do niej, ofiarowując jej pocałunek, który miała zapamiętać do końca swojego życia. Pełne pasji i namiętności zbliżenie stało się najlepszym wyrazem wszystkich uczuć, które nie tylko w nim drzemały. Bo mimo iż na początku nie była w stanie wykonać nawet prostego ruchu, to chwilę później całą sobą odpowiedziała na ten pocałunek, nieświadomie nasycając go przeogromną nadzieją. Bezwiednie lgnęła wciąż do niego, zatracając się bez reszty w tej wypełnionej czułością, zmysłowej bliskości.
I niemożliwe przestało istnieć, bo na niedługą chwilę cofnęli czas.









Dopiero przy końcówce zaczęłam odzyskiwać wiarę w ten rozdział, ale i tak pełni on jedynie przejściową funkcję.
Tak czy inaczej, enjoy.

xoxo



2.18. Tymczasem próbowała sobie przypomnieć, jak się oddycha.


Kiedy tylko weszła do mieszkania, momentalnie uderzył w nią drażniący zapach farby, który nadal unosił się w całym pomieszczeniu. Zrobiło jej się niedobrze, więc odruchowo przyłożyła dłoń do ust, próbując zapanować nad sobą. Zdawała sobie sprawę z tego, że podczas jej tygodniowego pobytu w szpitalu Chris niespecjalnie dbał o porządek, ale stan w jakim zastała ich mieszkanie przeraził ją. Po podłodze porozrzucane były ubrania, między którymi można było znaleźć puste pudełka po pizzy, stół zastawiony był brudnymi naczyniami, a koło fotela stała niemała kolekcja opróżnionych puszek. W pewnej chwili jej rozmyślania przerwało dość sugestywne trzaśnięcie drzwiami, które sprawiło, że podskoczyła. Odwróciła się za siebie, spoglądając na Chrisa, który właśnie wszedł, niosąc ze sobą jej torbę. Wydawał się jednak kompletnie nie zwracać na nią uwagi. Po tym jak ją ominął, rzucił walizkę w kąt korytarza i bez słowa udał się do kuchni, wyciągając z lodówki schłodzoną puszkę coli oraz paczkę chipsów z szafki obok. A ona nadal stała w tym samym miejscu, obserwując jak rozsiadał się na kanapie przed telewizorem i włączył jakiś kanał sportowy. Od dnia tego nieszczęsnego wypadku zachowywał się dokładnie w ten sam sposób, traktując ją jak kogoś zupełnie obcego. Ich rozmowy ograniczały się do wymiany niezbędnych, zdawkowych odpowiedzi, a każde przypadkowe otarcie, czy niezamierzony dotyk powodował nieprzyjemny dreszcz, wymieszany z odrazą. Gdy wbił pusty wzrok w ekran, z pewnością nie skupiając się na rozgrywanym właśnie meczu, postanowiła dosiąść się do niego i wreszcie odbyć rozmowę, której chyba oboje się obawiali, ale doskonale zdawali sobie podświadomie sprawę, że była ona nieunikniona.
- Chris, ja dalej tak nie dam rady – zaczęła dość niepewnym, drżącym głosem, próbując ściągnąć na siebie jego uwagę. Pozostał jednak w ogóle niewzruszony. - Nie tylko ty cierpisz – dodała, nie potrafiąc już panować nad własnym ciałem. Przysunęła się do niego, próbując chwycić jego dłoń, ale dość sugestywnie dał jej do zrozumienia, że nie miał na to najmniejszej ochoty. Czuła, że to właśnie ją obarczał winą za utratę tego dziecka, ale przecież nie tylko on je stracił. Jakaś cząstka niej bezpowrotnie odeszła, zostawiając w jej życiu ogromną pustkę i choć nie była gotowa do roli matki, to nawet przez krótki moment nie pomyślała, że tej maleńkiej istotce, którą chowała pod serce mogłoby się coś przydarzyć. Ale on tego nie rozumiał. W chwili, kiedy tak bardzo go potrzebowała, gdy pragnęła, aby jego silne ramiona ją przytuliły, aby jego ciepły głos zapewnił ją o tym, że wszystko miało się ułożyć, on się od niej odwrócił.
- Pobiłem go - przyznał w końcu, skręcając lekko głowę i spoglądając obojętnie na nią.
- Co? Kogo?
- Hemmingsa – odpowiedział z beznamiętnym wzruszeniem ramion, a jego oczy uważnie śledziły zmieniający się tak nagle wyraz twarzy dziewczyny, która sprawiała wrażenie, jakby się przesłyszała. Potrząsnęła lekko głową, nie odwracając ani na moment wzroku od blondyna.
- Pobiłeś Luke'a? - powtórzyła za nim dla pewności, bo gdzieś podświadomie próbowała sobie wmówić, że to wszystko było jedynie wytworem jej chorej wyobraźni.
- Tak – potwierdził oschle, sięgając po napój. Zrobił dość solidny łyk i ponownie zaczął udawać, że mecz go zainteresował.
- A powiesz mi chociaż dlaczego? Był jakiś konkretny powód?
- Nie wiem – wyjaśnił i znowu w ten doprowadzający ją do szału sposób wzruszył ramionami.
- Nie wiesz, dlaczego poszedłeś do praktycznie nieznanego ci człowieka i go pobiłeś? - Alex uniosła głos, choć wciąż starała się nie dopuszczać do siebie tej przerażającej myśli.
- Nie wiem – odparł równie obojętnym tonem, wpatrzony w zmieniający się obraz na ekranie. - Tamtej nocy chyba za dużo wypiłem i jakoś tak wyszło.
- Jakoś tak wyszło?
- Tak, jakoś tak wyszło! - krzyknął, kiedy kolejny raz powtórzyła bezcelowo jego słowa i cisnął miską z chrupkami na stolik. Chipsy wysypały się, ale chyba w tamtej chwili nikogo to nie obchodziło. Alex powiodła za nim przerażonym wzrokiem, kiedy podniósł się z kanapy i ruszył w stronę wyjścia.
- Nie wiem, co się z tobą dzieje – westchnęła bez przekonania.
- To ja ci powiem! - krzyknął niespodziewanie, zawracając. Stanął przed nią, a ona aż drgnęła kiedy uniósł ręce. - Wyobraź sobie, że masz wszystko, jesteś szczęśliwa, życie układa się tak, jak sobie wymarzyłaś i pewnego dnia zjawia się jakiś duch z przeszłości i sukcesywnie, po kawałeczku każdego dnia wszystko to ci odbiera.
- On niczego ci nie odebrał! - wtrąciła się raptownie i również wstała, nie panując już nad swoimi odruchami. Łzy cisnęły się do piekących oczu, ale musiała być silna. Na jej słowa Chris parsknął złowrogim śmiechem. - Sam doprowadziłeś do tego, że mnie tracisz – dodała zdecydowanie ciszej, z trudem biorąc kolejny haust powietrza. Chłopak jednak nie zareagował, kręcąc jedynie głową.
- Dostałem propozycję wyjazdu na dwutygodniową trasę. Wylatuję jutro. Muszę odpocząć – oznajmił nieoczekiwanie, a ona spojrzała na niego pełnym lęku wzrokiem. Otworzyła szerzej oczy, ale dostrzegła już tylko jak znikał za drzwiami w korytarzu.

*

Skroplone płatki roztapiającego się śniegu uporczywie skapywały z jego kaptura, kiedy tylko wysiadł z windy i ruszył w stronę swojego mieszkania. Był tak skupiony na poszukiwaniu kluczy w kieszeni, że dopiero kiedy zatrzymał się przed drzwiami, dostrzegł, że ktoś siedział na pierwszym stopniu schodów z głową opartą o ścianę.
- Boże, Alex! Co ty tu robisz? - zapytał w pośpiechu z przerażeniem malującym się na twarzy i bez zastanowienia przykucnął przy niej. Ujął jej przemarznięte dłonie, powodując, że uniosła wzrok i słaby uśmiech pojawił się na jej twarzy. Była niepomalowana, włosy niedbale podpięte na czubku głowy cały czas osuwały się na czoło, a pod lewym okiem odnotował siny cień niedawnego stłuczenia i niewielką szramę na brodzie. Nadgarstek miała usztywniony elastycznym bandażem, a zwykle gładka skóra rąk pokryta była licznymi zadrapaniami i otarciami. Pognieciona koszulka wystająca spod niedopiętej kurtki i stare dresowe spodnie z niewielką dziurą na kolanie sprawiały, że cały obraz dziewczyny wydawał się być jeszcze bardziej przygnębiający.
- Chyba na ciebie czekam – odpowiedziała cicho, siląc się na zabawny ton i gdy tylko spróbowała się podnieść, prawie od razu usiadła na schodku z powrotem, tracąc równowagę. Momentalnie pobladła, przymykając na chwilę oczy, gdy grymas bólu wykrzywił jej usta.
- Hej, hej, spokojnie – Luke chwycił ją delikatnie i mimo początkowego oporu, który stawiała, zmusił ją do tego, aby objęła rękami jego szyję, gdy brał ją w swoje ramiona.
Wniósł ją do mieszkania, z ogromną troską pomagając jej usiąść na kanapie. Zdjął z niej przemokniętą kurtkę i odgarnął z twarzy posklejane kosmyki włosów. Narzucił na ramiona puchowy koc i szczelnie ją nim okrył, pocierając dłońmi drżące z zimna ramiona dziewczyny. Usiadł na stoliku naprzeciw niej, uważnie obserwując jak blade policzki zaczynały pokrywać delikatne rumieńce. Przez chwilę miał wrażenie, że walczyła z gorączką, ale gdy tylko dotknął jej czoła, okazało się ono być zupełnie chłodne.
- Mogłaś zadzwonić.
- Dzwoniłam, ale ciągle włączała się poczta – odparła niemrawo, a on momentalnie sięgnął do kieszeni spodni, wyjmując z niej telefon. Westchnął ciężko, gdy tylko ujrzał ciemny ekran.
- Rozładował się – mruknął do siebie, po czym ze zrezygnowaniem odrzucił komórkę na fotel. Gdy jego spojrzenie powróciło na blondynkę, ta wciąż przyglądała mu się niewzruszona.
- Przepraszam cię za to – wyszeptała niespodziewanie, wysuwając spod okrycia jedną rękę i zimnymi palcami dotknęła jego wciąż posiniaczonego policzka. Gdy tylko kciukiem dotknęła rozciętej wargi, Luke odruchowo wycofał się. - Boli? - spytała niepewnie, przyglądając się mu tym zmęczonym, lekko zawstydzonym spojrzeniem. Pokręcił przecząco głową.
- Alex, przecież to nie twoja wina, poza tym powinnaś teraz skupić się wyłącznie na sobie – odparł z nutką złości w głosie, marszcząc mocniej brwi, bo przecież doskonale wiedział, co się wydarzyło. Dostrzegł jak w jednej chwili posmutniała, wciskając się mocniej w oparcie kanapy.
- Nie chcę o tym rozmawiać – zaprzeczyła gwałtownie, podkurczając nogi i oparła na kolanach brodę, nakrywając się szczelniej kocem. - Nie mam już siły, naprawdę – dodała moment później, natarczywie mrugając powiekami.
- OK.
- Nie uważasz, że idealnie teraz do siebie pasujemy? - zauważyła nagle, mając chyba na myśli sińce oraz zadrapania i wpadła w histeryczny śmiech, który nie bez powodu go przeraził. Przypatrywał się jej z niepokojem, a po chwili łzy udawanej radości zmieniły się w gorzkie łzy smutku. Rozkleiła się całkowicie, ukrywając zapłakaną twarz w dłoniach. - Jestem taka beznadziejna, wszystko dobre w moim życiu spieprzyłam.
- Alex, nie waż się nawet tak myśleć! - zaoponował dość gwałtownie, przysiadając się obok niej. Chwycił ją za nadgarstki, odsuwając jej ręce i niejako zmusił do tego, aby na niego popatrzyła. Otulił dłońmi policzki i kciukami zaczął ocierając toczące się po nich łzy. I mimo iż próbowała walczyć z jego spojrzeniem, mimo że próbowała nie okazywać swojej słabości, to w pewnej chwili poddała się i z niezwykłą, dziecięcą wręcz ufnością wtuliła się w niego. Bez wahania jego ręce otuliły jej trzęsące się ciało, przyciągając mocniej do siebie.
- Przepraszam – jęknęła, zanosząc się spazmatycznym płaczem.
- Już dobrze, już dobrze – zaczął ją uspokajać, kołysząc w takt wybijanych przez zegar sekund. I z każdą kolejną, która bezpowrotnie upłynęła, odnosił wrażenie, że drżenie zdecydowanie malało, a Alex bardzo powoli wyciszała się.

*

Nie przypuszczała, że tak bardzo brakowało jej bliskości drugiej osoby. Gdy tylko Luke otulił ją ramieniem, a ona bezwarunkowo i z pełną ufnością wtuliła się w niego, poczuła jak na krótki moment wszystko na nowo stało się dobre. Zdała sobie sprawę, że nie potrzebowała żadnych pustych słów, które tylko pogarszały jej nastrój, nie potrzebowała czasu i przestrzeni, aby poradzić sobie z tą stratą, potrzebowała jedynie, aby ktoś ją przytulił. Bez zbędnych pytań i udawanego zrozumienia. Dłoń chłopaka zaczęła troskliwie przesuwać się po jej plecach, powodując że z ledwo dosłyszalnym westchnieniem przymknęła oczy. Napięte do tej pory mięśnie powoli rozluźniały się, niosąc ze sobą niezwykle przyjemne ukojenie. Niesamowite było to, że mimo upływu lat, on nadal doskonale potrafił sobie poradzić z jej bólem, skupiając się na takich partiach jej wciąż obolałego ciała, które sprawiały, że całe cierpienie odchodziło w niepamięć, zastąpione błogą rozkoszą. Mogła upajać się taką chwilą bez końca. Wiedziała, że nie musiała mu już niczego tłumaczyć, bo i bez wyjaśnień potrafił perfekcyjnie wyczuć jej nastrój. Nagle jego cichy, ale jednocześnie niezwykle głęboki głos rozległ się nad głową, gdy gładząc jej włosy, zaczął nucić piosenkę. Kojąca melodia wymieszana z jego delikatnym dotykiem sprawiła, że na krótki moment oderwała się od rzeczywistości, a czas i miejsce przestały mieć jakiekolwiek znaczenie.
- Jest coś, co mogę jeszcze dla ciebie zrobić? Jakoś pomóc? - zapytał niespodziewanie, sprowadzając ją na ziemię. Niechętnie podniosła zmęczone powieki, poprawiając się w jego objęciu.
- Po prostu nie przerywaj – wymruczała błagalnie, wtulając się mocniej w jego koszulkę. Miała ogromne poczucie winy wykorzystując go w tak bezczelny sposób, ale nie potrafiła być teraz sama. Jednocześnie nie mogła mieć żadnych pretensji do Chrisa, który najwyraźniej potrzebował całkowicie odciąć się od tego wszystkiego na jakiś czas i musiała uszanować tę decyzję. Gdy dłoń Luke'a, która troskliwie gładziła jej plecy, zsunęła się nieco niżej, zadrżała z bólu. Poczuła jak w tej samej chwili uniósł kawałek jej koszulki, ze strachem w oczach przyglądając się sino-fioletowym plamom na jej skórze. Aż skrzywił się.
- Bardzo boli?
- Jak na uderzenie przez samochód i tak wyszłam z tego bez większego uszczerbku, więc da się przeżyć – wyjaśniła, zadzierając głowę. Luke wysilił się na niemrawy uśmiech, kiedy wyprostowała się, naciągając mocniej materiał bluzki i zakrywając te mało estetyczne siniaki, którymi niekoniecznie miała ochotę się chwalić. Czuła jednak na sobie uważny wzrok chłopaka, dlatego kiedy zajęła wygodniejszą pozycję, popatrzyła na niego. Próbował się nie uśmiechać, choć kąciki jego ust nieustannie drgały. Wodził spojrzeniem niespokojnie po jej twarzy, a jego palce nieświadomie przesuwały się po już zdecydowanie cieplejsze skórze dłoni, która spoczywała na oparciu sofy. Odruchowo zerknęła w stronę ich łączących się palców, wpatrując się w nie w zadumie.
- Wiesz … - zaczął niepewnie, na nowo zyskując jej uwagę. - Znowu mam ochotę, by zrobić tę złą rzecz, choć wiem, że nie powinienem, zwłaszcza teraz.
Alex popatrzyła na niego z malującą się w oczach wściekłością. Próbowała zabrzmieć na wyjątkowo oburzoną jego słowami, bo nie mogła już znieść jego dziecięcych podchodów i ciągłego unikania konkretnej odpowiedzi.
- Jak ja nienawidzę, kiedy wyskakujesz z tymi swoimi, tajemnicz ...
Nie dane było jej jednak dokończyć, bo wydarzyło się coś, czego chyba w najśmielszych snach nie mogła przewidzieć. Luke pochylił się i bez żadnego uprzedzenia dotknął ustami jej warg. Przelotne, kompletnie niespodziewane muśnięcie trwało zaledwie ułamek sekundy i chyba nawet nie można było go nazwać pocałunkiem, bo prawie od razu odsunął się od niej, wyczekując jej reakcji. Była jednak tak oszołomiona, że nie potrafiła się poruszyć i jedynie rozszerzone źrenice z niemałym przerażeniem obserwowały twarz blondyna. Miała wrażenie, że jej zdezorientowanie zaczęło go bawić, bo gdy kąciki ust uniosły się, w policzku dostrzegła niewielkie wgłębienie, a jego błękitne oczy zdawały się nienaturalnie błyszczeć. Zamrugała kilkakrotnie i dopiero po chwili dotarło do niej co tak naprawdę się wydarzyło. Wpadła w panikę, nie potrafiąc zapanować nad potokiem słów i żywiołowymi wymachami rąk.
- O nie, o nie, o nie, to nigdy nie powinno się wydarzyć, my nigdy, o Boże, Luke, wiesz przecież, że ja nie mogę …
I wtedy przerwał jej ponownie. Chwycił ją za podbródek i uniemożliwił jakikolwiek ruch, bądź ewentualną ucieczkę. Tym razem było to jednak bardziej zdecydowane i stanowcze, jakby wcześniej próbował się tylko upewnić, czy była na to gotowa. Dłońmi otulił jej twarz i delikatnie przyciągając do siebie, złożył na jej ustach niedługi pocałunek. Początkowo trwała w kompletnym bezruchu, gdy jego usta objęły jej wargi, ale serce łomotało w tak zastraszającym tempie, że odczuwała nieznaczne pulsowanie w okolicach skroni. Jedno dotknięcie miękkich ust, które od tamtej chwili ani na moment nie oderwały się od niej sprawiło, że zadrżała z podekscytowania. Zupełnie instynktownie uniosła ręce, a okalający jej ramiona koc zsunął się bezgłośnie, gdy drżącymi palcami obejmowała jego szyję. W chwili, kiedy jej usta poruszyły się, oddając pocałunek, odniosła naiwne wrażenie, że na moment uśmiechnął się. Była tak pochłonięta tym wszystkim, że dopiero gdy przyciągnął ją do siebie, zorientowała się, że jego dłonie spoczywały na jej biodrach, czule gładząc odkrytą skórę.
Ogarnęło ich uczucie, którego nie doświadczyli wcześniej z nikim innym. Uczucie, które trudne było do zdefiniowania, gdy zwykły dotyk spragnionych siebie ust stawał się czymś wielkim i wyjątkowym, a każda kolejna sekunda razem sprawiała, że z coraz większym trudem przychodziło im przerwanie tej magicznej chwili. Gdy bez końca zatraceni w tym nieplanowanym zbliżeniu zaczęli tracić panowanie nad sobą, a swobodne oddychanie graniczyło już z cudem, Luke pierwszy otrząsnął się, rozłączając ich usta. Czoła zetknęły się, a rozemocjonowane i pełne niespotykanej radości oczy uważnie zaczęły się obserwować, podczas gdy oni próbowali zapanować nad szaleńczymi wręcz oddechami. Jego dłoń niespiesznie uniosła się, dotykając jej rozpalonego policzka, a kciuk delikatnie przesunął się po dolnej wardze. Alex przymknęła oczy i kolejny raz zachłysnęła się powietrzem, rozchylając mocniej usta. I nagle, wraz z tym jednym pocałunkiem wróciły do niej wszystkie wspomnienia związane z nim, które podświadomość tak skutecznie blokowała przez ostatnie lata. Przypomniała sobie każdą wspólnie spędzoną chwilę, każdy pocałunek, smak, zapach, dotyk.
Przypomniała sobie, jak to było, kiedy należała wyłącznie do niego.















ZAJĄCZEK DZIŚ DO MNIE WPADŁ I KAZAŁ PRZEKAZAĆ ROZDZIAŁ W RAMACH ŚWIĄTECZNEJ NIESPODZIANKI !

enjoy!

xoxo


2.17. Było już za późno, by to wszystko naprawić.


Ze znudzeniem przeskakiwała po kolejnych kanałach telewizyjnych w poszukiwaniu czegoś, co mogłoby ją zainteresować. Nawet się nie zorientowała, kiedy po kilkunastu minutach miseczka z krakersami, która znajdowała się na jej nieco zaokrąglonym już brzuszku, została opróżniona. Z grymasem rozczarowania na twarzy odnotowała ten fakt i westchnęła tylko ciężko, sięgając po szklankę z sokiem pomarańczowym. Nagle z drugiego pokoju doszedł ją przerażający łomot, wymieszany z wyjątkowo głośnymi przekleństwami wykrzykiwanymi przez Chrisa. Niechętnie podniosła się z kanapy i ruszyła w stronę gabinetu, który od kilku dni przechodził gruntowny remont.
- Wszystko w porządku? - zapytała niepewnie, zatrzymując się w progu. Pod drabiną leżał chłopak, próbując wydostać się spod sterty tapet, pędzli i puszek z farbą. Alex wpadła w histeryczny śmiech, kiedy jego głowa w końcu wyłoniła się, oblana fioletową mazią.
- Bardzo śmieszne – obruszył się momentalnie, przecierając dłonią ubrudzoną twarz i posłał w jej stronę obrażone spojrzenie. Była praktycznie pewna tego, że jego zabawy w malarza zakończą się jakąś tragedią, ale uparł się, że sam przygotuje ten pokój dla dziecka, nie potrzebując pomocy żadnych profesjonalistów. Nie pomagały tłumaczenia, że przed nim było jeszcze co najmniej pół roku oczekiwania, bo jak twierdził, wolał mieć już wszystko przygotowane wcześniej. - Tylko bez 'a nie mówiłam'! - ostrzegł ją, podnosząc się z podłogi. Dziewczyna zakryła usta dłonią, starając się już dłużej nie okazywać tak ostentacyjnie swojego rozbawienia.
- Kiedy mam taką wielką ochotę to powiedzieć! - pisnęła podekscytowana, podążając za nim do łazienki. Z pewnego rodzaju rozrzewnieniem przyglądała się, jak próbował usunąć farbę z włosów. Stanęła tuż obok niego i sięgając po szampon, pomogła uporać mu się z zabrudzeniami.
I gdy kilka minut później siedział posłusznie na brzegu wanny, dzielnie znosząc jej zabawy jego włosami podczas suszenia, poczuła jak ułożył dłonie na jej biodrach i przyciągnął ją do siebie, układając głowę na wysokości brzucha, po czym wtulił w niego policzek.
- Nie mogę się już doczekać – wyszeptał, obejmując ją jeszcze mocniej. Alex zaśmiała się cicho i kręcąc głową, zaczęła troskliwie gładzić jego włosy. Nagle jej telefon zabrzęczał, informując wszystkich o nowej wiadomości. Wyjęła go z kieszeni spodni i odczytała smsa. Kiedy tylko dostrzegła, że otrzymała kolejny plik mp3 o tajemniczej nazwie w postaci dwukropka, myślnika i nawiasu, delikatny uśmiech pojawił się na jej twarzy. Od jakiegoś czasu Luke postanowił kolejny raz poprawić jej muzyczny gust i gdy tylko natrafił na nowy zespół, od razu podsyłał go do niej.
- Znowu on? - zapytał znienacka Chris, wyrywając ją tym samym z zamyślenia. Dźwięk jego słów sprawił, że spojrzała na niego z lękiem, nie wiedząc do końca jak się zachować. Gdy dłuższą chwilę nie odezwała się, wypuścił ją z objęcia, potrząsając bezradnie głową.
- Co? - mruknęła cicho, udając że nie zrozumiała tego, co właśnie do niej powiedział.
- Za każdym razem jak dostaniesz od niego wiadomość, to tego przygłupi uśmiech pojawia się na twojej twarzy – warknął rozeźlony, żywo gestykulując rękami.
- Chyba już to przerabialiśmy – odparła obronnym tonem, podążając za nim wzrokiem, gdy próbował ją ominąć. Po ich ostatniej kłótni na temat Luke'a miała wrażenie, że wszystko zostało wyjaśnione. Zapewniła go, że ich relacja była czysto przyjacielska, a Chris zupełnie nie miał żadnych powodów, aby mieć jakieś obawy względem jego osoby. Opowiedziała mu o tym, że przechodził teraz przed dość ciężki okres w życiu, a ona była jedyną znaną mu osobą, z którą utrzymywał jakikolwiek kontakt i nie mogła go tak po prostu zostawić bez pomocy. Przez chwilę sądziła, że całkowicie to zrozumiał i w pełni zaakceptował, ale najwyraźniej znowu się pomyliła.
- Tak, ale myślałem, że po tym jak sobie wszystko wyjaśniliśmy, ograniczysz swój kontakt z nim! - Chris ponownie podniósł głos, rzucając jej pełne nienawiści spojrzenie. Nie mogła przywyknąć do tego z jak wielką wściekłością reagował na każde nawet najmniejsze wspomnienie o Luke'u.
- Mówiłam ci, że on teraz potrzebuje wsparcia i … - zaczęła kolejne tłumaczenie, ale on momentalnie jej przerwał.
- Wsparcia?! - krzyknął, sprawiając że Alex aż podskoczyła ze strachu. - To jest jakiś cholerny wariat, uzależniony w dodatku od prochów, powinien się leczyć! - dokończył, a dziewczyna otworzyła tylko szerzej oczy, nie mogąc uwierzyć w to wszystko.
- Nie mów tak – poprosiła niepewnie, mocniej zaciskając pięści. Czuła wzbierającą w niej wściekłość, która zdawał się przejmować kontrolę nad jej ciałem. Z przerażeniem przyglądała się chłopakowi, kompletnie go nie poznając.
- To niesamowite, że ty wciąż go bronisz – zironizował, kontynuując rzucanie obelg pod adresem Luke'a. - A może ty go nadal kochasz, co? - spytał z ironią, unosząc do góry ręce. Ona wstrzymała raptownie coraz cięższy oddech i zmrużyła powieki.
- Chris – ostrzegła go, bo zdawała sobie sprawę z tego, że jeżeli oboje mieli zamiar dalej brnąć w tę słowną szarpaninę, to w niedługim czasie mogła ona skończyć się słowami, których żadne z nich nigdy nie chciałoby wypowiedzieć.
- Co Chris? Co Chris? - wrzeszczał nadal, wymachując rękami. - Skąd mam wiedzieć, co robicie, kiedy się ciągle po kryjomu spotykacie?
- Chris – syknęła kolejny raz, z trudem powstrzymując się od totalnego wybuchu złości. Zaczęła odczuwać pulsujący ból w okolicach skroni.
- A może to dziecko nie jest nawet moje, co?
Gdy tylko te słowa padły z jego ust, oboje momentalnie zamarli w bezruchu. Zapadła przeraźliwa cisza, która przerywana była wyłącznie ich nerwowymi oddechami. Wpatrywali się w siebie w milczeniu i chyba oboje nie byli do końca świadomi sensu słów, które przed chwilą zostały wypowiedziane. Alex poczuła się tak, jakby ktoś właśnie do niej podszedł i bez ostrzeżenia z całej siły spoliczkował. Kolejne bolesne ukłucie w żołądku sprawiło, że zakręciło jej się w głowie, ale wciąż dzielnie starała się nie pokazywać przed Chrisem żadnej swojej słabości. Dopiero kiedy w niewielkiej łazience kolejny raz rozległ się dźwięk jej telefonu, oboje lekko nieprzytomnymi spojrzeniami popatrzyli w tamtym kierunku. Ręka dziewczyny sięgnęła bardzo powoli po telefon, ale ona sama chyba nadal nie była w pełni świadoma swoich czynów. Chwilę po odczytaniu wiadomości, ponownie podniosła głowę i pustym wzrokiem spojrzała na stojącego naprzeciw niej chłopaka.
- Muszę wyjść – oznajmiła cichym, pozbawionym wszelkich emocji głosem i bez zastanowienia odwróciła się, ruszając w stronę korytarza. Pewne czynności wykonywała jakby znajdowała się w jakimś transie. Narzuciła na siebie kurtkę, wciągnęła czapkę na głowę i nie reagując zupełnie na nic, wybiegła z mieszkania. Gdy tylko mroźne powietrze uderzyło w nią po wyjściu na zewnątrz, przestała nad sobą panować. Gorzkie łzy zaczęły wypływać z jej oczu, rozmazując obraz. Dość stanowczym krokiem podążyła przed siebie, próbując uporać się z uciążliwym zamkiem odzienia, który ciągle się zacinał, wprawiając ją w jeszcze większą furię. W końcu odpuściła.
- Alex poczekaj! - krzyknął za nią Chris, ale nie zamierzała w ogóle odpowiadać. Kompletnie zignorowała jego nawoływania, wciskając dłonie do kieszeni spodni. Wciąż nerwowo maszerowała przed siebie, chcąc znaleźć się jak najdalej niego. W myślach zaczęła powtarzać sobie nic nieznaczące słowa, byle tylko zagłuszyć głos biegnącego za nią chłopaka. Każda próba kończyła się jednak niepowodzeniem, bo jego krzyk przeraźliwym echem uparcie odbijał się w jej głowie.
- Daj mi spokój! - wrzasnęła w końcu, ocierając wierzchem dłoni mokre policzki.
- Jedno jego słowo i znowu do niego biegniesz, prawda?
- Nienawidzę cię! - wykrzyczała na cały głos, czując po chwili nieprzyjemne pieczenie w gardle. Zatrzymała się na moment i odwróciła się w jego stronę. Mimo łez kątem oka dostrzegła oślepiający blask i przerażoną twarz Chrisa. Gdy tylko zerknęła w bok, ujrzała przed sobą dwa jaskrawe reflektory. Nie przypuszczała, że stała na samym środku jezdni.
- ALEX!
Po tym jak poczuła paraliżujące uderzenie, które unieruchomiło całe jej ciało, przez krótki moment słyszała jeszcze głos Chrisa, który żarliwie wykrzykiwał jej imię, ale z każdą kolejną sekundą otaczające ją dźwięki stawały się coraz słabsze, a ona nie miała już siły, aby walczyć z opadającymi powiekami.
Poddała się.

*

Był przekonany o tym, że skoro Alex nie odpowiedziała na jego wcześniejszą wiadomość, to albo była zajęta, albo po prostu nie miała ochoty na zjedzenie z nim pizzy, którą jej zaoferował. Dlatego też kiedy tylko po mieszkaniu rozległo się pukanie do drzwi, nie ukrywał zdziwienia. Mimo to jakiś dziwna, nieokreślona radość zawładnęła jego sercem, a uśmiech na krótką chwilę zawitał na usta. Odstawił gitarę na bok i podniósł się z kanapy. Nim zdążył dojść do przedpokoju początkowe postukiwanie zmieniło się w potężne, wyjątkowo nerwowo walenie. Nie sprawdził kto tak zaciekle próbował się z nim skontaktować i dość szybko tego pożałował. Ledwie uchylił drzwi, a niespodziewany gość z całej siły pchnął drewniane skrzydło, bezceremonialnie wchodząc do środka.
- Chris?! - zapytał zaskoczony, kompletnie nie spodziewając się go tutaj. Otwierał już usta, by zadać kolejne pytanie, ale w tej samej chwili chłopak z nienawiścią wymalowaną na twarzy chwycił go za ramiona i pchnął go na przeciwległą ścianę. Luke odczuł momentalnie to uderzenie, tracąc na ułamek sekundy oddech. Gdy uniósł głowę, Chris stał już ponownie naprzeciw niego, chwytając nerwowo górę jego koszulki i zacisnął na rozciągliwym materiale pięści. Cisnął kolejny raz jego ciałem, tym razem popychając go na stojącą w przejściu szafę. Luke osunął się bezwładnie na ziemię, nie potrafiąc złapać tchu, bo zderzenie było tak silne.
- Zabiję cię! - wysyczał, podnosząc go i z całej siły przygwoździł do framugi drzwi. Momentalnie wyczuł przykry zapach alkoholu, gdy chłopak nachylił się nad nim, dysząc ciężko prosto w jego twarz, a rozbiegany wzrok niespokojnie analizował każdy najmniejszy ruch.
- Popierdoliło cię! - odkrzyknął, starając się odtrącić go od siebie. Chris jednak wydawał się być zdecydowanie silniejszy, bo napędzała go niczym niezmącona nienawiść, która pomieszana ze sporą dawką alkoholu przez niego spożytego tworzyła mieszankę wybuchową, niwelując wszelkie zahamowania. Kolejny raz do niego doskoczył i zaciskając dłoń w pięść wymierzył siarczysty cios prosto w jego twarz. Luke miał wrażenie, że poczuł jak jego kości zagruchotały, a roznoszący się po całym ciele ból stawał się powoli nie do zniesienia. Gdy drugie uderzenie zatrzymało się na jego brzuchu, zaczął odczuwać nudności, a obraz przed oczami gwałtownie pociemniał. Nie był przygotowany na taki atak, dlatego nawet nie próbował się bronić.
- Alex jest przez ciebie w szpitalu, gnoju! - ryknął z furią i bez żadnych obiekcji uderzył go kolejny raz. Tym razem strużka krwi spłynęła po jego policzku z rozciętego łuku brwiowego. Zachwiał się na nogach, tracąc równowagę. - Zabiłeś nasze dziecko, rozumiesz? Przez ciebie Alex wpadła pod ten samochód! Bo znowu zachciało ci się spotykać z cudzą dziewczyną! Co tym razem, za dużo tabletek, czy może czegoś się biedny Lucasek przestraszył, co? - zaczął go przedrzeźniać, zmieniając głos na bardziej piskliwy. - Jesteś niczym! Zwykłym śmieciem!
Ostatnie słowa Chrisa nie doszły już do jego świadomości, bo następne uderzenie w twarz ogłuszyło go całkowicie. Padł bezwładnie na kolana, krztusząc się własną krwią. Nie był w stanie nawet unieść głowy, bo pulsujący ból paraliżował każdy jego ruch.
- Co z Alex? - wyjąkał, gdy ręce na których się podpierał, ugięły się. Chłopak zaśmiał się głośno, wpadając w histeryczny wręcz śmiech, po czym odsunął się na krok tylko po to, aby z pełnym impetem wycelować nogą w brzuch tarzającego się po ziemi blondyna. Luke zacisnął z całej siły zęby, ani przez chwilę nie chcąc jeszcze bardziej obnażać przed nim swojej słabości.
- Dla ciebie powinna być martwa! Nigdy więcej nie zbliżaj się do niej!












Biedny Lucas, prawda?

DZIĘKUJĘ WAM ZA WSZYSTKO!!


xoxo

2.16. I późną nocą sprawiała, że czuł się lepiej.


- Chris, opanuj się! - podniosła głos, kiedy blondyn kolejny raz poprawił jej poduszkę pod plecami, pytając o to, czy przypadkiem czegoś nie potrzebowała. Posłała mu litościwe spojrzenie, kiedy wyszczerzył się w szerokim uśmiechu. - Nie jestem chora, jestem tylko w ciąży – dodała z bezradnym westchnieniem i poklepała go delikatnie dłonią po policzku. Chłopak ułożył głowę na jej ramieniu i zaczął troskliwie gładzić brzuch, którego w zasadzie nie było jeszcze w ogóle widać.
- Będę ojcem, daj mi się wykazać – odparł z udawanym oburzeniem, zsuwając głowę na jej kolana. Alex zaśmiała się cicho i wsuwając palce w jego włosy, zaczęła nimi się bawić.
- Co byś powiedział na porcję lodów z bitą śmietaną i karmelem? - zaproponowała niespodziewanie, a on bez słowa podniósł się z kanapy i powędrował do kuchni. - Możesz przynieść jeszcze ogórki! - zawołała za nim, kiedy usłyszała jak wyjmował pudełko z zamrażarki.
- Skończyła się karmelowa polewa – oznajmił ze smutkiem, pojawiając się w drzwiach z trzymaną w dłoni pustą tubką. - Skoczę do sklepu, bo i tak muszę zawieźć do wytwórni parę dokumentów.
- Jeśli te dokumenty mają sprawić, że nie będę czuć się winna z powodu tego, że znowu musisz spełniać moje pragnienia, to nie licz na to – odpowiedziała z rozbawieniem, gdy ponownie się obok niej przysiadł. Pocałował ją szybko w usta i delikatnie uśmiechnął. - Nie musisz nigdzie iść, lody możemy zjeść bez polewy.
- Naprawdę miałem tam jechać – zapewnił stanowczo, ale ona i tak nie była w stanie mu uwierzyć. Dla spokoju przytaknęła bez przekonania. - Wracam za niedługo – dodał na pożegnanie i całując ją w czoło, chwycił z oparcia fotela kurtkę. Podążyła za nim wzrokiem, a gdy tylko straciła go z oczu, po mieszkaniu rozległ się odgłos zamykanych drzwi.
Rozsiadła się wygodniej, wyciągając nogi na stolik. W całym tym ciążowym szaleństwie jakie ogarnęło Chrisa od chwili, gdy powiedziała mu o dziecku, ten aspekt jego troski był najlepszym, co mogło jej się przydarzyć. Nawet w środku nocy bez żadnego narzekania był w stanie jechać na drugi koniec miasta tylko dlatego, że zachciało jej się pączka z czekoladą. Nigdy wcześniej nie wierzyła w te opowieści o bez przerwy zmieniającym się apetycie podczas ciąży, ale gdy tylko jej organizm zaczynał wariować, zrozumiała, że wszystko to było prawdą. Na samym początku miała dość spore wyrzuty sumienia, że tak bezczelnie wykorzystywała jego obsesję, ale później zaczęła tłumaczyć sobie, że skoro ona kolejne miesiące miała zmagać się z wszelkimi niedogodnościami wynikającymi z noszenia w sobie ich dziecka, to równie dobrze on mógł trochę pocierpieć. Aczkolwiek patrząc na jego zaangażowanie miała wrażenie, że to nocne wstawanie, ciągłe troszczenie się czy niczego jej nie brakuje były dla niego czystą przyjemnością. Oszalał na punkcie tego dziecka. Tym bardziej było jej głupio, bo ona tego optymizmu w ogóle nie podzielała, choć w jego obecności starała się tego raczej nie okazywać. Nie była emocjonalnie gotowa do roli matki, ale życie postanowiło wystawić ją na próbę. Radość Chrisa była jednak tak urokliwa i chwytająca za serce, że nie potrafiła dzielić się z nim swoimi obawami. Jej rozmyślania przerwało nagle brzęczenie telefonu, który leżał na szafce obok.
- Słucham?
- Chyba znowu to zrobiłem – Luke odezwał się po chwili ciszy, a jego słaby drżący głos nie zwiastował niczego dobrego. Był roztrzęsiony, a niestabilny, ciężki oddech powodował zagłuszający jego słowa szmer.
- Spokojnie, powiedz mi gdzie teraz jesteś – poprosiła bez pośpiechu, podnosząc się z kanapy. Bez zastanowienia ruszyła w stronę przedpokoju, próbując znaleźć kluczyki od samochodu.
- Mogłabyś przyjechać? - zapytał, ignorując kompletnie jej wcześniejszą uwagę. Po krótkim, żałosnym westchnieniu usłyszała odgłos rozbijanego szkła i aż drgnęła ze strachu, narzucając na siebie bluzę.
- Luke, gdzie jesteś? - ponowiła pytanie, tym razem zdecydowanie bardziej stanowczym tonem. Nim cokolwiek odpowiedział, zdążyła odnaleźć klucze, zamknąć mieszkanie i zbiec po schodach.
- Chyba u siebie.

*

Nie fatygowała się nawet, aby zapukać do drzwi, bo była przekonana o tym, że Luke na pewno ich nie zamknął. Wbiegła do środka i wiedziona dochodzącą z pokoju muzyką, ruszyła w tamtym kierunku. Raptownie zatrzymała się w progu, gdy jej oczom ukazał się ogromny fortepian, przy którym siedział chłopak. Jeden z jego łokci oparty był o górną część ramy instrumentu, w czasie gdy druga z dłoni przesuwała się powoli po klawiszach, wygrywając bliżej nieokreśloną melodię. Zdawał się być całkowicie pochłonięty tą bezcelową grą, nie zauważając nawet jej nagłej obecności. Tuż obok dostrzegła niewielką fiolkę z tabletkami i butelkę whisky. Z bezradnością opuściła ramiona i zdejmując z siebie kurtkę, odrzuciła ją na kanapę. Podeszła bliżej i praktycznie wcisnęła się na niewielki stołek, na którym siedział blondyn, zmuszając go do zrobienia jej miejsca. Nie protestował, nie podnosząc nawet wzroku znad klawiatury. Dopiero po chwili zorientowała się, że próbował zagrać kawałek, który doskonale znała. Cały czas jednak popełniał błąd w tym samym momencie, ciągle zaczynając grać od nowa to samo. Gdy pomylił się kolejny raz bez żadnego ostrzeżenia postanowiła przyłączyć się do niego. Gra na dwie ręce sprawiła, że Luke momentalnie się rozluźnił, a problematyczne przejście między zwrotką a refrenem wyszło im prawie idealnie, zupełnie jakby ćwiczyli je od lat. Z delikatnym uśmiechem błąkającym się na twarzy spojrzał na nią pierwszy raz tego wieczoru.
- Musiałem je wziąć, Alex – zaczął się tłumaczyć, a jego zaczerwienione, spuchnięte oczy nerwowo obserwowały ją. Był przerażony i nie potrafił już nad sobą panować. Niespokojnie zaczął pocierać spocone dłonie o materiał spodni, intensywnie przygryzając wargę. Znowu uporczywie chwytał zębami kolczyk, przesuwając go na boki.
- Już dobrze – szepnęła, obejmując jego rękę. Pochwycił ją tak łapczywie, jakby to była ostatnia rzecz, która została w jego życiu. To było niesamowite, jak wraz z jej dotykiem całe jego ciało zdawało się uspokajać, a wcześniejszy lęk w jego rozbieganym spojrzeniu momentalnie znikał.
- One sprawiają, że nie czuję się sobą, że staję się kimś zupełnie innym, ale z drugiej strony, kiedy ich nie biorę, to wszystko zaczyna mnie przerażać.
- Luke, jeśli będziesz brał je w odpowiednich dawkach i przede wszystkim nie popijał alkoholem, to będziesz czuł się lepiej – stwierdziła cicho, po czym niepewnie uniosła dłoń i odgarnęła z jego czoła włosy. Przez ułamek sekundy miała wrażenie, jakby musiała zajmować się małym, zagubionym chłopcem. Wyglądał tak, jakby od kilku dni nie wychodził z mieszkania, a jego blada twarz jeszcze bardziej podkreślała zsiniałe usta. Dostrzegła jak odetchnął z niesamowitą ulgą, gdy tylko opuszki jej ciepłych palców przesunęły się po zimnym policzku. Przymknął oczy, a nierówny dotąd oddech zaczynał stawać się bardziej miarowy i swobodny. Poczuła jak jego chłodne palce jeszcze ciaśniej zacisnęły się na jej dłoni, tak bardzo spragnione czyjegoś kojącego dotyku. Nie mogła jednak już zaproponować mu niczego więcej poza swoją przyjaźnią, a to sprawiało, że czuła się jeszcze gorzej. W tamtej chwili zrozumiała także inną rzecz, do której od dawna powinna się już przyznać. Luke, na nowo pojawiając się na jej drodze, wprowadził totalny mętlik, przy okazji uzależniając ją od swojej osoby. Nie była w stanie zrezygnować z niego, z tych krótkich spotkań, które zwykle pod osłoną nocy dzielili i choć doskonale zdawała sobie sprawę z tego, jak destrukcyjne było to dla obojga z nich, to pragnienie choćby przelotnego dotyku, spojrzenia, uśmiechu stało się zbyt ogromne, by mogła z nim walczyć.
- Boję się, Alex, tak bardzo się boję, że w końcu wezmę tego za dużo, że nie będę w stanie nad tym zapanować – przyznał w końcu z pełną szczerością, opuszczając głowę. To jedno, niedługie wyznanie sprawiło, że poczuła nieprzyjemne ukłucie w żołądku, które sprawiło, że zakręciło jej się w głowie. Jego głos brzmiał tak przeraźliwie smutno, przepełniony prawdziwym lękiem, z którym nie umiał sobie poradzić. Przysunęła się bliżej niego.
- Hej! - podniosła nieco głos, zmuszając go do spojrzenia na siebie. - Dasz radę! Po za tym zawsze, jak będziesz czuł się gorzej, możesz zadzwonić do mnie, rozumiesz? - wymusiła na nim obietnicę, choć nie była pewna, czy którekolwiek z jej słów miało dla niego jakiś większy sens. Ciągle odnosiła wrażenie, że jego myśli były gdzieś daleko, poza wszelką kontrolą.
- Najgorzej jest kiedy nadchodzi noc i robi się ciemno, wtedy już nie ma od tego ucieczki – przerwał na moment i pełnym obaw wzrokiem spojrzał na nią. - Pewnie masz mnie za wariata, prawda? Pewnie myślisz, że powinni mnie zamknąć.
- Luke – westchnęła z pobłażaniem, mocniej chwytając jego zimną dłoń. - Oczywiście, że tak nie myślę! - zaprzeczyła gwałtownie. - To przecież całkiem normalne, że się boisz, każdy czegoś się boi – dodała, po czym miała wrażenie, że na jego ustach na niedługi moment zagościł pogodny uśmiech.
- Muszę zapalić – oznajmił dość niespodziewanie, podnosząc się z taboretu. Alex uniosła głowę, podążając za nim wzrokiem. Po dwóch krokach odwrócił się za siebie i popatrzył na nią. - Poczekasz tutaj? - spytał cicho, a jego słaby głos wypełniła nutka nadziei. Blondynka skinęła tylko głową i uśmiechnęła się delikatnie.
Gdy wrócił po pięciu minutach, nie zmieniła nawet pozycji na niewielkim stołku, próbując zagrać melodię, która chodziła jej po głowie. Dopiero czując ten charakterystyczny zapach dymu papierosowego, zdjęła obie dłonie z klawiszy i zadzierając głowę, spojrzała nad siebie.
- Podsuń się trochę do przodu – polecił niespodziewanie, a ona tak po prostu wykonała tę zaskakującą prośbę, robiąc mu trochę miejsca na krzesełku. Usiadł za nią, opierając się o jej plecy i ramionami obejmując całą jej sylwetkę. Nachylił się mocniej, przylegając do niej jeszcze bardziej, a brodę oparł w zagłębieniu jej szyi, aby lepiej widzieć klawiaturę fortepianu. Był tak blisko, że każdy głębszy oddech sprawiał, iż napór jego ciała stawał się zdecydowanie większy, a chwilami miała nawet wrażenie, że wyczuwała bicie jego serca, kiedy opierał się o nią. Zamknął ją w czułym objęciu rąk, odcinając każdą możliwą drogę ucieczki z tej niezręcznej sytuacji. - Nigdy nie sądziłem, że uczą księżniczki grać na takich dużych instrumentach – skomentował z charakterystyczną dla siebie nutką ironii jej wcześniejsze poczynania, a Alex zerknęła w bok, posyłając mu litościwe spojrzenie i wywróciła nienaturalnie oczami. Nie zamierzała droczyć się z nim na tak błahe tematy, chociaż w głębi serca ta niby nic nieznacząca aluzja sprawiła, że kąciki jej ust nieznacznie uniosły się, przywołując w pamięci dawne czasy. Musiał to zauważyć, bo sam się roześmiał i podsunął jeszcze bliżej niej. Cały jego tors przylegał do jej pleców, a gdy poczuła ciepły oddech na szyi, zadrżała, będąc przekonaną, że i on poczuł ten niepożądany dreszcz.
- Jeszcze wielu rzeczy o mnie nie wiesz.
- Zagraj coś – poprosił, nie reagując na jej wcześniejszą uwagę. Wzięła więc głębszy oddech i w komiczny sposób, udając profesjonalistę zaczęła rozciągać palce, po czym ułożyła je na klawiszach, rozpoczynając pierwszy utwór jaki przyszedł jej do głowy.


Opuściła ręce na kolana, gdy tylko skończyła grać. Utrzymująca się między nimi cisza powoli stawała się wyjątkowo niezręczna. Potarła dłonie o siebie i znowu zerknęła na niego.
- Muszę iść, już późno.
- Dziękuję – wyszeptał prawie bezgłośnie, powodując niewielki uśmiech na jej twarzy. Kiedy wstał, podniosła się razem z nim i bez słowa sięgnęła po leżącą na oparciu sofy kurtkę.
- Do zobaczenia Luke – mruknęła niewyraźnie i ruszyła w stronę wyjścia.
- Alex, poczekaj – zawołał gwałtownie i nim ponownie odwróciła się w jego stronę, był tuż za nią i z całej siły pochwycił ją w swoje ramiona. Jego lekko drżące dłonie przesuwały się zachłannie po jej plecach, tuląc ją do siebie łapczywie, jakby bał się, że była to ich ostatnia wspólna chwila. Zatopił twarz w jej włosach, przyciągając mocniej do siebie. W pewnym momencie i ona poddała się magii tej jednej chwili, otulając troskliwie rękami jego szyję.
- Naprawdę muszę już iść – wymamrotała, choć tak naprawdę oddałaby wiele, aby zatrzymać czas, aby ta chwila już nigdy się nie skończyła. Kolejny dreszcze wstrząsnął jej wątłym ciałem, gdy jedna z dłoni subtelnie przesunęła się po dolnej części jej pleców. Luke tak doskonale był świadom tego, jak czułym punktem było to jedno, specjalne miejsce i za każdym razem wykorzystywał to, sprawiając że bez reszty zatracała się w tej przyjemnej pieszczocie.
- Wiem – przytaknął, ale jego palce nadal czule przesuwały się po odkrytej skórze, gdy kawałek jej koszulki zadarł się przy unoszeniu rąk. Z niesamowitą łagodnością i czułością gładziła dłonią jego włosy, gdy oparł głowę na jej ramieniu.
I nie chcieli tego przerywać, choć tak doskonale oboje zdawali sobie sprawę, że nie mogło to dłużej trwać.

*

- Czyś ty już do reszty oszalała?! - wrzasnął na powitanie Chris, gdy tylko usłyszał jak zamykane przez nią drzwi zatrzasnęły się. Drgnęła ze strachu, dostrzegając go wściekłego w progu. Odwiesiła kurtkę i zsunęła ze stóp buty, próbując zapanować nad złością, która powoli zaczynała przejmować nad nią kontrolę. Wzięła kilka głębszych oddechów i spojrzała na niego niepewnie.
- Napisałam ci wiadomość, że idę na spacer. Nie sądziłam, że tyle mi to zajmie, a później rozładował mi się telefon i nie miałam jak się z tobą skontaktować – wyznała spokojnie, podwijając rękawy bluzy. Momentalnie odwróciła wzrok, nie potrafiąc znieść tego osądzającego spojrzenia blondyna. Kiedy tylko podeszła w jego stronę, próbując ominąć go w wejściu, raptownie chwycił ją za ramię i przyciągnął do siebie.
- Kłamiesz! - warknął nerwowo, a ona dostrzegła w jego oczach furię i złość, nad którymi nie potrafił już zapanować. Wiedziała jak bardzo przewrażliwiony był ostatnio na jej punkcie, dlatego informacja, że udała się do Luke'a wytrąciłaby go kompletnie z równowagi, więc wolała część prawdy zachować dla siebie.
- To boli – jęknęła, próbując wyswobodzić się z jego objęcia. Z przerażeniem spojrzał na zaciskające się na jej ręce palce i momentalnie ją puścił. Zrobiła krok w tył, rozmasowując sobie pulsujące z bólu miejsce. Chris wydawał się być zawstydzony tym, co właśnie się wydarzyło. Posłała mu krótkie, rozczarowane spojrzenie.
- Byłaś z nim, prawda? - zapytał nagle, wprawiając ją w totalne osłupienie. Otworzyła szerzej oczy, a coraz szybsze bicie serca sprawiało, że zaczęło brakować jej tchu.
- O czym ty mówisz?
Chris uśmiechnął się ironicznie i pokręcił z dezaprobatą głową.
- Po prostu odpowiedz. Obiecuję, że nie będę zły – oznajmił po chwili, próbując się do niej zbliżyć. Doskonale widziała to poczucie winy w jego spojrzeniu po tym, co przed momentem zrobił.
- Już ci powiedziałam i nie mam pojęcia, co próbujesz w tym momencie mi zasugerować – brnęła dalej w swoim kłamstwie, zaciskając coraz mocniej dłonie w pięści. Ciężko oddychając, spojrzała na niego z malującym się w oczach zawodem i ominęła go, wchodząc do kuchni. Oparła dłonie o blat i pochyliła lekko głowę, próbując unormować oddech.
- Alex, nawet twoje włosy pachną tymi jego cholernymi papierosami!










Do teraz nie mogę dojść do siebie po waszych teoriach na temat tego jakby to zrobić, aby dziecko okazało się być Luke'owe. Wasza kreatywność nie zna granic. 

Stokrotne dzięki za każde wejście, każdy komentarz, każdą wiadomość. To jest niesamowite. Wy jesteście niesamowici. 
WOW.

xoxo